„Zaczęło się od uczty…
Właściwie, to wszystkie opowieści powinny się tak zaczynać.
Onymi potrawami, ale najpierw coś dla porszenia żołądka, trochę mięty, małe co nieco, by rozbudzić zmysły,w końcu apetyt rośnie w miarę… onego nieskomplikowanego pożerania. W końcu wiadomo to nie od dzisiaj, z talerza, liścia, czy drewienka, kamienia, podłogi, ziemi… do ust, więc… najpierw miętowy likier i jakieś przystaweczki… może ten amuznięty sobą krzaczek, moe coś w muszelce, może coś, czym splunął ptaszek, czy też jego gniazdko, jajeczko… kurde, kto to je…
… nie wiem, ale jedzą.
Jedzą…
Sam proces jest dość obrzydliwy.
I pełen głośnych dźwięków, które brzmią raczej wyraiście obleśnie, w szczególności, jeśli jest się tym, który akurat ich nie wydaje, tudzież nie je, lub gorej, jest głodny i patrzy, lub zwyczajnie, ma jakieś poczucie estetyki… ale gotowanie, przygotowywanie, uprawianie ziemi, głaskanie krów, obieranie, rzeźbienie, doprawianie i te zioła, oj, jeszcze te zioła, tak… to jest piękne. To prawdziwa sztuka… jedna z najwyższych, bo pomagająca utrzymać życie w dobrym zdrowiu.
A potem…
Jest koniec.
I ja.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „W głębinie” – … dziwna. Z jednej strony cłowiek wiedział, iż będie to specyficna książka. Wiecie, taka zamknięta, niewielką ilością postaci, ale i pewno nispodziankami i tk jest. W końcu to opowieść o nurkach głębinowych. O grupie ludzi, którzy na miesiąc prenoszą się w inny świat, inne ciśnienie, inne mają powietre do oddychania, schodzą na dno oceanu, wiecie, te wszelkie sprawy wiąane z wydobyciem ropy… ale… jeżeli ktoś czyta thrillery od początku, to pewne rzeczy wyłapie od razu, niestety. Pewne niespodzianki się nie pojawią, a zakończenie może…
Hmmm, zawieść…
… bo jakoś tak, nie do końca i nie wprost powiedziano co się stało, ale… oto mamy naszą grupę nurków. Będą siedzieć przez miesiąc w malutkiej przestrzeni, pracować na dnie, a naszą narratorką jest kobieta, jedna z niewielu w tym zawodzie. Lubiana, ale jednak, wiecie, kobieta… która ma swoje własne demony, ale kto ich nie ma, tu wszyscy poranieni, taki zawód, a kobiecość… tak naprawdę, różnica w byciu babą, to tylko wstyd i czasem zdarzający się zboczeńcy i sprawy prysznicowe, wspomniane tutaj, ale to nie ten temat… temat, to coś czającego się w głębinach, co dziwnie już się nie pojawia, oraz… śmierć… w końcu grupę ludzi, który siedzą w małej tubie zabić łatwo, prawda? Ale dlaczego umierają powoli?
Nie na raz?
Poznajemy historię naszej narratorki, opowieści mężczyzn, ich w pewnym sensie spowiedzi oraz… ten specyficzny świat. Jak to działa. Jak bardzo dziwny jest to rodzaj pracy, jak wyczerpujący. Jak wpływa na życie… jak wraca się z bardzo dobrze opłacanej, miesięcznej wyprawy do świata… onej normalności. Jak bardzo jest to trudne… aklimatyacja… najpierw z wody, potem z grupy, w końcu w świat. W tym autor jest dobry. W opowiadaniu o tym innym świecie, jego specyfice, kobietach w tym zawodzie, wygooglałam, ale zakończenie, nie no… jakoś tak chciało się więcej. A nawet to, co się dostało można było przedstawić inaczej…
Wciąż, dobra książka.
Opowieść o człowieku i jego ucieczce od bycia nim samym.
O ranach, które nigdy się nie zabliźniają, o ucieczce w iluzję, w pracę, która jest tak oderwana od rzeczywistości, że pozwala nie być… o ludzkim umyśle, który często zwyczajnie się wyłącza…

