Pan Tealight i Tkanka…

Tkanka miejsca była porwana.

Szwaczka Pierwsza połamała wszystkie igły. Szwaczka Druga nie miała nici w odpowiednim odcieniu, a każdy inny ranił Tkankę.

Zaś ta Trzecia… no co, może i Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane była ino sobą, wiedźmą ślepawą i ogólnie nieludzką, ale szyć umiała. Krzywo i wszelako nie dostojnie czy coś, ale jednak umiała.

Jakoś tak.

A i nici miała…

Wiecie i białe i czarne i niebieskie i czerwone nawet, więc jakoś tak, odpowiednio… ale kurde krzywo jej to szło i opornie, tkanka Tkanki śliska była, glutowata i gumowata, ale jednak, jednak jakoś tak, choć powoli, z oporami, pruła trzy razy, a może i więcej, ino się nie przyznała…

Ale szyła.

Do końca.

Nawet wiecie, jak już skończyła, to hafcik walnęła, no ulało się, więc trzeba było to jakoś zakryć, aczkolwiek, przecież za0pachu się nie zakryje… choć i zapach Tkanki samej nie był jakiś taki… ekhm sympatyczny.

Oj nie…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Spacer do wodospadu…

No wiecie, tego największego.

Znaczy, nie żeby chodziło o wodę i dobrze, bo kurde człowiek byłby naprawdę zaskoczony i zaniepojony może? Wiecie, niby zima, niby pada, a jednak, a jednak kurde w sprawie wodospadu to ino ciek niewielki. Jakby co wypijało wodę. Jakby coś po prostu ją wypijało. Może i uderza o ziemię, ale zaraz znika. Może i błocko jest, może i cos na kształt wilgoci unosi się w powietrzu, ale jednak, kurde no, gdzie nasza woda?

Kto ją kradnie…

No ale, dlaczego lezę do wodospadu jak nie ma wody?

Po pierwsze nie wiedziałam, że taki shortage mamy, a po drugie…

Tu o drzewa chodzi!!! Bo one tutaj, jak się tupta w górę z tej strony od wodospadu… to wiecie, są takie niesamowite. Takie wielkie i wieczniezielone. I jeszcze wysokie, majestatyczne i jakoś tak człeka wyciszają. I jakoś tak po prostu uspokajają i jeszcze, może robią tak, by udowodnić, że takie są, wiecie…

… wielozadaniowe…

Pobudzają wyobaźnię.

I tulą!!!

Nie wiem jak, ale kurde, jakby się do babci chodziło, która jest fajna, choć ma swoje zajęcia i wcale nie przepada za dziećmi, to jednak jak tuli, to wiecie, że to jest naprawdę i prawdziwe. I takie do końca i na zawsze.

Choć serio ma na gazie zupę…

No więc idziemy!!!

I jest błocko, ale jednocześnie i pada, więc pojedyncze istoty, które wpadły na ten sam pomysł uciekają z lasu, a ja… idę. No przecież tylko pada, może i wieje, ale jednak przecież nie aż tak i między drzewami wiać nie będzie, szczególnie w dolnej części ścieżki. Tutaj, gdzie one drzewa. Cuda wszelakie o kolorowej korze. Piękne, jakby winem czy krwią tętniczą oblane, a może jakby mięsem obrzucone, tudzież… żyjące twory ludzkie właściwie…

I ona zieleń w górze.

Pewno, że ścieżka się pnie, więc nie jest najłatwiej, ale jednak, kurcze, tutaj sobie człek uświadamia, że oto jest luksus. Wyjście na spacer, gdy się naprawdę tego chce. Gdy nie trzeba, czy ktoś zmusza, ale odczuwa się ten zew dziwny, pierwotny, wszelaką potrzebę… może i ludzką, może raczej i zwierzęcą, najbliższą temu, co zwie się duszą…

Bo tak było…

A dzień serio był ponury.

Jednak jakoś tak, jak cię wołają, to chociaż leb odwracasz. Ja pojechałam. Polazłam, sprawdziłam, że wody brak, omal nie wywinęłam orła, sarny, niedźwiedzia, wrony, jastrzębia i jeszcze z pół krogulca czy też pelikana… ale byłam tam. W lesie. W onym luksusie, który uzmysławia sobie o tym człek szczególnie teraz, przy onych wszelakich ograniczeniach jest tak…

Niemożliwy.

Ona wolność…

Może to nadmiar tlenu, ale jednak…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Tkanka… została wyłączona

Pan Tealight i Pan Nikogo…

„Był Panem Nikogo.

Właściwie podejrzewał, że i Niczego i jakoś tak, naprawdę, czuł się moczno zmęczony już onym opiekowaniem się obojgiem.

Doprawdy, ile można znieść?

Zamiatasz, pierzesz, gotujesz, wszelako otaczasz się wszystkim, co ino jest pozytywne i wspaniale ustosunkowane, poprawne i mocno uspokajająco małoutyskujące… no i jeszcze… robisz to dla nich, bo oni są, prawda, choć przecież. Nikt nie zjada tych obiadów i nikt nie pomaga przy zmywaniu. Nikt nie zetrze kurzów, a nawet i nie zbije ukochanej filiżanki… czy też, nie brudzi.

Ino on sam.

Pan.

Sam sobie.

Ale przecież jest też i ten i tamten, więc co z tym ciastem, świeczkami, choinką, prezentami, oczekiwaniem, brakiem oczekiwania, wiatrem we włosach, liściem pod podeszwą… chociaż, o fuj, nie, coś mocno wali… jednak to nie tylko liść, więc może, może jednak to oni…

Albo pies sąsiada.

Jednego lub drugiego.

A ta złamana gałązka, dmuchnięty chuch na szybie, dziwna plama w łazience, kwiatek, który przywiał podmuch i piórko i kamyk, kolorowe szkiełko, papierek, torebeczka foliowa machająca z drzewa…

… więc może?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Złe miejsce” – … no dobra. Taka powieść już była, ale o rodzinie i dziewczynie, która w końcu postanowiła coś zmienić. Kurcze, nie mogę sobie przypomnieć tytułu, ale coś takiego już było…

Ale i nie takiego.

Nie tak z jednej strony kobiecego, prostego, z drugiej posiadającej podwójne dno, w którym mieści się ich jeszcze kilka. Bo przecież jak inaczej opisać opowieść trzech dziewcząt, prawie kobiet i kobiety, która pragnie… dziecka. Jakże to na czasie temat, gdy tyle par zmaga się z niepłodnością, winą wszelaką, że nie mogą mieć tego, co jest tak naturalne.

Co wydaje się być tak proste, przecież nawet zwierzęta…

Oto opowieść dwutorowa, ale też w pewnym sensie, jeżeli spojrzycie na nią z różnych dtron, o wszelakich osobach. O tych, którzy uciekli i tych, co zostali. O walczących o miłość, o tych, którzy podejrzewają zdradę, o kochających i nie wiedzących co to znaczy, o zagubionych… ale przede wszystkim o rodzinie. Która może być tak odmienna od tego, czego nas uczą.

