Pan Tealight i Wiosna…

„Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane nie czuła się najlepiej. I to od dawna… Ale jak już robiło się cieplej, zniknął śnieg, to zwyczajnie spuściła skrzydła, spiłowała pazury i postanowiła zostać kamieniem. Głazem narzutowym, czy jakimś tam pebbelsem. Albo jednym z onych demonicznych, bujających się głazów, co to na Wyspie robiły za ciekawostki dla Turyścizny, albo i legendarne, czy mityczne diabelskie zabawki, ale tym upierdliwym, co się nie daje bujać…

… albo spada komuś na stopę nieobutą…

Tak, chciała zostać kamieniem, ale coby jednak takim mało interesującym, choć bolesnym, wiecie, co to i palec ukrzywdzi i główkę, szczególnie te z powiedzenia, co w rzeczywistości bolały koszmarnie.

Takim kamykiem, zwykłym, co nikogo nie zainteresuje, którego nikt tkać nie będzie, macać, tykać, czy i wszelako podziwiać, czy badać nawet, no w ogóle. Ot po prostu, głazem, nieruchawym może, w końcu choroba lokomocyjna była jej nieodłącznym towarzyszem, dlatego i nigdy nie była sama… nawet jak była sama, to nie była, więc teraz tym bardziej nie była, więc…

… to naprawdę skomplikowane.

Ale było mało wesoło.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Ciepłość, nagła i oszałamiająca pojawiła się z końcem lutego i została… niestety. Przyniosła ból pleców, dziwne wachania temperatury ciała i wszelaką jękliwość mej własnej osoby. Nosz w mordę jeża, no!!! Za jakie przewiny Bogom i Duchom tego miejsca uczynione muszę przechodzić przez one męki… zapewne żadne, bo i Bogowie zdają się kichać, kaszliwać chrapliwie i wszelako, nie czuć się…

… wiecie, w pełni móc.

Taki czas, powiedzą inni,

Covid, dorzucą słuchający ich, a ja, a ja wam powiem, że nadmiernie kocham i jesień i wielbię wysoce bardzo, szalenie, wprost mocno sadystycnie nawet… zimę i nie lubię wiosny ni lata. Ale tak, oczywiście, że można zrobić piękne zdjęcia i tak dalej, ale jednak, to słońce, tyle światła!!!

Za wiele tego świała.

Słońce coraz bardziej niszczy moje dni.

I noce…

… w końcu dni wydłużają się niemożliwie szybko, za szybko jak na mój liking, no ale, co zrobisz człowieku? Nic. Nie przeskoczysz onych pór roku, więcej, kochasz je, ale masz swoje preferencje. Zwyczajnie. Wolno ci, więc… twoja dusza wybrała. Nie znaczy to, że nie zauważasz piękna premian, onych liści świeżych, pącków, gołych gałęzi nagle się zieleniących, kwiatów, ale… tęsknisz za tym, co kochasz najbardziej, w czym czujesz się najbezpieczniej, dziwnie, najbezpieczniej.

Co cię inspiruje…

Przemiany, znajome, w których co roku odkrywasz coś nowego… coś przegapiasz, coś sobie przypominasz, coś…

No cóż…

Taki przeskok, od minus 11tu do plus 10 w krótkim czasie jest mocno… bolesny dla moich zatok i wszelakiej osoby. Ale przynajmniej widać, że w końcu ten mróz był, w znaczeniu ziemi, bo cholerne chwasty, które domagały się atencji od mojej skromnej osoby w styczniu, zniknęły. Ech, to jest piękne, minusowo i wracają do iemi. Oczywiście, e nie jestem nawina, wiem, że zaraz na mnie wyskoczą, tak jak one ranniki i przebiśniegi, które wychyliły głowy od razu, jak tylko temperatura dotarła do zera. Gdy ino śnieg stopniał już tam były, w onej trawie, lekko podduszonej, ale zielonej… na tej plaży, tak zmienionej, bo w końcu plaże to mają do siebie, że się zmieniają…

Co roku.

Słońce zachodzi…

… początek marca, niebo barwi się lekko krwiście, nawet nie różowo, a raczej miesiączkowo, kolejna pełnia, szaleństwo owłosionych inaczej. Swiat też szaleje i cłowiek wie, że w jakiś sposób to go dotyka, ale jednak, mimo strachu, mimo onych wszelakich pogróżek tej, czy tamtej strony, tak naprawdę liczy się przetrwanie kadego dnia… i tyle. Wyciągnięcie  onego istnienia czegoś więcej. Tworzenie, poznawanie, nauka… uciecka, zmiana, przemiana.

Może i siebie?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wiosna… została wyłączona

Pan Tealight i Pan naViking…

„Właściwie, to pomyślał, że powinni się jednak przygotować, no jakby co. Jakby jednak miało się coś wydarzyć, w końcu na Wiedźmę Wronę Pożartą Przez książki Pomordowane nie mógł liczyć, nią musiał się zająć. I może i mogła sobie udawać, że jakby co, to ona sobie da radę, to wszyscy, wyłącznie z szacunku, całkowicie wątpliwego, ale jednak istniejącego, nie zaprzeczali, jednak… wiedzieli swoje. Wiedzieli, że ona sobie rady nie da. Szczególnie sama… jakby co, to ją Kosmitowie pierwszą porwą, coby na karmę przerobić, a potem będą żałować, bo nawet pośmiertnie doprowadzi ich do szewskiej oraz stolarskiej pasji.

Albo zwykłej pasji pasji… też bolesnej.

Dlatego postanowili, po krótkiej, lecz długo trwającej naradzie, cóż, te definicje w dzisiejszych czasach naprawdę nie były stałe i logiczne, postanowili i ustalili, że czas powrócić na drogi sprawdzone i wszelako wyżyte… znaczy, renomę mieli, miejsce, nawet jakaś łódka by się znalazła… tylko broń… o to się kłocili, bo w końcu nie można było niczego marnować. Każde mięsko trzeba w weki, każde kości na przemiał, albo fancy dzwonki, tudzież inne urządzenia morderczo muzyczne, no i skórki, wiadomo, skórki zawsze bardzo istotne.

… więc potrzebowali nowego mentora!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Ostatni, który umrze” – … ta książka est bolesna. Jest jedną  tych powieści, które zajmują się niepewnością i dziećmi. Małymi dziećmi i większymi. Ale wciąż dziećmi, które można okarżyć o zbrodnie, które należałoby oskarżyć, albo też… nie, właściwie, w ogóle nie powinno się brać pod uwagę… patrzycie na dziecko i widzicie niewinność. Tak mamy zakorzenione w głowach. Dziecko równa się niewinność. Może być upierdem, ale jednak… nawet te bijące dzieci, to dzieci, które przechodą pre fazy, te uywające niecenzuralnych słów, to samo, wina dorosłych, ale co ze złymi dziećmi, one istnieją… małymi dorosłymi, którzy… nie, wcale nie twierdzę, że bohater jest taki, po prostu poruszam temat. Małych morderców… jednak w tym wypadku Teddy, bo tak ma na imię, wydaje się być niewinnym, ale czy do końca? Jego życie przepełnia zbrodnia, a on jest jedyną, łączącą wszystko linią…

I co teraz?

Niewinny?

A może…

Nie, nie mogę nawet tak myśleć, wkraczam w tę powieść i połykam ją, ale też i staram się zapanować nad nadmiernym myśleniem. Bo jeśli dziecku odebrano niewinność, albo takim sie urodziło, to w co wierzyć? A co, jeśli zbrodniarzem zwyczajnie się rodzisz, lub kształtuje cię to, co widziałeś za młodu… Czy należy zwracać uwagę i uwaać na tych, który przeszli zbyt wiele?

Należy… wystarczy spojrzeć na opis seryjnych morderców…

Od czego to się zaczyna…

Dobra książka, bardzo dobra, ale i bolesna. Oczywiście spotykamy nane nam policjantki, wchodzimy te w ich życia, jak zwykle, najome kąty, postacie, wciąż się rozwijajace, bo seria ma już swoje lata. Rizzoli i Isles są interesującym tandemem. Wysoko inteligentna, ale obarczona własnymi demonami lekarka sądowa i policjantka, rodzinna, ale też naruszona przez przeszłość, z dziwną teraźniejszością…

I tak, wiadomo, że wielbiciele autorki sięgną po tę powieść, bo tak, jak zwykle, ale jeśli nie znacie serii, hmmm, można przeczytać, no problem, jednak…

… coś się traci…

Połowa lutego…

Mróz…

Po raz pierwszy od tygodnia lekkie słońce, nie wieje.

Ja pierdziele, ale dziwnie, ale mocno cicho!!!

Idę do lasu, a tam miejsce, gdzie ino zając nasrał, dużo srał jakby uciekał i popuszczał, nie oceniam go, stwierdzam fakt. LOL Poza tymi bobkami i jego tropem, nic więcej. Cisza i śnieg. Biel i ielenie… gdzieś tam miejsca zapomniane, nieodśnieżone, bo wiecie, co jak co, ale nasze służby drogowe wszelakie nie pracowały mono tej zimy. I tak to uchowała się część Almindingen całkowicie zaśnieżona. Nawet wiatr tutaj niezbyt szemrał, bo i na gałęiach coś jest… i tak człek se idzie, mniejsza o to, że wpadł w wodę do podwozia i teraz zamarza mu lewa noga, mniejsa, że jednak, co jak co, ale te rękawiczki trzeba było wziąć, a nie zostawiać w aucie…

… na co on sobie je założy?

Na opony?

Idziem…

W śnieg. I piękne to jest… prawie przez miesiąc mieliśmy śnieg. Gdyby nie tyle wiatru, to monaby po prostu łazić po lasach, ale  powodu wiatru człek uwięiony był w ścianch i ino se patrzył na biel. Czasem próbował wyjść, ale zatoki od razu wbudały w nim poczucie strachu, że oczy jednak wypchną, niepewności, czy mogą, oraz zawodu, gdy się im poddawał… i tak ino patrzył…

Ziemia zamarnięta…

W drugiej połowie lutego pojawił się pająk…

Nosz kurna no!

