Pan Tealight i Rodzina…

„Ból dupy, palca, odcisk piekący…

… wiecie, one bóle, co to podobno kurcze podobno ból żadny, co to podmiotem dla wielce wkurniających zdań są, podobno pouczających, edukujących i tak dalej, ale… one bóle, które umniejszane, nagle w ogóle mają nie być bólami, bo są większe i tak dalej… dlaczego tak narzekasz, przecież nie masz prawa, to tylko palec, to tylko… główka, paznokieć, nóżki cząstka, kostecka, skórki płachta…

Od kiedy aczyna się ból, ból dostrzegany prez innych, nawet onych najbliszych, jak to definicje krzyczą… ból, który sprawia, iż ostawiają cię w spokoju, bo przecież i tak niczego nie poradzą, tak naprawdę wciąż ci nie wierzą, bo ich ból ważniejszy, ale jednak, ty cierpisz… cierpisz, ale też w końcu masz ich wszystkich z głowy. Albo i kilku głów, nie dyskrymnuję hydr i im podobnych!

Rodzina…

Twór stworzony, dziwnie nieprzemyślany, ewoluujący, chociaż dla niektórych w ogóle… mieszanka wybuchowa, pragnienie niewielu, a może jednak każdego? Podświadome spełnieni snów, w których można było uciec przed potworem do kogoś, kto by obronił… jakby rycerzy, supermena czy władz nie było?

Ale ból…

… tak, ból potrafił pokazać czym jest rodzina.

Bo rodzinę rodził ból i ból był zawsze jej częścią… i bólem była rodzina.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „W magii pochowana” – … ekhm. Mam problem. A problem ten, to… chyba: „Zabawa w pochowanego”… ktoś coś?

Bo ja ma dejavu i to mocne!!!

Oto opowieść o młodej studence ze złamanym sercem, która zakończyła długi związek, ale jakoś tak, chyba jej to nie rozłożyło na łopatki, no nie wiem, nie czuję tego, jednak… nasa bohaterka oczywiście jakoś nie może się odpędzić od byłej, znowu ich losy się wiążą przez nowe koleżanki naszej studentki, bardzo specyficzne…

Co się dzieje w tej miniaturowej powieści, a właściwie nic. Trochę pogonii, trochę nibymagiii, trochę old money versus inne money… trochę… kurde, to by miało potencjał, gdyby tych ciotek było więcej, gdyby opisy nie składały się ze zdania, gdyby te sekrety rodzinne mocniej zarysować, nie wybuchać niektórych… gdyby to nie była kopia filmu i to dość w „oczykoląca”. I gdyby nasza bohaterka jakoś tak była lepiej zarysowana. Serio… podobieństwa do Sabriny nie zauważyłam, aczkolwiek kot był przez chwilę i są dwie ciotki. Dramatycznie zabawne momenty też, ale…

… jakoś u mnie nie pykły.

Może to poprzez ten zwrot chronologiczny ku przesłości, za którą nie tęsknię, a powieść dzieje się tam, i jakoś tak maluch mnie nie rozwala, inne z poprzedniego wieku sprawy też nie… może to to? Nie wiem… ale wkurzyłam się. Jakoś tak, chciałam się rozerwać, ale no nic się nie zadziało!

Bleee!!! Ale mogłoby być naprawdę fajnie!

Masło mają znowu w mleczarni robić!!!

A taka tam wieść właściwie z cyklu kogo to obchodzi, no ale mają. Nie Lurpak, ale coś chyba swojego, się zobaczy… wiecie, możliwe, że tylko wiele krycą, a cała resta… no nie wiem. Poczekamy, obacymy.

Albo nie.

Btwy masłowe w Danii to jednak codzienność. Czekanie na wyprzedaże, walki o to kto i o ile, jak mrozić, jak nie płacić zbyt wiele. Bo sorry, ale te ceny dobijają!!! Ale… wróćmy do przyrody, a ona ma się azaliż wżdy dziwnie… 10 stopni, nosz kurna mać!!! Tia, to mnie denerwuje. Naprawdę. Ten brak zimności i jeszce to światło. Wiem, że ludziom odpala szajba na widok zorzy, ale czy macie pojęcie co to w ogóle znaczy? Helloł? Czy tylko mnie mózgiem pokarało?

Możliwe… czasem mi się daje, iż nadmierne myślenie, to nic dobrego.

Nic.

Sąsiad powiesił lampki na szopie, z której jakoś chyba dwa lata temu ukradli mu rzeczy… ładnie wygląda, trzeba przyznać. Mam nadzieję, że kurde złodziejstwo się w okolicy nie rozprzestrzeni, bo wiecie, człowiek nie ma wiele, właściwie dla wielu nic, ale nie chce by ktokolwiek mu to zniszczył. One podarte gacie, ukochane miśki, te drobinki szczęśliwości… to, co jest jego…

Nie… nie.

Wyspa śpi…

Tak, są julemarkety, ale mogą na was podziałać odwrotnie, szczególnie, jeśli widzicie co roku dokładnie to samo, na dodatek to wszystko moecie kupić w sklepie przez rok cały, więc, jakby… gdzie klimat? Gdzie purpose? Nie mam pojęcia, dla mnie są creepy. Mocno bardzo. Uwielbiam takie, gdzie ci mali garncarze, wszelkiej maści twórcy wypełzają i można kupić cuda w normalnej cenie, ale to…

Nie.

Podejrzewam te, iż zwyczajnie wielu małych twórców nie stać na ceny wynajęcia stoiska w takim Nexoe, więc… jaki to ma sens?

Helloł?!!!

Tia, po tym jak się dowiediałam, że po kiego mi samochód na Wyspie, ja pierdziu, no a jak myślisz, masło po 5 koron ma być w jednym miejscu, ja mieszkam na drugim, czy będę na rowerze popindalać w sztormowej pogodzie? Nie. Może jestem typ samobójczy, ale… nie w tę stronę. Jeżeli chcę połazić po Almindingen, to sorry, ale muszę dojechać, a nie leźć pół dnia, bo powrót zajmie mi… chyba serio wielu naprawdę nie rozumie tego miejsca, ale oczywiście wszyscy są tak wielce zopiniowani…

Walcie się!

Dlaczego tak każdy kocha oceniać, ale ze zrozumieniem, nawet wiedzą geograficzną i kartograficzną macie ju problemy?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.