„Są pewne rzeczy i sprawy, które wymagają pewnych odpowiednich momentów.
Czasu, przestrzeni, fazy Księżyca…
… pogody, aury czyniącego i aury Wyspy.
Albo czegoś, czego akurat nie ma, w okolicy, w onej osobie, w potrzebie… czegoś… Ono CZEGOŚ urastało często do rozmiarów złotego środka, kamienia filozoficznego, czy też zwyczajnie tej POTRZEBY… ale czasem robiło się TE recy wtedy, gdy nie było ju innego wyjścia. Nie baząc na okoliczności czegokolwiek, zarzucając mocom wszelakim olewactwo i wszelaką niesprawiedliwość dziejową. Jednak dzień, cóż, zawsze wartało poczekać do tego ciemniejsego czasu. Chociażby po to, by sąsiedzi nie wewali policji, a oni znowu ludzi jasnymi kaftanikami, chociaż, czy one wciąż są jasne?
Czy są w ogóle?
Problem?
Ciemny czas był obecnie luksusem. Panowało słońce, mrok, tudzież gęstsza szarość, nadchodziła w okolicach 23ciej i odchodziła przed 4tą. Miałeś może 5 godzin głębej sarości, ale często daleko było jej do ciemności nocy. Onej normalności zwanej mrokiem, nawet jeśli dzień był pochmurny… a to darało się cora rzedziej, prawie nidy, męcąc i sprawiając, że pęd ku działaniu wycieńczał cię i w końcu zaczynałeś krzyczeć… przenikać przez welony i szarpać za suknie Bogów.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Wybrana” – … okay… taki powrót do przeszłości, do tego, jak to drzewiej pisano, więc zapewne tak zwane młodsze pokolenie, to naznaczone „booktokiem” nie odnajdzie tutaj swojej strony książek, ale cała reszta, chociaż, jakoś tak, no bez przesady, jest w końcu i ona i on, nie tylko ona dziwna magia, pokrętne tajemnice i tak dalej…
Nie tylko to…
Do tego bardzo narowista główna bohaterka, zły czarownik i mroczny las.
Ekhm… oraz niepewność.
Książka ma klimacik. Klimat. Co mi tak przyszło na one zmiękczenia? One legendy środkowoeuropejskie naznaczają każde zdanie, wplątują się w opisy, kształtują otoczenie. Ale to taka autorka, z tego ją znamy, niektórzy wprost wyznawali niegdyś jej pisanie, nie wiem jak to dziś, w czasach ACOTARa i tym podobnych… bez urazy, pierwszy tom mi się nawet podobał, ale potem… Jeżeli szukacie fantasy, która nie ma tak zwanego „big spajsu” LOL na każdej stronie, ale ma ono napięcie, niesamowitą historię, wszystko to, co dzieje się jednocześnie z rozwojem bohaterów i ich… stosunków, normalnych stosunków, no weźcie no, te zboczone umysły… LOL które mogą prowadzić do czegoś, ale nie muszą, bo przecież… tajemnicy, która otwiera podwoje i może ukrócić żywota…
Voila!

Z cyklu przeczytane: „Adeptka złoczyńcy” – … okay. Tutaj mamy drugi tom bardzo, aż nazbyt współczesnej powieści/współczesnym stylem spisanej, która też woli obracać się w innym świecie, królestwie, rycerskości, gdzie zło i dobro mają swoje granice… oraz istnieje klątwa – choroba… i bohaterka z ciętym językiem, oraz on, który ją… no tak, tu jest „spajs”, ale spokojny, nienadmierny… jest masa słów, które właściwie nic nie mówią, ale jakoś tak czytanie idzie szybko… nie mamy opisów, bo to w dzisiejszych czasach niemodne… zresztą, i tak nie czytają, jak mnie powiadomiono…
… ot moda na książki.
Wykorzystam ją ile się da!
Jednak drugi tom tej serii, niekoniecznie jest zły, po prostu jest płytki. Spisany tak prostymi słowami, krótkimi zdaniami, jakoś tak, no męczy, a przecież ma taki potencjał, człowiek już widzi ten scenariusz i spory budżet! Może to jego ciągłe myślenie o tym jak ją… ekhm, poznać w TEN sposób, a może jednak zwyczajny brak tego CZEGOŚ, co w tej historii było na początku…
Nie wiem, ale dla mnie to już koniec zabaw w tych okolicznościach magicznych… mniej lub bardziej. Passs!