Jeszcze nie ciepło, a tutaj… potem a nim drugi, uwierzcie mi, serio ten chiał mnie zjeść, stał i patrzył się, więc rzuciłam w niego telefonem, oburzona tym przedstawieniem, nie płacił w końcu za tickety!!! Ruciłabym i telegrafem, ale to już chyba niemodne? Zresztą, nie mam… Książką nie chciałam, trudno się je czyści, ale jak trzeba… patrzcie, kiedyś człek miał gazety, a teraz…

Ech…

AI mnie wkurwia, ludzie też, a najbardziej to, iż ostatni tydień lutego otoczyło jakieś badziewne afrykańskie powietre i zrobiło się ciepło. Serio? Kto to wymyślił… tak, wiem, nikt nie wymyślał, ale… ziemia rozmarzła w okolicach 24tego i tyle. Przynajmniej u nas. Można sadzić cebulki, można… osiem stopni?

Serio, jutro ma być osiem?

Nie, ja się nie zgadzam!!!

Mam prawo jeszcze do miesiąca zimy!!!

No ale, na razie prawo mam ino do wyborów w marcu, które mogą mieć problematyczne przejścia, gdyż DAO daje dupy. Nasza nowa poczta już została skazana za ostawianie listów z wynikami badań nie tam gdzie trzeba, znaczy jebnęli to na podłogę i każdy mógł w szpitalu sobie w tym grzebać, a wiadomo, to dane poufne… i tyle. Ja wciąż dostaję listy  grudnia, mam opóźnione wszelakie inne sprawy, bo wiadomo, zastoje. Bo oni nie wiedzieli, że tyle tej poczty, bo może jednak… pssst… to był zły pomysł z tym Post Nordem od samego kurna początku? Hmmm?

A my karty pocztą dostajemy… wyborcze i co teraz?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pan naViking… została wyłączona

Pan Tealight i Życzliwie Nieżyczliwy…

„Nie ukrywał tego.

Zawsze uważał, iż najważniejsza jest uczciwość, w końcu w kłamstwa i tak ludzie wierzą, a w prawdę dziwnie nie, więc kotłowanie ich umysłów w końcu zaczęło się stawać jego codzienną rozrywką. Ot zabawą, jak dla innych szopping przez internet… wiecie, te konsumpcjonizmy. Tutaj ciuchy zbyt tanie i za małe, tam zabawa z umysłami. I tu i tam ilość może przytłoczyć…

Zawsze.

Po prostu mówił jak jest, nieżyczliwie, świadomie, że ich to wkurwi, ale niczego nie mogą zrobić, bo on prawdę ino głosi… tyś brzydka, tyś durna, tyś za gruba, ty za to ubrany jak baba, ty wyglądasz jak wyglądas, ale mógłbyś pachnieć milej… no przecież sam to cujes, czy nie? Serio… Covid?

Bo jak walczyć z prawdą?

Można nazwać ją kłamstwem, manipulacją, czy też ill doing, jednakowoż, na dłuższą metę ona wypłynie… jak oliwa wrednie sprawiedliwa. I on to wiedział… dlatego też spisywał swoje wspomnienia, listy tworzył, dzienniczki, gdzie się dało, na czym się dało, kiedy tylko mógł, ze światłem, pod światło i bez niego… pisał i podpisywał się zawsze Życzliwie Nieżyczliwy… bo nim był. Nienawidził ludzi, choć podobno  nich pochodził, to nigdy jakoś tak nie cuł onego związku. Rodziców nie znał, matki nie ssał, ojca nigdy nie kopnął w łydkę, siostry nie ugryzł w mały palec ręki lewej… nie pamiętał. A jak nie pamiętał, więc… cóż, to nie istaniało, się nie wydaryło… zakapturzony osobnik, wysoki i chudy, kościsty nawet, śmierci podobny, onej ukejowskiej…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Ukryty port” – … oj lubię. No ostatnimi caasy, jak tylko coś z Portugalii, Hiszpanii, czy też Italii nowe się pojawia w klimatach kryminalnych, to mnie korci i nęci… Redondo na pewno nie przebiją – choć akurat użycie akurat tego nazwiska mnie rozbawiło, ale są imiona, których nie zapominam, szukam wciąż, czy napisali coś nowego… Maria Oruna to kolejne takie nazwisko, bo choć ona trylogia, a przynajmniej na razie trylogia, może coś się zmieni, to opowieść względnie lekka, krwista tylko miejscami dziwnie eklektycznie „spooky”, to jakoś tak mnie kupiła. I choć bardziej to historia rodziny, onego bycia w niej, bycia poza nią, tworzenia nowej, to też to opowieść o społeczności, o przeszłości historycznej wielu nieznanej…

Historii brutalnej, naznaczającej dorosłość.

Świecie, który jest na listach wielu: do zobacenia, a który skrywa tak bolesne tajemnice. Przerażające momenty. I tak, trzy książki, całość kompletna, intrygujące osobowości, może nie do końca dopracowane, bo jakoś możnaby było, jakoś no trochę dorzucić tego i owego, to jednak, chyba wtedy byłoby za wiele, ale…

… chcę więcej!

Oto jest zamknięty świat, który ożywa na czas sezonu, oto jest mężczyzna, który zmienia swoje życie, pozostawiona mu villa a w niej i zwłoki… Oto jest opowieść… jego i jej, policjantki, która sama ma już za sobą one doświadczenia, trochę zbyt wiele na barkach, ale to jak my wszyscy przecież. I tejemnica miłości, uczucia i marenia… które w dziswny sposób, mimo wsystko, wciąż się plecie…

Oczywiście wszystko, w onych prawie egzotycznych dla wielu, klimatach.

Z cyklu przeczytane: „Złodziej fal” – … zakończenie…

… no wiem, nie po kolei, ale… ale wiedcie, że jak sięgnięcie po środkową powieść, to przyjdzie wam na myśl, iż jest przecież coś jeszcze, przyjdzie wam na myśl właśnie to, co czeka na was tutaj, i się nie rozczarujecie. No, chyba że myśleliście o czymś cakowicie innym… LOL

To się musiało wydarzyć.

Jej przeszłość, jego przeszłość, nie mogły tak po prostu zamilknąć. Musiały wybrzmieć do końca. Pojawić się niepewność, czy naprawdę tego chcemy, czy ona, czy on, czy przyjaźń, czy miłość… i zwłoki. Bo przecież bez zwłok, bez wielkiej podróży, tajemnicy, zbrodni, niczego by nie było.

Cała tajemnica, czy też moc w tym, iż powieść, w znaczeniu: całe trzy tomy, jest bardzo dobrze rozplanowana, ale to można łatwo przewidzieć. W końcu widzimy luki w treści, i jakby czekamy na ich wypełnienie. One trupy, wątki policyjne często są ino dodatkiem… z jednej strony możecie wybrać, czy wolicie zbrodnię, czy historię onej pary, tego świata, z drugiej, razem, to takiw prawdziwe życie. Lustrzane odbicie… Ludzie narzekają na tempo narracji, ale mi odpowiadało. Tak, wlokło się miejscami, ale ja akurat jestem opisowa, no kocham dopieszczanie mnie słowami.

Czy to kryminały? Tak, ale bardziej społeczne opowiastki o niewielkich populacjach. Bardziej pełne wejrzenia w świat, psychologia, thriller, tudzież coś… jakby więcej. Niezapominanie o tym, iż człowiek nie tylko macha nożem, ale też czasem, zostaje do tego uwarunkowany, a czasem, po prostu… to wypadek? Lub, chcemy tak myśleć, bo tak jest wygodniej…

Polecam.

Z cyklu przeczytane: „Miejsce przeznaczenia” – … Suances. Olivier i Valentina Redondo… Och, te smacki speleologiczne, ino kurna nie mieszajcie archeologii z pelontologią, bo wybuchnę! Te tajemnicości, on ponał ją, ona jego… i nagle trup na trupie trupem… a w dłoni kadego moenta… ale co to ma wspólnego z naszymi bohaterami? No dobra, nasza policjanta ma robotę, ale nasz właściciel dobre prosperującego hoteliku chyba raczej nie… chyba? Nie no, przecież co jak co, ale on tylko…

No dobrze, tak jak pierwsa powieść była bardziej skupiona na samym miejscu, tak ta dociera nawet do Polski, a tak, macie i polski elemencik. Ekhm, wielokulturowo i „spicy”! Aczkolwiek patrząc na tę powieśc z onej przestrzeni czasu, smutno trochę, jakoś tak… dziwnie nostalgicznie się robi. Bo tak jak pierwszy tom przedstawiał historię sprzed II wojny światowej, tak teraz mamy opowieść o wojnie o współczesność… wojnie, która może i się jescze rozwinie, która może wcale nie ma tak czystych autorytetów i prawd nie broni… może jak wykle chodzi o… pieniądze?

A może…

Miłość?

Prosektorium miesza się z archeologią, ona znowu ze speleologią, Hiszpania tchnie pięknem nadmorskich miastecek, a ludzie, cóż, przyjezdni…

Most zawsze mnie fascynuje… kiedykolwiek nim przejeżdżamy… tunel, a potem woda, albo wyspy, wiatr i te pilary, niebezpieczne igranie z grawitacją, morskimi duchami, w oddali wiatraki, dziwnie utopijny świat… a potem Szwecja.

Nagle.

Znaczy ostrzegają, nie żeby coś, są napisy na górze i na bokach i na drodze są też… i ostatni zjazd jest, jakby chcieli cię jednak, tak za wszelką może i, dostępną cenę, odwrócić, zawrócić, zniechęcić… ale nie, ty się nie dajesz, zresztą, podróżowanie z Ystad na Wyspę jest szybsze. No błagam i w Ystad wciąż mają coś na kształt poczty! Kocham Danię, ale jednak w pakiecie ze szwedzkimi klopsikami, znaczy tymi tam, mebelkami, klopsików nie jadłam od wieków…

Nie stać mnie.

