Pan Tealight i Mała Wyspa…

„Tak nagle się pojawiła i nikt nie wiedział o co chodzi… czy córka, siostra, kuzynką, która przyjechała, a może jednak…

No wiecie, podmianką?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Ostatnia żona Tudora. Poskromienie królowej” – … w końcu przeczytana.

Przyznaję, że pewno, oglądałam serial. Jednakowoż, bez urazy, wielokrotność niedopowiedzeń i błędy historyczne, były w nim raczej dość rażące, aczkolwiek też i prawdy, oraz świetna gra aktorska… szczerze, nadal go uwielbiam, ale… jeśli chodzi o nią, ostatnią żonę, cóż, to akurat w serialu oddali dobrze. Książka właściwie niewiele dodaje do tego wszystkiego poza przypisami, które pozwalają na dalsze kopanie i wyszukiwanie wiadomości o tej, która śmiała zawsze zwać się Katarzyną Parr…

A nie tylko Kaśką od króla.

Autorką, językoznawcą właściwie, naukowcem, filozofem… wot kobieta. Kto by pomyślał, że takie się uchowały z głową na szyi za czasów Tudorów. Aż dziwne, czyż nie? Ale… oto ona, kobieta, która przeżyła. Która w rzeczywistości… przeżyła, by niestety zaraz i tak życie zakończyć, więc wiecie, za bardzo se nie poszalała, no ale…

Gregory jak zwykle oddaje życie kobiety opierając się na faktach, ale też dorzucając co więcej elementów ze świata, pokazując bogaty obraz ówczesności… Świata, którym zdaje się oddychać… tutaj wszystko jest ważne, czy to ubiór, czy jedzenie, czy sposób mówienia, myślenia. Oczywiście, że polskie tłumaczenie, dzięki językowej bogatości, sprawia, że można się wtopić w ten świat Tudorów łatwiej, no ale… poza tym, to po prostu kolejna nieszczęśliwa historia.

Coś, co powinno być nauczką dla współczesnych…

Ale, kto dziś czyta książki?

PS. Tak, możn czytać jako oddzielną wariację w temcie biografii tej „królowej”. Nie jako część cyklu, ale…

Ten film, to… „Zło w głębi” (Sacrifice).

Samotna wyspa i wiecie, przeszłosć…

… tak mnie skierowała myślowo ku innym takim filmom. Książkom, opowieściom wszelakim, jakoś tak wyspa, ono odosobnienie, wszelaka bariera ekologiczna, ludzka odmienność Tubylców, a już szczególnie teraz, gdy promy do Niemiec nie kursują od ponad pół roku, w Szwecji nagle okazuje się, że jakiś mają nowy rodzaj pandemii, na dodatek jeszcze… no wiecie, ta cała kołomyja miezy Danią a Szwecją… to jest po prostu czeski film. Serio. I to porno!!! Albo i gorzej. Testy, nie testy. Dzieciaki mają teraz wracać do szkoły, ale mają mieć częste testy, więc wiecie, pewno znowu będą zamykać i tak w kółko Macieja.

Ale coś zrobić muszą, bo spokojni ludzie, za jakich Duńczycy są uznawani, są na granicy wybuchu.

Szczególnie tutaj.

W końcu u nas naprawdę wszystko zamknięte, a przyroda, bez urazy, ale jakoś nie uratuje cieknącego kranu, czy braku żarówek i tym podobnych. Niby jedni pracują niby inni nie, ale tak naprwdę, ludzie chcą na wakacje, chcą gdzieś, coś, jakoś…

I nagle myślę sobie, że przecież są tacy, którzy nie opuścili Wyspy

Ani razu.

Można? Można… tylko, kurde, czy warto? Czy trzeba? Czy wystarczy? Czy to dla każdego? Czy jednak i u nas są dziwne kulty?

Czy urodzeni tutaj muszą wrócić?

A może…

Jest wiele z tego, czego nie wiem?

Ale wróćmy do filmu.

Gość wraca, ma ten dom, żonę w ciąży, taką, wiecie, już właściwie ready to serve… znaczy niby jeszcze ze dwa miesiące, ale jednak, jakoś tak, kurde, no wydaje się rodzić od razu… ale czas jest tutaj względny. Podobnie lekka rozbieżność osobników… szowinizm… oj tak, to takie Skandynawskie, czego pewno byście się nie spodziewali.

Co nie?

A tak w ogóle, to od razu myślę o onych porzuconych gaardach, o tych domach, które są niby kupione, a tak naprawdę, to… Czy mamy na Wyspie burdel? Tak się zastanawiam. Stawiałabym, że jest jakiś.

No wiecie, coś mniejszego… ale jest.

Po więcej jeździ się, a raczej płynie, na kontynent.

A tradycje?

Czy nowym robi się kocówę? Czy nas coś ominęło? A może jednak nie? Może te ponad 10 lat koszmarów miało swoje korzenie? A może Starzy Bogowie, Śniący… hmmm, zaskoczyło mnie, że i ten był w tym filmie. Może kurde to ten sam? Ale przecież męża nie zarżnę? Spojler taki, a co se będę żałować…

Na pewno Wyspa ma swoje tradycje.

Ma swoje uprzedzenia i jakoś wkupić się w towarzystwo trzeba, ale…

Hmmm, czy jest więcej? Ono odosobnienie? Czy w końcu uderzy nam do łbów i weźmiemy norze i powybijamy sąsiadów? Wciąż mi się przypomina ona gignatyczna zmrażarka, która tu stała jak się wprowadziliśmy… zostawili ją nam. One rośliny w ogrodzie tak dobrane… hmmm, takie to wszystko…

… dziwne…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Mała Wyspa… została wyłączona

Pan Tealight i Bunt Pradawnych…

„Nie wiadomo było co dokładnie, ale jednak coś się działo.

Coś wielkiego, coś na poziomie tak pierwotnym, że zapach żywicy i bursztynu w powietrzu był aż przytłaczający. Że nagłe zadymy siarczanych oparów nie tylko jajczyły powietrze, ale przede wszystkim przyjmowały dziwnie, aż nazbytnio, ludzkie kształty… i jeszcze, no i jeszcze ta dziwna muzyka w tle…

Wszystkiego.

Wiedzieli, że coś się dzieje, coś, czego może nie będą w stanie ogarnąć myślami, czy uczuciami, ale coś, co na pewno zostanie oznaczone w przyszłości fajnym numerkiem i literkami i na pewno, gdzieś o tym napiszą…

Może nawet wyryją informacje w kamieniach, skałach, w drogach i drzewach, w dziwnych, lodowych masach i jeszcze… czasem, w strumieniu wody, który spływając nawet z dziwnego, zwyczajnego kranu, jakoś tak wejdzie w was i natchnie ku czemuś… może nie do końca odpowiedniego dla was…

Bo przecież dla nich jesteśmy tylko zabawkami…

Pionkami na szachownicy świata.

