„Na początku był okruszek, a potem nastało wszystko inne… klocki Lego to były przy tym pieszczotą! Okruszek posiadał nie tylko dolność multiplowania się i to w zastraszającym tempie oraz twardościach, bardzo ostrych krawędziach i niesamowitej woli przyczepności, więc… świat uznał go za interesującą część siebie, a będąc częścią, uzyskał i świadomości, bo czemu tylko jedną, wieloświadomość powalała na większą zabawę, oraz dostęp do wszelakich subsydji i sponsoringów; w końcu nawet robił sobie konta w mediach społecznościowych, by po pewnym czasie zacząć sprzedawać kursy…
Klocki Lego były zazdrosne.
Pewne Królestwo chciało walczyć o dominację, nawet znak towarowy, ale… w końcu stwierdzili, iż przegrana nie wyglądałaby dobrze na drewnianych łodziach ze smokami, tudie w formie książki, czy ekranizacji, więc… postanowili uznać siebie, za tych, od odmiennych nieścisłości w regionach stóp. A przede wszystkim a tych, które pasowały do siebie, bo Okruszek, jako całość nie istniał, choć mit Wielkiego Okrucha był formą religijnego zastraszenia, to jednak nie… no nie, nie dało się. Próbowali. Nawet mieli zebrania, mityngi i wszelakie AO, lec jako wspólnota, zwyczajnie nie pasowali do siebie. Nawet wtedy, gdy pochodzili z jednego chleba…
Ciasteczka, które dzieci rzucały na ścieżce, a które stopą gołą zaliczył ojciec, po czym bachory sklął i postanowił sobie nowe zrobić…
Taka bajka.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Mroczna laguna” – … oj dobra! Zaskakująco dobra, chociaż sam początek nie zwiastował… wprost przeciwnie, mająca problemy ze słuchem szefowa kuchni po prejściach arazem rodinnych, jak i zawodowych, nagle znajduje się w dżungli. Niby powód jest oczywisty: chory ojciec, jednak, coś nie styka w jej opowieści, więc czytelnik zaczyna się zastanawiać i tutaj go autorka ma… na onym zastanawianiu. W onej matni nagle zwalających się do łba pomysłów, że może ta opowieść wcale nie jest taka prosta, i wcale, a wcale nie wszystko jest prawdą, iż wspomnienia, to tylko część prawdy, a czasem, nieprawdy, a nasza bohaterka, cóż…
Jest sobą…
Za to okoliczności przyrody, szczególnie w obliczu snestormu za oknem, na pewno wielu ocieplą dusze. Jak i same wydarzenia opisane w onej historii. W rozwalającej się posiadłości starego badacza orchidei, tropikach, onej parnej wolności, której osobiście nie lubię, gdzie wszystko może i chce cię zjeśc, lub zastrzelić… często nie ma wyboru zgonu. Gdzie wsystko można zacząć od nowa, ludzie są inni, lub… zakończyć… Gdzie zbrodnie ożywają, a konsekwencje zabierają głos…
… oj, dobra powieść.
Zaskakująco dobra…
… zwrócenie uwagi na problem utraty słuchu u młodych osób, bardzo ważna, ale konsekwencje niesłyszenia i ich powiązania ze stosunkami społecznymi i tym podobnymi aspektami życia, imponująco intrygujące. Człowiek po przeczytaniu googla jak szalony… bo czy to prawda, a tamto, a same orchidee…
Naprawdę polecam.
Dla dreszczyku, thrillelowatości, opowieści o człowieceństwie, pasji, która wpływa nawet na miłość i to nie pozytwynie, oraz… o naturze, która zawsze dostaje to, czego chciała… czy to natura natura
… czy też ona nasza, pogmatwana ludzka natura…

