Pan Tealight i Pritti…

„Pan Pritti był mały i siedział w wózeczku

I przyszedł Pan Doktor,

się masz jakoś Prittieczku?

Ten na to, że nie wiem,

że bytności swej niepewny, jednakże azaliż

kółka trza mu naoliwić w te pędy!

Że smaka ma na ser

taki smażony

i frytki do tego i ogórek małosolny!

A potem się można

go nowu zapytać, się jak tam czuje

może coś… odbekać!

Pan Tealight miał ostatnio intrygujące dni.

Jakoś tak sypiał, wiele i dużo, mocno i głęboko, a w tych snach naprawdę walczył, naprawdę się męczył i seryjnie zaczynał ich mieć dość. Ale z drugiej strony nie chciał nie śnić. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane zawsze mu mówiła, iż brak snów, to największy, oraz całkowicie najprawdziwszy z  koszmarów. Pożeranie przez pajączki, takie wrzące, małe, wścibskie i zboczone, to przy tym pikuś… nieposiadanie onych momentów, tak rzecywistych, chociaż…

… może to teraz było snem?

A może jednak…

Nie?

Tylko te wszelakie byty dziwnie kłębiące się u progu Białego Domostwa, niektóre nawet ometkowane, choć jak zwykle niechętne sprzedaży, ale zawsze chcące coś kupić… za darmo lub szczęśliwe fasolki… na prykład wiedźmę składaną, czy demona do samodzielnego montau, z sosny wciąż się lepiącej od żywicy…

Były nazbyt niesenne…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Okay, nie wiem, może raz było tak, by tak ładnie śnieżyło… i to w Szwecji, i Danii też! Alleluja!!! Śnieg! Okay, nie jakieś tony, ale jednak… drogi oczywiście raczej czarne, ale i zimno i wietrznie i śnieg, nosz zima kurna… ale w te pędy najpierw przez Ystad do mostu… Bo przecież do Danii trzeba wrócić, na chwilę, a w Danii na terytorium Polski, jakkolwiek dziwnie to brzmi, zaliczę tego dnia trzy kraje.

LOL

Na szczęście most działa, znaczy otwarty…

… wiedzieliście, że podobno tak dobrze im idzie mostowym trollom, że spłacą się szybciej z tych tam pożyczek i nie, nie obtanią z tej okaji mostu, choć podobno nad tym myśleli, HA HA HA cholera jasna perkele satana, nie, ale podobno ulepszą coś tam, może docerują, nie wiem, pewno sobie wypłacą…

… jak zwykle.

PS. DAO dao dupy… ale, to inna opowieść. EKhm… denerwująca i krzyżująca moje plany, prawdziwy upadek wszelakiej inteligencji oraz brak poszanowania tych, który nie chcą tych cholernych telefonów mieć przy sobie, ze sobą, na sobie, wszelako wolą w ciszy skrobać na papierze coś… czy osób starszych. Okazuje się, iż wszelkie rozwiązania papierowe, obiecane zresztą prawnie, dają ciała na całego. Sama dostaję listy z września, grudnia, a mamy luty… tia… zobaczymy jak to będzie…

… ech…

Kolejny problem, jak już na tym moście siedzę, znaczy przespałam go, więc dugresje rzucają się na mózg same… Okay, no sorry, aviomarin sprowadził ten dziwny bezwład i tyle. Tak to jest i jakoś tak wolę, mniej stresu. Chociaż to ja wiem, gdzie są noże do przecinania pasów i tak dalej. No co? Myślicie, że nie przygotowałam się na wypadki wszelakie i widziane w literaturze… oczami wyobraźni tym straszniejse? Oj się przygotowałam. W ramach prawa oczywiście, bo nam nie wolno dłuszych noży i sprężynowych i trawki…

… i…

… jak widać poczty też nie wolno?

No ale…

Kopenhaga i śnieży… 

… i tak, jak zwykle znalezienie miejsca parkingowego w mieście graniczy z cudem równym obniżkom cen masła, na które trafisz, które będzie i pozwolą ci kupić więcej niż kostkę, tudzież zobaczenie potwora z Loch Ness czy Big Foota, no co? Trolle widzę codziennie, więc… więc Illum. Parking jest, nawet jest coś wolnego, cena, lepiej nie myśleć, nie patrzeć, potem człowiek będie ył na mące i wodie, potem to premyśli, ale jeśli ma załatwić kilka rzeczy w okolicy, to ten parking, to często jedyne wybawienie, i to bezpieczne… aczkolwiek, dziwna rzecz, ale dałabym sobie jednego włoska przyciąć, że ktoś mi próbował plecak otworzyć… dziwne, precież to Dania? Nienawykłam do tego, e w Szwecji tra się pilnować wiadomo, ale u nas…

… ech…

To przez ten brak edukacji.

Nie potrafią idioci biednego rozpoznać.

Miasto lekko ino ludziowe. Boczne uliczki urocze w rytmie padających, lekko zacinających kulek stuyropianu, dziwnie nieprypominających śniegu, ale… najpierw odkrywam, że mają Jellycat w Illumie. No patrzcie, potem popatrzyłam na wejście do sklepu Chanel, no przecież, że nie weszłam, eksperyment przeprowadzam, wejdę kiedyś, promise! Ale goryl był potężny, zdmuchnąłbymnie i urządził wiedźmoeksmisję! Jakie to intrygujące, takie machanie z dystryktu 12tego do jedyneczki… ech, nie było kiedyś takiego programu dla dzieci? Hmmm… Mniejsza, ciekawe, czy by mnie wyprosili, czy Pretty Woman zagrali  szyderczym rżeniem, czy uznali, za sprzątaczkę? A teraz Pop Mart. No co, jest, to chcę w końcu zobaczyć i tak, mam Labubu, a co?

Człowiek miał fioła na punkcie tych figurek wcześniej, ale teraz może na nie popatreć i przynam, pluszowe straciły na jakości, ale te mieszanki plastiku i żywic jak Skullpanda czy Hirono, urzekają mnie. No po prostu rozbierają na części. Ta grafika, te pudełka, tak wkurwiające jest to, że nie mogę sobie wybrać figurki, którą chcę, ale jednak, jak kupujes pierwsze, czy drugie, to jakoś to cię ani ziębi, ani wieje.

Chcę Hirono misia!

Tak, niby jestem dorośłym osobnikiem, ale jakś tak, nie przyznaję się do tego. Trudno te do końca to ropoznać, więc… ale w konsulacie się zachowywałam! Oj, i to jeszcze jaka byłam grzeczna! To Masław nawrescał na babę, co chciała na siłę w kolejkę się wepchnąć. Wiecie co, w Danii, w kolejkę? Serio? Co to, Polska? Chociaż, to chyba terytorium polskie, więc… babapróbowała… zarysuję sytuację, wchodzi kobieta, w pomiesceniu są 3 osoby, pyta się jednej, czy jest ostatnia, ta nic nie mówi, więc ta stwierdza, to ja za panią. Przypomnę, iż w konsulacie zapisujesz się na godziny, a jak ino coś odbierasz, to może wystąpić kolejność przypadkowa, ale jednak, bez walk… choć… ale to babsko było dziwne. Takam nieprzyzwycajona, jakbym osobnika z Matplanety oglądała. No nic, widać baba liczyć nie potrafiła, nie widziała umieszczonych na krzesłach ludzi, ino tamtą kobietę, też tak można. Na razie konsulat odszczekany!

Mam dość.

Ale panie są miłe, choć to fajne! <3

No ale, teraz ino kilka chwil i będiemy z powrotem w Szwecji… jakoś tam więcej miejsca, nie wiem, no i górki są… płaskość terenów zalewowych mnie dobija, no i jescze te pleśnie. Przerażają mnie… c.d.n.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pritti… została wyłączona

Pan Tealight i Wieloskop…

„… patrzenie.

Podglądanie…

Widzenie tego, co może i powinno być ukryte, może i należy wyłącznie dla innych, tych dwojga za szybą zasłonętą bardzo przejrzystą woalką, firanką, koronkami, lub niczym… nawet oknem uchylonym, ale przecież, na dwunastym piętrze ino ptaki, chmury i aniołkowie mogą coś zobaczyć?

Ino one?

Prawda?

Przecież można się czuć bezpiecznym i cudownie odłączonym od całego Wszechświata, i robić te swoje rzeczy, bo kogo to interesuje, gdy jest się kimś całkowicie zwyczajnym, całkowicie nudnym i normalnym… no dobrze, może akurat to ostatnie, to niezbyt, ale wszystko inne? Nie ma w tym magii, ni czarów, czy też ciął nagich i namiętnych, więc kogo obchodzę… ja?

Siebie?

Ciebie?

Dlaczego ktoś chciałby widzieć akurat mnie?

Przecież to chyba aż ono nadmierne poczucie wielkości, wielkie zadufanie w sobie… nie no: my, ja, nikt nie podgląda, nikogo nie obchodzimy, niewidzialni, ale to odbicie w szybie, te kroki, dziwne cienie…

… coś, czucie ono…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Celsjusz” – … opowieść czy prawda? Tak bardo zawsze nie do końca wiem, czy Elsberg pisze o tym, co jest, czy tym, co araz się wydary, bo co jak co, ale kurna nie zmyśla. Niestety… dlatego powiem od razu, jeśli przerażają was wiadomości ze świata, newsy wszelakie, to ta książka was przerazi. Nie wystraszy zwyczajnie, ale uświadomi, iż mamy, lekko mówiąc, przesrane…

Przejebane.