Takimi, które z dziwnym lękiem spoglądały na one palce i macki, które nimi pomiatały. Dziwnie obślinione, bo przecież czemu by czegoś nie przegryźć, gdy się włada i gra światem i właśnie szykuje się mu kolejną namiastkę Armagedonu… no wiecie, w końcu każdy chce się jakoś zabawić, niektórym się nudzi…

Bardzo.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Mgła…

Nadeszła mgła i dziwne ocieplenie…

Z – 7C zrobiło się + 7C i nagle człek poczuł się dziwnie. Oczywiście, że od razu wypełzł z domu i na spacer, wiecie, dla zdrowotności, czy coś, mijając tych tumanów dymiących jak parostatki… kure, co jest z tymi palaczami, nawet jak nie palą w tym momencie, to wiecie, no śmierdzą, ten dym, ona mgła ich własne gromadzi się wokół nich, wyciąga ku wam łapy i zamyka, dusi tym smrodem przestarzałego, niemytego ryja…

… no co?

A nieprawda?

Bleeee…

Prawda jest taka, że nagle wszyscy stwierdzili, że wiosna i tyle. Znaczy wróć, oczywiście, że jak oni przeciwnicy przedwczesnych celebracji Christmasowych, pieli, że wiosna już na początku stycznia, ale potem śnieg ich trochę przysypał. Teraz pieją znowu, jakby ta zima nie mogła się zwyczajnie, po ludzku wyzimnić.

Wiecie, pokazać…

Uwielbiam zimę, kocham czas ciemnienia się i przytłacza mnie słońce, ale znajdźcie tutaj takiego, co mnie zrozumie…

Ech!!!

No ale… mgła.

Mgła mgłą, najpier rozlała się dziwnie po onym rozświetlonym niebie, słonecznym, ale nie niebieskim. Jakby może i chmura popiołów z Etny postanowiła się pokazać… albo i coś więcej, o czym człek nawet nie wie? Wiecie, w dzisiejszych czasach, co tak naprawdę wiemy, czym jest prawda, czym jest nieprawda, czym jest coś takiego, choć jakoś tak… bliskiego jej?

Czym?

Ale idziemy… nad morze.

No dobra, tak naprawdę chciałam zobaczyć, czy są już i przebiśniegi i ranniki i powiem wam, że co jak co, ale raczej ich niewiele. Z drugiej strony śnieg dopiero stopniał, dopiero słońce wyszło, więc może jeszcze na nie czas? Na krzakach małe pączki… czy rzeczywiście przyjdą mrozy? Na plaży za to nie da się rozpoznać jaka to pora roku, bo ludzie siedzą i tak, łażą, zbierają patyki, wodorosty, kamienie… no co, w końcu zawsze coś z tego zrobić można, to po pierwsze, po drugie, wodorosty genialnie użyźniają i palą się po prostu  świetnie…

A po trzecie…

Niektórzy, jak ja, są zwyczajnie zboczeńcami krzemiennymi.

I już.

Ale… okolica, co jak co, zauważająco straciła kolejne drzewa, co sprowadza na mnie znowu jakiś taki kir smutku i wiecie co, bezsilność dziwną w członki mi ładuje. Nie mam już siły i nie wiem, czy nawet mi zależy… może już nie? Chcą kawałka lasu w Szwecji i chatki tam… gdzieś w okolicy helleristningerów, by se je badać i tyle.

Koniec.

Zmieniam zdanie…

Chcę domku wakacyjnego, jak to pięknie przetłumaczono w jakimś dziwacznym filmie… coś tam było ze złem we mnie, czy jakoś takoś… gość wraca na wyspę, chyba norweską, po 20 latach, z której zabrała go matka, by przejąć sommerhus. Ale wiecie, trzeba to było tłumaczyć i zapowietrzyć mi mózg na chwilę, dacze już nie istnieją? Ale jak w kółko słyszysz sommerhus, to jak masz uznać, że to dom wakacyjny… no ale, film jest dziwny i miesza strasznie legendy, ale…

Krew się leje.

Co do plaży i morza, jak zwykle o tej porze roku.

Istnieje.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Bunt Pradawnych… została wyłączona

Pan Tealight i Chciwa Menda…

Chciwa Menda wcale nie była chciwa, no bez urazy, ale więcej politycznej poprawności może, co? Zwyczajnie, po prostu chciała…

Problem w tym, że chciała wszystko.

Czemu nie?

Dlaczego można jej czegokolwiek zakazać? Czyż nie winniśmy wszyscy po prostu pragnąć i brać… dążyć i sięgać? Mawiała… Czyż nie nakazano nam po prostu spełniać się i wypełniać, zapełniać i dodatkowo jeszcze, zwyczajnie, po prostu, jakoś tak… mieć, posiadać. Uznawać za swoje, nazywać…

Dlaczego miała sobie odmawiać?

Czyż inni to robili?

Czy byli tak słabi…

Pan Tealight spotkał Chciwą Mendę w czasach, gdy wszystko jeszcze było w powijakach. Ona też była zresztą, w końcu może była Pierwszą, ale nie jedną z Pierwotnych Pradawnych.

Co to, to nie!

Jednak ona, z tą swoją wolą i pewnością, wszelaką siłą i osobowością zdolną powalić i konia i słonia i jeszcze pięć światów równoległych sobie podporządkować… zwyczajnie, tak po prostu. Umiała. Potrafiła zdolnie. A taka niepozorna jest przecież. Ni wysoka, ni nisoka, ni gruboka ni chudoka, ni nijoka, ni jakaś takaś no wiecie, zauważalna od razu, czy coś w ten deseń.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

W śnieżnym nieznanym.

Czasem się zdarza, że w końcu trafiamy na ścieżkę, wiecie, kilometr czy cztery onego nieznanego…

Czasem tak się zdarza…

… coraz rzadziej, no ale, czasem się trafi… tym razem po spacerze opłotkami zalesionymi po kostki Almindingen… jakoś tak się udało dotrzeć, spotykając jedną ino familię w oddali, no i przemakając do wszelakich zmysłów, wiecie, w końcu zdecydowaliśmy się na ścieżkę między sosnami, ciemną, dziwną…

Taka zarośniętość obok chatki Hansa Rømmera.

Przy jeziorze.

Między drogami i ścieżynkami, rozłamem w ziemi, strumykiem i jeszcze mini wodospadami, ale… tym razem była ona zalesiona, magiczna i czarowna. Pełna wszelakich niespodzianek. Naprawdę. Pewno, że pod górę, plus śnieg… zasapał się człek robiąc kolejne zdjęcia w różnych pozycjach, wiecie…

… jednak niskie podwozie.