Co pokazują media… co sami tworzymy z czasem, co nazywamy rodziną.

Oto opowieść, która, okay, w moim przypadku przyznaję, iż podejrzewałam takie zakończenie, ale wielu może ono zaskoczyć. I naprawdę możecie zmienić zdanie o kobiecie, która poświęci wszystko dla miłości… oj naprawdę. Zakończenie, właściwie wydaje mi się, iż powinno być wstępem do tej powieści, ale jednak wtedy byłaby to całkiem… całkiem całkiem inna książka.

Polecam.

W mieście…

W zeszłym tygodniu w mieście to wszelako jeszcze była ludzina, ale wiecie, świątecznych rzeczy jak na lekarstwo, dobrze, że człek nabył je z końcem października… ojojoj ale byłaby teraz buba, łkanie i rzucanie sztuczną szczęką.

A już na pewno plombami.

U Sióstr wszelaka spokojność noworoczna. Bo przecież imprez nie będzie, no i lepiej we wszytko się zaopatryć teraz bo nas odcinają od wszystkiego, prom do Ystad nie pływa, zacznie od 26tego po wrzaskach ludzi, którzy tam mieszkają, ale pracują na Wyspie. No i ten magiczny korytarz się otwiera. Szwedzi pozwolili Wyspowym Ludzinom, ale ino z zameldowaniem, albo pracujących, będzie sprawdzanie!!!

Ino oni mogą się promować.

Tak jeden prom dla tak niewielu?

Hmmm…

No nie wiem, ale po prostu dziwne to wszystko. Rozumiem to. Potrafię wytłumaczyć, jakoś tak uważam, że się Danii należało za wykorzystywanie Szwedów i wszelakie nimi pomiatanie, ale jednak, no wiecie, niesmak jest. I pozostanie na zawsze. Bo jakoś tutaj niczego się nie zapomina. Oj nie. Nie ma tak łatwo… takie myśli mnie naszły w Tigerze widząc przeceny światecznych rzeczy i… chcąc niczego poza zielonym czajniczkiem z żelaziwa…

Hmmmm… nawet za darmo człek tego nie chce.

Ech!

Netto.

O tak, za to w Netto był ubaw.

Trzymajcie w pamięci to, że to wyspa, ludzi mało, a już w Netto było ich naprawdę niewiele, więc weszliśmy po zieleninę. Bo ja wciąż dziwnie te warzywa kocham, potem mnie od nich wzdęło, więc może trza było słuchać onego trzepotania duszy, ale to była nasza rocznic, 17ty…

… very specjalna rocznica, 24ta i jakoś tak…

No chodzi o to, że podlazł do nas wielki pracownik, nie zachowując odstępu i nakazał się rozejść. W rocznicę… ekhm trochę kiepsko. Ja dostałam ataku już na całego, ale Chowaniec nie. On przechodzi etap wkurwa na wszystko, zresztą ja chyba też i wiecie, wprost powiedział, że psychicznej żony bez smyczy puszczał nie będzie, a tutaj posiadanie psychicznego członka rodziny się liczy. YAY!!! Pewno, że powinnam miećmoże plakietkę z napisem – fjoletowy… LOL no wiem, że nie tak się pisze, ale jednak, weźcie no, ubaw, co nie…

Koleś się zmył i zaczął czepiać każdego kto był z kimś.

Znajomych, co dopiero się zobaczyli, dwóch dziewczyn, staruszki…

Hmmm…

Już wiem, dlaczego takie pustki w tym Netto na rynku w Ronne. Już wiem. Zresztą, tam zwykle jakaś dziwna atmosfera jest. Naprawdę. Obsługa jest dość… ech, no mało miła. To co było 10 lat temu to inny świat i wiecie co, teraz to postępuje tak mocno, że nie chce mi się o tym gadać, więc poleźliśmy gdzieś indziej popodziwiać kolejkę z odstępami, gdzie stali ludzie spragnieni tego, by ktoś im prezenty spakował. Pustki we wspomnianym już Imerco…

Straszne!!!

Na pókach kurz i resztki glittera.

Ale w ogrodniczym pięknie!!! I Zenon! I PS. Pisane to było w ciągu kilku dni, między 17tym a 23im. Wciąż wsio się zmienia…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pan Nikogo… została wyłączona

Pan Tealight i Trzy Rękodzielniczki…

„Tkały, cięły i plątały…

Robiły to, do czego były zrodzone…

… a może jednak stworzone, powołane, kij wie i to niezaostrzony, czy były z poprzeszłości, czy z teraz, czy jednak się odradzały, przemijały, czy może były elementem wieczności wszelakiej? Może po prostu były zawsze takie jak teraz, jedna z pryszczem, inna znowu ze zbyt suchą skórą, która naprawdę ją wkurzała i wciąż płatki naskórka wpadały jej do garnków, bo przecież…

Była najlepszym kucharzem rodziny.

I jedynym.

Z drugiej strony, przecież wszystko pozostawało w rodzinie. Ale, czy one były w ogóle rodziną? Tak naprawdę? Biologicznie nawet… z drugiej strony to nie miało znaczenia, ale jednak, ciekawe było, że każda właściwie jakby z innego ojca i innej matki i jeszcze listonosza, i paczki ciastek.

Oraz flaszki mleka.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Spacer…

No czasem już człek ma takie parcie na wyjście, że… ech, nie może inaczej. Po prostu się nie. Ale… jednak najpierw będzie o czymś innym. O sprawach, które jak to ostatnio jest w modzie zadziały się z dnia na dzień i zszokowały wielu.

Szwecja nas nie kocha.

Bez urazy, ale jak ją kocham, tak i rozumiem.

Przez cały rok, do tej pory to Szwecja służyła Danii za ucieczkę. Oczywiście, że Wyspa, podróżowanie na tak zwany kontynent, czyli wiecie, dostanie się do kraju, Kopenhagi, najłatwiejsze jest przez Ystad. Półtorej godziny i już. Zamiast ponad 5 godzin telepania się w pusełku na zapałki przez straszne, pełen krakenów morze…

Znaczy, serio, tam mają straszniejsze z tamtej strony.

Naprawdę.

Gdy promy jeszcze były wielkie i powolniejsze, to wszystko się przesypiało, tudzież wiecie, imprezka na promie jak nie było tak falowato i tak dalej. Naprawdę nie było aż tak tragicznie, ale teraz, o nie, wolę przez most. Problem w tym, iż obecnie most nie działa w dwie strony mimo rozbrzmiewającej wszędzie reklamy i życzeń dla niego, bo wiecie, ile to już? 20 lat?