LOL

Ale… jak ju w Szwecji, znacy Malmo, to polski sklep jeden, drugi, potem poszukać notesu, nie ma, ale znalałam Smiski, w tej Emporii dostaję pierdolca, tyle tych sklepów, drzew nie ma, znaczy są, no i liście, małpigaj rąbany, ale to jednak cywilizacja dziwna… w kiblu niezbyt dobrze pachnie, ale jest za darmo, więc… zgubiłam się tylko 3 ray, jak zwykle chyba… prez prypadek zupełny trafiłam na podówjną taśmę, by potem się zastanawiać, dlaczego na rachunku  karty jest jakż nastoletnia suma SEKów… widzicie, tak to cłowiek sobie potrafi skoplikować życie.

Łatwo.

Potem IKEA… szybli sprint po świeczki, a tam… nie ma ich. Jest biała ściana… nie ma świeczków, no serio, porąbało kogoś? I tak, nie, nie gadamy po duńskiemu w Swecji, to nie ma sensu, w Norwegii tym bardziej, macie reelsy jakby co, się możecie pośmiać  copperowego garnka, kurna, jak jest copper po polskiemu? Wiecie co, od czasu, gdy się dowiedziałam, że nowe tłumaczenie gospodarza płci odmiennej, to gospodarzyni, to mnie pokręciło. Ja rozumiem, że polska język u mnie to krzyki grających w DBD czy też dubbing filmów ze starych czasów, ale…

… źle jest…

Z drugiej strony walić to, candle to candle… się okazało, iż chyba przemeblowanie, czy coś i nie ma, ino jakieś resztki, drogie na dodatek to wszystko, ja nie wiem co z tymi cenami, no ale… pieprzyć to… uciekajmy stąd, ten kontakt z ludziami to przekleństwo jakoweś! Serio! Nie wiem kto na to mi zezwala.

… i tak z niedźwiedziem z Kopenhagi, Hirono i Skullpandą oraz resztkami świeczek szwedzkich, robionych w Polsce, i białym serem , który prejechał kawał, a teraz wraca pół drogi morskiej, my wracamy do Ystad… by zerknąć na mapę morską i zrezygnować z posiłków jakichkolwiek…

Znaczy… ja i tak nie jem nic w takie dni, cy też doby raczej, gdy wyjedamy, bo u mnie paw obigatoryjny… ale teraz, zacełam się bać mimo leków… wiecie, najpierw krótkie cekanie na prom, kurna, w elektryku jednak ciepło. Potem prom, niby wszystko na czas, no problem, rzygalnych plam nie ma, ale ju widziałam jak nas ustawiali, ju kurna ten lekki strach w ocach, koła aut dygają się lekko, łańcuchy prygotowane, te takie trójkąciki, wsystko… i tak kurna se myślę, roglądam się patrząc na te biedne auta, gdie na prestrzał widzą wodę, e jaby co, to jedną stroną wleci, drugą wyleci…

No katamaran, co nie?

Diury ma!

Ale… miejsce mamy tam gdzie zwykle, mniej więcej, znaczy na froncie, czubie, za szybką, przy stoliku. Ludzie polecieli jeść, inni wyciągają własne kanapki, kawę pije co druga osoba, a może ino ja zaniżam tutaj matematyczne wyniki? Średnią oną bezczelnie niszczę? Walić to, początkowo, to bujało tak trochę, okay, tak mocno, ale, czasem se myślę, że może człowiek do pewnych rzeczy już przywykł, może jednak nie, nie wiem…. a potem głos kapitana, aż mu się akcent bornholmski włączył, pewno pomyślał, że jak ktoś w taką pogodę, to wiecie, no ino z musu płynie, więc wszyscy swoi… i pewno miał rację… że fale 2 czy 3 metry, ale ino w pasie swedzkim, że jak dotrzemy do kurna naszych okolic wyspowych, to już będzie leciutko, nic właściwie… i chwilę po tym jak kurna wybrzmiał… czasem, to myślę, że morze się w kamień zamieniaa.

Taką wiecie drogę nieubitą, ale miejscami z głazem narzutowym, i w ogórę i w dół i na boki i coś łupnie, talerze… mimo leków mój żołądek stwierdził, że on coś znajdzie i jednak podzieli się z innymi, z chęcią wielką…

… kurna zdrajca jeden!!!

Obrzydliwiec!

A kątem drgającego oka widzę wpierdalającego… jakby niby nic się nie diało i połowa promu nie myślała o tym, że ostatniej woli nie ostawili, jakby laska prede mną na podłode nie leała nie bacząc na mikroby, zieloniutka… jakby połowa ludzi, który chciwie patryli na nas stolik nie zrejterowała na środek obiektu pływającego, bo tam najmniej czuć podobno… Podobno… wpierdalającego w spokoju wieczystym, chyba warzywno rybną sałatkę, kolesia. Na przeciwko mnie podskakując na fotelu, bo pasów nie przewidzieli, pijąc piwko sobie jednocześnie, jakiś stary morski pirat, co to zdjął na razie opaskę i nogę drewnianą odłożył…

No tak rąbnęło kilka razy, że fotel z zadkiem się rozstał…

Pół godziny takiej zabawy. I wiecie co, kurna, jeszcze to bujanie rozumiem, te fale i tak dalej, ale te dźwięki, jakby ono alumenium się ze skałą zderzało. Jakieś rąbania, łamania, tarcia! Huki! Co to ma być… precie to woda! No imno było, ale lodu nie było, tak ciemno było, mogłam nie zauważyć, ale serio, a sałatkę wpierdolił do końca, pirat piwo wypił, zębów nie zgubił, choć… moe nie miał? Te szkorbuty? I nie, nie zwrócił. Spokojnuśno tak… ino se podtrzymywał te sałatkę…

A… kurde, i ludzie podobno płacą za taie reczy w jakowyś parkach rozrywki… ja ju nie wiem. Wróć, też zapłaciłam!!! LOL I tak, koło Wyspy to się uspokoiło, zdążyłam obiecać tyle Bogom, że teraz się będę wypłacać przez jakiś czas, ale wciąż mnie telepie… a to już trzeci tydzień idzie.

PS. Grobów kopać nie mogą… to takie info sprzed 2 tygodni, ale chyba wciąż na czasie, bo kiedy to wykańczam, to jest 16ty i minus 7 było. No klient chyba poczeka, raczej nigdzie nie pójdzie, co nie?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Życzliwie Nieżyczliwy… została wyłączona

Pan Tealight i Pritti…

„Pan Pritti był mały i siedział w wózeczku

I przyszedł Pan Doktor,

się masz jakoś Prittieczku?

Ten na to, że nie wiem,

że bytności swej niepewny, jednakże azaliż

kółka trza mu naoliwić w te pędy!

Że smaka ma na ser

taki smażony

i frytki do tego i ogórek małosolny!

A potem się można

go nowu zapytać, się jak tam czuje

może coś… odbekać!

Pan Tealight miał ostatnio intrygujące dni.

Jakoś tak sypiał, wiele i dużo, mocno i głęboko, a w tych snach naprawdę walczył, naprawdę się męczył i seryjnie zaczynał ich mieć dość. Ale z drugiej strony nie chciał nie śnić. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane zawsze mu mówiła, iż brak snów, to największy, oraz całkowicie najprawdziwszy z  koszmarów. Pożeranie przez pajączki, takie wrzące, małe, wścibskie i zboczone, to przy tym pikuś… nieposiadanie onych momentów, tak rzecywistych, chociaż…

… może to teraz było snem?

A może jednak…

Nie?

Tylko te wszelakie byty dziwnie kłębiące się u progu Białego Domostwa, niektóre nawet ometkowane, choć jak zwykle niechętne sprzedaży, ale zawsze chcące coś kupić… za darmo lub szczęśliwe fasolki… na prykład wiedźmę składaną, czy demona do samodzielnego montau, z sosny wciąż się lepiącej od żywicy…

Były nazbyt niesenne…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Okay, nie wiem, może raz było tak, by tak ładnie śnieżyło… i to w Szwecji, i Danii też! Alleluja!!! Śnieg! Okay, nie jakieś tony, ale jednak… drogi oczywiście raczej czarne, ale i zimno i wietrznie i śnieg, nosz zima kurna… ale w te pędy najpierw przez Ystad do mostu… Bo przecież do Danii trzeba wrócić, na chwilę, a w Danii na terytorium Polski, jakkolwiek dziwnie to brzmi, zaliczę tego dnia trzy kraje.

LOL

Na szczęście most działa, znaczy otwarty…

… wiedzieliście, że podobno tak dobrze im idzie mostowym trollom, że spłacą się szybciej z tych tam pożyczek i nie, nie obtanią z tej okaji mostu, choć podobno nad tym myśleli, HA HA HA cholera jasna perkele satana, nie, ale podobno ulepszą coś tam, może docerują, nie wiem, pewno sobie wypłacą…

… jak zwykle.

PS. DAO dao dupy… ale, to inna opowieść. EKhm… denerwująca i krzyżująca moje plany, prawdziwy upadek wszelakiej inteligencji oraz brak poszanowania tych, który nie chcą tych cholernych telefonów mieć przy sobie, ze sobą, na sobie, wszelako wolą w ciszy skrobać na papierze coś… czy osób starszych. Okazuje się, iż wszelkie rozwiązania papierowe, obiecane zresztą prawnie, dają ciała na całego. Sama dostaję listy z września, grudnia, a mamy luty… tia… zobaczymy jak to będzie…

… ech…

Kolejny problem, jak już na tym moście siedzę, znaczy przespałam go, więc dugresje rzucają się na mózg same… Okay, no sorry, aviomarin sprowadził ten dziwny bezwład i tyle. Tak to jest i jakoś tak wolę, mniej stresu. Chociaż to ja wiem, gdzie są noże do przecinania pasów i tak dalej. No co? Myślicie, że nie przygotowałam się na wypadki wszelakie i widziane w literaturze… oczami wyobraźni tym straszniejse? Oj się przygotowałam. W ramach prawa oczywiście, bo nam nie wolno dłuszych noży i sprężynowych i trawki…

… i…

… jak widać poczty też nie wolno?