Książeczki, książki, książunie… Jedne nowe, inne wznowione, niektóre zlepione… inne znowu powtarzalne, bo jakoś tak, mam uraz. No co? Stare, najnowsze… wyczekiwane… już przeczytane dwie, reszta czeka. LOL

I jest zimno…
… ale śnieg nie powrócił, może za tydzień, gdy ten wpis się pojawi, będzie, ale na razie, nie ma… ale mamy mró. I to taki całkiem niezły, jak na Wyspę, Wiecie, na ten specyficzny klimat delikatny i umiarkowany, podobno… chociaż, nie wiem czy Wyspa wciąż się identyfikuje z onym opisem. LOL
Ale przynajmniej jest zimno, chociaż wredne chwasty wciąż rosną. Nosz kurna, no! Co z nimi zrobić? Zaakceptować? No weźcie no, akurat dookoła domu nie mogę. Musi być ta przepisowa ramka, nie da rady. Trzeba będzie wyrywać, ale kurna no, nie zimą!!! Nie zmusicie mnie… chociaż…
Nie no!
Wolność!!!
Prawa dla chwastów!
Czasem się zastanawiam, jak bardzo przygnębiająca jest Wyspa dla tych, który chcą ją odwiedzić w tym okresie pogodowym. Bo zostałam poinformowana, iż taką jest. No cóż, jak nie lubicie pustych ulic, natury bez liście i zamkniętych sklepów, no sorry, to się nazywa Skandynawia. LOL Tak już jest i tyle.
Ale za to jest cicho.
Można łazić w onej naturze i cieszyć się świeżym powietrzem.
Niektórym to wystarczy…
Słuchać morza i wiatru, kamieni grających…

Zima może i jest, ale taka wiecie, nie do końca.
Na pewno nie jak z bajek… i AIowych fotek.
A ten power fail… no właśnie, kilka dni temu wyłączyli nam prąd… tak na 5 godzin. W Roenne na trochę krócej, ale wiecie jak to jest, są lepsi i lepsiejsi. Jednak… oczywiście, od razu podejrzenie padło na kabel, słynny i naruszany dość regularnie, ale tym razem to nie on. Coś spierniczyli i boom… a zimno, pizga, dookoła ekologia, więc wsio na prąd. Tak, byłam dzieckiem za komuny, więc wiem, że się wodę nalewa i tu i tam, do buzi, żołądka i dupci… kurna, ale to brmi… no wiecie, by spłukać, by się napić, może i umyć… ale, co z herbatą?
Ja potrzebuję napoju liściowego naprawdę i bardzo…
… naczej mnie nie ma.
Oj nie ma.
Na scęście, jestem panikarą. Taką, która zawsze ma butelkę wody nalaną, na wselki słuczaj, wiecie, kranówki najsmaczniejszej, do tego oczywiście mała butla z gazem… i zadziałało! Ha! Wiadomo, prepersi górą!!! I doliną, jak treba. Problem… nie mieliśmy żadnego suchego jedzenia, no ale, to już problem innej masy, brak funduszy… ale pomyślcie, wyłączają prąd, nie można robić zakupów, sklepy zamknięte. Tak, mamy desygnowany sklep, Netto w Roenne, który ma być otwarty w razie takiego czy innego kryzysu, ale gdyby to była zima wielka, to kurna, jak się tam dostać?
No kryzys…
… i dlatego zawsze trza mieć i kisiel pod ręką, i jakąś koreankę, się znaczy zupkę chińską… i wiem jedno, musimy sobie kupić taki zewnętrzny piecyk, coś w rodaju grilla, wiecie, otoczyć to cegłami i będzie, na wszelki wypadek… no sorry, ale we łbie mam różne scenariusze… wyobraźnia pracuje.
A! „Przypadkiem”, podczas awarii, wyszło, iż sławetna bateria, co to ma być ratunkiem na wszystko, nie była nawet podłączona, więc…
… nie mam słów.