Rocznica, cudowne połączenie, sto lat i tak dalej, a tutaj slut…

Po pierwsze, naprawdę przez ostatni miesiąc Dania strasznie była niegrzeczna. Śluby, wesela urządzane za granicą, wiecie, w Szwecji taniej, można więcej i tak dalej. W ten sposób osobniki z tych najbardziej zarażonych miejsc po prostu… nie no, oczywiście, że Szwedzi zarabiali, ale za jaką cenę?!!!

Roznoszenia tego nowego szczepu wirusa?

Hmmm…

Okay, wróćmy do początków.

Wszyscy wiedzą, że Szwecja w obliczu pandemii podjęła inne niż wszyscy reguły. Ostrożność tak, ale nie zamykanie, dzięki temu, jakoś tak, no byli normalni. Tak, winna jestem wypadów do Szwecji, akurat nie było innego wyjścia. No i właściwie, przecież i tak się izolowaliśmy, więc… jak w ogóle coś złapać, jak udzi u nas nie było, bo przecież biednych Szwedów nie wpuszczali. Bo jakoś cały świat ich wyklął. A potem nagle stweirdzili, że kurde to był dobry pomysł, więc wykleli bardziej, bo jak ktoś nie zarządził upadku, to wiecie…

Zazdrość?

Nie wiem czego zazdrościć. Tam też ludzie chorowali i chowują. Też tracili bliskich. Ale nie prace. Okay, knajpy ino na zewnątrz albo wynos, ale jednak… jakoś tak normalniej. Jakoś tak zwyczajniej, bez paniki w oczach jak u nas…

To się już skończyło…

I nie, nie dziwię się, że teraz Szwecja odpowiada zamknięciem granic, ale… Wyspa położona jest właściwie przy Szwecji. Nie, Szwedzi nie mogą wjechać na naszą ziemię, mimo posiadanych domków i tak dalej, no zwyczajnie nie. Znowu nie. Mogli tylko chyba przez część lata, ale i to było dość dziwne, te kontrole na granicy…

Ohyda!!!

Ale…

W obliczu urodzin mostu kłótnie polityków wydają się być…

… dziwne. Z trzeciej strony, kurde, ludziom nie można ufać, że się podporządkują. Z kolejnej straciliśmy już tyle praw i wolności, że nie umiem się odnaleźć nigdzie. Jako osoba, której przysługują pewne sprawy, wiecie, psychiczne toto, dziwne i tak dalej, naskakujący na mnie sprzedawca, stojący za blisko, wrzeszczący nie wiadomo dlaczego, o co i tak dalej… jak mam powiedzieć lekarce, że nie, nie czuję się lepiej, bo raz w miesiącu musimy do spożywczego, więc…

Jak wytłumaczyć strach?

Jak to się wszystko skończy?

Nie wiem.

Wiem jedno, ludzie boją się jeszcze bardziej i robią rzeczy, które… nie są mądre. W ogóle. Te spotkania, granie na nosie, właściwie komu? Dzieciaki nie na smyczach roznoszące zarazę i jeszcze… ech…

… nie wiem jak to się skończy.

Nie wiem, ale chcę do Szwecji!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Trzy Rękodzielniczki… została wyłączona

Pan Tealight i Tomasze Niewierne…

„No na wierzbie wyrosły, zamiast tych tam kotków, wiecie… tak na zimę, tak, żeby po prostu pustkę zapewnić, ale wierzbie się one Tomasze Niewierne nie spodobały bardzo. I to bardzo bardzo, więc wiecie, jakoś takoś było po onych dziwnych, tymczasowych Tomaszach.

Po prostu.

Ni nawet kłaczka, bo kłaczaści byli tacy, serio, glośni i mocno upierdliwi, jakby kurna wsio im się należało. Jakby naprawdę każdy ułamek świata, który zaczynał się im od wierzby, był dla nich stworzony i miał im robić dobrze. I to dobrze z odpowiedniej strony i wszelako… wiecie…

… no ekhm…

Ale wierzba miała to gdzeiś, zresztą, zauważyła, że cholerniki raczej nie dość, że toksyczne, to jeszcze na dodatek jakieś wirusowe i zakaźne mocno. A co jak co, jeśli można było problemowi łeb ukręcić na początku, wiecie, w onej wszelkiej kołysce, mocno w tym miejscu mitologizowanej… no to, czemu nie. Pojawiły się, więc wiecie, poradziła sobie z nimi i dzięki niej…

Ale nie każdy tak myślał.

Nie każdy myślał, że ingerencja w Tomaszowy ekosystem była dobra. Oj nie, byli tacy co wołali, że one żyć powinny, może nauczą się niezabijać? Może jednak… w każdym jest dobro przecież…

Ale ona wiedziała.

Nawet gdy ją palili…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

No więc mamy hyggetesty i jest ubaw po pachy.

Po 15 minutach macie wynik.

Oczywiście, że wsio jest o wiele mniej wyraziste, prawdopodobne i dokładne, ale kolejki są widoczne i wielkie i… eee, nie utrzymują odstępów. LOL Weźcie mi wytłumaczcie po kiego iść na test jak nie macie powodu? I czemu hygge w nazwie?

Że podobno to ma ludziom hygge zrobić?

Eeeee…

Nie kumam tej logiki.

Ale ja ostatnio niczego nie kumam. Robią nam lockdown w znaczeniu zamknięcia knajp i bibliotek oraz wielkich galerii handlowych, ale my tego nie mamy, więc, eee… co, zamkniecie jedyny większy sklep? Serio? Nas tu szczerze ino garstka. Ino minimum straszne, więc o co chodzi? I tak przecież podróżować wolno… no wiecie, nikomu się nie zabrania, jest ino… odradzane lekko.

Ale poza tym, to hulaj duszo, nie będzie bicia.

A powinno może być?

Nie wiem… wiem jedno, nadal wkurw w narodzie i tyle, dobrze, że drzewa są. Naprawdę, bo chociaż one, jak nie przewrócone, to wiecie, stoją wciąż, rosną, ochraniają, fascynują, a cała reszta, cała reszta zdaje się być tak brzydka.

Potworna nawet…

Nie wiem.

Chętni jesteście na testy takie dla zabawy? Szczerze? By robić sobie teścik co kilka dni, mimo że nawet nie ruszyliście dupy z domu ino dlatego, że to jest dostępne? Przecież, no po co? Naprawdę? Czy jest nagroda dla chorych?

A niechorych?

Światło.

No więc go nie mamy.

Skończyła się słoneczna wyspa… fejm odszedł… już wcześniej okazało się, że spadliśmy na któreś miejsce za innymi, jakby można było spaść przed innymi? Serio, kobieto, co ty piszesz… ale… naprawdę to czuć. Brak światła. Kilka dni temu było coś na kształt słońca i po prostu wydawało się to tak dziwne.

Tak nienaturalne.

Od października nie świeci.