No ale…

Kopenhaga i śnieży… 

… i tak, jak zwykle znalezienie miejsca parkingowego w mieście graniczy z cudem równym obniżkom cen masła, na które trafisz, które będzie i pozwolą ci kupić więcej niż kostkę, tudzież zobaczenie potwora z Loch Ness czy Big Foota, no co? Trolle widzę codziennie, więc… więc Illum. Parking jest, nawet jest coś wolnego, cena, lepiej nie myśleć, nie patrzeć, potem człowiek będie ył na mące i wodie, potem to premyśli, ale jeśli ma załatwić kilka rzeczy w okolicy, to ten parking, to często jedyne wybawienie, i to bezpieczne… aczkolwiek, dziwna rzecz, ale dałabym sobie jednego włoska przyciąć, że ktoś mi próbował plecak otworzyć… dziwne, precież to Dania? Nienawykłam do tego, e w Szwecji tra się pilnować wiadomo, ale u nas…

… ech…

To przez ten brak edukacji.

Nie potrafią idioci biednego rozpoznać.

Miasto lekko ino ludziowe. Boczne uliczki urocze w rytmie padających, lekko zacinających kulek stuyropianu, dziwnie nieprypominających śniegu, ale… najpierw odkrywam, że mają Jellycat w Illumie. No patrzcie, potem popatrzyłam na wejście do sklepu Chanel, no przecież, że nie weszłam, eksperyment przeprowadzam, wejdę kiedyś, promise! Ale goryl był potężny, zdmuchnąłbymnie i urządził wiedźmoeksmisję! Jakie to intrygujące, takie machanie z dystryktu 12tego do jedyneczki… ech, nie było kiedyś takiego programu dla dzieci? Hmmm… Mniejsza, ciekawe, czy by mnie wyprosili, czy Pretty Woman zagrali  szyderczym rżeniem, czy uznali, za sprzątaczkę? A teraz Pop Mart. No co, jest, to chcę w końcu zobaczyć i tak, mam Labubu, a co?

Człowiek miał fioła na punkcie tych figurek wcześniej, ale teraz może na nie popatreć i przynam, pluszowe straciły na jakości, ale te mieszanki plastiku i żywic jak Skullpanda czy Hirono, urzekają mnie. No po prostu rozbierają na części. Ta grafika, te pudełka, tak wkurwiające jest to, że nie mogę sobie wybrać figurki, którą chcę, ale jednak, jak kupujes pierwsze, czy drugie, to jakoś to cię ani ziębi, ani wieje.

Chcę Hirono misia!

Tak, niby jestem dorośłym osobnikiem, ale jakś tak, nie przyznaję się do tego. Trudno te do końca to ropoznać, więc… ale w konsulacie się zachowywałam! Oj, i to jeszcze jaka byłam grzeczna! To Masław nawrescał na babę, co chciała na siłę w kolejkę się wepchnąć. Wiecie co, w Danii, w kolejkę? Serio? Co to, Polska? Chociaż, to chyba terytorium polskie, więc… babapróbowała… zarysuję sytuację, wchodzi kobieta, w pomiesceniu są 3 osoby, pyta się jednej, czy jest ostatnia, ta nic nie mówi, więc ta stwierdza, to ja za panią. Przypomnę, iż w konsulacie zapisujesz się na godziny, a jak ino coś odbierasz, to może wystąpić kolejność przypadkowa, ale jednak, bez walk… choć… ale to babsko było dziwne. Takam nieprzyzwycajona, jakbym osobnika z Matplanety oglądała. No nic, widać baba liczyć nie potrafiła, nie widziała umieszczonych na krzesłach ludzi, ino tamtą kobietę, też tak można. Na razie konsulat odszczekany!

Mam dość.

Ale panie są miłe, choć to fajne! <3

No ale, teraz ino kilka chwil i będiemy z powrotem w Szwecji… jakoś tam więcej miejsca, nie wiem, no i górki są… płaskość terenów zalewowych mnie dobija, no i jescze te pleśnie. Przerażają mnie… c.d.n.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Pritti… została wyłączona

Pan Tealight i Wieloskop…

„… patrzenie.

Podglądanie…

Widzenie tego, co może i powinno być ukryte, może i należy wyłącznie dla innych, tych dwojga za szybą zasłonętą bardzo przejrzystą woalką, firanką, koronkami, lub niczym… nawet oknem uchylonym, ale przecież, na dwunastym piętrze ino ptaki, chmury i aniołkowie mogą coś zobaczyć?

Ino one?

Prawda?

Przecież można się czuć bezpiecznym i cudownie odłączonym od całego Wszechświata, i robić te swoje rzeczy, bo kogo to interesuje, gdy jest się kimś całkowicie zwyczajnym, całkowicie nudnym i normalnym… no dobrze, może akurat to ostatnie, to niezbyt, ale wszystko inne? Nie ma w tym magii, ni czarów, czy też ciął nagich i namiętnych, więc kogo obchodzę… ja?

Siebie?

Ciebie?

Dlaczego ktoś chciałby widzieć akurat mnie?

Przecież to chyba aż ono nadmierne poczucie wielkości, wielkie zadufanie w sobie… nie no: my, ja, nikt nie podgląda, nikogo nie obchodzimy, niewidzialni, ale to odbicie w szybie, te kroki, dziwne cienie…

… coś, czucie ono…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Celsjusz” – … opowieść czy prawda? Tak bardo zawsze nie do końca wiem, czy Elsberg pisze o tym, co jest, czy tym, co araz się wydary, bo co jak co, ale kurna nie zmyśla. Niestety… dlatego powiem od razu, jeśli przerażają was wiadomości ze świata, newsy wszelakie, to ta książka was przerazi. Nie wystraszy zwyczajnie, ale uświadomi, iż mamy, lekko mówiąc, przesrane…

Przejebane.

W dupieśmy!

To już kolejna powieść która opowiada o nas, naszym świecie, o onej rzeczywistości człowieczeństwa, tym razem w klimacie… klimatu. Klimatu, którym się manipuluje, zaskakująco łatwo, ale też nie bacząc na konsekwencje. Mieszając z nad podziw spójną i gładką łatwością prawdę z fikcją, w którą trudno uwierzyć, iż takową jest, autor prowadzi nas przez znany nam świat, naszą codzienność, pokazując, jak łatwo manipulować maluczkimi, jak to ci uprzywilejowani finansowo i pozbawieni skrupułów bawią się naszą codziennością, oraz jak bardzo trującą manią jest…

… cyfrowość świata.

I jak to nagle oni zwykli zjadace chleba są obrzucani kalumniami za to, i śmieją się… oddychać… oto kolejna powieść z przyszłości, a może naszej rzeczywistości, której nie widzimy. Której nam nie ujawniono… oto opowieść o planecie, naturze jej i tego dwunoga, który serio ma skłonności do samodestrukcji i wymyślania wszelakich… estetyk… niesamowita opowieść, ale…

… dla tych o mocnych nerwach.

Niesamowita, ale nie każdemu przypadnie do gustu. Urywane dialogi, rozstrzelenie czasem chronologiczne, w rzeczywistości one prawdopodobieństwa, narracja mocno poplątana, ta powieść wymaaga uwagi! I to całkowitej… jest jak horror, który co prawda wyciąga macki, ale to ty musisz się do nich przyczepić…

… i to sam…

Nadal wieje, ale popłyńmy na kontynent…

Choć najpierw nadmienię, iż jest 6ty i Christiansoe po raz pierwsy od około 10 dni dostali zapasy… bo wiecie, pizga… Stormowo jest od jakichś 3 tygodni i to w wersji raczej stałej, wsczególności dookoła Wyspy, a może i czasem w onym dziwnym pasie zwanym szwedkim, dookoła…

Wiatr jest męką…

A przecież zwykle storm trwa noc, wieczór i dzień może, ale nie więcej, a raczej nigdyś tak było, z onymi wiatrami w okolicach dwudziestki… i tak, wiem, dziwnym mam miernik, ale to wyznacznik mojego bólu głowy, tudzież napaadów lękowych, bo wiatr to potrafi, i taki wiejący jakoś od połowy stycznia, co prawda trzymających resztki skromne śniegu na ziemi, obecnie zmieniające się w wodę… niestety, ale… zapasy na archipelag wysp dostarczył jakiś wojskowy statek i mają, czego potrzebowali, bo tam to dopiero jest odcięcie od świata.

A to mnie naywają Mniejszym Krańcem Świata…

Wróć, to ja się tak nazwałam. LOL

Azaliż wżdy, tam bym żyć nie chciała, co jak co, ale jednak, brak rzek, jezior, jakiejś tam ruchomości, ona skała, fascynująca i piękna, te zabudowania, morze, one życie na skałach, piękne, jednak… nie, to nie dla mnie, jak mogę zobaczyć jeden koniec świata z drugiego, to już jest racej zbyt wiele dla mnie… znaczy zbyt mało… I tak, byłam tam, kilka razy, i znałam ludzi, którzy tam mieszkali…

To serio dla tych, co wolą specyficne życie i mogą się nie myć.

No wiecie… woda.

Ale…

.. wybieramy się na wycieckę, znaczy do konsulatu, więc się nie podniecajcie, aczkolwiek, będzie PopMart! Może ono podniecenie nie jest takie jakieś… no, zbędne całkowicie? Ale… w tym momencie wiem tylko, że będzie bujać, bo pizga i jest trochę śniegu, więc wyjeżdżamy z domu wcześniej, bo trzeba niczym żuczek… w końcu na Wyspie przestali odśnieać nocami.

Kończą robotę w okolicach szóstej i nic więcej…

Serio.

… więc jedziemy około sóstej rano, ciemno, ale już nie tak jak w grudniu, ech, ciemność już ustępuje powoli światłości, smutne to, lecz co na to poradzisz? Możesz zamknąć oczy, jednak po co? Dlaczego… zerkam na mapę fal, na razie na niebiesko, żółcienie się nie pojawiły, może nie będzie aż tak źle? W końcu psy mogą płynąć, ale konie już nie, więc… wszystkiego mona się spodziewać.