LOL

Ale…

Warto… bo ludzie nagle gdzieś zniknęli, przed nami ktoś tędy szedł, chyba znający to miejsce bardzo dobrze, z psem i…

… i wydawało mi się, że to będzie krótka wyprawa i zaraz wylądujemy przy jeziorze, ale nic bardziej mylnego, a na dodatek, coś położyło tutaj drzewa w trójkąt zgoła magiczny, w górze słońce nagle oświetliło czubki iglaków i jakoś tak, uświadomiłam sobie, że w końcu nie wiem, gdzie jestem, że z małego spaceru znowu zrobi się wielki i, że trzeba pamiętać o zmroku, który tu szybko łapie, słońce znika i już…

I gdy już uświadomiłam sobie, że nie wiem, gdzie jestem, że mogę iść po prostu i nic poza tym, szukając jakiegoś wyjścia stąd, bacząc na skały i rozłamy w ziemi, to zrobiło mi się lepiej. Pewno, że wcześniej widzieliśmy i ślady zajęcy i saren, ale… czy nas obserwowały? Oczywiście, że tak i ubawiły się, jak omal nie wyrżnęłam pokazowego orła na ukrytej, zmrożonej skale… naprawdę rżały… słyszałam, jakby co!!!

Zapamiętam sobie…

To moje jabłka wyżeracie!!!

No ale…

One patrzyły, a myśmy brnęli w śniegu zachwycając się dzikością onej dość młodej zieleniny i starej skalnej rozłamliny… w którymś momencie wleźliśmy na drogę dla tych rowerzystów szukających guza, ale… pół metra pod śniegiem była, więc wiecie… chyba raczej nieużywana, co nie?

Co jak co, to ludzie na nogach, sankach i nartach…

Nic poza tym.

Bycie tak, bez ludzi, tak w zimowatości… to naprawdę tutaj przywilej, bo jakoś Ludzizny wszędzie moc. Za wiele… męcząco. Bardzo…

Ale idziemy…

… wypełznięcie z tej całej śnieżnej niesamowitości zabrało nam godzinę. I tak, jak najbardziej na świecie było super i gdzieś mam to, że przemarzłam, zmokłam i w ogóle. Dobiło mnie uświadomienie sobie ile wlec się w śniegu trzeba do samochodu w tym całym zachodzącym świetle, no ale… po drodze mrożona pizza.

A co!

Na Wyspie warto szukać miejsc, albo odpowiadać na ich wołanie. Przełamywać strach i baczyć ino na „privat”.

Naprawdę… warto…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Chciwa Menda… została wyłączona

Pan Tealight i Pan Zapalniczka…

„Znaczy, no tak…

Oczywiście.

Zawsze był przydatny, a jednak, ona zawsze spoglądała ku zapałkom. Wiecie, onym w niebieskim pudełeczku, zza morza… z dziwacznie kreskówkową figurynką białego chłopca z białym wszystkim. I wszelakim zapatrzeniem w swój własny świat, jakby kurcze… nie no, przecież od zapałek była dziewczynka, co nie? Nie chłopiec… a może i z tego baby wydupcyli ostatnio…

Ech…

Pan Zapalniczka, widzicie, był wielkim feministą.

Ogólnie mówiąc kochał wszystko co babskie, ale wiecie, bez odchyłów własnych w tę stronę. Jakoś takoś nie marzyła mu się własna pochwa, czy suknie jakieś… nawet się wiecie, nie malował. Nie. W ogóle. Kompletnie go ona nowomoda, która sprawiała, że baby jak chłopy i odwrotnie, nie, to go nie kręciło. On chciał kochać kobiety gorąco i płomiennie i jeszcze pragnął ich mieć wiele i poukładać sobie w pudełeczku, dużym, przestronnym, a potem potrzeć te główki…

I puff…

Znaczy nie no…

Oczywiście, że nie był mordercą.

Nie… on zwyczajnie po prostu był feministą. Chciał kobiet, pragnął ich wszystkich dla siebie, najlepiej lekko podsuszonych, ale tłustawych, więc wiecie, coby się łatwo mieściły w pudełeczka i dobrze im główki malały… i zawsze, ale to zawsze myślał wtedy o niej… Wiedźmie Wronie Pożartej Przez Książki Pomordowane, która wolała zapałki niż jego… feminista…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Na zewnątrz biało.

Ale no po prostu biało…

Wszystko zmieszało się w wilgoci, wietrze, w onej dziwnej, ociężałej mgle, ale też i dziwnej spokojności, dziwnej wszelakości. Przemókł nam dach, ale nie tylko nam, jak się okazuje siedemnastego lutego telefony się na Wyspie rozdzwoniły. I wszyscy narzekają, a dlaczego, no bo wiatr dziwnie wiał, spod tak nieznajomego kąta, że powpychał mokry śnieg pod dachówki, no i się zaczęło… u nas na poddaszu po prostu wilgotność, z tego tam wywietrznika się leje, no dobra, mocno kapie teraz… miejmy nadzieję, że się przesuszy, ale jedno wiadomo.

Jak najszybciej trzeba zrobić górę.

Z drugiej strony, gdyby nie sercowe połączenie z tym miejscem, to moglibyśmy sprzedać ten dom teraz za… oj, wiele więcej. W wymiarach nieruchomości, to mamy tutaj szaleństwo. Rudera wszelaka poszła za taką kasę, że tego nie rozumiem. Wiecie, murowany dom, który opada, wszelako zagrzybiały, a ponad 2 miliony…

… niestety.

Czy to oznacza zwiększenie populacji tutaj, nie…

Kupują i zostawiają i…

… wiecie, zwyczajnie czasem, raz na jakiś czas przyjadą, a potem, domy powoli popadają w ruinę. Już nikt ich co wiosnę nie maluje, nie naprawia, nie dba, nie ma już sił, a może i więcej jeszcze…

Może po prostu już wsio straciło sens?

W powietrzu unosi się bezradność i wkurw…

Nie wiadomo co wygra…

Codzienność zdaje się waką o każdy krok, o wszystko.

Już nie ma jakiejś radości, tylko… niektórzy mają jeszcze nadzieję. Niektórzy, jak sąsiad, którego wciąż nie zidentyfikowałam, zabiorą nam śmieci z podjazdu, jak Śmieciarskim Księżniczkom się nie chce… zrobi to bo wiecie, ma i tak przyczepkę, ma swój samochód, i tak wiecie swoje, więc…

Czemu nie?

Logiczne, więc czemu wzbudza moje zadziwienie?

Nie wiem.

Przeraża mnie ono zadziwnie, bo przecież to powinno być poprawne, normalne. Sami byśmy przywieźli coś sąsiadce własnej, czy sąsiadowi, gdyby potrzebowali, ale wiecie, nie potrzebuje ni ona ni on, albo też i każdy może wezwać sobie sklep by przywiózł jej co chce. Zresztą, chyba się schowała na czas tych śniegów… chociaż, może i śniegi wrócą, więc wiecie, może znowu wyjedzie.

Przynajmniej nie stuka, a Chowaniec ma ferie.

Urlopik… jak na razie kijowy.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pan Zapalniczka… została wyłączona

Pan Tealight i Postępowa Panna…

Lustro Królowej Śniegu znowu jebnęło.

