Pan Tealight i Nienowe…

„To mogło być dla wielu zaskoczeniem, ale może i nie… w końcu i ludzie i te wszelako bardziej interesujące stworzenia, są tak różnorakie, że może niektóre wiedziały, przeczuwały, tudzież zwyczajnie marzyły o tym i wymarzyły, albo, no zwyczajnie… jakoś tak było to nie tyle tradycją, co dziwnym przymuszeniem. Przeskakiwały cyferki, przesuwała się wskazówka dla tych antycznych bardziej, idioci tańczyli, może i tańcem odpędzali jakoweś diaboły, a może i tańczyli z nimi, kto tam wie? Obecnie Wszechświat naprawdę nie do końca obejmował myślą, mową i askoceniem one religijności… i ich brak takowosz… po prostu…

No ale…

… przyszedł ten Nowy Rok, popatrzył dookoła, zapłakał, zawołał Mamę i odmówił współpracy, więc Stary, tak wiecie, chcąc niechcąc poszedł na botox, naciągania, liftingi,w szelakie odmłodzenie zewnętrza i wnętrza, i nadszedł czas Recyclingu! Podobno modne, więc nie mieli z tym jakowyś problemów. po prostu, dorzucili mu też coś do wypłaty, chociaż trochę się wzbraniał, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane majstrowała dziwny napar jadący skarpetami, takimi, co to serio, wiecie, w pociągu czasem, na dworcu niegdyś…

… no wiecie…

… jebało azaliżdy wprost zacnie!

Wiedieli, że w końcu pewno się wyda, ale Pan Tealight w pewnym momencie zapytał, czy na pewno i Wiedźma Wrona z Ojeblikiem spojrzały na sebie i jakoś tak, nie były wcale, ale to wcale pewne… Konspira na maksa.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Nie bój się” – … tom 7 serii z D.D. Warren.

Róża i szampan.

Krew i brutalność.

Niewiele poszlak, wiadomo jednak, że łatwo nie będzie… i jeszcze ten szmer, a może szept? Coś, ktoś… a może jednak to ona sama? Diwność, która sprawia, e nasa główna bohaterka nie dość, że spada ze schodów, nie dość, że ma przed sobą długą i bolesną rekonwalenscencję… to jednak wciąż musi być matką i żoną. Kobietą i… policjantką. Bo jeżeli odpuści to ostatnie, oszaleje. Tylko, co się stało? Nie pamięta… jak spadła? W jaki sposób tak bardzo się zraniła?

Może specjalnie?

A może ktoś jednak jej pomógł?

Zbrodnia i kara dla tej, która chce odnaleźć zabójcę. W jaki sposób poradzi sobie  niepełnosprawnością, zależnością od innych, byciem… słabą? Oczywiście możemy to obserwować, bo w tym tomie w końcu to ona jest główną bohaterką, nie orderca… chociaż, może i w pewien sposób się uzupełniają. Różany Zabójca i detektyw. Kto wygra? Jak szybko uda im się go ująć? A może ją…

Naprawdę dobra powieść. W końcu pokazzuje pewną prawdę o kobiecości, tej wyzwaniowej, która nie pozwala sobie na zatrzymanie się, na okazanie słabości. Ale też… pokazuje zabójcę prawie idealnego… i zbrodnie, które może aż tak wielu nie poruszą, jednak… oraz ich pewna bezsensowność, jeżeli w ogóle tak można powiedzieć… Samotność przeciwko cieniowi, skrytość, pracowitość przeciwko niewinności…

Czy w ogóle istnieje dobro?

Dobra powieść.

Nowe pieniądze, brak znaczków i niezima.

Taki jest grudzień.

Poczta nie przybywa już niebieskim autem, ale wynajętym, głośnym straszakiem w białym kolorze. Wszystko się zmienia. Zniknęły skrzynki pocztowe, oto czas inny, ponownie. Nowy król oczywiście umieszcza się na monetach, to było wiadome, ale żeby zmieniać ich strukturę, zdobienia? Serio? Po co? Czy naprawdę to jest najważniejsze… w końcu, na znaczkach nie będzie…

Hmmm… ups?!

Może jednak trzeba było przemyśleć to wszystko?

Może…

I tak, czepiam się monet. Ale monety, to coś, co jednak łączy się z oną duńskością. Nie tylko te dziurki – te pozostają oczywiście – fale znikną… i zmieni się kilka innych rzeczy. Jakby nie patrzeć, pewno, kto tam używa pieniędzy, monet i papierków, ale jednak… jakoś tak, może to tylko nostalgia?

Jednak świat bez poczty?

Tak, będą dostarczać, jednak w drugą stronę, to już trudniej… DAO, kurierzy i oczywiście wciąż paczki PN. Nie rozumiem tego. Dlaczego poczta, to coś nieopłacalnego w tym kraju? Serio?! A może… foliowa czapeczka – to zwykły przymus, by używać tego, co mogą wytropić, przeczytać: telefony, mejle itp.?

Może…

Cóż, w końcu technologia, to coś, czego Dania pragnie… ale, czy ludzie?

Wieje, wieje, wieje…

I to dokładnie w tak zwane święta… pizga aż miło. Ci, co na morzu na pewno się radują jak Maria Skłodowska Curie. Drugi dzień świąt, trzeci, ludzie wychodzą, chociaż pogoda mroczna, jednak nawet milimetr błękitu się liczy, słońce, które świeci gdzieś indziej, tak naprawdę, poza zacinającym deszczem i sztormem, to każda inna pogoda okay… no dobra jeszcze nadmierne słońce, tak…

… boimy się słońca…

Ja przeraźliwie przerażające.

To morze tak oszałamiające, diwnie jesienna, pena liści ścieżka wzdłuż reki… śniegu brak, zimy brak, za to wyłażące liście wszędzie. Te już prawie zeszłoroczne i te nowe, chcące wybić się ponad inne… szybciej i szybciej, jakby się social mediów naoglądały… zima wcześniej, jesień wcześniej, halloween sprzedać, kwiatki opylić, bierzcie i kupujcie z tego wszyscy, więc…

… czemu nie wiosna zimą?

Influencerzy wszędzie!

Ale ino w naturę… w naturę panie! Bo tutaj kamyczki, kształty i mity, tutaj bajki to codzienność, baśnie ma każdy i każdy bohaterem swej legendy… kstałty mamią, kolory zaskakują…

… jakoś tak wszystko oszałamia…

Nawet, jak ta zima taka niezimna.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.