Biedne zwierzaczki…

Wyobrażacie sobie być zamkniętym w puszce na kołach, postawionym na ruchomym pokładzie, gdzie grube łańcuchy trzymają koła… gdy fale tańczą… koszmar, dlatego, dziś ino pieski i kotki. Reszta zostaje na stałym lądzie, który dziwnie nie zdaje się być stały, bo wieje w urwał mać! Mocno nader… około 17tu… tia, muszę wyjaśnić kiedyś oną skalę. Napiszę ino, że w drodze powrotnej fale będą miały 2 metry i to będzie rollercoaster… taki tam spojlerek. A co…

… mogę.

Wjazd na prom już pokazywał, że raczej szykują się na niepewności, ale… buja w drodze tam, tak raczej, dość spokojnie. Tak raczej bez przesady. Znaczy wiecie, buja, jak najbardziej, ale proszki na chorobę morską, aka avio, trzymają i tak pusty żołądek, człowiek wysikał się jeszcze w porcie, to polecam szczerze, siku zaraz po boardingu, jeszcze przed wielkim morzem, więc…

Płyniem.

Względnie spokojnie…

I docieramy na kontynent, gdzie śnieg pada… WOW!!! c.d.n.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wieloskop… została wyłączona

Pan Tealight i Wielka Ucieczka…

„Na początku był okruszek, a potem nastało wszystko inne… klocki Lego to były przy tym pieszczotą! Okruszek posiadał nie tylko dolność multiplowania się i to w zastraszającym tempie oraz twardościach, bardzo ostrych krawędziach i niesamowitej woli przyczepności, więc… świat uznał go za interesującą część siebie, a będąc częścią, uzyskał i świadomości, bo czemu tylko jedną, wieloświadomość powalała na większą zabawę, oraz dostęp do wszelakich subsydji i sponsoringów; w końcu nawet robił sobie konta w mediach społecznościowych, by po pewnym czasie zacząć sprzedawać kursy…

Klocki Lego były zazdrosne.

Pewne Królestwo chciało walczyć o dominację, nawet znak towarowy, ale… w końcu stwierdzili, iż przegrana nie wyglądałaby dobrze na drewnianych łodziach ze smokami, tudie w formie książki, czy ekranizacji, więc… postanowili uznać siebie, za tych, od odmiennych nieścisłości w regionach stóp. A przede wszystkim a tych, które pasowały do siebie, bo Okruszek, jako całość nie istniał, choć mit Wielkiego Okrucha był formą religijnego zastraszenia, to jednak nie… no nie, nie dało się. Próbowali. Nawet mieli zebrania, mityngi i wszelakie AO, lec jako wspólnota, zwyczajnie nie pasowali do siebie. Nawet wtedy, gdy pochodzili z jednego chleba…

Ciasteczka, które dzieci rzucały na ścieżce, a które stopą gołą zaliczył ojciec, po czym bachory sklął i postanowił sobie nowe zrobić…

Taka bajka.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Mroczna laguna” – … oj dobra! Zaskakująco dobra, chociaż sam początek nie zwiastował… wprost przeciwnie, mająca problemy ze słuchem szefowa kuchni po prejściach arazem rodinnych, jak i zawodowych, nagle znajduje się w dżungli. Niby powód jest oczywisty: chory ojciec, jednak, coś nie styka w jej opowieści, więc czytelnik zaczyna się zastanawiać i tutaj go autorka ma… na onym zastanawianiu. W onej matni nagle zwalających się do łba pomysłów, że może ta opowieść wcale nie jest taka prosta, i wcale, a wcale nie wszystko jest prawdą, iż wspomnienia, to tylko część prawdy, a czasem, nieprawdy, a nasza bohaterka, cóż…

Jest sobą…

Za to okoliczności przyrody, szczególnie w obliczu snestormu za oknem, na pewno wielu ocieplą dusze. Jak i same wydarzenia opisane w onej historii. W rozwalającej się posiadłości starego badacza orchidei, tropikach, onej parnej wolności, której osobiście nie lubię, gdzie wszystko może i chce cię zjeśc, lub zastrzelić… często nie ma wyboru zgonu. Gdzie wsystko można zacząć od nowa, ludzie są inni, lub… zakończyć… Gdzie zbrodnie ożywają, a konsekwencje zabierają głos…

… oj, dobra powieść.

Zaskakująco dobra…

… zwrócenie uwagi na problem utraty słuchu u młodych osób, bardzo ważna, ale konsekwencje niesłyszenia i ich powiązania ze stosunkami społecznymi i tym podobnymi aspektami życia, imponująco intrygujące. Człowiek po przeczytaniu googla jak szalony… bo czy to prawda, a tamto, a same orchidee…

Naprawdę polecam.

Dla dreszczyku, thrillelowatości, opowieści o człowieceństwie, pasji, która wpływa nawet na miłość i to nie pozytwynie, oraz… o naturze, która zawsze dostaje to, czego chciała… czy to natura natura

… czy też ona nasza, pogmatwana ludzka natura…

Z cyklu przeczytane: „Okowy zimy” – … oj… coś nie pykło w tym 14tym tomie kojocio-wilkołaczej serii. Z domieszką wampirów, pradawnych i czego tam chcecie. Po pierwsze, bez urazy, ale homoseksualim, to zwykła sprawa, jednak wselakie wokeistowskie wstawki, które dają się być wciśnięte w tekst, tylko po to by były, by pasować do tak wanej, internetowej rzeczywistości… no błagam! Przecież operujecie w świecie mitów. Tam więksość bogów miała żeńską i męską postać. Frey i Freya… taki tam przykład… z Północy, bo będzie w onej fabule zimno… po tym jak nagle pojawia się brat naszej ukochanej bohaterki, zawsze w smarze utytłanej, trzeba znowu poruszyć swiatem Pradawnych… i tutaj coś nie styka, bo poprzednie wydarzenia, które wciąż jakoś kotłują się w jej umyśle i ciele, no powinny jakoś mocniej wybrzmieć, ale tego nie robią… nagle niektórzy Pradawni zdają się być aż zbyt słabi, a inni, kosmicznie mocni…

Miłość i wiążki?

Tutaj, jak zawsze w porządku. Poboczne wątki, jak ten o zakochanej wilkołaczycy w człowieku, wątpiącej w siłę onego, dobry temat do przemyślenia, ale, czy naprawdę tak wciąż trzeba naciskać na stosunki homoseksualne? Ten ma męża, a tamten go nie ma? Eeeee? Jeżeli coś ma być równe, to nie można wciąż nad tym stawiać akcentu… Przejdźmy do porządku dziennego i walczmy ze złymi bez zaznaczania z kim sypiają. Błagam!!! A… i jeszcze wampir, który wciąż dzwoni i pewno wszystkich zeżre w części kolejnej… ciekawe jaki kijaszek jego pokona… serio… Tak niepotrzebny wątek, wystarcyłby jeden telefon, naprawdę… i ogłupianie naszej bohaterki?

Co?

Ona się w rozumieniu tego świata uwstecznia, czy jak to jest?

Przecież oblatana była?

Kiepska, ale wciąż da się przeczytać… czasem kląc, no ale… Opisy malownicze, ale tęsknię za Marrokiem, za starymi bohaterami, bardzo.

Prognozy pogody, to chyba raczej jakiś żart ostatnio, no ale… zaczęli dodawać, że mogą się mylić…. że nie na pewno, ale jednak nie do końca, groza, trójkącik, snestorm i tak dalej… w rzeczywistości mamy mokry śnieg i wiatr… żadnego tam zagrożenia życia, no ale, chyba to ciągłe krzyczenie: wilk, tudzież, zależnie od bajki: ogień…

… zaczyna sprawiać, że ludzie olewają już oną prognozę.

Pomijam fakt, iż w takim miejscu jak Wyspa prognoza pogody zwykle spełniała się co do godziny. Jak miało zacząć padać o trzeciej, to otwierałeś parasol… a teraz, jakoś tak się wszystko mija mocno z prawdą.

Często bardzo mocno.

No ale… wieje, pada, ciemno nawet, mamy koniec stycznia i zaczynam się zastanawiać nad tym, kiedy to wszystko się jakoś tak zrobiło? Wiecie, niby to Rok Konia, ale jednak a tak kurde galopującego?

Prrrr!!!

Co do polityki, to odmawiam komentowania, ale wszyscy podminowani… i to dosłownie, jeśli chodzi o co niektórych. Dla zdrowotności naprawdę zalecam nieczytanie pewnych mediów, a już te tiktoki i inne cyrki, odpuście sobie. Szczególnie porady w typie, co tam sobie i gdzie włożyć, by być młodym i pięknym.

Zalecam gapienie się w okno… LOL

Gdy tak szarpie domem i wieje a nadto, to człowiekowi pod deklem się znowu coś tam mami i dziwne sny ma… na przykład dziś miałam o topieniu się i ogórkach i to dokładnie onych nie szklarniowych, a czystych, wymytych, najlepszych gruntowych… czy te wiecie, jak to się mówi, no domowych. Teraz tak się zastanawiam, co to ma znaczyć? Wolę nie szukać, ale…

… korci…

Woda, z tego, co pamiętam, to symbol przemian, ale ciągięcie za nogę w toń zieloną, co to wcześniej była błękitnym basenem dookoła się willi rozciągającym, no nie wiem, ale te ogórki, wyglądały tak smacznie… teraz też zastanawiam się, czy to była ino woda, czy ta  ogórków, no wiecie, małosolne, kiszone, konserwowe…

… ech, człowiek by jadł.

Takie dobre, jak drzewiej bywały.

Wiatr, to wszystko przez ten wiatr, a ma tak pigać pre tydzień, co najmniej! Co to będzie, kurde? Gorzej, czy lepiej? Nie wiem… ale nie narekam, już chyba wolę koszmarne, atakujące ogórki, zombiczne może, niż niespanie.

Albo spanie bez onych snów.