Tak to jest, kurde, jak po przeprowadzce się wiesza te gówna na onych nowomodnych wymysłach,zamiast na śrubach grubych. Przecież sama rama waży swoje, co najmniej trzech chłopa go zwykle nosi za nią, bo przecież paniusia to nigdy nie wie gdzie je walnąć tak, no wiecie, od pierwszego wejrzenia.

Oj nie…

Na tę ścianę, czy tamtą, a może na podstawce jakieś, takiej, wiecie, fikuśnej? Oparte swobodnie o ścianę, tak, coby w nim szczuplej wyglądać, wiecie, albo może zawieszone pod kątem u sufitu, by kompletnie alienowato wyglądać, łeb mieć jak wydłużony balon, z którego ktoś jednak nie zrobił pieseczka, chcoiaż był już blisko i zaczął od ogonka… i prawej, tylnej łapki.

Albo…

No i oni tak łazili, a ona prosiła, by tu przystawili, albo tam, a tutaj może na dzień powiesić, a może i na dwa… ona sprawdzi, tutaj ma takie wynalazkiz internetów… więc może akurat się coś uda, nada…

No i tak to się skończyła.

Ona zmienność ciągła.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Kochanek dziewicy” – … no tak. Prawda, czy nie… hmmm, wiele jest teorii.

Przyznaję, że uwielbiam wleźć w te czasy Tudorowskie i Wojny Róż i jakoś tak w nich siedzieć. Patrzeć na świat przez pryzmat tamtych poglądów i zachowań. Lubię wracać do tych książek, jakoś tak…

By nagle być gdzieś indziej.

W innym czasie, epoce, wszelalkiej niepewności, ale i przecież świadomości tego, jak to się wszystko skończy. Bo romans Elżbiety I był czymś, cóż, oczywistym. Czymś, co zajmowało ówczesną Europę aż nazbytnio, bo przecież jakże to kobieta, no wiecie, winna była za mąż i dać potomka, żadnych innych uciech… a i te ciągłe zamachy na nią, tak szczerze, w tej książce widać Elżbietę zlęknioną Nie oną odważną heroinę sportretowaną w zbroi, ale otwartą i kochającą, potrzebującą kogoś… spragnioną uczucia.

Zwyczajną dziewczynę…

A on…

Czy chciał tylko władzy?

Najprawdopodobniej … więc dobrze, że miała doradzców, jednak… zawsze zastanawiało mnie, co by było gdyby. CO by było, gdyby jakoś tak, stał się królem małżonkiem. To by rozwiązało tyle problemów, ale też nie stworzyło legendy, czyż nie?

Oto opowieść o władczyni człowieku…

… ale i tej, która nigdy nie zapominała, że przede wszystkim jest królową!!! Opowieść nie tyle romantyczna, co polityczna, kryminalna.. Historia dwóch kobiet, które, cóż, pozostały samotne do końca.

Na zawsze…. bo przecież to też historia porzuconej żony. Tak podobnej do Katarzyny Aragońskiej. Tak bardzo… cierpiącej.

Pamiętacie, że straciłam swoje wszystkie książki… no więc po półtora roku mam… ekhm, malutką część tego, co miałam, ale kilka ważniejszych udało się znowu zdobyć.praca się skołowała sama, więc wiecie…

Co najważniejsze, by były to książki jednak nowe, wiecie…

… jestem przewrażliwiona.

Nadal.

A Butcher i Kroniki Królobójcy… ech, gdyby jeszcze Dragonlance i cały Tolkien z Pratchetem się objawił… ale może się uda.

Musi!!!

Szukając Bezludzia.

Ale najpierw coś, czego nie napisałam poprzednio, bo chodziło o Svaneke, a ja się zacietrzewiłam na onym zamknięciu. Ech… no więc od początku chyba jakoś tak w Svaneke najlepsze były lodowe rzeźby w porcie. Przy sztormie i minusowej temperaturze, no mega. W tym roku królują dwa stoły.

Takiego nakrycia to sama bym chciała…

Ino niecieknącego. LOL

Ino niecieknącego. LOL

Bo wiecie, one dwa stoły, popularne na Wyspie ławki z siedzeniami, drewniane, pokryte zostały przez fale przepięknym obrusem. Z sopelami, fałdkami, ale takimi zaprasowanymi, no przecież plisowanie na maksa wam powiem… i jeszcze te siedzenia, w słońcu szczególnie rytmicznie dudniące kropelkami…

… po prostu czyste piękno i idealna inspiracja.

Ale w Svaneke nie tylko to można znaleźć, są i oblodzone schody – nie polecam i formy wszelakie, lodowe. W onych kwietnych wazonach, na tych wielkich,betonowych palach do cumowania… wszędzie no. Po prostu lód. Lód, który powoli, z każdym chlupnięciem, naciekał one twory, zwyczajnie, cudownie się popisał, ale kawałek dalej jest drabinka, chlapnięcie, fala…

Zmroziło mi tyłek, omal nie wylądowałam w wodzie, kompletna głupota kurde, ale jednak… musiałam mieć te zdjęcia. Są na instagramie, jakby co. Nie wszystkie jeszcze, ale wiecie, należy dozować takie cudowności sztuki naturalnej.

Trzeba.

Svaneke to niestety nie bezludzie i choć chciałoby się pooglądać one domki z tymi śnieżnymi czapami w ogródkach, one drogi nie do końca odśnieżone, to jednak, jakoś ludzie są… a już szczególnie w porcie, no weźcie no…

Wszędzie ludzie.

A ja chcę natury i braku Turyścizny!!!

Ale oni zjechali i chcą na narty.

I chcą jeździć na łyżwach na jeziorach… no idioci są wszędzie, dopiero ktoś tam wpadł, ale co tam, czemu nie, nagrody Darwina to którego są? Ktoś wie? Na nartach jeżdżą gdzie się da, oczywiście olewając chodzących, czy te rodziny z dziećmi… są jak rowerzyści nie baczący na pieszych, czyli wsio w poriadkie, co nie?

Ale jakoś nam się udało znaleźć bezludzie.

Najpierw co prawda wkopaliśmy się w śnieg, ale po to człek łopatę ze sobą wozi. Nie zapominajcie o łopatach, bo odśnieżenie to wciąż mit.

A po odpkopaniu wybraliśmy nieodśnieżony, ale rozjeżdżony i kosmicznie zapchany parking, przy dużej stacji kolejowej/muzeum, i ruszyliśmy szukać ścieżki… szosą… oczywiście, że dostałam bułą pośniegowego błocka, bo czemu nie, więc cała reszta wycieczki w mokrych portkach. Polecam. Wymraża skórę cudownie. Wam mówię, taki trening wszelkiej osobowości.

A potem…

Były sarny i zające…

Ale to potem.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Postępowa Panna… została wyłączona

Pan Tealight i Wiedźmi Bezsąd…

„O rany, no to jej już odbiło. Bo wiecie, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane, to ogólnie miała ostatnio fioła na punkcie sądów wyższych i niższych i jeszcze innych takich…

… a już stosów w szczególności.