Mgła, havgus, coś w powietrzu…
… nienaturalny brak wilgoci, albo pokrętna, oszałamiająca wilgoć. Zimno lub wszelaka wrzącość. Nigdy nie wiadomo co będzie, ale ono zjawisko pogodowe seryjnie mocno, zawsze, za każdym razem mnie rajcuje. Widzę w onych kłębiących się mgłach, powietrzu lekko pobielonym, jakby muśniętym pudrem, farbką rozwodnioną, dusze… potępione, tudzież przeklęte dusze, niekochane i niechciane… albo i te, których nie wybrano by wlały się w jakieś ciało…
… by się nim stały…
Człowiekiem…
A może po prostu odmówiły i za to oberwały?
Bo Bogom się nie odmawia, twórcom i wszelakim stworzycielom lepiej nie pyskować, jak dają, to brać, a potem kurde z tym jakoś, no wiecie, pracować, jakoś zwyczajnie, po prostu dać se radę, albo dać ciała… nie poradić sobie i olać porakę, albo w ogóle olać wszystko i po prostu nie być, choć i być.
Ale… druga połowa kwietnia naznaczona została lekkim ociepleniem, słońcem i przerwami na mgły, czyli całkiem normalnie, chociaż temperatury nie są takie, jak w innych miejscach Europy. Jest cudownie chłodniej, sucho, ale jasno do 21szej. Oj… już bardziej tęsknię za ciemnościami, tak bardzo, za bardzo bardziej… nawet one kwitnienie drzew nie cieszy, one… kurna, kleszcze, już? Serio?
Podobno epidemia na Olandii!
I to wielkie jak krowy…
No wiecie… przesadzone, ale w swych wymiarach, no krowy.

Kwitnienie…
Czas na robale.
A tak, w trawie kleszcze już się radują jak Maria SC. Chociaż nocami kilka stopni. Jak się skurczybyki przystowały? Nie wiem, ale spoglądam na coś, co kiedyś, wróć, właściwie dość niedawno, jakieś naście lat temu było wciąż normalnością, jak łażenie po łąkach… tak, wiem, łąk mało, nieużytki właściwie nie istnieją i tak dalej, ale, są trawy, no dobra, zboczeńcy mają plastikowe, w życiu tego nie pojmę, szczególnie w miejscach o sporej wilgotności. Plastik na plastiku… jednak, natura… tutaj natura to boskość, ale jak w nią iść, jak zaraza, grozi i wszelako, no gryzie!
Przerażający jest ten świat ju teraz w każdym miejscu…
A!
Co do poczty, to wysyłanie listów by DAO jest raczej niewykonalne, tudzie wyględnie trudne i mozolne, skomplikowane. Kartka pewno przejdzie, nakleją na nią swój wielki papierek, którego nie odkleicie, więc nie przeczytacie, co tam pisze, ale wysłanie listu z papierowymi elementami w srodku za granicę, oznacza salonee bawy, jak się dowiediałam, moecie wysłać płaskie, ale musicie oznaczyć między innymi, czy to papier, tektura, czy plastik… a nawet jeśli już dokładnie sprawdzicie skład kartki, którą wysyłacie, to poczta może do was wrócić, bo wiecie, malutka rolka taśmy w środku nie do końca im pasuje… albo po prostu coś im nie odpowiadało…
… więc zostaje Szwecja.
Tylko, a przecież i oni chcą poctę rzucić!
KURWA MAĆ!







































