Pan Tealight i Pritti…

„Pan Pritti był mały i siedział w wózeczku

I przyszedł Pan Doktor,

się masz jakoś Prittieczku?

Ten na to, że nie wiem,

że bytności swej niepewny, jednakże azaliż

kółka trza mu naoliwić w te pędy!

Że smaka ma na ser

taki smażony

i frytki do tego i ogórek małosolny!

A potem się można

go nowu zapytać, się jak tam czuje

może coś… odbekać!

Pan Tealight miał ostatnio intrygujące dni.

Jakoś tak sypiał, wiele i dużo, mocno i głęboko, a w tych snach naprawdę walczył, naprawdę się męczył i seryjnie zaczynał ich mieć dość. Ale z drugiej strony nie chciał nie śnić. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane zawsze mu mówiła, iż brak snów, to największy, oraz całkowicie najprawdziwszy z  koszmarów. Pożeranie przez pajączki, takie wrzące, małe, wścibskie i zboczone, to przy tym pikuś… nieposiadanie onych momentów, tak rzecywistych, chociaż…

… może to teraz było snem?

A może jednak…

Nie?

Tylko te wszelakie byty dziwnie kłębiące się u progu Białego Domostwa, niektóre nawet ometkowane, choć jak zwykle niechętne sprzedaży, ale zawsze chcące coś kupić… za darmo lub szczęśliwe fasolki… na prykład wiedźmę składaną, czy demona do samodzielnego montau, z sosny wciąż się lepiącej od żywicy…

Były nazbyt niesenne…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Okay, nie wiem, może raz było tak, by tak ładnie śnieżyło… i to w Szwecji, i Danii też! Alleluja!!! Śnieg! Okay, nie jakieś tony, ale jednak… drogi oczywiście raczej czarne, ale i zimno i wietrznie i śnieg, nosz zima kurna… ale w te pędy najpierw przez Ystad do mostu… Bo przecież do Danii trzeba wrócić, na chwilę, a w Danii na terytorium Polski, jakkolwiek dziwnie to brzmi, zaliczę tego dnia trzy kraje.

LOL

Na szczęście most działa, znaczy otwarty…

… wiedzieliście, że podobno tak dobrze im idzie mostowym trollom, że spłacą się szybciej z tych tam pożyczek i nie, nie obtanią z tej okaji mostu, choć podobno nad tym myśleli, HA HA HA cholera jasna perkele satana, nie, ale podobno ulepszą coś tam, może docerują, nie wiem, pewno sobie wypłacą…

… jak zwykle.

PS. DAO dao dupy… ale, to inna opowieść. EKhm… denerwująca i krzyżująca moje plany, prawdziwy upadek wszelakiej inteligencji oraz brak poszanowania tych, który nie chcą tych cholernych telefonów mieć przy sobie, ze sobą, na sobie, wszelako wolą w ciszy skrobać na papierze coś… czy osób starszych. Okazuje się, iż wszelkie rozwiązania papierowe, obiecane zresztą prawnie, dają ciała na całego. Sama dostaję listy z września, grudnia, a mamy luty… tia… zobaczymy jak to będzie…

… ech…

Kolejny problem, jak już na tym moście siedzę, znaczy przespałam go, więc dugresje rzucają się na mózg same… Okay, no sorry, aviomarin sprowadził ten dziwny bezwład i tyle. Tak to jest i jakoś tak wolę, mniej stresu. Chociaż to ja wiem, gdzie są noże do przecinania pasów i tak dalej. No co? Myślicie, że nie przygotowałam się na wypadki wszelakie i widziane w literaturze… oczami wyobraźni tym straszniejse? Oj się przygotowałam. W ramach prawa oczywiście, bo nam nie wolno dłuszych noży i sprężynowych i trawki…

… i…

… jak widać poczty też nie wolno?