I grudzień zdaje się nie być inny od poprzednich. Ciemny, dziwny, niby zachmurzony, a jednak suchy. Sądząc po moich roślinkach, przydałoby się im podlewanie, co wydaje się pokręcone, bo to zima już! Helloł!!!

Jak to podlewanie?

Może jeszcze trawę skosić?

Kurde…

Ale ten brak światła na znanej z największego nasłonecznienia wyspie jest zauważalny. Na pewno też wpływa na mieszkańców. Jakbyśmy już nie mieli przegibane. Poczta chyba w ogóle przestała działać.

No pięknie, gdzie moje paczki?

PS. No i na koniec zamknęli nas do 3go stycznia, ale ma być przedłużone… takie tam, pewno wszystkich zamkną, więc nie ma się czym chwalić, ale jednak, wiecie… podobno liczby są straszne, łóżek nie ma, sodma, gomora, pomora… dlatego z małych liter, wiecie, nie żebym nie wiedziała co to Sodoma była.

Tudzież gdzie.

W książce… LOL

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Tomasze Niewierne… została wyłączona

Pan Tealight i Przecinaczka i Pleciuga…

Przecinaczka i Pleciuga serio miały się super.

Naprawdę.

Jak zwykle jedna cięła, druga plotła, a trzecia, no właśnie, trzecia, choć siostra rodzona, to jednak… no wiecie, wstyd trochę był przed innymi Przedwiecznymi. Taki mocny i niewyobrażalnie męczący…

Naprawdę obciach.

Szczerze.

Bo ona była… blondynką.

Nie no, oczywiście, że i ich włosy były jakieś takie jasne i tak dalej, ale ona to była definicja wszelakiego bleblania innych. Wiecie, nawet chodziła do tych ludzkich miejsc, gdzie to się robiło dziwne rzeczy z ludzkimi, zewnętrznymi elementami, a nawet i wewnętrznymi… tatuaże zębów, rzezania gałek nie tylko ocznych, wszelakie tatuaże i jeszcze malowanki i oczywiście…

No ogólnie mówiąc ludzka się zrobiła.

Mocno.

Za mocno… ale jednak siostra, wiecie.

Były przecież siostrami. Trojaczkami, które jednak urodziły się każdy w innym dniu, no tak, jedna przed północą 21go grudnia, druga w południe 22go a trzecia dopiero 23go. Bo tak jakoś nigdy, nawet przy porodzie, wiecie, nie były ze sobą złączone. Jakoś tak zawsze chciały sobie udodowodnić, że są same sobie rzepkę skrobie, ale po prawdzie nie potrafiły życie bez siebie, ale jednak…

Z taką lalą się pokazywać.

Się do niej przyznawać?

No szczerze?

Tak od tkania jej się zrobiło, czy coś? Widziała coś w wątku i tym drugim, no osnowie no, wiecie, coś ją zauroczyło może?

A może…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Jest granda, znaczy, po naszemu ballade, jest pisanie!

No więc…

Ech, dobra, bez urazy, ale wiecie, ja nie w kościół. Dla mnie to jedynie miejsce wykopalisk, tudzież jakieś tam skarby Templariuszy czy jednakowoż, no wiecie, sztuka, tudzież schronienie przed słońcem chociaż wiecie, no śmierdzi trochę, szczególnie w tych drewnianych ten dziwny zapach, wszędzie taki sam…

… ech…

No ale, jeśli chodzi o kościoły, tudzież uznajmy, że wyznania, bo jak zamkniemy się w kościołach, to wiecie, to spora ich część to obecnie obiekty mieszkalne, ale, te największe, te widoczne w każdej większej dziurze, a i mniejszej, wiecie, no mają tam swojego księdza. Znaczy zastrzegam, mówimy o folkekirkecie, a nie o innych wyznaniach… czyli pastor. No wiecie, tyłem do klienta i tak dalej, czasy po Luterze…

No tak było kiedyś, że przyszedł gość i powiesił se swe wypociny na pewnych drzwiach, oj googlnijcie se… naprawdę. Oficjalnie protestantyzm, czyli, dla onych wychowanych w tchnącym przepychem i kupczeniem przebaczeniem chrześcijańskich warunkach, czyli mła… nie oszukujmy się, urodziłam się w Polsce, tego się nie zmieni. Wiem co to różaniec. Wciąż pamiętam scenę z Morderstw w Midsomer, gdy ten młodszy się dziwił, że znalazł łańcuszek z koralikami na szyję, i to z krzyżykiem, wiecie… No więc dla nas, wiecie, to jest trochę zimno i dziwnie, ale, jednak, jak człek tam i tak już od dawna nie zachodził, bo rodzina już nie zmusza, się dorosło…

To właściwie nie wiem jak to teraz jest.

Hmmm…

Chyba kiepsko, co nie?

Ale miała być granda!!!

A granda jest taka, że wydaje się wam, iż Skandynawia to taka wolność i w ogóle, co nie? Bez urazy, też tak miałam, oj tak!!!

… ale tak nie jest. Tu wciąż ludzie myślą o tym by prawo cichości zachować, nie obnosić się, młodszym podwija się noga, ale wystarczy posłuchać takich po 60tym roku życia… nagle się okazuje, że ona wolność dzieci bez ślubu z wieloma partnerami jest piętnowana. Jest wyśmiewana…

One liściki, petycje.

Ostatnią dostał nasz pastor.

Za to, że jest kobietą.

Otóż, okazuje się, że babk,a która tak naprawdę poza brakiem siusiaka nie zawiniła niczym, która poświęciła się, by tutaj w Gudhjem prowadzić trzódkę, która zdała ten egzamin pandemiczny, bo jej media były pewne naprawdę pozytywnych treści i można było sobie do niej zadzwonić, pogadać, bo jak twierdziła, od tego tu jest, od onej posługi… no więc babka, która, przynajmniej tak wyglądało, zresztą, niczego się jej nie zarzuca… ona osoba, ciężko pracująca…

Już jest na wylocie za brak organów rozrodczych na zewnątrz.

Ekhm…

Przecież ją przyjęli. Przecież jakoś, no pewno były fochy, ale spędziła tutaj kilka lat, to co, nie chciała onej, wiecie grupie przykościelnej z chłopów się składającej i jednej chyba dewoty, lizać ego? No bo sorry, ale na to by wyszło. Oczywiście, jak to kobiety mają, odejdzie. Zrobi miejsce.

Dla dobra trzódki.

Wiecie co… nie mogłabym być pastorem. Przyjebałabym tym gargulcom, co to odpowiedzialności nie chcą unieść, ale osądzać od razu. Bo w Biblii nie pisze, że kobiety… a apokryfy dupki czytaliście?

A seksualne wierszyki…

Będzie nowy, pewno z penisem.

PS. A w ogóle mamy hyggetesty… stay tuned!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Przecinaczka i Pleciuga… została wyłączona

Pan Tealight i Szał Wszystkiego…

„Bo przecież czego miał się bać?