W dupieśmy!

To już kolejna powieść która opowiada o nas, naszym świecie, o onej rzeczywistości człowieczeństwa, tym razem w klimacie… klimatu. Klimatu, którym się manipuluje, zaskakująco łatwo, ale też nie bacząc na konsekwencje. Mieszając z nad podziw spójną i gładką łatwością prawdę z fikcją, w którą trudno uwierzyć, iż takową jest, autor prowadzi nas przez znany nam świat, naszą codzienność, pokazując, jak łatwo manipulować maluczkimi, jak to ci uprzywilejowani finansowo i pozbawieni skrupułów bawią się naszą codziennością, oraz jak bardzo trującą manią jest…

… cyfrowość świata.

I jak to nagle oni zwykli zjadace chleba są obrzucani kalumniami za to, i śmieją się… oddychać… oto kolejna powieść z przyszłości, a może naszej rzeczywistości, której nie widzimy. Której nam nie ujawniono… oto opowieść o planecie, naturze jej i tego dwunoga, który serio ma skłonności do samodestrukcji i wymyślania wszelakich… estetyk… niesamowita opowieść, ale…

… dla tych o mocnych nerwach.

Niesamowita, ale nie każdemu przypadnie do gustu. Urywane dialogi, rozstrzelenie czasem chronologiczne, w rzeczywistości one prawdopodobieństwa, narracja mocno poplątana, ta powieść wymaaga uwagi! I to całkowitej… jest jak horror, który co prawda wyciąga macki, ale to ty musisz się do nich przyczepić…

… i to sam…

Nadal wieje, ale popłyńmy na kontynent…

Choć najpierw nadmienię, iż jest 6ty i Christiansoe po raz pierwsy od około 10 dni dostali zapasy… bo wiecie, pizga… Stormowo jest od jakichś 3 tygodni i to w wersji raczej stałej, wsczególności dookoła Wyspy, a może i czasem w onym dziwnym pasie zwanym szwedkim, dookoła…

Wiatr jest męką…

A przecież zwykle storm trwa noc, wieczór i dzień może, ale nie więcej, a raczej nigdyś tak było, z onymi wiatrami w okolicach dwudziestki… i tak, wiem, dziwnym mam miernik, ale to wyznacznik mojego bólu głowy, tudzież napaadów lękowych, bo wiatr to potrafi, i taki wiejący jakoś od połowy stycznia, co prawda trzymających resztki skromne śniegu na ziemi, obecnie zmieniające się w wodę… niestety, ale… zapasy na archipelag wysp dostarczył jakiś wojskowy statek i mają, czego potrzebowali, bo tam to dopiero jest odcięcie od świata.

A to mnie naywają Mniejszym Krańcem Świata…

Wróć, to ja się tak nazwałam. LOL

Azaliż wżdy, tam bym żyć nie chciała, co jak co, ale jednak, brak rzek, jezior, jakiejś tam ruchomości, ona skała, fascynująca i piękna, te zabudowania, morze, one życie na skałach, piękne, jednak… nie, to nie dla mnie, jak mogę zobaczyć jeden koniec świata z drugiego, to już jest racej zbyt wiele dla mnie… znaczy zbyt mało… I tak, byłam tam, kilka razy, i znałam ludzi, którzy tam mieszkali…

To serio dla tych, co wolą specyficne życie i mogą się nie myć.

No wiecie… woda.

Ale…

.. wybieramy się na wycieckę, znaczy do konsulatu, więc się nie podniecajcie, aczkolwiek, będzie PopMart! Może ono podniecenie nie jest takie jakieś… no, zbędne całkowicie? Ale… w tym momencie wiem tylko, że będzie bujać, bo pizga i jest trochę śniegu, więc wyjeżdżamy z domu wcześniej, bo trzeba niczym żuczek… w końcu na Wyspie przestali odśnieać nocami.

Kończą robotę w okolicach szóstej i nic więcej…

Serio.

… więc jedziemy około sóstej rano, ciemno, ale już nie tak jak w grudniu, ech, ciemność już ustępuje powoli światłości, smutne to, lecz co na to poradzisz? Możesz zamknąć oczy, jednak po co? Dlaczego… zerkam na mapę fal, na razie na niebiesko, żółcienie się nie pojawiły, może nie będzie aż tak źle? W końcu psy mogą płynąć, ale konie już nie, więc… wszystkiego mona się spodziewać.

Biedne zwierzaczki…

Wyobrażacie sobie być zamkniętym w puszce na kołach, postawionym na ruchomym pokładzie, gdzie grube łańcuchy trzymają koła… gdy fale tańczą… koszmar, dlatego, dziś ino pieski i kotki. Reszta zostaje na stałym lądzie, który dziwnie nie zdaje się być stały, bo wieje w urwał mać! Mocno nader… około 17tu… tia, muszę wyjaśnić kiedyś oną skalę. Napiszę ino, że w drodze powrotnej fale będą miały 2 metry i to będzie rollercoaster… taki tam spojlerek. A co…

… mogę.

Wjazd na prom już pokazywał, że raczej szykują się na niepewności, ale… buja w drodze tam, tak raczej, dość spokojnie. Tak raczej bez przesady. Znaczy wiecie, buja, jak najbardziej, ale proszki na chorobę morską, aka avio, trzymają i tak pusty żołądek, człowiek wysikał się jeszcze w porcie, to polecam szczerze, siku zaraz po boardingu, jeszcze przed wielkim morzem, więc…

Płyniem.

Względnie spokojnie…

I docieramy na kontynent, gdzie śnieg pada… WOW!!! c.d.n.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wieloskop… została wyłączona

Pan Tealight i Wielka Ucieczka…

„Na początku był okruszek, a potem nastało wszystko inne… klocki Lego to były przy tym pieszczotą! Okruszek posiadał nie tylko dolność multiplowania się i to w zastraszającym tempie oraz twardościach, bardzo ostrych krawędziach i niesamowitej woli przyczepności, więc… świat uznał go za interesującą część siebie, a będąc częścią, uzyskał i świadomości, bo czemu tylko jedną, wieloświadomość powalała na większą zabawę, oraz dostęp do wszelakich subsydji i sponsoringów; w końcu nawet robił sobie konta w mediach społecznościowych, by po pewnym czasie zacząć sprzedawać kursy…

Klocki Lego były zazdrosne.

Pewne Królestwo chciało walczyć o dominację, nawet znak towarowy, ale… w końcu stwierdzili, iż przegrana nie wyglądałaby dobrze na drewnianych łodziach ze smokami, tudie w formie książki, czy ekranizacji, więc… postanowili uznać siebie, za tych, od odmiennych nieścisłości w regionach stóp. A przede wszystkim a tych, które pasowały do siebie, bo Okruszek, jako całość nie istniał, choć mit Wielkiego Okrucha był formą religijnego zastraszenia, to jednak nie… no nie, nie dało się. Próbowali. Nawet mieli zebrania, mityngi i wszelakie AO, lec jako wspólnota, zwyczajnie nie pasowali do siebie. Nawet wtedy, gdy pochodzili z jednego chleba…

Ciasteczka, które dzieci rzucały na ścieżce, a które stopą gołą zaliczył ojciec, po czym bachory sklął i postanowił sobie nowe zrobić…

Taka bajka.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Mroczna laguna” – … oj dobra! Zaskakująco dobra, chociaż sam początek nie zwiastował… wprost przeciwnie, mająca problemy ze słuchem szefowa kuchni po prejściach arazem rodinnych, jak i zawodowych, nagle znajduje się w dżungli. Niby powód jest oczywisty: chory ojciec, jednak, coś nie styka w jej opowieści, więc czytelnik zaczyna się zastanawiać i tutaj go autorka ma… na onym zastanawianiu. W onej matni nagle zwalających się do łba pomysłów, że może ta opowieść wcale nie jest taka prosta, i wcale, a wcale nie wszystko jest prawdą, iż wspomnienia, to tylko część prawdy, a czasem, nieprawdy, a nasza bohaterka, cóż…

Jest sobą…

Za to okoliczności przyrody, szczególnie w obliczu snestormu za oknem, na pewno wielu ocieplą dusze. Jak i same wydarzenia opisane w onej historii. W rozwalającej się posiadłości starego badacza orchidei, tropikach, onej parnej wolności, której osobiście nie lubię, gdzie wszystko może i chce cię zjeśc, lub zastrzelić… często nie ma wyboru zgonu. Gdzie wsystko można zacząć od nowa, ludzie są inni, lub… zakończyć… Gdzie zbrodnie ożywają, a konsekwencje zabierają głos…

… oj, dobra powieść.

Zaskakująco dobra…

… zwrócenie uwagi na problem utraty słuchu u młodych osób, bardzo ważna, ale konsekwencje niesłyszenia i ich powiązania ze stosunkami społecznymi i tym podobnymi aspektami życia, imponująco intrygujące. Człowiek po przeczytaniu googla jak szalony… bo czy to prawda, a tamto, a same orchidee…

Naprawdę polecam.