Co jak co, ale otaczała ją Aura Wkurwa i to wielkiego i lepiej, szczerze, lepiej się było do niej nie zbliżać, nawet z pudłem książek, no chyba, że to takie, które ona sama sobie zamówiła i wszystkie są w doskonałym stanie i ktoś za nią zrobił zdjęcia, więc może tylko siedzieć w łóżku i czytać…

I proszę możecie ją bezsądzić, bo co do osądu, to źle się czuła, więc wsadźcie go sobie… najlepiej tak, boleśnie, nabitego ćwiekami, gwoździami i wysmarowanego onymi papryczkami, co to wymagają mleka litrami picia potem… i jeszcze na koniec cytrynka i lekkie jakieś rozoranie…

Oj tak, z nią lepiej było nie zaczynać.

A Chowaniec próbował… cóż, widać niektórzy lubią żyć niebezpiecznie… w Panu Tealight’cie buzowało tyle myśli, gdy go podrzucali do miasta, że naprawdę nie wiedział, śmiać się, czy jednak bać… dla bezpieczeństwa nabył po drodze i kilka kwiatków i jeszcze te puszki z owocami w syropie i oczywiście notatniki, kwiaty oczywista w doniczkach, by tym wszystkim w nią rzucać i jeszcze nabył, wiecie, tak na potem, kilka drzewek, bo to ją zawsze zmiękczało…

Wiecie, lepiej być przygotowanym.

Dorzucił też kilka dziwnych rzeczy z Etsy, na wszelki wypadek.

I srebrne wisiorki, bo jakoś takoś, ostatnio nowu miała Srebrogłód… niewielki, ledwo wyczuwalny, ale wiecie, lepiej być przygotowanym.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

13 zbrodniarzy i stół ze Svaneke plus protestów wiele…

No wiecie, jak to mi powiedziała pewna dusza z USA, Dania, postrzegana za tak cudowny, baśniowy kraj, w zderzeniu z newsami, które ostatnio zalały głównie media Twitterowe… no cóż, jakoś tak lekko zatrzęsły tym poglądem, oglądem. No niestety… 13 zbrodniarzy złapanych, szwedzkie wojska wycofane z granicy z Norwegią…

Kuźwa, o co chodzi?

Materiały wybuchowe i takie tam…

A wszystko azaliż wżdy jest ino milczeniem. Wiecie, z powodów wiadomych nic nie zostanie powiedziane ludności, zresztą, niech wszyscy lepiej cicho siedzą i przestaną podskakiwać, bo się pozamyka konta na Facebooku i tyle. Za szerzenie kłamliwych opowieści o koronkowym… a co, tu też zamykają, tym, co się chcieli zjednoczyć i sklepy otworzyć, we współpracy z prawnikami, to zamknęli grupę. Czy ktoś mi moe wyjaśnić, jak to się ma co wolności słowa?

Proszę…

Jeżeli niektórzy nie mogą już mieć innego zdania, to…

Hmmm, kiedyś na to były nazwy, definicje, były i określenia, jakieś wiecie, tyranie i takie tam, ale jednak, no cóż… gdzież tam, w dzisiejszych czasach. No nigdy w życiu. A że Czechy się otworzyły? No dziwacy i tyle.

Tutaj się nic nie otwiera.

Na pewno nie teraz.

Może nigdy.

Tak to wygląda.

Ten pusty stok, idealnie naśnieżony, który okupują nielegalne całkowicie gromady dzieciaków roznoszących wirusa, więc wiecie, dorosły nie wlizie, one mogą sobie na sanka zjeżdżać… i pomyśleć ile to Europa wydała na stworzenie onego stoku narciarskiego. Co? Nie wiedzieliście, że mamy coś takiego mimo braku zim?

A mamy.

Ha!

Resztki po kolei i głupie pomysły też.

Ale, wiecie, ja jestem ta zgorzkniała, co ma dość i dobrze wie, że bachory, co to sąsiedzka familia wielepijących podrzuciła dzisiaj na dzielnię by zbierały kasę, bo to wiecie, Fastelavn był… a bachory wolne mają… Ja po prostu nie mogę. Dzieciaki, największe roznosicielstwo zarazy i oni to wpuszczają do domów, czy też pod domy?!

Serio?

Ale, nic to… wciąż śnieg obecny.

I ferie.

Na szczęście szybko się skończą. Na szczęście… chociaż, czy po nich coś się zmieni? Czy coś kurde w ogóle zmądrzeje?

Nie wiem, ale nawet ten błękit nieba, biel śniegu, ona wszelaka w końcu spokojność i małowietrzność, one fale mniejsze, przecież to powinno uspokajać, a jakoś tak nie. Nic już nie przypomina siebie, więc i naturze człek nie wierzy… ale intryguje go, czy jednak będzie ten snestorm kolejny i jeszcze kolejny, i kolejny i śniegi…

Większe…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wiedźmi Bezsąd… została wyłączona

Pan Tealight i Krzemykowy Pan…

Krzemykowy Pan miał się dobrze, ino że krzesał.

I to na wszystkie strony.

A wiecie, to jednakowoż podpalalne. Mocno. Bo on jak krzesał, to z całego siebie, na maksa i od razu na wszystko i z wszystkich sił. Bo czemu nie. Mógł, umiał, wszelako chciał, więc wiecie, no krzesał, zresztą, był Panem Krzemykowym. Władcą Krzemyków, wszelakim królem, bogiem i wielką niewiadomą, która wiecie… mogła. Mogła wiele i wiele też nie chciała…

No a Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane, to jednak jakowoś takowoś, to raczej wielbiła krzemienność wszelaką. I krzesanie, ów zapach, te iskierki, no pewno, że się zdarzało to czy inno, ale jednak… nie no, zawsze uważała. Zawsze. Chociaż czasem, to nie, no wiecie…

Czasem szła na całość.

I krzesała by po prostu było jej lepiej, na chwilę, na moment, by poczuła, zobaczyła, by tak jakoś, no zwyczajnie…

… krzesała.

A to on rozumiał.

Krzemykowy Pan… i dlatego zawsze się trzymał blisko niej, bo ona rozumiała, ona wiedziała i czuła…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Snestorm w Gudhjem…

Wtorek, środa… ogólnie okolice Walentynek miały być zaskakujące… śniegiem i wiatrem pachnące.

Broen był zamknięty, bo sopele…

… zimno, autobusy nie jeżdżą, wiadomo, w końcu mogą, przecież Turyścizny nie będzie, sklepy wciąż zamknięte, choć wciąż o otwieraniu pytlują. Lekarze się włączyli i mówią, że ludziom już puszczają nie tylko nerwy…

Cóż, obaczym jak to będzie.

Naprawdę.