Niczego nie mógł.

Wiedział wszystko, znał wszystko, wszystkim się naprawdę szalenił i wszelako… zresztą, no przecież on był wielkim, jedynym i niepowtarzalnym i jeszcze mocnym, wielkim Szałem Wszystkiego. Był bóstwem, awatarem, kapłanem najwyższym i tak dalej. Bo po co się ograniczać?

No szczerze, po co?

A jednak, jakoś ostatnio jakby coś go kłulo, coś nim szarpało, coś jakoś tak potęgowało w nim dziwną grozę, która dla niego nie tylko była niesamowicie niezrozumiała, szalona bardziej niż on i jeszcze… i jeszcze kompletnie bezsensowna. Totalnie i mocno. Wszelako i potęgująco się…

Potęgowała.

Znaczy ona uczucia.

Się w nim… wiecie. Wciąż coraz bardziej, jak uporczywe swędzenie, jak jakieś takieś drapanie w garde, którego nie można jakoś tak spłukać, wydrapać sobie, jakoś tak tego odmienić, jakoś…

Nie wiedział o co chodzi, bo przecież był Szałem i szałem wszelakim, zazębiającym się o każdego i wszystko, a jednak… nie wiedział, co ma zrobić. Nie rozumiał tego. Nie potrafił skapować co z czym, oszaleć siebie w tym.

Nie umiał.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Śmiertelne kłamstwa” – … no dobra. Przyznaję, że nie podeszłam do tej książki w podskokach. Nie chciałam jakoś tak się za bardzo napalać, chociaż tematyka była taka niesamowita, ale… ale widzicie, spoglądanie w przeszłość, one błędy, niedowidzenia…

To zawsze intryguje.

Zawsze.

Jeśli chodzi o tę opowieść, to przygotujcie się na wstrząs, potem wiele niedowierzania, szok, mocne lanie po myślaniach, przepraszanie stron, że mówiliście im, że będzie inaczej, że są może i nudne, choć sporadycznie, bo przecież cała akcja rozwija się dość szybko, ale nie odrzuca ipisów i dzięki temu otrzymujecie doskonały obraz przeszłości…

Który jest kłamstwem.

No… może nie do końca…

Ale jest.

Oto opowieść o rodzinie. O tym w jaki sposób spogladamy na świat w młodszym wieku, czego nie widzimy jako dorośli, o siotrach, o miłości, rodzinności, o domu, który wale nie musi być bezpiecznym miejscu, o kłamstwach, sekretach… ale tego się człek spodziewa, czyż nie, w końcu to tak aksiążka… rodzinna, ale i przerażającą, gdy uświadamiacie sobie, że ona wszelaka bliskość, czy to sąsiedzka czy rodzinna, może być… całkiem inna niż… wygląda.

Podobnie… miłość.

I szkoła.

Dobra powieść.

Pełna, miejscami wstrząsająca. Dziwnie spokojna, by nagle po prostu trzepnąć człowieka w łeb i przypomnieć mu jego przeszłość.

Na zewnątrz ciemność…

Na pewno listopad, właściwie już końcówka października, były ciemne… podobnie ta pierwsza połowa grudnia. Ciemność, szarość, kompletny brak światła. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale tutaj to zdarza się bardzo rzadko. Raczej jesteśmy ciągle bombardowani światłem. W końcu to czas, w którym zawsze tworzyłam najlepsze zdjęcia wschodów i zachodów słońca. Wiecie, idealny czas, nie trzeba wstawać koszmarnie wcześnie, nie jest jeszcze zimno…

Choć tutaj zimno, to sprawa względna.

Bardzo względna.

Nie oszukujmy się, maksimum to jakiś przymrozek przygruntowy i tyle. No chyba… chyba, że nadchodzi wiatr, wtedy już się nie skryjecie przed dziwnymi piorunami, strzałami lodu, które męczą i mięśnie i nerwy.

Od razu…

Paraliżują.

Ale jak na razie, przez jeden dzień troszkę popadało.

Obiecują coś na Jul, ale czy ktokolwiek wierzy jeszcze prognozom pogody? Tak szczerze? Naprawdę? Wierzycie? Ogladacie?

Wiem na pewno jedno…

Nasza poczta znowu daje dupy.

Albo dostajemy ją raz w tygodniu, albo tylko taką, wiecie, paczkowatą, większą, sygnowaną. Wszelkako wymagającą człowieka w domu. To męczy, bo jak wyjaśnić innym, że nie, że my Narnia, tutaj Aslan odbiera pocztę i przysięgam, że czasem żuje świntuch koperty. Naprawdę. Kartki chyba podgryza i zlizuje znaczki z nich. A już na pewno pieczątki!!!

Czasem myślę, że to dobrodziejstwo…

Wiecie, bycie taką Narnią…

… oczywiście dopóki nie chcą was zmienić w miejsce wyłącznie dla bogaczy i wyprowadzić wszystkich do slumsów gdzieś pod Kopenhagę, tudzież zwalić nam na głowę atomówek i tak dalej… lub straszą Rosją, której ludzie szczerze wciąż tutaj się boją. Ten strach jest namacalny. Obecny.

Żywy.

Ale, teraz wsio poddaje się onym restrykcjom, które…

Hmmm, wszyscy chyba mają dosć wszystkiego.

Ja bym chciała zakupów, ale sponosrów brak. Ktoś chce zasponsorować mój fimik, co to mamy w sklepie? Hmm? Ktokolwiek? Można płacić książkami z Empiku, które sama zamówię. Bez urazy, ale mam już swoje ukochane…

… na przykład Redondo wznowili!!!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

Czy uda mi się ją w ogóle kupić? Oną trylogię, która przywróciliła mi wiarę w książki? A może jednak nie i znowu będzie płacz i zębów zgrzytanie. Chociaż, czas tak pędzi, że pewno bardziej ich klekotanie niż zgrzytanie.

He he he…

No dobra, nieśmieszne.

Czy ludzie tutaj czytają?

Oczywiście… ale ceny książek zwaliłyby was z nóg. Tak powyżej 50 zł za tom. Nie no, pewno że są obniżki, ale jednak…

Kogo stać?

Tak… pierdół mi się chce.

Bardzo.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Szał Wszystkiego… została wyłączona

Pan Tealight i Paralizator Narodzony…

„Wiele tych spraw ostatnio się rodziło, wiele umierało, ale wiecie… to jakoś kurna niewielu obchodziło, że temu czy tamtemu się zeszło z tego świata, a zresztą, może i nawet dopiero co się narodził, a już odszedł…

Wiecie… takie czasy.