Dla dreszczyku, thrillelowatości, opowieści o człowieceństwie, pasji, która wpływa nawet na miłość i to nie pozytwynie, oraz… o naturze, która zawsze dostaje to, czego chciała… czy to natura natura

… czy też ona nasza, pogmatwana ludzka natura…

Z cyklu przeczytane: „Okowy zimy” – … oj… coś nie pykło w tym 14tym tomie kojocio-wilkołaczej serii. Z domieszką wampirów, pradawnych i czego tam chcecie. Po pierwsze, bez urazy, ale homoseksualim, to zwykła sprawa, jednak wselakie wokeistowskie wstawki, które dają się być wciśnięte w tekst, tylko po to by były, by pasować do tak wanej, internetowej rzeczywistości… no błagam! Przecież operujecie w świecie mitów. Tam więksość bogów miała żeńską i męską postać. Frey i Freya… taki tam przykład… z Północy, bo będzie w onej fabule zimno… po tym jak nagle pojawia się brat naszej ukochanej bohaterki, zawsze w smarze utytłanej, trzeba znowu poruszyć swiatem Pradawnych… i tutaj coś nie styka, bo poprzednie wydarzenia, które wciąż jakoś kotłują się w jej umyśle i ciele, no powinny jakoś mocniej wybrzmieć, ale tego nie robią… nagle niektórzy Pradawni zdają się być aż zbyt słabi, a inni, kosmicznie mocni…

Miłość i wiążki?

Tutaj, jak zawsze w porządku. Poboczne wątki, jak ten o zakochanej wilkołaczycy w człowieku, wątpiącej w siłę onego, dobry temat do przemyślenia, ale, czy naprawdę tak wciąż trzeba naciskać na stosunki homoseksualne? Ten ma męża, a tamten go nie ma? Eeeee? Jeżeli coś ma być równe, to nie można wciąż nad tym stawiać akcentu… Przejdźmy do porządku dziennego i walczmy ze złymi bez zaznaczania z kim sypiają. Błagam!!! A… i jeszcze wampir, który wciąż dzwoni i pewno wszystkich zeżre w części kolejnej… ciekawe jaki kijaszek jego pokona… serio… Tak niepotrzebny wątek, wystarcyłby jeden telefon, naprawdę… i ogłupianie naszej bohaterki?

Co?

Ona się w rozumieniu tego świata uwstecznia, czy jak to jest?

Przecież oblatana była?

Kiepska, ale wciąż da się przeczytać… czasem kląc, no ale… Opisy malownicze, ale tęsknię za Marrokiem, za starymi bohaterami, bardzo.

Prognozy pogody, to chyba raczej jakiś żart ostatnio, no ale… zaczęli dodawać, że mogą się mylić…. że nie na pewno, ale jednak nie do końca, groza, trójkącik, snestorm i tak dalej… w rzeczywistości mamy mokry śnieg i wiatr… żadnego tam zagrożenia życia, no ale, chyba to ciągłe krzyczenie: wilk, tudzież, zależnie od bajki: ogień…

… zaczyna sprawiać, że ludzie olewają już oną prognozę.

Pomijam fakt, iż w takim miejscu jak Wyspa prognoza pogody zwykle spełniała się co do godziny. Jak miało zacząć padać o trzeciej, to otwierałeś parasol… a teraz, jakoś tak się wszystko mija mocno z prawdą.

Często bardzo mocno.

No ale… wieje, pada, ciemno nawet, mamy koniec stycznia i zaczynam się zastanawiać nad tym, kiedy to wszystko się jakoś tak zrobiło? Wiecie, niby to Rok Konia, ale jednak a tak kurde galopującego?

Prrrr!!!

Co do polityki, to odmawiam komentowania, ale wszyscy podminowani… i to dosłownie, jeśli chodzi o co niektórych. Dla zdrowotności naprawdę zalecam nieczytanie pewnych mediów, a już te tiktoki i inne cyrki, odpuście sobie. Szczególnie porady w typie, co tam sobie i gdzie włożyć, by być młodym i pięknym.

Zalecam gapienie się w okno… LOL

Gdy tak szarpie domem i wieje a nadto, to człowiekowi pod deklem się znowu coś tam mami i dziwne sny ma… na przykład dziś miałam o topieniu się i ogórkach i to dokładnie onych nie szklarniowych, a czystych, wymytych, najlepszych gruntowych… czy te wiecie, jak to się mówi, no domowych. Teraz tak się zastanawiam, co to ma znaczyć? Wolę nie szukać, ale…

… korci…

Woda, z tego, co pamiętam, to symbol przemian, ale ciągięcie za nogę w toń zieloną, co to wcześniej była błękitnym basenem dookoła się willi rozciągającym, no nie wiem, ale te ogórki, wyglądały tak smacznie… teraz też zastanawiam się, czy to była ino woda, czy ta  ogórków, no wiecie, małosolne, kiszone, konserwowe…

… ech, człowiek by jadł.

Takie dobre, jak drzewiej bywały.

Wiatr, to wszystko przez ten wiatr, a ma tak pigać pre tydzień, co najmniej! Co to będzie, kurde? Gorzej, czy lepiej? Nie wiem… ale nie narekam, już chyba wolę koszmarne, atakujące ogórki, zombiczne może, niż niespanie.

Albo spanie bez onych snów.

… więc wieje. A jak u nas natura szaleje, to i ludzie muszą się sobą naprawdę ająć. Nie za bardzo wchodzić w rozmowy, nie konfliktować, a jak już, to sobie osobiście, u siebie z siekierką, a nie, że publicznie. Świeczki w oknach oczywiście są, ale to całoroczna sprawa, niezależna od pogody. Pierwsza rzecz, często, którą się robi, gdy ktoś przychodzi… wiecie, zwyczaj, nie zwyczaj, potrzeba przy takiej ilości wody? Balansowanie żywiołów, czy też coś w ten deseń?

Nie wiem…

Ale palę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wielka Ucieczka… została wyłączona

Pan Tealight i Burp…

„Zaczęło się od uczty…

Właściwie, to wszystkie opowieści powinny się tak zaczynać.

Onymi potrawami, ale najpierw coś dla porszenia żołądka, trochę mięty, małe co nieco, by rozbudzić zmysły,w końcu apetyt rośnie w miarę… onego nieskomplikowanego pożerania. W końcu wiadomo to nie od dzisiaj, z talerza, liścia, czy drewienka, kamienia, podłogi, ziemi… do ust, więc… najpierw miętowy likier i jakieś przystaweczki… może ten amuznięty sobą krzaczek, moe coś w muszelce, może coś, czym splunął ptaszek, czy też jego gniazdko, jajeczko… kurde, kto to je…

… nie wiem, ale jedzą.

Jedzą…

Sam proces jest dość obrzydliwy.

I pełen głośnych dźwięków, które brzmią raczej wyraiście obleśnie, w szczególności, jeśli jest się tym, który akurat ich nie wydaje, tudzież nie je, lub gorej, jest głodny i patrzy, lub zwyczajnie, ma jakieś poczucie estetyki… ale gotowanie, przygotowywanie, uprawianie ziemi, głaskanie krów, obieranie, rzeźbienie, doprawianie i te zioła, oj, jeszcze te zioła, tak… to jest piękne. To prawdziwa sztuka… jedna z najwyższych, bo pomagająca utrzymać życie w dobrym zdrowiu.

A potem…

Jest koniec.

I ja.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „W głębinie” – … dziwna. Z jednej strony cłowiek wiedział, iż będie to specyficna książka. Wiecie, taka zamknięta,  niewielką ilością postaci, ale i pewno nispodziankami i tk jest. W końcu to opowieść o nurkach głębinowych. O grupie ludzi, którzy na miesiąc prenoszą się w inny świat, inne ciśnienie, inne mają powietre do oddychania, schodzą na dno oceanu, wiecie, te wszelkie sprawy wiąane z wydobyciem ropy… ale… jeżeli ktoś czyta thrillery od początku, to pewne rzeczy wyłapie od razu, niestety. Pewne niespodzianki się nie pojawią, a zakończenie może…

Hmmm, zawieść…

… bo jakoś tak, nie do końca i nie wprost powiedziano co się stało, ale… oto mamy naszą grupę nurków. Będą siedzieć przez miesiąc w malutkiej przestrzeni, pracować na dnie, a naszą narratorką jest kobieta, jedna z niewielu w tym zawodzie. Lubiana, ale jednak, wiecie, kobieta… która ma swoje własne demony, ale kto ich nie ma, tu wszyscy poranieni, taki zawód, a kobiecość… tak naprawdę, różnica w byciu babą, to tylko wstyd i czasem zdarzający się zboczeńcy i sprawy prysznicowe, wspomniane tutaj, ale to nie ten temat… temat, to coś czającego się w głębinach, co dziwnie już się nie pojawia, oraz… śmierć… w końcu grupę ludzi, który siedzą w małej tubie zabić łatwo, prawda? Ale dlaczego umierają powoli?

Nie na raz?

Poznajemy historię naszej narratorki, opowieści mężczyzn, ich w pewnym sensie spowiedzi oraz… ten specyficzny świat. Jak to działa. Jak bardzo dziwny jest to rodzaj pracy, jak wyczerpujący. Jak wpływa na życie… jak wraca się z bardzo dobrze opłacanej, miesięcznej wyprawy do świata… onej normalności. Jak bardzo jest to trudne… aklimatyacja… najpierw z wody, potem z grupy, w końcu w świat. W tym autor jest dobry. W opowiadaniu o tym innym świecie, jego specyfice, kobietach w tym zawodzie, wygooglałam, ale zakończenie, nie no… jakoś tak chciało się więcej. A nawet to, co się dostało można było przedstawić inaczej…

Wciąż, dobra książka.