… więc wieje. A jak u nas natura szaleje, to i ludzie muszą się sobą naprawdę ająć. Nie za bardzo wchodzić w rozmowy, nie konfliktować, a jak już, to sobie osobiście, u siebie z siekierką, a nie, że publicznie. Świeczki w oknach oczywiście są, ale to całoroczna sprawa, niezależna od pogody. Pierwsza rzecz, często, którą się robi, gdy ktoś przychodzi… wiecie, zwyczaj, nie zwyczaj, potrzeba przy takiej ilości wody? Balansowanie żywiołów, czy też coś w ten deseń?

Nie wiem…

Ale palę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wielka Ucieczka… została wyłączona

Pan Tealight i Burp…

„Zaczęło się od uczty…

Właściwie, to wszystkie opowieści powinny się tak zaczynać.

Onymi potrawami, ale najpierw coś dla porszenia żołądka, trochę mięty, małe co nieco, by rozbudzić zmysły,w końcu apetyt rośnie w miarę… onego nieskomplikowanego pożerania. W końcu wiadomo to nie od dzisiaj, z talerza, liścia, czy drewienka, kamienia, podłogi, ziemi… do ust, więc… najpierw miętowy likier i jakieś przystaweczki… może ten amuznięty sobą krzaczek, moe coś w muszelce, może coś, czym splunął ptaszek, czy też jego gniazdko, jajeczko… kurde, kto to je…

… nie wiem, ale jedzą.

Jedzą…

Sam proces jest dość obrzydliwy.

I pełen głośnych dźwięków, które brzmią raczej wyraiście obleśnie, w szczególności, jeśli jest się tym, który akurat ich nie wydaje, tudzież nie je, lub gorej, jest głodny i patrzy, lub zwyczajnie, ma jakieś poczucie estetyki… ale gotowanie, przygotowywanie, uprawianie ziemi, głaskanie krów, obieranie, rzeźbienie, doprawianie i te zioła, oj, jeszcze te zioła, tak… to jest piękne. To prawdziwa sztuka… jedna z najwyższych, bo pomagająca utrzymać życie w dobrym zdrowiu.

A potem…

Jest koniec.

I ja.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „W głębinie” – … dziwna. Z jednej strony cłowiek wiedział, iż będie to specyficna książka. Wiecie, taka zamknięta,  niewielką ilością postaci, ale i pewno nispodziankami i tk jest. W końcu to opowieść o nurkach głębinowych. O grupie ludzi, którzy na miesiąc prenoszą się w inny świat, inne ciśnienie, inne mają powietre do oddychania, schodzą na dno oceanu, wiecie, te wszelkie sprawy wiąane z wydobyciem ropy… ale… jeżeli ktoś czyta thrillery od początku, to pewne rzeczy wyłapie od razu, niestety. Pewne niespodzianki się nie pojawią, a zakończenie może…

Hmmm, zawieść…

… bo jakoś tak, nie do końca i nie wprost powiedziano co się stało, ale… oto mamy naszą grupę nurków. Będą siedzieć przez miesiąc w malutkiej przestrzeni, pracować na dnie, a naszą narratorką jest kobieta, jedna z niewielu w tym zawodzie. Lubiana, ale jednak, wiecie, kobieta… która ma swoje własne demony, ale kto ich nie ma, tu wszyscy poranieni, taki zawód, a kobiecość… tak naprawdę, różnica w byciu babą, to tylko wstyd i czasem zdarzający się zboczeńcy i sprawy prysznicowe, wspomniane tutaj, ale to nie ten temat… temat, to coś czającego się w głębinach, co dziwnie już się nie pojawia, oraz… śmierć… w końcu grupę ludzi, który siedzą w małej tubie zabić łatwo, prawda? Ale dlaczego umierają powoli?

Nie na raz?

Poznajemy historię naszej narratorki, opowieści mężczyzn, ich w pewnym sensie spowiedzi oraz… ten specyficzny świat. Jak to działa. Jak bardzo dziwny jest to rodzaj pracy, jak wyczerpujący. Jak wpływa na życie… jak wraca się z bardzo dobrze opłacanej, miesięcznej wyprawy do świata… onej normalności. Jak bardzo jest to trudne… aklimatyacja… najpierw z wody, potem z grupy, w końcu w świat. W tym autor jest dobry. W opowiadaniu o tym innym świecie, jego specyfice, kobietach w tym zawodzie, wygooglałam, ale zakończenie, nie no… jakoś tak chciało się więcej. A nawet to, co się dostało można było przedstawić inaczej…

Wciąż, dobra książka.

Opowieść o człowieku i jego ucieczce od bycia nim samym.

O ranach, które nigdy się nie zabliźniają, o ucieczce w iluzję, w pracę, która jest tak oderwana od rzeczywistości, że pozwala nie być… o ludzkim umyśle, który często zwyczajnie się wyłącza…

Książeczki, książki, książunie… Jedne nowe, inne wznowione, niektóre zlepione… inne znowu powtarzalne, bo jakoś tak, mam uraz. No co? Stare, najnowsze… wyczekiwane… już przeczytane dwie, reszta czeka. LOL

I jest zimno…

… ale śnieg nie powrócił, może za tydzień, gdy ten wpis się pojawi, będzie, ale na razie, nie ma… ale mamy mró. I to taki całkiem niezły, jak na Wyspę, Wiecie, na ten specyficzny klimat delikatny i umiarkowany, podobno… chociaż, nie wiem czy Wyspa wciąż się identyfikuje z onym opisem. LOL

Ale przynajmniej jest zimno, chociaż wredne chwasty wciąż rosną. Nosz kurna, no! Co z nimi zrobić? Zaakceptować? No weźcie no, akurat dookoła domu nie mogę. Musi być ta przepisowa ramka, nie da rady. Trzeba będzie wyrywać, ale kurna no, nie zimą!!! Nie zmusicie mnie… chociaż…

Nie no!

Wolność!!!

Prawa dla chwastów!

Czasem się zastanawiam, jak bardzo przygnębiająca jest Wyspa dla tych, który chcą ją odwiedzić w tym okresie pogodowym. Bo zostałam poinformowana, iż taką jest. No cóż, jak nie lubicie pustych ulic, natury bez liście i zamkniętych sklepów, no sorry, to się nazywa Skandynawia. LOL Tak już jest i tyle.

Ale za to jest cicho.

Można łazić w onej naturze i cieszyć się świeżym powietrzem.

Niektórym to wystarczy…

Słuchać morza i wiatru, kamieni grających…

Zima może i jest, ale taka wiecie, nie do końca.

Na pewno nie jak z bajek… i AIowych fotek.

A ten power fail… no właśnie, kilka dni temu wyłączyli nam prąd… tak na 5 godzin. W Roenne na trochę krócej, ale wiecie jak to jest, są lepsi i lepsiejsi. Jednak… oczywiście, od razu podejrzenie padło na kabel, słynny i naruszany dość regularnie, ale tym razem to nie on. Coś spierniczyli i boom… a zimno, pizga, dookoła ekologia, więc wsio na prąd. Tak, byłam dzieckiem za komuny, więc wiem, że się wodę nalewa i tu i tam, do buzi, żołądka i dupci… kurna, ale to brmi… no wiecie, by spłukać, by się napić, może i umyć… ale, co z herbatą?

Ja potrzebuję napoju liściowego naprawdę i bardzo…

… naczej mnie nie ma.

Oj nie ma.

Na scęście, jestem panikarą. Taką, która zawsze ma butelkę wody nalaną, na wselki słuczaj, wiecie, kranówki najsmaczniejszej, do tego oczywiście mała butla z gazem… i zadziałało! Ha! Wiadomo, prepersi górą!!! I doliną, jak treba. Problem… nie mieliśmy żadnego suchego jedzenia, no ale, to już problem innej masy, brak funduszy… ale pomyślcie, wyłączają prąd, nie można robić zakupów, sklepy zamknięte. Tak, mamy desygnowany sklep, Netto w Roenne, który ma być otwarty w razie takiego czy innego kryzysu, ale gdyby to była zima wielka, to kurna, jak się tam dostać?

No kryzys…

… i dlatego zawsze trza mieć i kisiel pod ręką, i jakąś koreankę, się znaczy zupkę chińską… i wiem jedno, musimy sobie kupić taki zewnętrzny piecyk, coś w rodaju grilla, wiecie, otoczyć to cegłami i będzie, na wszelki wypadek… no sorry, ale we łbie mam różne scenariusze… wyobraźnia pracuje.

A! „Przypadkiem”, podczas awarii, wyszło, iż sławetna bateria, co to ma być ratunkiem na wszystko, nie była nawet podłączona, więc…

… nie mam słów.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Burp… została wyłączona

Pan Tealight i Wielka Mucha Zimowa…

„Plątały się jej nogi, ale wiedziała, że musi przetrwać.

Na tym ciepławym białym oknie, przydałoby się mycie mu jakoweś, ale nic nie mówiła, a mogła wpis zrobić na Flybooku. Na parapecie, gdzie lekko popękana farba drapała ją w odnóża, ale doceniała ono zero łuszczenia się.

Nie było źle.

Może i była to zima, ale… da sobie radę.

Było jeszcze ciepło.

W końcu, może się ludziom pory roku pomyliły, w końcu, wpatrując się w zielonkawo-bursztynowe oko Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki Pomordowane, co tam oni wiedzieli, dziwne istoty domagające się zawsze wnętrzności muszych. Te malutkie paluski wyrywające skrzydełka… to ty, pamiętała, to ty wyrywałaś nam skrzydełka, bo chciałaś tak bardzo mieć swojego pieseczka w pudełku po zapałkach. Wiem to, wiem z opowieści… myślicie, że my, muchy, to głupie i upierdliwe stworzenia, a tak naprawdę niczym latające krowy karmimy tak wielu. Nie możecie bez nas żyć, a asze bręczenie staje się dla was inspiracją…

… „gdyby choć mucha zjawiła się”…

Wiedziała… ale i źle się czuła, coś było nie tak.