Tak naprawdę nikt nie wie co się dzieje, poza tym, że jakiś ajfon wyszedł, ciekawe gdzie, tudzież za kogo, lub… celebryty się pobrali, rozwiedli i ktoś nie założył maseczki… Pan Tealight miał żółtą w pomarańczowe stokrotki z różowymi środkami. Taką, wiecie, na całą twarz, coby w ogóle go nikt nigdzie i tak dalej… i po prawdziwe, podobało mu się to… jakby nagle mógł się wybrać do banku i zażądać tej kasy, którą i tak mu byli winni, w końcu zawsze bankowcy winni…

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane chciała książek i coby się one znowu narodziły, a najlepiej, to coby jej wyrosło pieniężne drzewko, albo Wielki Sponsor się objawił, bo bieda wychodziła już jej wszystkimi otworami. Szczerze, nawet porami skóry się wyewała…

A Bieda?

Hmmm… czy ona w ogóle miała prawo coś chcieć?

Paralizator Narodowy zaś się właśnie narodził, tuż przed zimą i wszelako nie wiedział czym jest, do czego i jak się go ładuje. Baterie paluszki, czy do kontaktu i długi kabelek potrzebny? Ale jak już to miękki jakiś może? Bo twarde będą go uwierać w miejsce ładowania, na pewno…

Gdziekolwiek ono jest.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

69 zamkniętych komun… wszystkich 98…

Oczywiście ono „zamknięcie” dotyczy, no wiecie, zamknięcia knajp etc. Nawet bibliotek, czego nie rozumiem, bo tutaj biblioteki działają dość sprawnie, bezosobowo. Składacie przez internet zamówienie, czekacie i je odbieracie. Potem możecie nawet zostawić książki w takim, no wiecie, skrzynce na książki, nie że zsyp…

Ale…

Dlaczego to wszystko?

A to dlatego, że osobnicy mieszkający w onych wcześniej zamkniętych miejscach zaczęli sobie wyjeżdżać do sąsiednich komun, by zjeść obiad w knajpie. I tak to wszystko się podziało, że knajpy pozamykali, proszą by nie wyjeżdżać do onych niewielu już, lekko zdrowszych komun na obiadki… tia, serio tak to złożyli, Szwecja błaga, by nie pływać do nich na żarcie i wszelakie spotkania, przede wszystkim ukrócili wesela Duńczyków w Szwecji…

… więc jeśli wydaje się wam, że Skandynawia taka prawa i tak dalej.

No to nie.

Ha ha ha!!!

Żeby nie było, oficjalnie ilość zachorowań rośnie szalenie. I tak szczerze, nie wiadomo kompletnie dlaczego. Czy przez maseczki, które – widziałam – ludzie sobie nawet pożyczają… czy przez olewactwo wszelkich odstępów, czy przez to, że chorują ci, co już chorowali, a przez cały czas roznosili. Oczywiście… uniwerki się zamykają, od 5 klasy do domu i nie roznosić choroby…

… ale reszta, no wiecie, co zrobić z tymi bachorami…

Niech roznoszą.

Przecież dzieci tak sporadycznie chorują.

Nic im nie będzie, a że logiki w tym żadnej, no sorry.

… więc widzi mi się, że święta, jul i hygge to mamy serio zapewnione…

… na full i z przytupem. Nawert Tivoli zamknęli… przyznaję, że po prostu się zdziwiłam. Zdziwiłam, że to w ogóle było otwarte, biorąc pod uwagę, że stolyca taka zakaźna i w ogóle. Przez co i nas uznali za wylęgarnię wirusów i Niemcy nas już nie kochają, wiecie, dziwne problemy dziwnego bardzo świata.

Nie oszukujmy się.

U nas naprawdę jest dziwnie!!!

Wyobraźcie sobie jak to jest tutaj z pracą…

Z jednej strony grzeczność i klepanie po pleckach, ale za plecami. LOL

Ale, co to ja wiem o zwalnianiu czy zatrudnianiu. Bez urazy, ale nic komplementnie. Takam kurna niedouczona i już! No ktoś musi być jakoś takoś niewierny i wszelako niedoinformowany w pewnych rejonach.

I to niech będę ja.

Dość mi ostatnio wiedzy.

Biedne Arecibo.

I nikt nad nim łezki nie uronił… nie no, kurde no, tyle rzeczy staje na głowie w Finlandii jakieś promieniowanie, kurna, nie dość już tego wszystkiego? Liczą te fale i te lockdowny i w ogóle, tak dalej… i po co to?

Przyjmijmy, że jest źle i to przez cały czas.

Ułatwi mi to liczenie.

Na siebie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Paralizator Narodzony… została wyłączona

Pan Tealight i Bzownik…

Bzownik miał się dobrze.

Znaczy, jak na kogoś, kto narodził się latem 2020. No wiecie… fajny rok, co nie, na narodziny i w ogóle, start w życie jak nie wiem co? Masa!!! Cudo!!! Gdzież żeby jakiś sarkazm, no jakby ktokolwiek śmiał się sarkazmować. Tak po prawdzie, to poza brakiem dostępu do pewnych spraw, to najbardziej Pana Tealighta przeraziło w nim to, że w lecie nagle podobno wszyscy zdrowi zwalili się na Wyspę, co oznaczało, że wszyscy siedzieli w Sklepiku i Misiu

Bojąc się świata.

Świata, który zwalił się na Wyspę.

Ci ludzie, którzy nagle już nie musieli się bać i tak dalej, a potem… a potem znowu się zaczęło. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane seryjnie siedziała całe lato w domu. Bojąc się innych… więc mały Bzownik, tak naprawdę nie wiedziała nawet kiedy się wykluł i dokładnie z czego, poza tym, że z Czarnej Bzownicy, którą to sama oporządziła, oswobodziła i w końcu…

Która rosła…

Nikt jej już nie miał więzić, więc niepewna wciąż, ale może i zdesperowana… wydała go na świat. Słodziaka małego.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

No to tak…

Przede wszystkim oczywiście pandemia, szczepionki i tak dalej.

Dyskusji cała masa, ale to co wiadomo, to wiadomo… Po pierwsze, że maseczki do końca lutego przedłużone. Skupisk i tak dalej, wiadomo, nie wolno, aczkolwiek, jako że kurde u nas wsio jest raczej wyłącznie ODRADZANE, nie ZAKAZANE, więc wiecie, ludzie sobie i tak dalej, ale, jeśli chodzi o szczepionkę około 70% osób twierdzi, że chce się zaszczepić jak najszybciej…

Hmmm.

Niestety rodzinie królewskiej się oberwało od pandemii też.

Młodziutki Christian, drugi w kolejce do tronu, obecnie przebywa w odosobnieniu w pałacu… hmmm… raczej ma sporo miejsca na ono odosobnienie i na pewno dostęp do Netflixa i kuchni. Pewnie, jak większość dzieci przejdzie to i tyle. Ale… wychodzi na to, że dzieciaki latają do szkół, bawią się i nie chorują tak naprawdę, a dorośli, dwojako, albo tak albo nie, no wiecie sami, nie ma co tłumaczyć.