Opowieść o człowieku i jego ucieczce od bycia nim samym.

O ranach, które nigdy się nie zabliźniają, o ucieczce w iluzję, w pracę, która jest tak oderwana od rzeczywistości, że pozwala nie być… o ludzkim umyśle, który często zwyczajnie się wyłącza…

Książeczki, książki, książunie… Jedne nowe, inne wznowione, niektóre zlepione… inne znowu powtarzalne, bo jakoś tak, mam uraz. No co? Stare, najnowsze… wyczekiwane… już przeczytane dwie, reszta czeka. LOL

I jest zimno…

… ale śnieg nie powrócił, może za tydzień, gdy ten wpis się pojawi, będzie, ale na razie, nie ma… ale mamy mró. I to taki całkiem niezły, jak na Wyspę, Wiecie, na ten specyficzny klimat delikatny i umiarkowany, podobno… chociaż, nie wiem czy Wyspa wciąż się identyfikuje z onym opisem. LOL

Ale przynajmniej jest zimno, chociaż wredne chwasty wciąż rosną. Nosz kurna, no! Co z nimi zrobić? Zaakceptować? No weźcie no, akurat dookoła domu nie mogę. Musi być ta przepisowa ramka, nie da rady. Trzeba będzie wyrywać, ale kurna no, nie zimą!!! Nie zmusicie mnie… chociaż…

Nie no!

Wolność!!!

Prawa dla chwastów!

Czasem się zastanawiam, jak bardzo przygnębiająca jest Wyspa dla tych, który chcą ją odwiedzić w tym okresie pogodowym. Bo zostałam poinformowana, iż taką jest. No cóż, jak nie lubicie pustych ulic, natury bez liście i zamkniętych sklepów, no sorry, to się nazywa Skandynawia. LOL Tak już jest i tyle.

Ale za to jest cicho.

Można łazić w onej naturze i cieszyć się świeżym powietrzem.

Niektórym to wystarczy…

Słuchać morza i wiatru, kamieni grających…

Zima może i jest, ale taka wiecie, nie do końca.

Na pewno nie jak z bajek… i AIowych fotek.

A ten power fail… no właśnie, kilka dni temu wyłączyli nam prąd… tak na 5 godzin. W Roenne na trochę krócej, ale wiecie jak to jest, są lepsi i lepsiejsi. Jednak… oczywiście, od razu podejrzenie padło na kabel, słynny i naruszany dość regularnie, ale tym razem to nie on. Coś spierniczyli i boom… a zimno, pizga, dookoła ekologia, więc wsio na prąd. Tak, byłam dzieckiem za komuny, więc wiem, że się wodę nalewa i tu i tam, do buzi, żołądka i dupci… kurna, ale to brmi… no wiecie, by spłukać, by się napić, może i umyć… ale, co z herbatą?

Ja potrzebuję napoju liściowego naprawdę i bardzo…

… naczej mnie nie ma.

Oj nie ma.

Na scęście, jestem panikarą. Taką, która zawsze ma butelkę wody nalaną, na wselki słuczaj, wiecie, kranówki najsmaczniejszej, do tego oczywiście mała butla z gazem… i zadziałało! Ha! Wiadomo, prepersi górą!!! I doliną, jak treba. Problem… nie mieliśmy żadnego suchego jedzenia, no ale, to już problem innej masy, brak funduszy… ale pomyślcie, wyłączają prąd, nie można robić zakupów, sklepy zamknięte. Tak, mamy desygnowany sklep, Netto w Roenne, który ma być otwarty w razie takiego czy innego kryzysu, ale gdyby to była zima wielka, to kurna, jak się tam dostać?

No kryzys…

… i dlatego zawsze trza mieć i kisiel pod ręką, i jakąś koreankę, się znaczy zupkę chińską… i wiem jedno, musimy sobie kupić taki zewnętrzny piecyk, coś w rodaju grilla, wiecie, otoczyć to cegłami i będzie, na wszelki wypadek… no sorry, ale we łbie mam różne scenariusze… wyobraźnia pracuje.

A! „Przypadkiem”, podczas awarii, wyszło, iż sławetna bateria, co to ma być ratunkiem na wszystko, nie była nawet podłączona, więc…

… nie mam słów.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Burp… została wyłączona

Pan Tealight i Wielka Mucha Zimowa…

„Plątały się jej nogi, ale wiedziała, że musi przetrwać.

Na tym ciepławym białym oknie, przydałoby się mycie mu jakoweś, ale nic nie mówiła, a mogła wpis zrobić na Flybooku. Na parapecie, gdzie lekko popękana farba drapała ją w odnóża, ale doceniała ono zero łuszczenia się.

Nie było źle.

Może i była to zima, ale… da sobie radę.

Było jeszcze ciepło.

W końcu, może się ludziom pory roku pomyliły, w końcu, wpatrując się w zielonkawo-bursztynowe oko Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki Pomordowane, co tam oni wiedzieli, dziwne istoty domagające się zawsze wnętrzności muszych. Te malutkie paluski wyrywające skrzydełka… to ty, pamiętała, to ty wyrywałaś nam skrzydełka, bo chciałaś tak bardzo mieć swojego pieseczka w pudełku po zapałkach. Wiem to, wiem z opowieści… myślicie, że my, muchy, to głupie i upierdliwe stworzenia, a tak naprawdę niczym latające krowy karmimy tak wielu. Nie możecie bez nas żyć, a asze bręczenie staje się dla was inspiracją…

… „gdyby choć mucha zjawiła się”…

Wiedziała… ale i źle się czuła, coś było nie tak.

I jesce to okno, znajome może, jednak, i ten czas… w końcu zroumiała… nie ma pająków. Gdzieś zniknęły… zawsze je wyczuwała… może i była duża, ale jednak bardzo zwinna i pomysłowa, w ten sposbó przetrwała… oko cłowiece się przesunęło, puknęło pudełkiem czarnym w parapet, coś mignęło, a potem, potem powiew powietrza omiótł parapet i mucha się uniosła…

I zroumiała…

W końcu.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Świat Muminków” – … cudo! Tak naprawdę. W sszczególności dla tych obsesyjnie ganiających za kubeczkami LOL w klimatyczne wzorki, z onymi postaciami z dzieciństwa, które, chyba szczególnie w Japonii, wprost rozkwitają od nowa. Serio, ta Japonia oszalała na ich punkcie. Ale, no tak, jeżeli chodzi o mnie, to wiecie, no ja już dawno oszalałam. I oto mam przed sobą pewnego rodzaju encyklopedię Muminków. Coś, gdzie nie tylko znajdziecie ciekawostki dotyczące autorki, świata, który stworzyła, ale też opisy postaci.

Może to nie rozprawa naukowa, ale ona wielkość, konstrukcja i jej prepiękne grafiki są po prostu nie do pominięcia. Można od niej zaczynać przygodę z Muminkami, ale można też i po prostu sobie przypomnieć dzieciństwo, lub odświeżyć pamięć…

Coffee book? Możliwe…

Tak, dla tych nieczytających będzie idealnym cudem, który dobrze wygląda na półce… boleśnie, ale jednak chyba trzeba i o tym wspomnieć. Jak i o tym, że nada się dla dużych i mniejsych! Chociaż… Muminki, to moim zdaniem, jakoś nie coś dla bardzo małych dzieci. Szczerze…

Z cyklu przeczytane: „Cień bogów” – … zawód. I tak naprawdę nie do końca rozumiem dlaczego. Dobra fabuła, intrygujące postacie, ale jednak, coś nie styka, zbyt wiele powarzalności, w znaceniu… no wiecie, jeśli to cyjaś pierwsza książka ever, to będie to dla niego nowość, ten świat, niczym z Wikingów, ale jednak nie do końca, one legendy, te stworzenia, magia, lecz jeśli to dla was kolejny świat z onej części mitologii czy też historii… o ludziach chodzących na wiking, to wiecie, trąci…

Etos matki, rodzica, który dla dzieci zrobi wszystko, przeszłości, która powraca, gdy właśnie stworzyliście sobie spokojną przystań, to też było… i nie przeszkadzałoby a tak może, gdyby nie… no i tutaj ne wiem, brak czegoś. Czegoś mocniejszego, pawdziwszego. Dobra, to akurat w przypadku fantastyki może zabrzmieć dziwnie, ale jednak… i ona jest potrzebna, czasem często…

… zawsze.

I ta przewidywalność…

… jakoś tak od pierwszych części wiedziałam, przykro mi, ale to wszystko było aż nazbyt oczywiste, więc… jeśli lubicie dobre powieści i wiking wam się nie znudził, polecam, ale jeśli już nazbyt to dla was powtarzalne, to jednak przeczytajcie fragment, zapoznajcie się lepiej z pierwszą częścią. Bo to nie jest zła powieść, początek trylogii do tego, jednak, jest to aż nazbyt przewidywalna historia, ugrzecniona może…

Nazbyt.

Ale też i nie jest zła, kurde no!

Może zwyczajnie nie dla mnie, może jakoś nazbyt dziecinna? Może to to? Ten język, świetne wydanie, tłumaczenie, opowiadanie, ale jednak… dlaczego mnie tak odepchnęła, chyba wciąż nie wiem.

