„Ekhm… więc jakiś dziwny Kot ganiał Wiedźmę Wronę Pożartą Przez Książki Pomordowane. A ona uciekała od niego. Uciekała tak dość nieumiejętnie, iż ten w końcu usiadł na stopniach frontowego ogródka i postanowił zaanektować teren. Czy obsikał dookoła, to nikt nie pytal, a Chowańca nie chciała teraz, we wcią nazbyt jasne pory dnia i nocy targać, by odsikał wsio po jej myśli, no i tak… przez chwilę znowu miała kota… a potem on zniknął. A może to była ona, te dzisiejsze czasy nie są łatwe dla już skonfundowanych od dnia narodzin, naprawdę…
… a ona wciąż jest…
… taka, skonfundowana.
No ale.
Kot biały był z rudą pręgą biegnącą przez całą długość, grzbietowym stylem biegnącą, taką w szpilkach i do tego jeszcze z laseczką. No co, kropecki też tam były… kot wodę pił, domagał się jej, nic więcej nie dostał, więc wróble od niego nauczyły sie bezczelnosci i obecnie rzucają metalową miseczką o drewnianość tarasu, by domagać się więcej, świeższej, czy tej wiecie, z muchą…
Tłustą muchą.
Najlepiej wciąż skrzydełkami trzepającą…
Ale gdzie kot?
Gdzie poszedł? Dlaczego w ogóle przyszedł i po co, i dlaczego już go nie ma… ci, co wolą psy zawsze są mocno skonfundowani kocimi sprawami. A Wiedźma Wrona wolała wrony… no i misie, więc już w ogóle była mało stabilna.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Ech…
… no więc grzeszyłam kolejnymi zakupami na anxiety bookshelf. I tak, zero sponsoringu, sama znalałam, sama kupiłam, sama czekałam na tę przesyłkę, tym razem prawie miesiąc, więc dość mało cierpliwie, ale…

Ech, ten zapach drewna, one miniaturowe książeczki, dziwne to układanie… nie do końca rozumiem jak to u mnie działa, ale działa, uspokaja mnie i jakoś tak, ładnie wygląda na półce LOL Szczególnie z normalnymi książkami i figurkami, czy pierdołami wszelakimi, które człowiek lubi mieć obok siebie.

Ale, poza książkami były i te książkowe notesy. Tia wiem, okładki niezbyt mój klimat… ale okładki można zmienić i to zamierzam zrobić. He he he, a to małe, to podróżna rozpraszarka myśli.
A przynajmniej ja ją tak nazywam.
I tyle.
Coś książkowego, na pewno nie dla każdego, większość zrobi sobie coś takiego sama, ja mam pewne z onym robieniem problemy, więc… cóż, kupione. I wiecie co, jakoś uspokaja, jakoś tak działa. Mam to już od kilku miesięcy, więc wypróbowane. Czy wolałabym by te mikroskopijne LOL książki były prawdziwe, a nie takie plastikowo gąbczaste, tak, ale jeśli chodzi o to co nimi się robi, cóż, nie mogłyby być.

Lato…
Rzecz ogólnie mówiąć, dyskusyjna.
Wiecie, są tacy, co lubią, czyli prawie wszyscy, nawet tacy, co ono parzące gorąco wielbią, ale też i jest nas kępka niewielka. Dziwne zbiorowisko oszołomów, którzy stwierzdają, wkurwiając tym resztę, że nie, nie lubimy lata. Gorzej, nienawidzimy onego nadmiaru światła, słonka i plażowania. Nie chcemy kurna teraz wyłazić, pocić się i jeszcze dobrze się bawić. Ogólnie mało się dobrze zabawimy, a nasze zapatrywania na oną dobrą zabawę mogą was, kochających lato, doprowadzić na granice skrajnych rozpaczy. Wielu rozpaczy, nie jednej, nie ma tak dobrze…
Dlaczego nie wolno nielubić lata?
No serio?
Wiosnę jeszcze zauważyłam można nielubić, bo pyłki, ale lato, nie no, przymusowo masz wielbić. Bo jak nie, to foch, hejt i bulling. Podobnie z onymi „ciepłymi krajami”, choć przy tych heatwavach, to co teraz nie jest ciepłym rajem, nawet Norwegia się przegrzewa… zaskoczona, bo od 50 lat tak nie mieli…
… więc jak tam się wam poci?
Bo u nas bryza miła i chłodna, zwana wyspową klimą, wróciła, daje się oddychać, ale nie polecam słonecznej części i cieniu braków… a już w ogóle, to po drugiej stronie Wyspy cieplej… bleee!!!

Wody się zmieniają, morze nie dość, że słodsze, i to jakoś tak w ostatnich 3 latach się bardziej pogorszyło, to do tego nawet onych meduz u nas ostatnio nie ma, choć może w tym roku będą jeśli tak zainfekowana nimi jest reszta wybrzeża i to naszego, jak i szwedzkiego? W Szwecji właściwie obserwuje się już kompletny upadek morskiego hajlajfu, bo coś tam wyżera to, co zwykle w wodach pływa, a mają tam zróżnicowanie niesamowite, łącznie z wielkimi rozgwiazdami i małymi i urchinami, i takimi tam stworami morskimi, co to człowiek ino na rysunkach widywał niegdyś…
Zauważyłam zmiany zasolenia już kilka lat temu, zwykle było tak wysokie, że solanki tworzyły się naturalnie na skałach, ale od dwóch lat prawie nic… ech… czyja to wina? Cóż, złożone zagadnienie. I tyle. Zwykły człowiek, co chce sobie tyłek pomoczyć w wodzie będzie musiał szukać jakichś jezior czy rzeczek, a to przecież już nie to… Kocham morze, a to północne jest tak intrygujące…
… tak przyzywa.
No ale…
… jak na razie nadal lato, głośno, gorąco, na szczęście noce względnie chłodniejsze, więc daje się oddychać. I to jest mega istotne! Czy daje się wyjść na wszelako fajny spacer, cóż, ino w sobie znane miejsca, lub dookoła własnego ogródka i to po zachodzie słońca, bo opalanie, to niezbyt dobra sprawa dla mnie.
I tyle… gdy wieki temu byłam tutaj po raz pierwsy, pamiętam, że zastanawiałam się gdzie są ludzie, ci, co tutaj podobno mieszkają, cóż, teraz wiem: albo na wakacjach w lipcu, albo zwyczajnie się chowają i tyle…
… to się nazywa przetrwanie!












