Kto miał to miał.

Ja mam na pewno pustki na koncie.

I to nie jest zabawne.

Tak szczerze, wszystkim się wydaje, że serio wezmą szczepionkę raz i już będzie okay, świat będzie jaki był… eeeee… hmmm… podpatruję ludzi, zerkam, analizuję i powiem, że część rzeczywiście ma w zadkach wszystko i ich do mycia rąk nawet gówno w twarz rzucone nie zmusi. Inni znowu, traktują wsio paranoicznie. I jakoś tak nie ma tych, co po prostu czekają.

Zwyczajnie, jakoś tak, mają i tak zajęcie, zawsze, jakiś pęd ku życiu.

Jakby wszystkimi coś kierowało.

Media?

Tia, problem z mediami mam taki, że ich nie mam.

Nie czytam.

Nie szukam nawet…

… pytam, czasem coś wystukam i tyle. Nie obchodzi mnie opinia dziwnych ludzi. Historia uczy, ale też pamiętajmy, że piszą ją ci, którzy za napisanie jej zapłacili i, że ona historia, która zdaje się być pewną stałą, to wiecie, jakoś tak, no… bardziej zmiennej, bardziej szalonej sprawy niż historia nie znajdziecie. Oj oczywiście, że wszystko zmienną jest, ale historia… popytajcie znajomych z zagranicy, o czym ich uczyli w szkole, to pierwszy i dość szokujący kontakt ze zmiennoscią historii.

Tia….

Ale, były pewne sprawy, jak pandemie, zmienności przyrody, które raczej są pomijane w zwyczajowej nauce szkolnej, a które obecnie poddawane są dziwnym machlojkom słownym, gięte i rzezane… by pasować kolejnej kampanii niby społecznej.

Serio… ludzie w to wierzą?

… nikt nie robi researchu, ale wierzy w to, co piszą ci, o których mają kiepskie mniemanie?

Ej no, ludzie no!!!

Nic to… powiedzmy sobie szczerze, że nie damy rady tego zmienić, a uświadamianie innym, że może istnieć inna prawda niż ta celebrycka jest proszeniem się o strzał w głowę, co to nie trafi i pozostawi cię rannym, boleśnie, chociaż… powinni byli w brzuch strzelać. Ale wiecie, pewno znowu nie doczytali. LOL

Albo w jakimś filmie tak było…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Bzownik… została wyłączona

Pan Tealight i Koszmar Październikowy…

Koszmar Październikowy miał opóźnienie…

No wiecie, komu się nie zdarza, jedni zapominają tego, inni tamtego, gubią się w czasie, marketach, czy gdzie tam, kostnicy może…

On zwyczajnie był tylko jednym z nas!!!

Problem był w tym, że jednak jak on już się ogarnął, jak już miał wsio w sobie i przy sobie i wydalił to, co jednakowoż nie było mu potrzebne, no wiecie, wszyscy czasem potrzebujemy takiego wydalenia, nie oszukujmy się, Koszmar nie był tak bardzo inny od zwyczajnego człowieka, nawet majtki nosił, a że z fioletowej koronki, no to wiecie, raczej już jego sprawa, czyż nie?

I pasujący do niego biustonosz.

Zeróweczkę, ale jednak… z troczkami z przodu.

I małym diamencikiem rzezanym w różyczkę lekko opalizującą w świetle, nie, nie pytajcie skąd to wszyscy wiedzieli. Lepiej nie. Serio nie. Po prostu nie chcecie wiedzieć… no co? No przecież w końcu przyszedł pod koniec Listopada, gdy ten już był spakowany i pewny tego, że jednak walacje w Portugalii mu wypalą, bo rzelot będzie, znaczy na jutro, więc wiecie, no udało się…

A nagle on przyłazi.

Ech…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Śpiąca nimfa” – … oj, po pierwszym tomie miałam nadzieje, oczekiwania i…

Ja pierdziele!!! Ta autorka mnie wykończy!!! Będzie w ogóle więcej, kiedy? Już? No weźcie no?!!! Dajcie czytać!!! Oczywiście, że sprawdziłam, wiem jak wpisać sprawy w wyszukiwarkę, ale jednak, kurde no… kiedy, jak, co?

Chcę już…

Bo choć ta opowieść miejscami mnie wkurniczała, to jednak nie pozwalała się od siebie oderwać, jednocześnie mieszając tak we łbie, że nie chciałam jej skończyć, bo wiedziałam, że jak skończę, to wyjdę z tego świata, onej mityczności, historii/opowieści, która zahacza o sprawy i czasy wciąż jeszcze tlące się w ludziach, które zmieniły nas na zawsze, które nie pozwalają często naprawdę z kimś się związać, co gorsza…

… zrozumieć.

Ta powieść może zmienić wasze postrzeganie świata, ale też wiele nauczyć.

Nie tylko o ludziach, o których się nie mówi, o specyficznej grupie etnicznej, która wciąż próbuje przetrwać. O górach, drzewach, naturze, spoglądaniu w głąb siebie, poświęceniu, demonach przeszłości… jakby tak naprawdę sama kryminalność była tylko… cóż, początkiem? Przypadkiem? A może jednak czymś mniej nawet… po prostu się wydarzyła, a staruszek, który milczy, w rzeczywistości mówi tak wiele, bo milczenie to czasem zbyt wiele słów. Aż zbyt wiele.

Genialna książka.

Można czytać bez pierwszego tomu, ale nie polecam.

Uwaga! Zawiera słodką, wolną, cudowną pogańskość!!!

Ciepło…

No wiecie, ciepło jest i tyle.

Strasznie to dobijające. Tak prawdziwie, że człowiek zimy nie ma. Niby, kiedy to miał taką prawdziwą? Wiecie, jak czuł, że mu smarki zamrażały się w nosie. Gdy siadał na przystanku, czekał na autobus i już powoli dochodził do tego momentu, gdy przestawał odczuwać zimno, a potem, w autobusie, który grzał jak szalony – jeśli miałeś szczęście, to przez spodnie się czuło jak bardzo rozmrażanie boli.

Naprawdę pieruńsko!!!

Nie wiem, ale wydaje mi się to takie teraz dziwaczne, że pory roku to tylko kalendarzowe, albo wiecie, wyprzedażowe pierdzielenia. No i… przede wszystkim, szczerze, po kiego ludziom tyle kurtek i płaszczy?!! Przecież sorry, ale zimno, tak futrzarsko zimno to jest ino w kilku miejscach na ziemi…

… a i tam już…

… coraz cieplej.

Dobra, rozumiem, ale nie chcę teraz rozmawiać o ekologii, ociepleniu, klimacie i tak dalej. Mam dość gadania, chodzi mi tylko o one czucie.

Smutek…

Smutek, to chyba wszystko, co teraz wszyscy mają.