Przepychanki pod pałacem, ekologia i gyletanki na sauny.

Zbierając myśli, gdy puka już trzeci tydzień onego wciąż jeszcze nowego roku, to z najnowsych wieści, poza oczywiście Grenlandią, w kórą nie będę się zagłębiać, bo nie… a już po tym, jak usłyszałam dziwną, wielodzietną rodzinę z Polski, która przeprowadziła się do Danii, prowadzi kanał na Youtubie i ma dziwne pojęcie o kolonizacji, religii niesionej i dobru w postaci spiral domacicznych dla dziewczynek, kradzenia dzieci, którą to niosła Dania… nie chcę nic mówić, tylko błagam, ludzie, przestańcie się wypowiadać w social mediach, bo robicie z siebie naprawdę nie tylko bezdusznych cymbałów, ale wasze brzmienie tchnie tym czymś, czego serio nie powinno być w świecie. W tych kurna jeszcze czasach, gdy sprawy Irlandii się odkrywają, czy USA…

Serio…

Jesteście tymi samymi, co trzebili wiarę naszych praszczurów… tymi, który uwierzyli, iż Chrzest się stał i wszyscy klapali jak foki!!!

… więc tym bardziej się nie wypowiadam.

Ale powiem jedno, nie każdy powinien się uzewnętrzniać w mediach. Tak w ogóle, to niektórzy winni się zwyczajnie zamknąć.

Nie komentuję w SMach, nie zgłaszam idiotów, ale w tym momencie chyba muszę to przemyśleć i poleci hate speech. Pamiętajmy, że w Danii, to jednak coś… Głupotę trebić należy. Mocno i baczyć na grządki! A co do zamiesek, to kurna, serio? U nas, w Danii, robić protesty ekologiczne? Podatki sprawdaliście? Śmieci segregujecie pieczyście? Nie… pewno rodice to robią, za was. Idioci… Bo co? Bo tutaj można krzyczeć, bo w mordę nie dostaniecie, no to macie.

I tak, żołnierz wykonywał swoją pracę.

Widać rodzice nie potrafili!

Ave!

W to też się nie zagłębiam, ale w gównopuszki się… dobra, ino tak opisowo zagłębie, no wiecie… i tak całkiem mając kiepskie o nich wspomnienia, o chłopcu, który sie utopił w takiej… jak to się nazywa? Wiecie, taki pojemnik na kupę, którą to potem się na pola wylewa… no więc u nas chcą je na sauny przerabiać i ogólnie sommerhusy… puste ocywiście. Nie że zimą gówno, a latem… chociaż, nie wiem…

Ekhm… sami sobie przemyślcie, czy to dobry pomysł.

Jakoś tak, początek tego roku gówniany.

I polityka i pomysły ludzkie i ich gadanie… nieprzemyślane…

A poza tym zima…

No i teraz temat mniej podnoszący ciśnienie… chociaż, tak naprawdę, to jakoś tak, przez tydzień mieliśmy zimę, śnieg nawet był i zimno i w ogóle, ale jednak, już tego nie ma. Już się skończyło i nadeszło dziwne ciepło, śmierdzące zgnilizną… i kupą wylewaną na pola. Tutaj jakoś pola nigdy nie odpoczywają.

Nie pozwalają im.

Świat ogólnie mówiąc inny jest, niż to drzewiej bywało… bardzo inny. Bardzo dziwnie bardziej boli i bardzo wszystko za bardzo i nad bardzo… i… sorry, ale mnie ten filmik onych Polaków mieszkających w Danii, wielce obeznanych ze wszystkim, wielce uczonych… ekhm, nie wiem kto im ten pomysł podsunął, ale taka „obrona” Danii robi więcej złego… a już religia… ech.

Błagam. To kraj protestancki.

I tyle. Slut!

Czy każdy nie może mieć własnego zdania? Ależ oczywiście, że może i powienien, jednak, to jak z penisem… masz, to super, dbaj o niego, ale nie pokazuj każdemu. Nie każdy chce widzieć. Serio…

Błagam!

I tak, wiem, nie wiecie pewno o kim mówię i nie powiem wam… oczywiście, że łatwo pewne rzeczy znaleźć, jednak, nie szukajcie. To podnoszenie ciśnienia jest nabyt mocne. Filmiki spod pałacu, tudzież przemowę Króla możecie sobie obejrzeć i mieć swoje zdanie. Tylko, zastanówcie się, czy nie lepiej poczytać na przykład? Albo „Wywiad  wampirem” obejrzeć… jakoś tak ostatnio oglądaliśmy i taka tam nostalgia…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wielka Mucha Zimowa… została wyłączona

Pan Tealight i Nienowy Leczrok…

„Oj, nie podobało mu się…

… wcale a wcale.

Nie czuł się zaklimatyzowany, nie czuł, że w ogóle będzie mógł się zaaklimatyzować, ogólnie, nie czuł tego, tego czegoś, czym miał być… zarzucany nadziejami jakichś maluczkich, gdy on pod sobą miał mieć świat cały, pragnieniami i onym całkowitym chceniem, miał dość już tego na początku… bo wkurało go, iż zapominali, że on był taki cudowny, taki nowy, nowy w tej robocie, wszelako powienien być dopieszczany, musiał mieć czas na jakieś rozkręcenie się a w onej całej degrengoladzie, jakoś nie czuł, i może, że w ogóle nawet chce…

… lub…

… marzy…

Ogólnie mówiąc Rok Nowy był very alpha i nie miał w sobie ni pragnienia pracy, ni jakiegoś tam chcenia, czy te nawet mądrości jakowejść, pre cały czas siediał na Tik Toku i oglądał filmiki z labradoodlami i kotami. W szczególności z tymi takimi biszkoptowymi. Uwielbiał je, bardzo go dopieszczały. Nie wiedział dlaczego, i kompletnie go to nie interesowało. Umościł się w swojej dwupokojowej, aczkolwiek obdarzonej wielkim salonem i kuchnią, dwoma łazienkami oraz sauną, mini willi z basenem i po prostu chciał się wyłączyć… schować nawet, na cały rok oderwać od tego, co wszyscy próbowali wcisnąć mu jako….

… oną rzeczywistość.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Poczta, poczta i poczta…

… więc…

PostNord nie istnieje, ale istnieje.

Tak, wiem, to wsystko wydaje się być nielogiczne, głupie nawet, czy też pokręcone chociaż, ale… są, jako firma istnieją, mają się zajmować wybranymi paczkami… niebieskie auta wywieziono, a to DAO, o którym wspominałam, lub nie, całkiem sobie nieźle radziło już w grudniu. Wydaje się, iż właśnie ten ostatni miesiąc każdego roku, wybrali sobie na jakowyś okres przejściowy i pocztę zaczęły dostarczać obie firmy… ale do brzegu… bilety lotnicze podrożały tak, że nikogo kurna nie stać, samoloty i lotnisko istnieją wyłącznie z powodu jakiejś umowy szpitalnej, w znaczeniu lekarze i pacjenci, no wiecie… ale cena, to już wymiary kosmiczne i tak, ludzie się rzucają, państwo ma ich gdzieś.

Norma?

Gdy to piszę, młodzi zastanawiają się, czy w przemowie noworocznej król powie 67 lub nawet lepsze zdanie, które tego roku nieźle wywajrlałowało się, no ale… czy mnie to obchodzi? Królową się oglądało, wiadomo, szacunek, ale króla? Jakoś tak… nie wiem… bardziej mnie interesuje, czy i lostnisko zniknie, jak one skrzynki pocztowe, niegdyś kolej, ale wróćmy do słowa pisanego… królowi pewno też coś napisali.

Miejmy nadzieję, bo mówca z niego kiepski….

Poczta w Danii przetrwała 400 lat i jest to dość przykre, ale i fascynujące, że dokładnie właściwie tyle… był to onegdaj prezent króla dla ludu, widać obecnie ludzie nie piszą…. Podobno wysłano niewiele ponad sto coś listów… Serio? No wiem, sama wysyłałam ze Swcji, sorry, ale ceny… Przy okaji onego upadku listonoszy okazało się, że będą dostawali wypłatę jeszcze pre 3 lata i…

Zarabiali tyle, że KOSMOS!!!

Ten świat jest pełen dziwnych umów.

URWA!!! Czy te fajerwerki nie mogą być nieistniejące?

Okay, więc kasa dla listonoszy była gigantyczna i prawdopodobnym jest, iż to dlatego tak szybko pocztę zamknięto, ale… lepiej o tym nie mówić… za to DAO… hmmm, człowiek myślał, że to nowa firma. Znaczy taka kilkuletnia, nie wiem dlaczego, może dlatego, iż dostarczali głównie dziwne paczki z Chin i innych tam azjatyckich mocarstw… ale, okazuje się, że istnieją od ponad stu lat, więc chyba wiedzą co robią.

Poza tym, ich firma działa tak samo i ma być tańsza, więc…

Co utraciliśmy?

Wszystko… wolność.

Odchodzenie od słowa pisanego, to utrata wolności. Podobno jednym  zawodów, który wraca, jest zawód gońca w firmach, które chcą uniknąć internetu, które chcą zachować jakąś tam anonimowość. Założę się, iż i szyfry też wróciły do łask… ale odebranie ludziom możliwość wysłania kartki z wakacji, onego wszystkiego, co Terry opisał w „Piekle pocztowym”… to jest dobijające.

