„Plątały się jej nogi, ale wiedziała, że musi przetrwać.
Na tym ciepławym białym oknie, przydałoby się mycie mu jakoweś, ale nic nie mówiła, a mogła wpis zrobić na Flybooku. Na parapecie, gdzie lekko popękana farba drapała ją w odnóża, ale doceniała ono zero łuszczenia się.
Nie było źle.
Może i była to zima, ale… da sobie radę.
Było jeszcze ciepło.
W końcu, może się ludziom pory roku pomyliły, w końcu, wpatrując się w zielonkawo-bursztynowe oko Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki Pomordowane, co tam oni wiedzieli, dziwne istoty domagające się zawsze wnętrzności muszych. Te malutkie paluski wyrywające skrzydełka… to ty, pamiętała, to ty wyrywałaś nam skrzydełka, bo chciałaś tak bardzo mieć swojego pieseczka w pudełku po zapałkach. Wiem to, wiem z opowieści… myślicie, że my, muchy, to głupie i upierdliwe stworzenia, a tak naprawdę niczym latające krowy karmimy tak wielu. Nie możecie bez nas żyć, a asze bręczenie staje się dla was inspiracją…
… „gdyby choć mucha zjawiła się”…
Wiedziała… ale i źle się czuła, coś było nie tak.
I jesce to okno, znajome może, jednak, i ten czas… w końcu zroumiała… nie ma pająków. Gdzieś zniknęły… zawsze je wyczuwała… może i była duża, ale jednak bardzo zwinna i pomysłowa, w ten sposbó przetrwała… oko cłowiece się przesunęło, puknęło pudełkiem czarnym w parapet, coś mignęło, a potem, potem powiew powietrza omiótł parapet i mucha się uniosła…
I zroumiała…
W końcu.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Świat Muminków” – … cudo! Tak naprawdę. W sszczególności dla tych obsesyjnie ganiających za kubeczkami LOL w klimatyczne wzorki, z onymi postaciami z dzieciństwa, które, chyba szczególnie w Japonii, wprost rozkwitają od nowa. Serio, ta Japonia oszalała na ich punkcie. Ale, no tak, jeżeli chodzi o mnie, to wiecie, no ja już dawno oszalałam. I oto mam przed sobą pewnego rodzaju encyklopedię Muminków. Coś, gdzie nie tylko znajdziecie ciekawostki dotyczące autorki, świata, który stworzyła, ale też opisy postaci.
Może to nie rozprawa naukowa, ale ona wielkość, konstrukcja i jej prepiękne grafiki są po prostu nie do pominięcia. Można od niej zaczynać przygodę z Muminkami, ale można też i po prostu sobie przypomnieć dzieciństwo, lub odświeżyć pamięć…
Coffee book? Możliwe…
Tak, dla tych nieczytających będzie idealnym cudem, który dobrze wygląda na półce… boleśnie, ale jednak chyba trzeba i o tym wspomnieć. Jak i o tym, że nada się dla dużych i mniejsych! Chociaż… Muminki, to moim zdaniem, jakoś nie coś dla bardzo małych dzieci. Szczerze…

Z cyklu przeczytane: „Cień bogów” – … zawód. I tak naprawdę nie do końca rozumiem dlaczego. Dobra fabuła, intrygujące postacie, ale jednak, coś nie styka, zbyt wiele powarzalności, w znaceniu… no wiecie, jeśli to cyjaś pierwsza książka ever, to będie to dla niego nowość, ten świat, niczym z Wikingów, ale jednak nie do końca, one legendy, te stworzenia, magia, lecz jeśli to dla was kolejny świat z onej części mitologii czy też historii… o ludziach chodzących na wiking, to wiecie, trąci…
Etos matki, rodzica, który dla dzieci zrobi wszystko, przeszłości, która powraca, gdy właśnie stworzyliście sobie spokojną przystań, to też było… i nie przeszkadzałoby a tak może, gdyby nie… no i tutaj ne wiem, brak czegoś. Czegoś mocniejszego, pawdziwszego. Dobra, to akurat w przypadku fantastyki może zabrzmieć dziwnie, ale jednak… i ona jest potrzebna, czasem często…
… zawsze.
I ta przewidywalność…
… jakoś tak od pierwszych części wiedziałam, przykro mi, ale to wszystko było aż nazbyt oczywiste, więc… jeśli lubicie dobre powieści i wiking wam się nie znudził, polecam, ale jeśli już nazbyt to dla was powtarzalne, to jednak przeczytajcie fragment, zapoznajcie się lepiej z pierwszą częścią. Bo to nie jest zła powieść, początek trylogii do tego, jednak, jest to aż nazbyt przewidywalna historia, ugrzecniona może…
Nazbyt.
Ale też i nie jest zła, kurde no!
Może zwyczajnie nie dla mnie, może jakoś nazbyt dziecinna? Może to to? Ten język, świetne wydanie, tłumaczenie, opowiadanie, ale jednak… dlaczego mnie tak odepchnęła, chyba wciąż nie wiem.