Może i niektórym udaje się to jakoś obejść, może i udają, może mają dobre leki…

… ale jakoś ten smutek przylepił się do ludzi, przerodził w gniew i wszystko jest tak bardzo, mocno, koszmarnie bolesne. Niemiłe. Brak julemarketów w tym roku jest taki wstrząsający. Oczywiście, że światełka migają tu i tam, choinki na ryneczkach postawione, ale to wszystko jest tak niesamowicie, do końca, idealnie, wprost podręcznikowo dołujące…

… że lepiej nie.

Lepiej po prostu zwyczajnie, jakoś tak.

Nie wiem, ale nawet introwertycy to zauważyli, że im odbija. Nie żebyśmy nagle chcieli do ludzi, nie o to chodzi, ale jednak ona energia w powietrzu jakoś tak nie tylko zgęstniała, ale się zmodyfkowała i jeszcze… wiecie, migruje i mutuje…

Tia, mutowanie to ostatnio jest w modzie, co nie?

Ale miało być o energii.

I wciąż o niej jest.

Wszyscy jesteśmy energią i tak dalej… ale… jak energia, to i bomby, a jak to, to i wojna… wiecie, ostatnimi czasy w Danii modnym temetem był napad Polski na Danię! Nie żebyście coś teraz takiego planowali, wiecie, z przeszłości, ale zawsze można przekierować wkurwa z siebie, na coś innego…

Kogoś.

Kraj…

Nie ma znaczenia, że to Rosja, czy też zaraz, jak to było, Związek Radziecki… no weźcie se książki od historii i CCCP sprawdźcie, czy wtedy tak się nazywali, a może to już inaczej, one republiki… mocarstwo…

I tak, oj ostatnio Duńczycy nienawidzą Polaków, zresztą, to zawsze była Afryka Europy, co nie? Czyż nie tak nas wychowano?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Koszmar Październikowy… została wyłączona

Pan Tealight i Nimfa…

„Tak właściwie…

Gdy się zastanawiacie nad definicyjnością nimfowstwa, to co przychodzi wam do głowy… tudzież, no wiecie, jakiej tam części ciała co to u was odpowiada za myślenie, no chyba, że jesteście niecieleśni, to wtedy… wiecie, w dzisiejszych czasach, to kurde trzeba być politycznie bezpiecznie poprwnym…

… lepiej za wiele niż za mało…

Naprawdę.

Ale Nimfa… no tak, ona.

Widzicie, istnieją byty, które są tajemnicze. Które w jakiś sposób od razu dają wam do zrozumienia, że ich nie poznacie, że nie ma szans, że możecie sobie dać siana i ogólnie mówiąc, wszelako wszystko olać… ale ona, nie, to było coś innego. Taka młodziutka, a przecież Pierwsza, z Pradawnych Najstarszych… Wszelaka ulotność, wodność kropel wiosennego deszczu, moc spadajacych strug wodospadów, wszelakie szepty rzeczne, strumyczne i jeszcze te kawałki lodu wpadające ci pod koszulkę w najmniej odpowiednim momencie…

Lodowy skurcz.

Ból.

Nie, ona nie była tajemnicza… była tajemnicą.

Jej idealną konstrukcją, jej wszelakim niedopowiedzeniem i jeszcze czymś, czego nikt nie potrafił opisać, a co mogło być wyłącznie wyszeptane.

Czasami…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

I znowu wieje…

Nie wiem skąd bierze się ten dziwny strach, brak dobrych uczuć, w ogóle, czuć wszleakich innych niż… trzęsaće się wewnątrz mnie flaki. Zaciskanie żołądka, niemożliwość oddychania, zapominanie o tym, strach by opuścić próg, a nawet przemieścić się gdzieś w obrębie domu…

… bo przecież zawsze ktoś może wtargnąć w mój świat.

Zawsze…

Dobra, może Jehowi już się znerwicowali, Mormoni podobnie… może i odpuścili, a może wieści o wiedźmie wariatce w końcu się jakoś, no wiecie, ustaliły w społeczeństwie? Może? Nie wiem… wiem jedno, wciąż są jeszcze dziwni listonosze.

Tudzież w ogóle… doręczyciele.

Mamy takiego jednego, co to zabiłby z chęcią.

Serio, jak ino wjeżdża na podjazd, już wiadomo, że to musi być on. Wściekłość i wkurw podążają za nim. Wie dobrze, że marzniecie, ale przecież nie macie wyjścia, chociaż nie… mam wyjście, mogę kichnąć. Mogę zakaszleć, mogę też zamknąć drzwi i odejść… przecież jesgo zasranym obowiązkiem jest zostawić najwyżej przesyłkę w sklepie kurna… mogę go unikać, ale ja kurna miła jestem… z czym, trzeba walczyć. Bo Dania, to nie jest kraj dla miłych ludzi.

Tutaj należy dbać tylko o siebie, sprzątać ino dookoła, donosić na sąsiadów, być oszukańczym skurczysynem i kłamać cudownie. Coś dla mnie, w końcu mogę być suką i w ten sposób wtopić się jakoś w tłum.

Będzie trudno, ale się wyszkolę…

Oj tak!!!

I znowu wieje…

Morze szumi właściwie jednostajnie, ale nie przynosi tym razem onych pozytywnych uczuć, a przynajmniej nie dla mnie. Jakoś tak, się boję. Strasznie się boję, jakbym wiedziała, jakbym była pewna, że to wszystko, co przede mną…

No i dlatego wolę żyć teraz.

Tylko z oczekiwaniem na wyjazd do Szwecji, w ryty i drzewa, łosie, tylko to mnie trzyma przy wzmaganiu w sobie potrzeby oddychania. Wdech i wydech, takie to czasem ciężkie… ale nie da się inaczej. A przecież, nic się nie dzieje, tylko wieje. Morze pięknie szumi. Ale wiem, że coś wisi nade mną, coś się już nie skrada, już tu jest, nosz kurna jak toto dorwę, to z dupy mu wyrwę co ma… nie wiem jeszcze co, ale przerobię to na galat i to z przyprawami, w cholerę!!!

Znacie galat?

No weźcie, jak to nie… ocet do niego potrzebny…

Gdzie ja ocet znajdę?

Ale… kurcze strasznie wieje, dzięki czemu moje zatoki przypomniały sobie jak TO się robi i napieprzają mnie w pełni i radośnie. Pewno, że macie w Polsce leki na to, tutaj ino wiadomość mam o tym, że w Polsce są leki… skurw… biiiip… nie no, żeby się tak zachowywać. Ale już po Mikołajkach. Nie oszukujmy się, dobrych wieści brak, niespodzianek, na które się czeka, o które może i człek się nawet, choć niewierząco, ale jednak, może i nawet nieświadomie…

Modli…

Może?

Wieje…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Nimfa… została wyłączona