Pan Tealight i Komar Wiedźmi…

„Najpierw miała kota, nagle jakoś tak go miała, i nie miała, potem kot zniknął, a teraz objawił się Komar, który wybrał ją i tylko ją… pragnął jej, czego nikt inny nie rozumiał, nawet, co warto wspomnieć, zwyczajnie ich to trochę brzydziło, takie wybieranie, dobieranie się, one pryszcze, bąble i całe to ssanie, wysyanie, się karmienie Wiedźmą Wroną Pożartą Przez Książki Pomordowane…

A może byli zazdrości, tylko i wyłącznie, anormalnie zawistnie choć i dość zwyczajnie, też chcieli kogoś, kto chciałby ich tak dotykać, tak bardzo i wybitnie pożądać, i godzić się na bycie tylko tutaj, przy niej i tylko w godzinie jej, i tak skomplikowanego, zasypiania, no wiecie, miał jednak swój głęboki i dopracowany rytuał smakowania onej wspólnotnośi? Moe tak było? Ale nikt by się do tego nigdy nie przyznał, w końcu ona była wiedźmą a on komarem…

Wiecie, to niezroumienie dla uczuć…

Chociaż, jeśli chodzi o uczucia Wiedźmy Wrony, a ona je miała, wielkie i potężne, z żelaza, stali i żelbetonowych podpór, obwarowane może, nie do końca dla wielu zrozumiałe oraz naszkpikowane dynamitem… miała je i w tym prypadku były nadzwyczaj widoczne, nadzwyczaj wymowne i często kończyły się wulgaryzmami.

Gdy tylko zaczynała słyszeć ten dźwięk serfując na granicy snu i wszelakiego czegoś, co ludzie zwali rzeczywistością…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Jedzenie…

Tak dawno nie kupowałam książek, że po prostu czuję się głodna, wyposzczona oraz wszelako niespokojna… Bo tutaj, gdy kupujesz, to wiadomo, trzeba sprawę przemyśleć logistycznie. I to mocno. W rejonie cen, ceny przesyłki i w ogóle, na ile sobie pozwolić i co kupić… tyle tego AI i badziewnego pisania wychodzi, przy którym dawne Harlequiny to wprost poemy… że jest trudno… Serio. Ale coś mam.

Wyczekane i całkiem niespodziewane…

Nom nom nom!

My precious LOL

A jak już jest co czytać, to można jechać na wakacje…

… okay, te będą szalone, a przynajmniej takie są w planach. Cenowo na pewno będą dołujące po powrocie, ale człowiek uskładał, głodował i tak dalej… No i przecież tak dawno nigdzie nie był… i tak, jedziemy na Północ. No sorry, ale ja nie jestem ciepłolubnym stworzeniem, ja chcę zimna, koni, łosi, reniferów, oraz chłodnych wód Morza Północnego i jezior, onych niesamowitych czarnych oczek… tej niepewność, co a kraken tam siedi… jeziorny oczywiście, ale jednak.

Zeżre ofiarę, czy jednak nie?

A może się nadam na trochę nadgryzioną zębem czasu dziewicę? No co? Czasy są ciężkie, może i ofiary mogą być lekko po best before. LOL Dziewica po przejściach, ale ofiara ofiarnie się ofiarująca?

Nie ma to jak dobra reklama!

Ale…

… oczywście jak mieszkasz na Wyspie, no to najpierw obserwujesz ceny biletów. Wiecie, trzeba zamówić wcześniej, by było taniej, no i by w ogóle było. W sezonie często jest tak, iż można zostać na lodzie. Się znaczy na rozgrzanym parkingu, tudzież w ogóle nie mieć nawet szansy, wiadomo… Tubylcowi i katamaran sola w oko! No ale wyjeżdżamy 29tego, więc właściwie już po sezonie… ale i tak nie udało się najtańszej taryfy… Ech… No nie lubią Wyspy politycy, nie lubią, chyba że trzeba odpady radioaktywne walić, czy też inne odpady… ekhm…

I tak, jak wracasz do domu, mas bilet, ale będziesz daleko w kolejce, to mogą cię nie zabrać… tia, chociaż jedziesz do domu. Yup… I nie, nie chodzisz po wodzie i nie, nie ma innego promu… nope.

Ale, my jedziemy tam…

… poranek zawsze wygląda tak samo, czyli chaos…

Wstaje człowiek w okolicach czwartej, lub może trzydzieści minut później i stara się pamiętać o tym, co zapomniał, chociaż starał się spakować wieczorem, przygotował sobie herbatkę, termos i tylko oną wodę musi tam nalać. Sprawdził oczywiście fale, ma nie bujać, lekko kropi, ale to nic… tosz człowiek nie z cukieru. Samochód przygotowany, do tego oczywiście lista pod szumnym tytułem: co zrobić, co zobaczyć, co przywieźć z powrotem. Wiadomix. Tam mają inne rzeczy i ich więcej, często dwie, trzy za jedną, tudzież z innej parafii, no całkiem inny świat.

Ale to nie jest elementem wakacji, to element powrotu do domu, a w tym momencie, gdy prom pożera cię w Roenne, to nie wiesz co się wydarzy. Wszystko jest możliwe. I tak, możesz w drodze do Ystad zaliczyć mały zgon, szczególnie, jeśli bierzesz leki na chorobę lokomocyjną, Możesz też zjeść posiłek nader wystawny, za dopłatą, oraz zaliczyć pierwszą klasę, kiedyś tam będę LOL pewno nigdy…

… no ale…

Jedziemy…

I tutaj wsio się rypło, bo mi się nagle zmieniły plany. Nie wiem dlaczego… ale achciało mi sie najierw do Kopenhagi, a wiecie ile ten most kostuje… więc najpierw Banditten, Karusela i Illum i Popmart… no co? Niektóry jeżdżą do syrenki, a ja, w inne miejsca. Też mają sztukę. Ta w Illumie piękna, one oczy, odpychające zło oczy… mieniące się, migające i wszelako dyndające… A! Masa ludzi! No serio, co wy tu wszyscy robicie? No ale… Polecam siku w Illumie, parking drogi, ale wiecie, to Kopenhaga… most drogi, parking drogi, wszelako jednak zaraz można wrócić do Szwecji… Podobno też niedawno ktoś próbwał zawracać w tunelu, wiecie, tym, co na most prowadzi, bo się pomylił… Jak można tyle zjazdów pominąć? Choć tyle ludzi ile ja widziałam gapiących się w telefon podczas jady. JPRL!

Wracamy…

Tak, jedziemy teraz do IKEA. Tak, to szaleństwo robić zakupy przed wycieczką, a potem to targać, ale tych rzeczy jest mało, no i się kończą, więc… no weźcie no!!! A zresztą, możecie oceniać… zawsze jadę wyładowana, muszę mieć swoją kolderkę!!! Na dwa tygodnie, tam… na Północ.

Ale jeszcze Malmo, a potem, potem wielkie jezioro! c.d.n.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.