I jesce to okno, znajome może, jednak, i ten czas… w końcu zroumiała… nie ma pająków. Gdzieś zniknęły… zawsze je wyczuwała… może i była duża, ale jednak bardzo zwinna i pomysłowa, w ten sposbó przetrwała… oko cłowiece się przesunęło, puknęło pudełkiem czarnym w parapet, coś mignęło, a potem, potem powiew powietrza omiótł parapet i mucha się uniosła…

I zroumiała…

W końcu.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Świat Muminków” – … cudo! Tak naprawdę. W sszczególności dla tych obsesyjnie ganiających za kubeczkami LOL w klimatyczne wzorki, z onymi postaciami z dzieciństwa, które, chyba szczególnie w Japonii, wprost rozkwitają od nowa. Serio, ta Japonia oszalała na ich punkcie. Ale, no tak, jeżeli chodzi o mnie, to wiecie, no ja już dawno oszalałam. I oto mam przed sobą pewnego rodzaju encyklopedię Muminków. Coś, gdzie nie tylko znajdziecie ciekawostki dotyczące autorki, świata, który stworzyła, ale też opisy postaci.

Może to nie rozprawa naukowa, ale ona wielkość, konstrukcja i jej prepiękne grafiki są po prostu nie do pominięcia. Można od niej zaczynać przygodę z Muminkami, ale można też i po prostu sobie przypomnieć dzieciństwo, lub odświeżyć pamięć…

Coffee book? Możliwe…

Tak, dla tych nieczytających będzie idealnym cudem, który dobrze wygląda na półce… boleśnie, ale jednak chyba trzeba i o tym wspomnieć. Jak i o tym, że nada się dla dużych i mniejsych! Chociaż… Muminki, to moim zdaniem, jakoś nie coś dla bardzo małych dzieci. Szczerze…

Z cyklu przeczytane: „Cień bogów” – … zawód. I tak naprawdę nie do końca rozumiem dlaczego. Dobra fabuła, intrygujące postacie, ale jednak, coś nie styka, zbyt wiele powarzalności, w znaceniu… no wiecie, jeśli to cyjaś pierwsza książka ever, to będie to dla niego nowość, ten świat, niczym z Wikingów, ale jednak nie do końca, one legendy, te stworzenia, magia, lecz jeśli to dla was kolejny świat z onej części mitologii czy też historii… o ludziach chodzących na wiking, to wiecie, trąci…

Etos matki, rodzica, który dla dzieci zrobi wszystko, przeszłości, która powraca, gdy właśnie stworzyliście sobie spokojną przystań, to też było… i nie przeszkadzałoby a tak może, gdyby nie… no i tutaj ne wiem, brak czegoś. Czegoś mocniejszego, pawdziwszego. Dobra, to akurat w przypadku fantastyki może zabrzmieć dziwnie, ale jednak… i ona jest potrzebna, czasem często…

… zawsze.

I ta przewidywalność…

… jakoś tak od pierwszych części wiedziałam, przykro mi, ale to wszystko było aż nazbyt oczywiste, więc… jeśli lubicie dobre powieści i wiking wam się nie znudził, polecam, ale jeśli już nazbyt to dla was powtarzalne, to jednak przeczytajcie fragment, zapoznajcie się lepiej z pierwszą częścią. Bo to nie jest zła powieść, początek trylogii do tego, jednak, jest to aż nazbyt przewidywalna historia, ugrzecniona może…

Nazbyt.

Ale też i nie jest zła, kurde no!

Może zwyczajnie nie dla mnie, może jakoś nazbyt dziecinna? Może to to? Ten język, świetne wydanie, tłumaczenie, opowiadanie, ale jednak… dlaczego mnie tak odepchnęła, chyba wciąż nie wiem.

Przepychanki pod pałacem, ekologia i gyletanki na sauny.

Zbierając myśli, gdy puka już trzeci tydzień onego wciąż jeszcze nowego roku, to z najnowsych wieści, poza oczywiście Grenlandią, w kórą nie będę się zagłębiać, bo nie… a już po tym, jak usłyszałam dziwną, wielodzietną rodzinę z Polski, która przeprowadziła się do Danii, prowadzi kanał na Youtubie i ma dziwne pojęcie o kolonizacji, religii niesionej i dobru w postaci spiral domacicznych dla dziewczynek, kradzenia dzieci, którą to niosła Dania… nie chcę nic mówić, tylko błagam, ludzie, przestańcie się wypowiadać w social mediach, bo robicie z siebie naprawdę nie tylko bezdusznych cymbałów, ale wasze brzmienie tchnie tym czymś, czego serio nie powinno być w świecie. W tych kurna jeszcze czasach, gdy sprawy Irlandii się odkrywają, czy USA…

Serio…

Jesteście tymi samymi, co trzebili wiarę naszych praszczurów… tymi, który uwierzyli, iż Chrzest się stał i wszyscy klapali jak foki!!!

… więc tym bardziej się nie wypowiadam.

Ale powiem jedno, nie każdy powinien się uzewnętrzniać w mediach. Tak w ogóle, to niektórzy winni się zwyczajnie zamknąć.

Nie komentuję w SMach, nie zgłaszam idiotów, ale w tym momencie chyba muszę to przemyśleć i poleci hate speech. Pamiętajmy, że w Danii, to jednak coś… Głupotę trebić należy. Mocno i baczyć na grządki! A co do zamiesek, to kurna, serio? U nas, w Danii, robić protesty ekologiczne? Podatki sprawdaliście? Śmieci segregujecie pieczyście? Nie… pewno rodice to robią, za was. Idioci… Bo co? Bo tutaj można krzyczeć, bo w mordę nie dostaniecie, no to macie.

I tak, żołnierz wykonywał swoją pracę.

Widać rodzice nie potrafili!

Ave!

W to też się nie zagłębiam, ale w gównopuszki się… dobra, ino tak opisowo zagłębie, no wiecie… i tak całkiem mając kiepskie o nich wspomnienia, o chłopcu, który sie utopił w takiej… jak to się nazywa? Wiecie, taki pojemnik na kupę, którą to potem się na pola wylewa… no więc u nas chcą je na sauny przerabiać i ogólnie sommerhusy… puste ocywiście. Nie że zimą gówno, a latem… chociaż, nie wiem…

Ekhm… sami sobie przemyślcie, czy to dobry pomysł.

Jakoś tak, początek tego roku gówniany.

I polityka i pomysły ludzkie i ich gadanie… nieprzemyślane…

A poza tym zima…

No i teraz temat mniej podnoszący ciśnienie… chociaż, tak naprawdę, to jakoś tak, przez tydzień mieliśmy zimę, śnieg nawet był i zimno i w ogóle, ale jednak, już tego nie ma. Już się skończyło i nadeszło dziwne ciepło, śmierdzące zgnilizną… i kupą wylewaną na pola. Tutaj jakoś pola nigdy nie odpoczywają.

Nie pozwalają im.

Świat ogólnie mówiąc inny jest, niż to drzewiej bywało… bardzo inny. Bardzo dziwnie bardziej boli i bardzo wszystko za bardzo i nad bardzo… i… sorry, ale mnie ten filmik onych Polaków mieszkających w Danii, wielce obeznanych ze wszystkim, wielce uczonych… ekhm, nie wiem kto im ten pomysł podsunął, ale taka „obrona” Danii robi więcej złego… a już religia… ech.

Błagam. To kraj protestancki.

I tyle. Slut!

Czy każdy nie może mieć własnego zdania? Ależ oczywiście, że może i powienien, jednak, to jak z penisem… masz, to super, dbaj o niego, ale nie pokazuj każdemu. Nie każdy chce widzieć. Serio…

Błagam!

I tak, wiem, nie wiecie pewno o kim mówię i nie powiem wam… oczywiście, że łatwo pewne rzeczy znaleźć, jednak, nie szukajcie. To podnoszenie ciśnienia jest nabyt mocne. Filmiki spod pałacu, tudzież przemowę Króla możecie sobie obejrzeć i mieć swoje zdanie. Tylko, zastanówcie się, czy nie lepiej poczytać na przykład? Albo „Wywiad  wampirem” obejrzeć… jakoś tak ostatnio oglądaliśmy i taka tam nostalgia…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Wielka Mucha Zimowa… została wyłączona

Pan Tealight i Nienowy Leczrok…

„Oj, nie podobało mu się…

… wcale a wcale.

Nie czuł się zaklimatyzowany, nie czuł, że w ogóle będzie mógł się zaaklimatyzować, ogólnie, nie czuł tego, tego czegoś, czym miał być… zarzucany nadziejami jakichś maluczkich, gdy on pod sobą miał mieć świat cały, pragnieniami i onym całkowitym chceniem, miał dość już tego na początku… bo wkurało go, iż zapominali, że on był taki cudowny, taki nowy, nowy w tej robocie, wszelako powienien być dopieszczany, musiał mieć czas na jakieś rozkręcenie się a w onej całej degrengoladzie, jakoś nie czuł, i może, że w ogóle nawet chce…

… lub…

… marzy…

Ogólnie mówiąc Rok Nowy był very alpha i nie miał w sobie ni pragnienia pracy, ni jakiegoś tam chcenia, czy te nawet mądrości jakowejść, pre cały czas siediał na Tik Toku i oglądał filmiki z labradoodlami i kotami. W szczególności z tymi takimi biszkoptowymi. Uwielbiał je, bardzo go dopieszczały. Nie wiedział dlaczego, i kompletnie go to nie interesowało. Umościł się w swojej dwupokojowej, aczkolwiek obdarzonej wielkim salonem i kuchnią, dwoma łazienkami oraz sauną, mini willi z basenem i po prostu chciał się wyłączyć… schować nawet, na cały rok oderwać od tego, co wszyscy próbowali wcisnąć mu jako….

… oną rzeczywistość.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Poczta, poczta i poczta…

… więc…

PostNord nie istnieje, ale istnieje.