Na razie wiemy jedno, że śnieg się zdarzył nawet w Gudhjem, w Almindingen jego połacie i głębokości czasem i do pół łydki, a jak ktoś mojego wzorstu, to wiecie, do kolan, no ale… niestety też ludzizny tyle, Turyścizna nawet jest, bo przecież niektóry się trafia, inni znowu na tecie przybywają, ale wciąż… a dziś mamy 14ty…

… sklepy zamknięte.

Wiecie co, to jest pojebane i tyle.

Przecież w zwykłym Dagli każdy chucha na każdego, a jeszcze USA też szaleje i podobno wymyślili, że 2 maseczki są lepsze niż jedna. Oj serio? Naprawdę? No już się kurna cieszę… ale, po tym, jak snestorm wyłączył Wyspę na dwa dni zaczynam się zastanawiać, jak kurna to wszystko upadło. Jak się zdziadziło i wszelako zrąbało. Bo nigdy jeszcze nie widziałam takiego syfu i koszmaru. Żeby autobusy ie jeździły, no okay, rozumiem, ale odśnieżanie wyłączali o szóstej po południu? Za przeproszeniem, ale kto to wymyślił? A jeszcze petycje o mniej soli…

Ech…

Ludzie no!!!

Co w snestorm zrobiłam?

Poszłam na spacer.

A co…

We wtorek i środę oczywiście narzucono tym, co mogą robotę w domu, no i fajno, jak jest możliwość, wiadomo. Śnieg po naszej stronie skromny, ale okazało się, że odśnieżanie przestało istnieć w kalendarzyku służb drogowych, więc naprawdę, już we wtorek szło się dziwnie. Snestorm przypominał bardziej walenie rozbitym lustrem po oczach, niż taniec płatków śniegu… wiecie, nie ma jak 11 lat temu.

Nie. Nawet to się zmieniło.

Albo lodowe szkiełka albo kurna kulki styropianu…

Ech…

Ale temperatura od połowy stycznia trzyma się na minusie, nawet Gudhjem lekko obśnieżyło, a fale jakie fajne były! Hej, że wiecie, no naprawdę mocne!!! I resztek łodzi więcej wywaliło, wygląda to jak pomnik człowieka współczesnego, co go gówno wsio obchodzi…

Pomnik idioty, który twierdzi, że no, jakoś tam będzie, ktoś inny to posprząta, czy coś w ten deseń. Naprawdę. Syf i kiła, możnaby to zebrać, ale jakoś jeden zwala na drugiego, drugi nie słucha, a trzeci, do którego wysłali info, olewa sprawę jak inni… ja po prostu nie rozumiem dlaczego sprawca nie został zmuszony do sprzątnięcia tego.

Bo serio, to jest na brzegu, można zebrać, tam nawet mała lodówka leży…

Sama się boję, powiedzą od razu, że ta dziwna kradnie.

Mniejsza, wicher był, fale niesamowite, pogoda ogólnie podzieliła się na 3 części w ciągu dnia pierwszego, na śnieżycę, sam wicher i wiaterek ze słoneczkiem. I wiecie, tak na zmianę. No oszaleć można było… naprawdę…

Ale też takie to piękne!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Krzemykowy Pan… została wyłączona

Pan Tealight i Zakapturzony…

„Spojawił się…

No wiecie, zwykle tak z nimi wszystkimi i wszelakimi jest tak, że się spojawiają bez zpowiedzeń. Te współczesne czasy naprawdę nie posiadają już żadnego savoir vivre’u. Nikt się nie zapowiada, kwiatów nie przynosi, drzwi nie otwiera, no wiecie… stare czasy, stare grzeczności jakoś tak…

Zniknęły.

Może i nawet wyjechały na jakieś walacje, znalazły sobie jaskinię na bezludnej wyspie, gdzie pogoda im sprzyja i tyle… po prostu egzystują kompletnie niepotrzebne, ale, właśnie jako one niepotrzebne mają pewngo rodzaju związki z Panem Tealightem. Wiecie… grzeczności one listy piszą…

A Pan Zakapturzony je przynosi.

Bo nie można ufać ni poczcie ni kurierom.

Ale też, wiec, z powodów ino sobie znanych, pewno jakąś ma awersję, a może i nawet, wiecie, napady paniki, czy też brak ufności, albo i więcej, coś więcej, jak na przykład, paranoja, może i strach, że śledzą go byty niezaufane, albo i… może i była w tym jakaś teoria spiskowa, no wiecie, były popularne aż nadmiernie ostatnio. Pan Tealight nawet swoje szczepionki lubił…

Na odludzenie.

Ale te listy…

Kochali je! Dowcipne, wszelako miejscami lekko niedyskretne, ale nigdy nie przekraczające granic, grzeczne listy, poprawne, ale jednak…

No wiecie…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Zmierzch Tudorów” – … tak. Ta powieść rzeczywiście w większości jest fikcją, domysłami i łataniem dziur. Wchodzeniem w ciała i domyślaniem się co dana kobieta myślała, bo to ponownie opowieść o kobietach, w końcu Tudorowie jakoś skupili wokół siebie najbardziej intrygujące osobowości tamtych czasaów… czy to żwawo żyjące, czy od razu na szafot.

Tym razem poznajemy trzy naprawdę skąpo opisywane damy z rodziny Greyów. Trzy siostry, Joannę królową. Religijną i naprawdę zawziętą, jej siotrę Katarzynę, która postanowiła przeżyć i najmłodszą, najbardziej specyficzną, charakterystyczną i charakterną osobowość, Marię, którą możecie pamiętać z filmu o Elżbiecie I, tej z Gwyneth Paltrow.

Pierwsza, no cóż, wiadomo…

Skończyła jak skończyła. Właściwie to wiecie, ale naprawdę sposób, w jaki przedstawiła je wszystkie autorka sprawia, że one kilka dni, ono panowanie, a potem one same, ich ciągła walka, strach, wszystko nabrało człowieczeństwa. Wydaje się, iż tym tomem Gregory oddaje im pewnego rodzaju hołd. Ich sile. Ich próbom przeciwstawienia się wszystkiemu, próbom… przeżycia…

Bo przecież mówimy o tych, które były najniebezpieczniejszymi…

Posiadaczkami króewskiej krwi.

Książka jest niesamowita. Niezbyt historyczna, ale zgodna z faktami dotyczącymi zwyczajowego, babskiego egzystowania. Odsłaniające strach onych opiewanych władczyń, jakimi były Maria Tudor i Elżbieta. One podobnie jak Edward czy Henryk też wciąż bały się… uzurpatorów, choć dla wielu same zasługiwały na to miano… nic tutaj nie jest białe lub czarne…

Ale wszystko jest walką… o przeżycie. I trochę zabawy… odrobinę uśmiechu, kilka dni, miłość, rodzinę…

Naprawdę dobre odzwierciedlenie przeszłości… warto się na niej uczyć, szczególnie gdy znów kobietom odbiera się prawa mydląc im oczy pierdołami. Domagając się od nich powortu do… nicości.

No ale… wciąż w Almindingen śnieg.