Muszę przestać torturować i książkę i film…

Serio!

Dobijam się…

Dla mnie poczta, to istotny element życia i nie dlatego, iż można sobie coś amówić, z powodu kartek, listów, małych prezentów wysyłanych w zakątki świata, których nigdy nie zobaczę. Kontakt, a jednocześnie brak kontaktu… słowa i obrazki… nie chcę tego utracić. Pamiętam wciąż, gdy to pisało się pierwsze listy z jakimiś nieznajomymi, by podreperować język, to był dziwne czasy… ale…

… teraz są inne…

Są…

Zobaczymy jak to będzie, jak DAO sobie poradzi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Nienowy Leczrok… została wyłączona

Pan Tealight i Nienowe…

„To mogło być dla wielu zaskoczeniem, ale może i nie… w końcu i ludzie i te wszelako bardziej interesujące stworzenia, są tak różnorakie, że może niektóre wiedziały, przeczuwały, tudzież zwyczajnie marzyły o tym i wymarzyły, albo, no zwyczajnie… jakoś tak było to nie tyle tradycją, co dziwnym przymuszeniem. Przeskakiwały cyferki, przesuwała się wskazówka dla tych antycznych bardziej, idioci tańczyli, może i tańcem odpędzali jakoweś diaboły, a może i tańczyli z nimi, kto tam wie? Obecnie Wszechświat naprawdę nie do końca obejmował myślą, mową i askoceniem one religijności… i ich brak takowosz… po prostu…

No ale…

… przyszedł ten Nowy Rok, popatrzył dookoła, zapłakał, zawołał Mamę i odmówił współpracy, więc Stary, tak wiecie, chcąc niechcąc poszedł na botox, naciągania, liftingi,w szelakie odmłodzenie zewnętrza i wnętrza, i nadszedł czas Recyclingu! Podobno modne, więc nie mieli z tym jakowyś problemów. po prostu, dorzucili mu też coś do wypłaty, chociaż trochę się wzbraniał, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane majstrowała dziwny napar jadący skarpetami, takimi, co to serio, wiecie, w pociągu czasem, na dworcu niegdyś…

… no wiecie…

… jebało azaliżdy wprost zacnie!

Wiedieli, że w końcu pewno się wyda, ale Pan Tealight w pewnym momencie zapytał, czy na pewno i Wiedźma Wrona z Ojeblikiem spojrzały na sebie i jakoś tak, nie były wcale, ale to wcale pewne… Konspira na maksa.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Nie bój się” – … tom 7 serii z D.D. Warren.

Róża i szampan.

Krew i brutalność.

Niewiele poszlak, wiadomo jednak, że łatwo nie będzie… i jeszcze ten szmer, a może szept? Coś, ktoś… a może jednak to ona sama? Diwność, która sprawia, e nasa główna bohaterka nie dość, że spada ze schodów, nie dość, że ma przed sobą długą i bolesną rekonwalenscencję… to jednak wciąż musi być matką i żoną. Kobietą i… policjantką. Bo jeżeli odpuści to ostatnie, oszaleje. Tylko, co się stało? Nie pamięta… jak spadła? W jaki sposób tak bardzo się zraniła?

Może specjalnie?

A może ktoś jednak jej pomógł?

Zbrodnia i kara dla tej, która chce odnaleźć zabójcę. W jaki sposób poradzi sobie  niepełnosprawnością, zależnością od innych, byciem… słabą? Oczywiście możemy to obserwować, bo w tym tomie w końcu to ona jest główną bohaterką, nie orderca… chociaż, może i w pewien sposób się uzupełniają. Różany Zabójca i detektyw. Kto wygra? Jak szybko uda im się go ująć? A może ją…

Naprawdę dobra powieść. W końcu pokazzuje pewną prawdę o kobiecości, tej wyzwaniowej, która nie pozwala sobie na zatrzymanie się, na okazanie słabości. Ale też… pokazuje zabójcę prawie idealnego… i zbrodnie, które może aż tak wielu nie poruszą, jednak… oraz ich pewna bezsensowność, jeżeli w ogóle tak można powiedzieć… Samotność przeciwko cieniowi, skrytość, pracowitość przeciwko niewinności…

Czy w ogóle istnieje dobro?

Dobra powieść.

Nowe pieniądze, brak znaczków i niezima.

Taki jest grudzień.

Poczta nie przybywa już niebieskim autem, ale wynajętym, głośnym straszakiem w białym kolorze. Wszystko się zmienia. Zniknęły skrzynki pocztowe, oto czas inny, ponownie. Nowy król oczywiście umieszcza się na monetach, to było wiadome, ale żeby zmieniać ich strukturę, zdobienia? Serio? Po co? Czy naprawdę to jest najważniejsze… w końcu, na znaczkach nie będzie…

Hmmm… ups?!

Może jednak trzeba było przemyśleć to wszystko?

Może…

I tak, czepiam się monet. Ale monety, to coś, co jednak łączy się z oną duńskością. Nie tylko te dziurki – te pozostają oczywiście – fale znikną… i zmieni się kilka innych rzeczy. Jakby nie patrzeć, pewno, kto tam używa pieniędzy, monet i papierków, ale jednak… jakoś tak, może to tylko nostalgia?

Jednak świat bez poczty?

Tak, będą dostarczać, jednak w drugą stronę, to już trudniej… DAO, kurierzy i oczywiście wciąż paczki PN. Nie rozumiem tego. Dlaczego poczta, to coś nieopłacalnego w tym kraju? Serio?! A może… foliowa czapeczka – to zwykły przymus, by używać tego, co mogą wytropić, przeczytać: telefony, mejle itp.?

Może…

Cóż, w końcu technologia, to coś, czego Dania pragnie… ale, czy ludzie?

Wieje, wieje, wieje…

I to dokładnie w tak zwane święta… pizga aż miło. Ci, co na morzu na pewno się radują jak Maria Skłodowska Curie. Drugi dzień świąt, trzeci, ludzie wychodzą, chociaż pogoda mroczna, jednak nawet milimetr błękitu się liczy, słońce, które świeci gdzieś indziej, tak naprawdę, poza zacinającym deszczem i sztormem, to każda inna pogoda okay… no dobra jeszcze nadmierne słońce, tak…

… boimy się słońca…

Ja przeraźliwie przerażające.

To morze tak oszałamiające, diwnie jesienna, pena liści ścieżka wzdłuż reki… śniegu brak, zimy brak, za to wyłażące liście wszędzie. Te już prawie zeszłoroczne i te nowe, chcące wybić się ponad inne… szybciej i szybciej, jakby się social mediów naoglądały… zima wcześniej, jesień wcześniej, halloween sprzedać, kwiatki opylić, bierzcie i kupujcie z tego wszyscy, więc…

… czemu nie wiosna zimą?

Influencerzy wszędzie!

Ale ino w naturę… w naturę panie! Bo tutaj kamyczki, kształty i mity, tutaj bajki to codzienność, baśnie ma każdy i każdy bohaterem swej legendy… kstałty mamią, kolory zaskakują…

… jakoś tak wszystko oszałamia…

Nawet, jak ta zima taka niezimna.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Nienowe… została wyłączona

Pan Tealight i Ołidża zaufania…

„Bo nie możesz zapominać o wszystkich.

Zawsze wszyscy, nigdy nikt jeden, albo tylko ty… zero egoizmu, żadnego czasu dla siebie!!! Nie tak jak tera, gromada narcyzów dbająca wyłącznie o własne potrzeby i nagle upada jeden z nich, i staje się dywanikiem, chodniczkiem, po prostu kolejną ścieżynką, wydeptaniem, może trochę wyboistym na początku, ale z czasem, znikającym… zwyczajnie… i nie, nie ma nic złego w dbaniu o siebie, szczzególnie jak cię wychowano w świecie, w którym ino innym miało być lepiej, a ty miałaś być narzędziem, jednak… ona tabliczka, to oko, trójką z lupą, te litery, ta ciemność iz dobienia wykute w srebre, dla bepieczeństwa, ale nie dla niemocy przzejścia…

Gdzieś indziej…

Głosu, lub ciała.

Oni chcieli mówić, chcieli pomocy, chcieli wspominać, zwyczajnie, nie chcieli być odcięci od tej recywistości, która stała się dla tak wielu codiennością… przerwaną. Nagle. byt nagle. A jeszcze nie nacieszyli się Facebookiem, czy innym tam cholernym Tinderem… może i to dla duchów byłoby opłacalnym zajęciem… Wiedźma Wrona Pożarta Prze Książki Pomordowane naprawdę próbowała wymyśleć jakieś fajne, nowe rzeczy, które mogłyby przynieść wsparcie finansowe… dla niej… W końcu, no wiecie, bo zwyczajnie potrzebowała książek, wiele książek, więcej książek…

… oj tak, więcej, zawsze więcej…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Zaginiona” – … tom 1 cyklu z parą profilerów. Czy raczej panią detektyw i profilerem właściwie już w stanie spoczynku. Małżeństwem, które nie przechodzi najlepszego okresu w swoim związku. Właściwie nie wiadomo, czy wciąż są razem. Ona w domu, on w hotelu… gdy policja puka do drzwi, on już wie, że będie musiał walczyć o ten związek bardziej niż mu się wydawało.