No ale…

Kopenhaga i śnieży… 

… i tak, jak zwykle znalezienie miejsca parkingowego w mieście graniczy z cudem równym obniżkom cen masła, na które trafisz, które będzie i pozwolą ci kupić więcej niż kostkę, tudzież zobaczenie potwora z Loch Ness czy Big Foota, no co? Trolle widzę codziennie, więc… więc Illum. Parking jest, nawet jest coś wolnego, cena, lepiej nie myśleć, nie patrzeć, potem człowiek będie ył na mące i wodie, potem to premyśli, ale jeśli ma załatwić kilka rzeczy w okolicy, to ten parking, to często jedyne wybawienie, i to bezpieczne… aczkolwiek, dziwna rzecz, ale dałabym sobie jednego włoska przyciąć, że ktoś mi próbował plecak otworzyć… dziwne, precież to Dania? Nienawykłam do tego, e w Szwecji tra się pilnować wiadomo, ale u nas…

… ech…

To przez ten brak edukacji.

Nie potrafią idioci biednego rozpoznać.

Miasto lekko ino ludziowe. Boczne uliczki urocze w rytmie padających, lekko zacinających kulek stuyropianu, dziwnie nieprypominających śniegu, ale… najpierw odkrywam, że mają Jellycat w Illumie. No patrzcie, potem popatrzyłam na wejście do sklepu Chanel, no przecież, że nie weszłam, eksperyment przeprowadzam, wejdę kiedyś, promise! Ale goryl był potężny, zdmuchnąłbymnie i urządził wiedźmoeksmisję! Jakie to intrygujące, takie machanie z dystryktu 12tego do jedyneczki… ech, nie było kiedyś takiego programu dla dzieci? Hmmm… Mniejsza, ciekawe, czy by mnie wyprosili, czy Pretty Woman zagrali  szyderczym rżeniem, czy uznali, za sprzątaczkę? A teraz Pop Mart. No co, jest, to chcę w końcu zobaczyć i tak, mam Labubu, a co?

Człowiek miał fioła na punkcie tych figurek wcześniej, ale teraz może na nie popatreć i przynam, pluszowe straciły na jakości, ale te mieszanki plastiku i żywic jak Skullpanda czy Hirono, urzekają mnie. No po prostu rozbierają na części. Ta grafika, te pudełka, tak wkurwiające jest to, że nie mogę sobie wybrać figurki, którą chcę, ale jednak, jak kupujes pierwsze, czy drugie, to jakoś to cię ani ziębi, ani wieje.

Chcę Hirono misia!

Tak, niby jestem dorośłym osobnikiem, ale jakś tak, nie przyznaję się do tego. Trudno te do końca to ropoznać, więc… ale w konsulacie się zachowywałam! Oj, i to jeszcze jaka byłam grzeczna! To Masław nawrescał na babę, co chciała na siłę w kolejkę się wepchnąć. Wiecie co, w Danii, w kolejkę? Serio? Co to, Polska? Chociaż, to chyba terytorium polskie, więc… babapróbowała… zarysuję sytuację, wchodzi kobieta, w pomiesceniu są 3 osoby, pyta się jednej, czy jest ostatnia, ta nic nie mówi, więc ta stwierdza, to ja za panią. Przypomnę, iż w konsulacie zapisujesz się na godziny, a jak ino coś odbierasz, to może wystąpić kolejność przypadkowa, ale jednak, bez walk… choć… ale to babsko było dziwne. Takam nieprzyzwycajona, jakbym osobnika z Matplanety oglądała. No nic, widać baba liczyć nie potrafiła, nie widziała umieszczonych na krzesłach ludzi, ino tamtą kobietę, też tak można. Na razie konsulat odszczekany!

Mam dość.

Ale panie są miłe, choć to fajne! <3

No ale, teraz ino kilka chwil i będiemy z powrotem w Szwecji… jakoś tam więcej miejsca, nie wiem, no i górki są… płaskość terenów zalewowych mnie dobija, no i jescze te pleśnie. Przerażają mnie… c.d.n.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.