Przepychanki pod pałacem, ekologia i gyletanki na sauny.
Zbierając myśli, gdy puka już trzeci tydzień onego wciąż jeszcze nowego roku, to z najnowsych wieści, poza oczywiście Grenlandią, w kórą nie będę się zagłębiać, bo nie… a już po tym, jak usłyszałam dziwną, wielodzietną rodzinę z Polski, która przeprowadziła się do Danii, prowadzi kanał na Youtubie i ma dziwne pojęcie o kolonizacji, religii niesionej i dobru w postaci spiral domacicznych dla dziewczynek, kradzenia dzieci, którą to niosła Dania… nie chcę nic mówić, tylko błagam, ludzie, przestańcie się wypowiadać w social mediach, bo robicie z siebie naprawdę nie tylko bezdusznych cymbałów, ale wasze brzmienie tchnie tym czymś, czego serio nie powinno być w świecie. W tych kurna jeszcze czasach, gdy sprawy Irlandii się odkrywają, czy USA…
Serio…
Jesteście tymi samymi, co trzebili wiarę naszych praszczurów… tymi, który uwierzyli, iż Chrzest się stał i wszyscy klapali jak foki!!!
… więc tym bardziej się nie wypowiadam.
Ale powiem jedno, nie każdy powinien się uzewnętrzniać w mediach. Tak w ogóle, to niektórzy winni się zwyczajnie zamknąć.
Nie komentuję w SMach, nie zgłaszam idiotów, ale w tym momencie chyba muszę to przemyśleć i poleci hate speech. Pamiętajmy, że w Danii, to jednak coś… Głupotę trebić należy. Mocno i baczyć na grządki! A co do zamiesek, to kurna, serio? U nas, w Danii, robić protesty ekologiczne? Podatki sprawdaliście? Śmieci segregujecie pieczyście? Nie… pewno rodice to robią, za was. Idioci… Bo co? Bo tutaj można krzyczeć, bo w mordę nie dostaniecie, no to macie.
I tak, żołnierz wykonywał swoją pracę.
Widać rodzice nie potrafili!
Ave!
W to też się nie zagłębiam, ale w gównopuszki się… dobra, ino tak opisowo zagłębie, no wiecie… i tak całkiem mając kiepskie o nich wspomnienia, o chłopcu, który sie utopił w takiej… jak to się nazywa? Wiecie, taki pojemnik na kupę, którą to potem się na pola wylewa… no więc u nas chcą je na sauny przerabiać i ogólnie sommerhusy… puste ocywiście. Nie że zimą gówno, a latem… chociaż, nie wiem…
Ekhm… sami sobie przemyślcie, czy to dobry pomysł.
Jakoś tak, początek tego roku gówniany.
I polityka i pomysły ludzkie i ich gadanie… nieprzemyślane…

A poza tym zima…
No i teraz temat mniej podnoszący ciśnienie… chociaż, tak naprawdę, to jakoś tak, przez tydzień mieliśmy zimę, śnieg nawet był i zimno i w ogóle, ale jednak, już tego nie ma. Już się skończyło i nadeszło dziwne ciepło, śmierdzące zgnilizną… i kupą wylewaną na pola. Tutaj jakoś pola nigdy nie odpoczywają.
Nie pozwalają im.
Świat ogólnie mówiąc inny jest, niż to drzewiej bywało… bardzo inny. Bardzo dziwnie bardziej boli i bardzo wszystko za bardzo i nad bardzo… i… sorry, ale mnie ten filmik onych Polaków mieszkających w Danii, wielce obeznanych ze wszystkim, wielce uczonych… ekhm, nie wiem kto im ten pomysł podsunął, ale taka „obrona” Danii robi więcej złego… a już religia… ech.
Błagam. To kraj protestancki.
I tyle. Slut!
Czy każdy nie może mieć własnego zdania? Ależ oczywiście, że może i powienien, jednak, to jak z penisem… masz, to super, dbaj o niego, ale nie pokazuj każdemu. Nie każdy chce widzieć. Serio…
Błagam!
I tak, wiem, nie wiecie pewno o kim mówię i nie powiem wam… oczywiście, że łatwo pewne rzeczy znaleźć, jednak, nie szukajcie. To podnoszenie ciśnienia jest nabyt mocne. Filmiki spod pałacu, tudzież przemowę Króla możecie sobie obejrzeć i mieć swoje zdanie. Tylko, zastanówcie się, czy nie lepiej poczytać na przykład? Albo „Wywiad wampirem” obejrzeć… jakoś tak ostatnio oglądaliśmy i taka tam nostalgia…