W końcu, jeżeli nie zdąży, ona zniknie na zawsze…

Muszę przyznać, iż ta para Lisy Gardner jest moją najmniej lubianą. Nie żeby nie byli interesujący, ale moim zdanie byt mało tutaj retrospekcji z ich życia, by jakoś złapać z nim kontakt. Ona młodsza od niego, on facet po gigantycznych przejściach. Widać, że mogą się kochać, ale czy na pewno? W końcu pierwszym podejrzanym jest zawsze mąż… zawsze… i to jeszcze mąż glina?!

To na pewno opowieść o wierze, nadziei i miłości, świętej trójcy tych, którzy się starają, którzy walczą o coś, co wielu umyka… miłość, bycie razem, dom, rodzinę, siebie nawzajem… swój świat, ale te i innych. Tych, który stanęli na ich drodze, w końcu zawsze będą tymi, którzy służą i bronią…

… jednak, czy potrafią zadbać o siebie?

Dobra powieść.

Intrygująca.

Mieszająca w głowie. Przygotowani na sprawę małżeństką, tak naprawdę nagle wpadamy w historię niesprawiedliwości losów, w opowieść o tym, jak łatwo wykorzystać tych najbardziej wrażliwych. Jak łatwo manipulować… tymi najsłabszymi… jak wiele mamy twarzy… jak wielu jest dobrych, jak wiele więcej złych ludzi…

Naprawdę dobra opowieść.

Z cyklu przeczytane: „Pożegnaj się” – … Kimberly Quincy. Tak, tom 2 serii to opowieść o córce profilera z poprzedniego zwiąku. O koszmarze, przeszłości, która jednak zawsze puka do drzwi, lub choć pod nimi stoi… o wyborach, których trzeba dokonać nawet wtedy, gdy jest się prawie pewnym czego się chce…

Prawie.

Tym raem nasz świat zajmują wybory innych, dokonane byt wcześniej, prymuszenia, manipulacje, wszystko to, co nie powinno było się wydarzyć. Kimberly i jej partner to dziwna i specyficzna para, ale jednak potrafią sie dogadać, co jest najważniejsze. Tym bardziej w przypadku tej sprawy. Młodych kobiet wplątanych w prostytucję, tych, zaginionych, których nikt nawet nie szuka, zbrodni tak potwornych, naprawdę, że… boimy się tych, który przeżyli…

Tak, to też opowieść o tym, iż oni istnieją, ci, co przeżyli i wcale nie muszą być ludźmi, którzy łatwo rozpoznają dobro i zło…

… wprost przeciwnie…

Ta powieść jest straszna, okropna, koszmarna i perfekcyjna w wykonaniu, ale ukazywaniu tego, odbijaniu onego najmroczniejszego człowieczeństwa… gdy uświadomimy sobie, że takie rzeczy dzieją się obok nas. I osoby, właśnie tak zmanipulowane, tak odmienione, tak „wychowane”, same zostają rodzicami… naprawdę, Że tak łatwo po prostu odebrać komuś życie, nie zabijając go, ale niszcząc to, co w nim…

To naprawdę powieść dla mocnych nerwów.

I znowu… dotykająca… dzieci.

Świetnie napisana, ale straszna.

Z cyklu przeczytane: „Krok za tobą” – … cykl Quincy and Rainie. Tom 3…

Wydawałoby się, że w końcu mają wszystko. Ustabilizowane życie na emeryture, swoje pasje, oraz rodzinę łącznie z intrygującą nastolatką, która naprawdę ich kocha. Oczywiście, kolejnym dzieckiem po przejściach, na dodatek córka Quincy’ego też zdążyła założyć swoją rodzinę, więc wszyscy szczęśliwi… jednak, czy szczęście może trwać dla ludzi z przeszłościami, które nie chcą się wyciszyć.

Już nie odejść, ale choć zamilknąć, skryć się w cieniach…

Dla młodej dziewczyny, która widząc tyle zła, w końcu ma przy sobie kochających rodziców. Dla młodego chłopaka, który zwyczajnie chce tylko przetrwać, który wpadł w złe towarzystwo, dla mordercy, który zasługuje na jedno, ale czy na pewno? Czy zbrodnia i kara zawsze winny być tak samo odczytywane?

Ta powieść jest skomplikowana.

Bardzo…

Jest trudna. Jest niesamowita… ponownie to historia ech przesłości. Czegoś, na co trzeba odpowiedzieć. Czego nie da się po prostu ominąć… w końcu można stracić wszystko… ponownie. Teraz. I tak łatwo jakoś połączyć się z ofiarami, młodymi ludźmi, którzy nie mają mareń, który… trwają… piękna, niesamowita, ale też i szokująca. W końcu… ile można przeżyć? Ile jest zbyt wiele?

Ile… to dość?

Szwecja, połowa grudnia…

Ciepło.

Mokro i ciemno, ale… pojedźmy na wycieczkę, krótką i trochę żałosną, ale jednak… Bo przecież, a tam, co się oszukuję, śniegu nie będzie… jak już, musiałabym zahaczyć o mocną północ, a na to mnie nie stać, więc najpierw Malmo… jak zawsze trochę świąteczne, trochę zaskakujący… pada.

Woda wszędzie…

Goteborg… oj, tu przyznam, że polecieli na całego…

Wybraliśmy się na cały dzień do wielkiego miasta, no wiecie, na moje standardy w końcu mieszkam na zadupiu… nie oszukujmy się, to zadupie. I fajno! Taki mój wybór, jednak czasem lubię przetrzeć paletę i przypomnieć sobie jaki to koszmar… ono miasto. Jednak szok a szokiem… po pierwsze trochę brudno, po drugie mokro i 10 stopni, po trzecie tylu palących, że zaczynam się dusić, po czwarte Pippi jest wszędzie… po piąte światełka… wiecie, tutaj ciemność jest naprawdę ciemna. Nawet ze światełkami wieczorny, czy raczej popołudniowy spacer po parku był… wpadłam w błoto, może nie po uszy, ale jednak, za bardzo. Te światełka jednak…

Jednak…

Oj…

Widzicie. No piękne to wszystko i arty farty… kompoycje muzyczno świetlne zwalają, do tego kanały, ona architektura okolic Hagi i sama Haga. Naprawdę można się napatrzyć, ale nie nakupić bo ceny… ja pierdziu. Po raz pierwszy chyba, aż tak bardzo uświadomiliśmy sobie, iż u nas taniej. No sorry.

Skończyło się taniościowe Eldorado…

Jednak… to wsystko, choć w błocie, wcią niesamowite, inne, na dodatek… hmmm, gdzie są ludzie? Nie żebym narzekała, ale ludzi brak, tramwaje wprost szaleją, piruety walą, ale ludzie… poza tymi palącymi, jakoś tak z ciemniejącym dniem, zniknęli. Czy jest coś o czym nie wiem?

Zapewne, i to wiele!

Jednak dzięki brakom w ludziźnie, jakoś tak można było pobawić się onymi światełkami, pooddychać ciepłym powietrzem, spalinami i tak dalej. Hałas koszmarny, roboty tu i tam, nie no, koszmar, ale… sama tego chciałam! Market rybny, Biblioteka, miodzio! Szczególnie od strony wody. Zwykły dzień…

Może to serio jakiś hit na ciemnościowe zwiedzanie? LOL

Potem Tjorn, Fjallbacka… wszelkie wyspy…

Wszędzie ciemno, wszelako chmurnie i tyle…ale ta słoność powietrza mocniejsa, ta mokrość, jakaś taka, inna. Kochana…

… cała reszta świąteczna, ale jakoś tak, lekko przygnębiająca. Urocze te ich czerwone, tymcasowe skrzynki świąteczne/pocztowe, dodatkowe, naprawdę rozwalające nas, bo u nas skrzynki główne wystawili na sprzedaż… i mnie nie było stać, a chciałam mieć jedną. Z drugiej strony… jaki to ma sens? Nie wiem… DAO przejęło rozprowadzanie poczty małej, jak kartki i listy i tyle… 

Dziwne to…

W Szwecji potrafią mieć pocztę, więcej, poczta rozdaje darmowe kartki, no ale… widać u nas tego brak.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Ołidża zaufania… została wyłączona

Pan Tealight i Inaczej…

„Bo chciała inaczej, chciała inne i odmienne…

… chciała.

Miała takowe pragnienie, marzenie i może…

Tylko… cym było ono inne? To inaczej, odmiennie, wszelako może dla innych niewłaściwie, nieortodoksyjnie, nielogicznie… zwyczajnie, po swojemu? Czym to było dla niej? Przecież tak wielu spoglądając na nią widziało właśnie to ono INACZEJ. Ale, jakoś w jej głowie ono INACZEJ było jednak czymś innym… odmiennym i może nie do końca definiowalnym. Może i sama nie wiedziała czym to jest, jak wygląda, jak się to czuje i czy serio będzie im dobrze razem, ale tego pragnęła…

… INACZEJ.

I nie, nie do końca wiedziała w jakich realiach jej egzystencji ona inność miała nastać. Nie umiała wskazać kiedy i jak miało się to jej zobjawić, po prostu wiedziała, wiedziała, że to już czas. Czas na to coś…

Coś nowego.

Albo starego, ino widzianego inaczej… INACZEJ.

