„Wiosna…
… znaczy jeszcze zima, ale to słońce, rażące mimo przykrywających je podobno piasków pustynii, które przylazły i muszały oczy do cierpiętniczych mrugnięć, no i ciepło, one… dziwności w powietrzu…
… tia…
… odpychają zimę!!!
Ale… nie da się ukryć, iż to już czas, oto nadchodzi nowa pora, święta za pasem, a i to nie tylko pasem, ale i laczkami, czy majtasami. Czy to ważne jak będzie? Nie, czy ważne co będzie, też nie, Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane nie uznawała Wielkanocy, więc króliczki miały odpuszczone… może dlatego tak lgnęły do jej domostwa i osoby? No jak szalone? Może wiedziały, że ich nie zje, chociaż już Ukochane Dzieciątko, Miś Wiedźmy Wrony niczego nie obiecywał.
Nawet na spacerach…
Nawet jak w domu była i zdawało się, iż nikt i nic nie chce przebywać w jej otoczeniu poza Chowańcem i Jej Wronami, oraz Stadem Zbuntowanych Szalenie Emencypowanych z własnego tłumu Mew, któe liczyły na jakieś śmieci ze stołu, to królicki i zajączki przybywały. Legenda głosiła, iż chodziło o sadzonki tulipanów i inne tam cebulki powsadzane w to coś, co inni nazywali trawnikiem, no ale… nikt niczego nie mógł udowodnić.
Za to na spacerach… no właśnie, w jakiś dziwny sposób, gdy tylko wyłaziła, coś jej się przydarzało, jak ona Buda w lesie…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Ach tak! Zamówienie z Empiku… i jakie zaskoczenie!!!
Dorzucili czekoladę?
Znaczy dokładnie te tam, kurosanty, czy jak im tak, wiecie, jam nieprzystosowana, nienawykła do takowych luksusów, u nas one występują ino w tych sklepach, co mienią się onymi „zagramanicznymi”… jak Lidl czy Normal, LOL!

Ale książek też nie zapomnieli włożyć!
Nowa Gregory!
LOVE!!!

Żeby nie było… był 8 marca, dzień, jak to oni teraz mawiają? „Birthing people”, oh, fuck offffff!!! Kobiet, bab, dziewczyn, no wiecie… więc spacer… do lasu, wiecie, w oną dzicz, gdzie sapią biegacze, dziwni z Turyścizny oraz niewymowne i niewypowiadalne. Stwory i potwory, które domagają się własnych bajek… oraz na poboczu stoi poostawiona przez kogoś przyczepa… hmmm, nie wiem co w niej, lecz spodziewam się w niej skryjówki seryjnego mordercy, który jednak ma tak specyficzne upodobania, iż… no wiecie, mało zabija, więcej śpi i ogląda kreskówki…
… aj, te krągłości!
LOL
Albo scrolluje Instagrama w poszukiwaniu dziewczyny swoich marzeń, takiej, z której ściągnięta skóra zrobi ładną kurtkę… i dwie książki, plus notes! No co? Wyobraźnię mam, może i inspirowaną pewnymi owcami, co milczały, jednak… to moja wyobraźnia… a w lesie, tym czasem, spokój, cisza, ino trochę szeptów liści, które postanowiły przez zimę i wiosnę pozostać na gałęziach, wygrywających srebrzystą muzykę, oraz kika kopczyków śniegu, przybrudonych, takich, zeszłorocznych by się zdawało, choć mają ino dwa tygodnie max. Może tydzień?
I te kolory…
… wciąż bujne, choć suche rdzawe paprocie, brzozy, które tutaj białe, w starszych gałęziach czerniawe, w onych młodszych puszą sie odcieniami burgunda i wiecznozielone, one iglaki pachnące… i pod stopami liście i dziwna cisza i spokój i jeszcze… to wszystko, co dookoła się dieje, jakby nie miało tutaj wstępu… lecz przecież ma… Wyspa może być oddalona i przez różne poczty i inne usługi uznawana a Narnię, jednak, to wciąż jakaś tam rzecywistość tłamsona innymi rzeczywistościami…
PS. Z tych emocji aż mi klawisz pękł…
… wytarta plama biała i GR… co to w ogóle jest, nie wiem, za co odpowiada, nie mam pojęcia, ja wszystko na pamięć mięśniową robię, a już wiem, polskie znaki mi kochany RIP skurczybyk robi…. ajwaj!
ROBIŁ!!!

Człowiek stuka w klawiszki, wie, że połowa nie działa, a jednak, stuka… pamięć mu mówi co i gdzie, rozproszysz się na chwilę… i już nie weekend, a czwartek, 12sty marca, ale ten czas pędzi, podobno sztorm jakowyś nadchodzi znowu, temperatury szaleją, amplituda jak ośmiotysięczniki… a w ogrodzie w końcu krokusy zaczynają wychodzić, lecz wiosenne, one wczesnowiosenne kwiaty, to nie miały długiego życia raczej. Ranniki szybko wymiękły od nadmiaru światła, podobnie przebiśniegi…
… nie ma co przebijać, więc wyszły i weszły…
Za rok wrócą.
Obiecały.
Jakiekolwiek by ludzie głupoty uskuteczniali, to wyjdą… bo tak już mają, takowa ich natura… ale mniej słońca wolą. A ono wciąż wali i wali, jakby od czasu przesilenia nie mogło, nie miało już być ciemności. No serio, kilka dni szarości, ale większość to słońce, może i nie pali, ale jednak.
Jest jasno, za jasno, już męczy…
W powietrzu wciąż czuć zimę, oną mroźność dziwną, w końcu piaski pustynii odpuściły i jakoś tak mniej człowiek kicha, więcej oddycha. Pyłki i pył dziwny wszędzie. Uciekł cłowiek prawie 20 lat temu od smogu i co, wciąż pylą… w polityce wrzenia, w ziemi to, co może gnije i przetwarza się na glebę, a na pola rozlewają kupę ku wszelakiej zabawie aromatycznej – bleee – oraz tej tam, no wiecie, pomyślności zbiorów. Bo gówno w gówno widać się zawsze obraca…
… hmmm, to dopiero filozofia! LOL

