Pan Tealight i Wiosna…

„Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane nie czuła się najlepiej. I to od dawna… Ale jak już robiło się cieplej, zniknął śnieg, to zwyczajnie spuściła skrzydła, spiłowała pazury i postanowiła zostać kamieniem. Głazem narzutowym, czy jakimś tam pebbelsem. Albo jednym z onych demonicznych, bujających się głazów, co to na Wyspie robiły za ciekawostki dla Turyścizny, albo i legendarne, czy mityczne diabelskie zabawki, ale tym upierdliwym, co się nie daje bujać…

… albo spada komuś na stopę nieobutą…

Tak, chciała zostać kamieniem, ale coby jednak takim mało interesującym, choć bolesnym, wiecie, co to i palec ukrzywdzi i główkę, szczególnie te z powiedzenia, co w rzeczywistości bolały koszmarnie.

Takim kamykiem, zwykłym, co nikogo nie zainteresuje, którego nikt tkać nie będzie, macać, tykać, czy i wszelako podziwiać, czy badać nawet, no w ogóle. Ot po prostu, głazem, nieruchawym może, w końcu choroba lokomocyjna była jej nieodłącznym towarzyszem, dlatego i nigdy nie była sama… nawet jak była sama, to nie była, więc teraz tym bardziej nie była, więc…

… to naprawdę skomplikowane.

Ale było mało wesoło.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Ciepłość, nagła i oszałamiająca pojawiła się z końcem lutego i została… niestety. Przyniosła ból pleców, dziwne wachania temperatury ciała i wszelaką jękliwość mej własnej osoby. Nosz w mordę jeża, no!!! Za jakie przewiny Bogom i Duchom tego miejsca uczynione muszę przechodzić przez one męki… zapewne żadne, bo i Bogowie zdają się kichać, kaszliwać chrapliwie i wszelako, nie czuć się…

… wiecie, w pełni móc.

Taki czas, powiedzą inni,

Covid, dorzucą słuchający ich, a ja, a ja wam powiem, że nadmiernie kocham i jesień i wielbię wysoce bardzo, szalenie, wprost mocno sadystycnie nawet… zimę i nie lubię wiosny ni lata. Ale tak, oczywiście, że można zrobić piękne zdjęcia i tak dalej, ale jednak, to słońce, tyle światła!!!

Za wiele tego świała.

Słońce coraz bardziej niszczy moje dni.

I noce…

… w końcu dni wydłużają się niemożliwie szybko, za szybko jak na mój liking, no ale, co zrobisz człowieku? Nic. Nie przeskoczysz onych pór roku, więcej, kochasz je, ale masz swoje preferencje. Zwyczajnie. Wolno ci, więc… twoja dusza wybrała. Nie znaczy to, że nie zauważasz piękna premian, onych liści świeżych, pącków, gołych gałęzi nagle się zieleniących, kwiatów, ale… tęsknisz za tym, co kochasz najbardziej, w czym czujesz się najbezpieczniej, dziwnie, najbezpieczniej.

Co cię inspiruje…

Przemiany, znajome, w których co roku odkrywasz coś nowego… coś przegapiasz, coś sobie przypominasz, coś…

No cóż…

Taki przeskok, od minus 11tu do plus 10 w krótkim czasie jest mocno… bolesny dla moich zatok i wszelakiej osoby. Ale przynajmniej widać, że w końcu ten mróz był, w znaczeniu ziemi, bo cholerne chwasty, które domagały się atencji od mojej skromnej osoby w styczniu, zniknęły. Ech, to jest piękne, minusowo i wracają do iemi. Oczywiście, e nie jestem nawina, wiem, że zaraz na mnie wyskoczą, tak jak one ranniki i przebiśniegi, które wychyliły głowy od razu, jak tylko temperatura dotarła do zera. Gdy ino śnieg stopniał już tam były, w onej trawie, lekko podduszonej, ale zielonej… na tej plaży, tak zmienionej, bo w końcu plaże to mają do siebie, że się zmieniają…

Co roku.

Słońce zachodzi…

… początek marca, niebo barwi się lekko krwiście, nawet nie różowo, a raczej miesiączkowo, kolejna pełnia, szaleństwo owłosionych inaczej. Swiat też szaleje i cłowiek wie, że w jakiś sposób to go dotyka, ale jednak, mimo strachu, mimo onych wszelakich pogróżek tej, czy tamtej strony, tak naprawdę liczy się przetrwanie kadego dnia… i tyle. Wyciągnięcie  onego istnienia czegoś więcej. Tworzenie, poznawanie, nauka… uciecka, zmiana, przemiana.

Może i siebie?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.