W końcu rok się kończył, zima zaczynała, czas był odpowiedni. Perfekcyjny wprost, chociaż nie do końca temperaturowo zbieżny z oczekiwaniami puchu białego, zastałych wodności i wszelakich… swetrów…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Zimy nie ma.

No nie oszukujmy się, nawet ci, co zwykle spieprzają w sezonie chłodnym do Azji dziwują się… i to mocno. Ludzie jednak muszą sobie wymrozić tyłki. Nie ma innej opcji. Wymrożenie musi być, ale nie ma.

Nie da się…

Jest źle.

Okauje się, iż ponad 4 procent dzieci żyje poniżej granicy ubóstwa… spoglądając dookoła, powiedziałabym, że to dość optymistyczne spojrzenie na świat, tudzież ona pierdolona statystyka, bo co jak co, ale ja widzę biedę. Nie chodzi tylko o walkę o masło, czy inne produkty żywieniowe, onej pierwszej potrzeby, ale też i oną zwykłą codzienność. Ceny w piekarni poszły w górę… niby dopiero po raz pierwszy po kilku latach, ale to taki czas, że nikt na to nie spojrzy ze zrozumieniem.

Pamięcią…

Co robią, gdy przestaniemy kupować?

Co robią z tym, czego nie sprzedają?

Bo widzicie… gotują się zmiany i to spore… jednak te i zmiany, które wcale, jak zwykle zresztą, konsumentowi nie będą sprzyjać…

Wyspa jest dziwnie ciepła, ale też i mokra.

Dziwnie niezimowa, ale jednocześnie też i wciąż przechodzi człeka jakoweś dreszcze. Niby jest ciemno, ale nie do końca i tak naprawdę, ale naprawdę człowiek wariuje w tej aurze. Do dupy ten grudzień, taki niezimowy…

… serio!!!

Wiecie co jest właściwie dla Wyspy… ludzie aromatyowani starymi domami… takimi przesiąkniętymi wilgocią, z grybem i tak dalej. Been there… jest to upokarzające, ale wielu w ogóle tego nie zauważa… i tylko nagle, gdy w lesie cieszysz się igłami czujesz nadchodący dom, cłowieka ciągnącego nieswoje duchy… kiwasz głową, nicego nie mówisz, bo co masz powiedzieć i po co… po prostu…

… nie oddychasz…

Ale, może i oni się cieszą, że mają znieść ten nasz porąbany podatek na: cukier, kawę, czekoladę i… prąd? Nie wiem czy to dokładnie podatek, czy nieprzetłumaczalna dopłata, ale mają ją znieść na… ekhm, 2 lata?

Serio?

Precie ceny się nie zmniejszą, tak serio, to zarobią jak zwykle bogaci, z czego tutaj się cieszyć? Znowu sieciówki będą świętować, a my zostaniemy w zadku. Ju tera ceny są, lekko mówiąc, nieosiągalne, ale porównując je do Szwecji, zaczynam się zastanawiać… WTF się dzieje. Szczerze…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Inaczej… została wyłączona

Pan Tealight i Rodzina…

„Ból dupy, palca, odcisk piekący…

… wiecie, one bóle, co to podobno kurcze podobno ból żadny, co to podmiotem dla wielce wkurniających zdań są, podobno pouczających, edukujących i tak dalej, ale… one bóle, które umniejszane, nagle w ogóle mają nie być bólami, bo są większe i tak dalej… dlaczego tak narzekasz, przecież nie masz prawa, to tylko palec, to tylko… główka, paznokieć, nóżki cząstka, kostecka, skórki płachta…

Od kiedy aczyna się ból, ból dostrzegany prez innych, nawet onych najbliszych, jak to definicje krzyczą… ból, który sprawia, iż ostawiają cię w spokoju, bo przecież i tak niczego nie poradzą, tak naprawdę wciąż ci nie wierzą, bo ich ból ważniejszy, ale jednak, ty cierpisz… cierpisz, ale też w końcu masz ich wszystkich z głowy. Albo i kilku głów, nie dyskrymnuję hydr i im podobnych!

Rodzina…

Twór stworzony, dziwnie nieprzemyślany, ewoluujący, chociaż dla niektórych w ogóle… mieszanka wybuchowa, pragnienie niewielu, a może jednak każdego? Podświadome spełnieni snów, w których można było uciec przed potworem do kogoś, kto by obronił… jakby rycerzy, supermena czy władz nie było?

Ale ból…

… tak, ból potrafił pokazać czym jest rodzina.

Bo rodzinę rodził ból i ból był zawsze jej częścią… i bólem była rodzina.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „W magii pochowana” – … ekhm. Mam problem. A problem ten, to… chyba: „Zabawa w pochowanego”… ktoś coś?

Bo ja ma dejavu i to mocne!!!

Oto opowieść o młodej studence ze złamanym sercem, która zakończyła długi związek, ale jakoś tak, chyba jej to nie rozłożyło na łopatki, no nie wiem, nie czuję tego, jednak… nasa bohaterka oczywiście jakoś nie może się odpędzić od byłej, znowu ich losy się wiążą przez nowe koleżanki naszej studentki, bardzo specyficzne…

Co się dzieje w tej miniaturowej powieści, a właściwie nic. Trochę pogonii, trochę nibymagiii, trochę old money versus inne money… trochę… kurde, to by miało potencjał, gdyby tych ciotek było więcej, gdyby opisy nie składały się ze zdania, gdyby te sekrety rodzinne mocniej zarysować, nie wybuchać niektórych… gdyby to nie była kopia filmu i to dość w „oczykoląca”. I gdyby nasza bohaterka jakoś tak była lepiej zarysowana. Serio… podobieństwa do Sabriny nie zauważyłam, aczkolwiek kot był przez chwilę i są dwie ciotki. Dramatycznie zabawne momenty też, ale…

… jakoś u mnie nie pykły.

Może to poprzez ten zwrot chronologiczny ku przesłości, za którą nie tęsknię, a powieść dzieje się tam, i jakoś tak maluch mnie nie rozwala, inne z poprzedniego wieku sprawy też nie… może to to? Nie wiem… ale wkurzyłam się. Jakoś tak, chciałam się rozerwać, ale no nic się nie zadziało!

Bleee!!! Ale mogłoby być naprawdę fajnie!

Masło mają znowu w mleczarni robić!!!

A taka tam wieść właściwie z cyklu kogo to obchodzi, no ale mają. Nie Lurpak, ale coś chyba swojego, się zobaczy… wiecie, możliwe, że tylko wiele krycą, a cała resta… no nie wiem. Poczekamy, obacymy.

Albo nie.

Btwy masłowe w Danii to jednak codzienność. Czekanie na wyprzedaże, walki o to kto i o ile, jak mrozić, jak nie płacić zbyt wiele. Bo sorry, ale te ceny dobijają!!! Ale… wróćmy do przyrody, a ona ma się azaliż wżdy dziwnie… 10 stopni, nosz kurna mać!!! Tia, to mnie denerwuje. Naprawdę. Ten brak zimności i jeszce to światło. Wiem, że ludziom odpala szajba na widok zorzy, ale czy macie pojęcie co to w ogóle znaczy? Helloł? Czy tylko mnie mózgiem pokarało?

Możliwe… czasem mi się daje, iż nadmierne myślenie, to nic dobrego.

Nic.

Sąsiad powiesił lampki na szopie, z której jakoś chyba dwa lata temu ukradli mu rzeczy… ładnie wygląda, trzeba przyznać. Mam nadzieję, że kurde złodziejstwo się w okolicy nie rozprzestrzeni, bo wiecie, człowiek nie ma wiele, właściwie dla wielu nic, ale nie chce by ktokolwiek mu to zniszczył. One podarte gacie, ukochane miśki, te drobinki szczęśliwości… to, co jest jego…

Nie… nie.

Wyspa śpi…

Tak, są julemarkety, ale mogą na was podziałać odwrotnie, szczególnie, jeśli widzicie co roku dokładnie to samo, na dodatek to wszystko moecie kupić w sklepie przez rok cały, więc, jakby… gdzie klimat? Gdzie purpose? Nie mam pojęcia, dla mnie są creepy. Mocno bardzo. Uwielbiam takie, gdzie ci mali garncarze, wszelkiej maści twórcy wypełzają i można kupić cuda w normalnej cenie, ale to…

Nie.

Podejrzewam te, iż zwyczajnie wielu małych twórców nie stać na ceny wynajęcia stoiska w takim Nexoe, więc… jaki to ma sens?

Helloł?!!!

Tia, po tym jak się dowiediałam, że po kiego mi samochód na Wyspie, ja pierdziu, no a jak myślisz, masło po 5 koron ma być w jednym miejscu, ja mieszkam na drugim, czy będę na rowerze popindalać w sztormowej pogodzie? Nie. Może jestem typ samobójczy, ale… nie w tę stronę. Jeżeli chcę połazić po Almindingen, to sorry, ale muszę dojechać, a nie leźć pół dnia, bo powrót zajmie mi… chyba serio wielu naprawdę nie rozumie tego miejsca, ale oczywiście wszyscy są tak wielce zopiniowani…

Walcie się!

Dlaczego tak każdy kocha oceniać, ale ze zrozumieniem, nawet wiedzą geograficzną i kartograficzną macie ju problemy?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Rodzina… została wyłączona