Z cyklu przeczytane: „Okowy zimy” – … oj… coś nie pykło w tym 14tym tomie kojocio-wilkołaczej serii. Z domieszką wampirów, pradawnych i czego tam chcecie. Po pierwsze, bez urazy, ale homoseksualim, to zwykła sprawa, jednak wselakie wokeistowskie wstawki, które dają się być wciśnięte w tekst, tylko po to by były, by pasować do tak wanej, internetowej rzeczywistości… no błagam! Przecież operujecie w świecie mitów. Tam więksość bogów miała żeńską i męską postać. Frey i Freya… taki tam przykład… z Północy, bo będzie w onej fabule zimno… po tym jak nagle pojawia się brat naszej ukochanej bohaterki, zawsze w smarze utytłanej, trzeba znowu poruszyć swiatem Pradawnych… i tutaj coś nie styka, bo poprzednie wydarzenia, które wciąż jakoś kotłują się w jej umyśle i ciele, no powinny jakoś mocniej wybrzmieć, ale tego nie robią… nagle niektórzy Pradawni zdają się być aż zbyt słabi, a inni, kosmicznie mocni…
Miłość i wiążki?
Tutaj, jak zawsze w porządku. Poboczne wątki, jak ten o zakochanej wilkołaczycy w człowieku, wątpiącej w siłę onego, dobry temat do przemyślenia, ale, czy naprawdę tak wciąż trzeba naciskać na stosunki homoseksualne? Ten ma męża, a tamten go nie ma? Eeeee? Jeżeli coś ma być równe, to nie można wciąż nad tym stawiać akcentu… Przejdźmy do porządku dziennego i walczmy ze złymi bez zaznaczania z kim sypiają. Błagam!!! A… i jeszcze wampir, który wciąż dzwoni i pewno wszystkich zeżre w części kolejnej… ciekawe jaki kijaszek jego pokona… serio… Tak niepotrzebny wątek, wystarcyłby jeden telefon, naprawdę… i ogłupianie naszej bohaterki?
Co?
Ona się w rozumieniu tego świata uwstecznia, czy jak to jest?
Przecież oblatana była?
Kiepska, ale wciąż da się przeczytać… czasem kląc, no ale… Opisy malownicze, ale tęsknię za Marrokiem, za starymi bohaterami, bardzo.

Prognozy pogody, to chyba raczej jakiś żart ostatnio, no ale… zaczęli dodawać, że mogą się mylić…. że nie na pewno, ale jednak nie do końca, groza, trójkącik, snestorm i tak dalej… w rzeczywistości mamy mokry śnieg i wiatr… żadnego tam zagrożenia życia, no ale, chyba to ciągłe krzyczenie: wilk, tudzież, zależnie od bajki: ogień…
… zaczyna sprawiać, że ludzie olewają już oną prognozę.
Pomijam fakt, iż w takim miejscu jak Wyspa prognoza pogody zwykle spełniała się co do godziny. Jak miało zacząć padać o trzeciej, to otwierałeś parasol… a teraz, jakoś tak się wszystko mija mocno z prawdą.
Często bardzo mocno.
No ale… wieje, pada, ciemno nawet, mamy koniec stycznia i zaczynam się zastanawiać nad tym, kiedy to wszystko się jakoś tak zrobiło? Wiecie, niby to Rok Konia, ale jednak a tak kurde galopującego?
Prrrr!!!
Co do polityki, to odmawiam komentowania, ale wszyscy podminowani… i to dosłownie, jeśli chodzi o co niektórych. Dla zdrowotności naprawdę zalecam nieczytanie pewnych mediów, a już te tiktoki i inne cyrki, odpuście sobie. Szczególnie porady w typie, co tam sobie i gdzie włożyć, by być młodym i pięknym.
Zalecam gapienie się w okno… LOL

Gdy tak szarpie domem i wieje a nadto, to człowiekowi pod deklem się znowu coś tam mami i dziwne sny ma… na przykład dziś miałam o topieniu się i ogórkach i to dokładnie onych nie szklarniowych, a czystych, wymytych, najlepszych gruntowych… czy te wiecie, jak to się mówi, no domowych. Teraz tak się zastanawiam, co to ma znaczyć? Wolę nie szukać, ale…
… korci…
Woda, z tego, co pamiętam, to symbol przemian, ale ciągięcie za nogę w toń zieloną, co to wcześniej była błękitnym basenem dookoła się willi rozciągającym, no nie wiem, ale te ogórki, wyglądały tak smacznie… teraz też zastanawiam się, czy to była ino woda, czy ta ogórków, no wiecie, małosolne, kiszone, konserwowe…
… ech, człowiek by jadł.
Takie dobre, jak drzewiej bywały.
Wiatr, to wszystko przez ten wiatr, a ma tak pigać pre tydzień, co najmniej! Co to będzie, kurde? Gorzej, czy lepiej? Nie wiem… ale nie narekam, już chyba wolę koszmarne, atakujące ogórki, zombiczne może, niż niespanie.
Albo spanie bez onych snów.
… więc wieje. A jak u nas natura szaleje, to i ludzie muszą się sobą naprawdę ająć. Nie za bardzo wchodzić w rozmowy, nie konfliktować, a jak już, to sobie osobiście, u siebie z siekierką, a nie, że publicznie. Świeczki w oknach oczywiście są, ale to całoroczna sprawa, niezależna od pogody. Pierwsza rzecz, często, którą się robi, gdy ktoś przychodzi… wiecie, zwyczaj, nie zwyczaj, potrzeba przy takiej ilości wody? Balansowanie żywiołów, czy też coś w ten deseń?
Nie wiem…
Ale palę…