Tak, wiem, to wsystko wydaje się być nielogiczne, głupie nawet, czy też pokręcone chociaż, ale… są, jako firma istnieją, mają się zajmować wybranymi paczkami… niebieskie auta wywieziono, a to DAO, o którym wspominałam, lub nie, całkiem sobie nieźle radziło już w grudniu. Wydaje się, iż właśnie ten ostatni miesiąc każdego roku, wybrali sobie na jakowyś okres przejściowy i pocztę zaczęły dostarczać obie firmy… ale do brzegu… bilety lotnicze podrożały tak, że nikogo kurna nie stać, samoloty i lotnisko istnieją wyłącznie z powodu jakiejś umowy szpitalnej, w znaczeniu lekarze i pacjenci, no wiecie… ale cena, to już wymiary kosmiczne i tak, ludzie się rzucają, państwo ma ich gdzieś.

Norma?

Gdy to piszę, młodzi zastanawiają się, czy w przemowie noworocznej król powie 67 lub nawet lepsze zdanie, które tego roku nieźle wywajrlałowało się, no ale… czy mnie to obchodzi? Królową się oglądało, wiadomo, szacunek, ale króla? Jakoś tak… nie wiem… bardziej mnie interesuje, czy i lostnisko zniknie, jak one skrzynki pocztowe, niegdyś kolej, ale wróćmy do słowa pisanego… królowi pewno też coś napisali.

Miejmy nadzieję, bo mówca z niego kiepski….

Poczta w Danii przetrwała 400 lat i jest to dość przykre, ale i fascynujące, że dokładnie właściwie tyle… był to onegdaj prezent króla dla ludu, widać obecnie ludzie nie piszą…. Podobno wysłano niewiele ponad sto coś listów… Serio? No wiem, sama wysyłałam ze Swcji, sorry, ale ceny… Przy okaji onego upadku listonoszy okazało się, że będą dostawali wypłatę jeszcze pre 3 lata i…

Zarabiali tyle, że KOSMOS!!!

Ten świat jest pełen dziwnych umów.

URWA!!! Czy te fajerwerki nie mogą być nieistniejące?

Okay, więc kasa dla listonoszy była gigantyczna i prawdopodobnym jest, iż to dlatego tak szybko pocztę zamknięto, ale… lepiej o tym nie mówić… za to DAO… hmmm, człowiek myślał, że to nowa firma. Znaczy taka kilkuletnia, nie wiem dlaczego, może dlatego, iż dostarczali głównie dziwne paczki z Chin i innych tam azjatyckich mocarstw… ale, okazuje się, że istnieją od ponad stu lat, więc chyba wiedzą co robią.

Poza tym, ich firma działa tak samo i ma być tańsza, więc…

Co utraciliśmy?

Wszystko… wolność.

Odchodzenie od słowa pisanego, to utrata wolności. Podobno jednym  zawodów, który wraca, jest zawód gońca w firmach, które chcą uniknąć internetu, które chcą zachować jakąś tam anonimowość. Założę się, iż i szyfry też wróciły do łask… ale odebranie ludziom możliwość wysłania kartki z wakacji, onego wszystkiego, co Terry opisał w „Piekle pocztowym”… to jest dobijające.

Muszę przestać torturować i książkę i film…

Serio!

Dobijam się…

Dla mnie poczta, to istotny element życia i nie dlatego, iż można sobie coś amówić, z powodu kartek, listów, małych prezentów wysyłanych w zakątki świata, których nigdy nie zobaczę. Kontakt, a jednocześnie brak kontaktu… słowa i obrazki… nie chcę tego utracić. Pamiętam wciąż, gdy to pisało się pierwsze listy z jakimiś nieznajomymi, by podreperować język, to był dziwne czasy… ale…

… teraz są inne…

Są…

Zobaczymy jak to będzie, jak DAO sobie poradzi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Nienowy Leczrok… została wyłączona

Pan Tealight i Nienowe…

„To mogło być dla wielu zaskoczeniem, ale może i nie… w końcu i ludzie i te wszelako bardziej interesujące stworzenia, są tak różnorakie, że może niektóre wiedziały, przeczuwały, tudzież zwyczajnie marzyły o tym i wymarzyły, albo, no zwyczajnie… jakoś tak było to nie tyle tradycją, co dziwnym przymuszeniem. Przeskakiwały cyferki, przesuwała się wskazówka dla tych antycznych bardziej, idioci tańczyli, może i tańcem odpędzali jakoweś diaboły, a może i tańczyli z nimi, kto tam wie? Obecnie Wszechświat naprawdę nie do końca obejmował myślą, mową i askoceniem one religijności… i ich brak takowosz… po prostu…

No ale…

… przyszedł ten Nowy Rok, popatrzył dookoła, zapłakał, zawołał Mamę i odmówił współpracy, więc Stary, tak wiecie, chcąc niechcąc poszedł na botox, naciągania, liftingi,w szelakie odmłodzenie zewnętrza i wnętrza, i nadszedł czas Recyclingu! Podobno modne, więc nie mieli z tym jakowyś problemów. po prostu, dorzucili mu też coś do wypłaty, chociaż trochę się wzbraniał, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane majstrowała dziwny napar jadący skarpetami, takimi, co to serio, wiecie, w pociągu czasem, na dworcu niegdyś…

… no wiecie…

… jebało azaliżdy wprost zacnie!

Wiedieli, że w końcu pewno się wyda, ale Pan Tealight w pewnym momencie zapytał, czy na pewno i Wiedźma Wrona z Ojeblikiem spojrzały na sebie i jakoś tak, nie były wcale, ale to wcale pewne… Konspira na maksa.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Nie bój się” – … tom 7 serii z D.D. Warren.

Róża i szampan.

Krew i brutalność.

Niewiele poszlak, wiadomo jednak, że łatwo nie będzie… i jeszcze ten szmer, a może szept? Coś, ktoś… a może jednak to ona sama? Diwność, która sprawia, e nasa główna bohaterka nie dość, że spada ze schodów, nie dość, że ma przed sobą długą i bolesną rekonwalenscencję… to jednak wciąż musi być matką i żoną. Kobietą i… policjantką. Bo jeżeli odpuści to ostatnie, oszaleje. Tylko, co się stało? Nie pamięta… jak spadła? W jaki sposób tak bardzo się zraniła?

Może specjalnie?

A może ktoś jednak jej pomógł?

Zbrodnia i kara dla tej, która chce odnaleźć zabójcę. W jaki sposób poradzi sobie  niepełnosprawnością, zależnością od innych, byciem… słabą? Oczywiście możemy to obserwować, bo w tym tomie w końcu to ona jest główną bohaterką, nie orderca… chociaż, może i w pewien sposób się uzupełniają. Różany Zabójca i detektyw. Kto wygra? Jak szybko uda im się go ująć? A może ją…

Naprawdę dobra powieść. W końcu pokazzuje pewną prawdę o kobiecości, tej wyzwaniowej, która nie pozwala sobie na zatrzymanie się, na okazanie słabości. Ale też… pokazuje zabójcę prawie idealnego… i zbrodnie, które może aż tak wielu nie poruszą, jednak… oraz ich pewna bezsensowność, jeżeli w ogóle tak można powiedzieć… Samotność przeciwko cieniowi, skrytość, pracowitość przeciwko niewinności…

Czy w ogóle istnieje dobro?

Dobra powieść.

Nowe pieniądze, brak znaczków i niezima.

Taki jest grudzień.

Poczta nie przybywa już niebieskim autem, ale wynajętym, głośnym straszakiem w białym kolorze. Wszystko się zmienia. Zniknęły skrzynki pocztowe, oto czas inny, ponownie. Nowy król oczywiście umieszcza się na monetach, to było wiadome, ale żeby zmieniać ich strukturę, zdobienia? Serio? Po co? Czy naprawdę to jest najważniejsze… w końcu, na znaczkach nie będzie…

Hmmm… ups?!

Może jednak trzeba było przemyśleć to wszystko?

Może…

I tak, czepiam się monet. Ale monety, to coś, co jednak łączy się z oną duńskością. Nie tylko te dziurki – te pozostają oczywiście – fale znikną… i zmieni się kilka innych rzeczy. Jakby nie patrzeć, pewno, kto tam używa pieniędzy, monet i papierków, ale jednak… jakoś tak, może to tylko nostalgia?

Jednak świat bez poczty?

Tak, będą dostarczać, jednak w drugą stronę, to już trudniej… DAO, kurierzy i oczywiście wciąż paczki PN. Nie rozumiem tego. Dlaczego poczta, to coś nieopłacalnego w tym kraju? Serio?! A może… foliowa czapeczka – to zwykły przymus, by używać tego, co mogą wytropić, przeczytać: telefony, mejle itp.?

Może…

Cóż, w końcu technologia, to coś, czego Dania pragnie… ale, czy ludzie?

Wieje, wieje, wieje…

I to dokładnie w tak zwane święta… pizga aż miło. Ci, co na morzu na pewno się radują jak Maria Skłodowska Curie. Drugi dzień świąt, trzeci, ludzie wychodzą, chociaż pogoda mroczna, jednak nawet milimetr błękitu się liczy, słońce, które świeci gdzieś indziej, tak naprawdę, poza zacinającym deszczem i sztormem, to każda inna pogoda okay… no dobra jeszcze nadmierne słońce, tak…

… boimy się słońca…

Ja przeraźliwie przerażające.

To morze tak oszałamiające, diwnie jesienna, pena liści ścieżka wzdłuż reki… śniegu brak, zimy brak, za to wyłażące liście wszędzie. Te już prawie zeszłoroczne i te nowe, chcące wybić się ponad inne… szybciej i szybciej, jakby się social mediów naoglądały… zima wcześniej, jesień wcześniej, halloween sprzedać, kwiatki opylić, bierzcie i kupujcie z tego wszyscy, więc…

… czemu nie wiosna zimą?

Influencerzy wszędzie!

Ale ino w naturę… w naturę panie! Bo tutaj kamyczki, kształty i mity, tutaj bajki to codzienność, baśnie ma każdy i każdy bohaterem swej legendy… kstałty mamią, kolory zaskakują…

… jakoś tak wszystko oszałamia…

Nawet, jak ta zima taka niezimna.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Otagowano , , , , , , , | Możliwość komentowania Pan Tealight i Nienowe… została wyłączona