Co do reszty Wyspy, to wiecie, różnie bywa, raczej mniej niż więcej, ale… spacer w okolicach wieży obserwacyjnej, podsłuchiwanie Rosjan i te sprawy, no sami wiecie, połączone są oczywiście z drzewami. Wszelakimi. I ścieżynkami, może i zatłoczonymi nie tylko w weekendy, co dobija, szczególnie jak natkniecie się na gromadę palaczy albo rzucą się na was psy…

Acha cha…

Kurwa, takie to zabawne.

Uwielbiam psy, ale sorry, wiara w to, że: „mój pies nie gryzie” ma zbyt wiele wyznawców. To zwierzak, cudowny i naprawdę kochany często, ale też i czasem myślący, że może ktoś atakuje jego plemię, więc…

No właśnie.

Ale… spacer… zwały śniegu, szkoda, że tylko dołem, ale wiecie, lepszy rydz niż rydz w zalewie jakiejś podejrzanej. Przez tłumy człek stara się wybierać najmniej uczęszczane ścieżki i nagle, jakby za mignięciem różdżki jakowejś, bo przecież jak tak błądził po lesie do dotarł na skraj onej skały, co to w Ekkodalen se ją można obglądać i nagle widzi ten cały szmat Wyspy.

A potem uświadamia sobie, że kurna, przecież morze tam widać i nowe wiatraki budują, nie no, weźcie no!!!

Ciasno.

Gromada staruszków postanowiła nas zepchnąć ze ścieżki na skałę, znaczy wiecie, myśmy chcieli social distancing, a oni nie…

Ale, tak nagle stercząc w pobliżu kamienia królowej…

Jakoś coś mnie tknęło i…

Ja pierdolę! Bright Green Island cholera, w mordę jeża, sorry, ale wycinki drzew mnie wkurwiają, a ta to już mega. Przecież erozja pierdyknie tutaj, przecież, no kuźwa mać no… ja już nie mogę. Spacery ostatnimi czasy są naprawdę dołujące. A podobno wycinki miały być zaprzestane w Almindingen.

Papiery podpisali, widać więcej na odbitki trza było, to ścięli.

I to jeszcze tak brutalnie, że jak człek nagle zobaczył samotną jodełkę, to po prostu nie uwierzył, że ona prawdziwa i wiecie co… nie powinno się płakać jak wieje i mrozi. Po prostu się nie powinno. Ale co tam, w końcu i tak z nosa leci, więc… temperatura na minusie już chyba od połowy stycznia… a jakoś tak wszystko człowiekowi jedno. Nawet ten śnieg nie cieszy…

I te zapowiadane snestormy.

I w ogóle…

Potem człek doczołguje się do auta i ucieka do domu.

Jakoś tak po prostu już bardziej nie może, choć pięknie jest w lesie. A w sklepie… Patrzy na rośliny marniejące pod wszelkimi centrami, małymi, więc tym bardziej boli, Dagli, Sparami, które obklejone cenami tak szokującymi, marnieją… bo tutaj tak fajnie wszyscy wszystko w dupie mają ostatnio. Zamiast przecenić… albo podlać? Nawet listonosz, co to stwierdził, że kuźwa w okolicy ino jedno w Polsce rodzone, to przywlókł nam paczkę do jakiejś Danuty i wciska ją jak morze, przechodzi z duńskiego na angielski, a że Chowaniec odbierał, to wiecie, mówi mu, że :to ona wysłała:… Ona to słyszała. Ona wie, że listonoszy dobrych to może 10 lat temu widziano…

Można napisać niezłą pracę o ostatnim dziesięcioleciu Wyspy i jej sromotnym upadku… zresztą, ten upadek obserwowaliśmy i na kontynencie i w Szwecji, więc… może to Skandynawski problem?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Zakapturzony… została wyłączona

Pan Tealight i Myśl Szeregowa…

„Wiecie, no niektóre awansowały, ale ona nie…

… i wcale nie miała zamiaru się starać, wystosowywać jakiś petycji, czy poniżać się przed szefami. Albo wiecie, podejrzliwie tak jakoś bratać się z żoną szefa, albo mężem, no co dali, no weźcie no…

Jakoś tak się jej to podobało, jakoś jej ta pozycja odpowiadała.

Przyzwyczaiła się może?

Wiecie, w pewnym sensie ciągłe to samo miejsce wielu nie nudziło, ale przynosiło cudowne wyzwolenie, spokój i wszelakie odstresowanie. I jakoś tak, wiesz co będzie, nie pamiętasz co było, no i olewasz sprawę… wsio z zamkniętymi oczami i tak dalej. No jakoś szeregowość, uplasowanie w jednej linii z wielu innych, których nie chciała poznać nawet, pozwalał jej na prowadzenie własnej…

Bardzo podejrzanej działalności.

O której nikt nie wiedział.

Nikt.

No i raczej, kto by ją podejrzewał, no weźie, przecież ona ino szeregowa jakaś, pewno wszystkim się przydarza, pewno jakoś tak każdego już sobą naznaczyła i w ogóle, więc… niczego nie mogłaby, prawda?

Niczego…

No gdzieżby tam!

Generalska, to może, ale ona?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Śnieg…

Kurde, w weekend, to po prostu był koszmar!!! Oczywiście poprzedni weekend, choć ten pewno nie będzie inny…

Przez cały tydzień od 5ego padało, sypało.

Cudownie.

Oczywiście zapowiedziano snestorm i nie uprzedzając faktów, się on odbył, a nawet, wciąż trwa. Czyli piszę to 10go spoglądając na biel. Dużo bieli. Może i ilość śniegu nie jest jakaś przytłaczająca, ale jednak pięknie to wygląda. No wiecie, tak normalnie, zimowo, a i temperatura taka jakaś…

Zimowa.

Ale, wróćmy kilka dni wstecz i pójdźmy na spacer do Rytterknægten.

Bo wiecie, słyszałam, że tam śnieg i rzeczywiście, stacja szpiegowska widać napędziła tam tyle tego białego puchu i kulek i lekkiego zmrożenia, i jeszcze… no wiecie, jeszcze te drzewa, a i ścieżki wszelakie, że można tutaj zniknąć, no to pamiętam z tych okolic. Po prostu.

Jakoś tak.

Droga biała.

Dziwne to, bo przecież powinni doczernić ją, a tutaj widać, że wcale nie odśnieżone ino rozjeżdżone przez ludźiznę. I jakoś tak, mijając stojące na poboczu auta, co było dziwne, no ale, dokołataliśmy się pod wieżę obserwacyjną, wiecie, najwyższy punkt Wyspy, hurra i w ogóle… a tutaj…

Kurna, szpilki się nie da wsadzić!!!

Zajęty jest parking po prawej i po lewej.

Wiecie, ten główny.

Zajęty jest parking dla autobusów, widać wszyscy stwierdzili, że i tak nic nie przyjedzie… no i zajęte są mniejsze parkingi, które chyba niedawno wyciosali w lesie… jakby mogli, to by stanęli i pod samym kioskiem, szczerze.

Tłumy w cholerę!!!

Ja nie wiem dlaczego, przecież tej lesistości tyle, ale po prawdzie, to mijaliśmy parkingi wcześniej, no i szczerze, wszędzie pełno. Właściwie komitet kolejkowy w niektórych miejscach, a chętni na twoje miejsce zastanawiają się czy wsiadasz czy nie, a nawet, wyglądają jakby chcieli ci pomóc, łagodnie mniej lub bardziej, w zależności od ilości ludzi w pojeździe, raczej cię wypchnąć z tego miejsca, bo przecież widać po facecie, że bachorów i teściowej już ma dość.

A miało być miło.

Nie no, pewno, że wziął papierochy, bo przecież ja nie mogę oddychać normalnie… zresztą, każdy zdenerwowany, jak się dowiedzieli, że pierwotne ustalenia rządu w ramach szczepionkowania poszły w pizdu…leniecio… no i wymiana na dziwną firmę, wywalenie Falka, wsio doprowadziło do tego, że kasa zniknęła, Szwecja domaga się testów, testów nie ma gdzie zrobić…

W końcu poszli po rozum do głowy, w końcu jakoś tam dogadali się z powrotem z Falkiem… i niby wsio ma działać, ale… nie działa. Coś po prostu nie styka. Wiecie, przecież my Narnia, Aslan tutaj kłuje!!!

I ryczy.

I nie, to nie ja!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Myśl Szeregowa… została wyłączona

Pan Tealight i Mistrzyni…

„Pojawiła się.

Wiecie, jak zwykle z tego popierniczonego Znikąd, co to paszportów nie mają, ceł nie płacą, ogólnie, spojawiają się i masz czycić ziemię, po której stąpają i oglądać te ich wyfircykowane buciczki, czy co tam na racicach mają.

No co, mają racice!

Mistrzynie zawsze mają racice i wszelakie cokolwiek, co się pojawia z miejsca, z którego ją przywiało, bo pizga ostatnio mocno i nadmiernie i jakoś takoś Pana Tealighta głowa wciąż bolała i naprawdę nie chciał już się z nikim kontaktować. Rozmawiać. Milczeć mógł, ale tylko ze znajomymi, a ona znajomą nie była… możliwe, że była wrogiem, który się jeszcze nie ujawnił, więc…

Byliście kiedyś w Wieliczce?

Wiecie, kopalnia, sól i takie tam…

No więc borowinowa do kąpieli jest mega, a do podziwiania stalaktyty i stalagnaty i stalagmity… niektóre miały takie ludzkie kształty. A nawet i imiona wszelakie… wiecie, ludzie to oną ułańską fantazyję mają i tak lubią jakoś nazywać wszystko, mimo iż potem się tym nie zajmują…

No więc…

Soli im nie zbraknie.

A głowa… nagle jakoś tak po tym wszystkim, jak on ją zobaczył, się ona zaczęła wymądrzać i te perfumy miała duszące takie i dziwny, ruchomy szal, nie, nie chciał się zaznajamiać, ani nawet nie był ciekawy jej osoby, za to solna rzeźba… szczzególnie w tej aurze będzie jak znalazł. Zawsze też ścieżkę będzie można posypać, wiecie, mrozy wciąż, Pani Zima przybyła i miał się z nią spotkać, ale jakoś…

Jakoś nie stykało w tym roku.

Może sól jakoś na rany czy co?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Ta cała sprawa z łódką, to się okazała lekko międzynarodowa.

No bo tak, ten co ją zatonął jest Włochem, mieszkającym prawdopodobnie niedaleko nas… a ten, do którego łódka należy, czy raczej jej resztki, no cóż, po pierwsze przebywa za granicą, a po drugie jest Egipcjaninem, albo czymś w ten deseń… to akurat wiem/doświadczyłam sama, bo ułapił mnie kiedyś w porcie i pouczał o spirytualności i pierdolił o herbacie…

Wiecie jak oni to robią.

Albo nie wiecie, bo nie wiem, czy facetom też to robią.

Ale… wychodzi na to, że nie dość, iż sprawa międzymarodowoa, to na dodatek sztorm sie rozpoczął, wczoraj – niedziela – dodatkowo mocno przybrał na sile i… szczątków podobno ino poowa, ale jednak wypłynęła. Nadal nie wiadomo co z resztą, bo przecież nikt nie sprawdzi, tym bardziej, że jutro – 9ty – ma być armageddon. Na pewno będzie wiało przez tydzień, więc Chowańca wysłałam do sklepu po ibuprofen, bo pod pewnym kątem wiejąc, jakoś tak wiatr mi w łeb uderza i napiernicza maksymalnie, więc wiecie… lepiej być przygotowanym.

Dodatkowo…

A to się właściwie stało już dziś – pisane w poniedziałek – dzieci miały iść do szkoły, z czego się cieszyły, podobnie rodzice i wiecie, nic z tego nie wyszło, bo autobusy nie jeżdżą… znaczy może i nie na całej Wyspie, ale…

Bachory w domach.

Snestorm ma nadejść…

Ciekawe…

I jeszcze ta łódź.

W porcie walają sie szczątki, więc nie wolno wypływać czy wpływać… i tak, mówię o naszym głównym porcie w Gudhjem. Co prawda walają się głównie po tej płytkawej części za czekoladownią, ale jednak, z takimi falami, z silnikiem gdzieś tam leżącym, no wiecie… nie wiadomo co i jak i wszystko może się zdarzyć, więc…

Na razie śmieci.

Podobno to sprawa łódkowego wiecie, ubezpieczyciela, ale jakoś im się nie pali robota w rękach, zresztą, przez tydzień ma wiać, więc… wygląda to wszystko, jakby naprawdę snestrom i sztorm zbawiał wsystkich, a mówiąc o tym, to ludzie powystawiali samochody na główną drogę, szczególnie ci mieszkający daleko w polach, znaczy polami otoczeni, co to mają te drogi własne, gruntowe i tak dalej, wiecie, nikt im nie odśnieży, sami se muszą radzić…

Zresztą, naszej drogi też nikt nie odśnieża.

Chociaż sąsiad ma odpowiedni sprzęt, więc może da się znowu za flaszkę wina?

No co, człowiek się przygotował. Sam nie pije, ale dostaje toto, bo jakoś nikt nie otrzymał mema, że do mnie ino z pluszakami, książkami, kamykami, może herbatą czy wiecie, od razu srebrem, w sztabkach, albo wpłatą na paypala…

LOL

Ale…

Tak siedzę w domu, na tak zwanym nie do końca Melsted i nie do końca Gudhjem, choć tomamy w paierach… w onym górnym Melsted, bo wiecie, się okazuje, że tutaj jakieś animozje są między górnymi, a dolnymi… hmmm, dziwne to wszystko… ale…

No ale…

To będzie ten śnieg, czy nie?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Mistrzyni… została wyłączona