„Aleja Mnóstwa Wschodów była piękna…
… ale to raczej chyba względnie jakoś tam logiczne, bo przecież o takiej brzydkiej, to by tyle nie mówili, chociaż, w tym dziwnym świecie, który tylko na pozór wydawał się zwyczajny, niebo, wody, drzewa, skały, domy, tłumy, pragnienia, marzenia, zawody… nic już nie było jakąś…
… normalnością…
Czy też chociaż względną, wyględną zwyczajnością.
Wszystko musiało być: bi, anti, izm, oraz coś jeszcze. Takie coś, co obrażało najzwyczajniejsze ludzkie myślenie, wszelaką logikę zawstydzało, oraz miało w sobie coś z lekko woniejącej, miękkiej, truchliwie pleśniejącej, zielonkawej buły… z niebieskimi kropeczkami. Małymi, nazbyt idealnymi…
AIowymi może?
Ale Aleja była piękna…
… oną pięknością dość wycajną, starodawną nawet, rządzącą się wyklepaną, utwardzoną, ale nie asfaltową, wąską drogą, obsadzoną całkiem równo, jednak różnoradnymi iwami, których długie włosy zbliżały się ku ziemi tak jak chciały, bez reguł, poruszały czasem razem, in sync, a czasem całkowicie odmiennie… i zawsze była ośnieżona… Ttak, wiem, było o drzewach, ale ten śnieg, zawsze tam istniejący nawet mimo upałów, odbijający się w korze, w onych pniach falowanych, z wystająymi nibygłówkami, jakby mózgami, niby może i myślącymi tworami, które jednak zapomniały, iż nie da się ino myśleć, że trzeba też i żyć, jakowoś chociaż, chociaż troszeczkę, odrobinkę, bo inaczej…
… oj sens…
Sens tak bardzo chciał enter ten alejowy the chat…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Dom dla lalek” – … oj… po prostu… Z Gardner jest jeden problem, w szczególności od kilku ostatnich tomów… chociaż, właściwie od początku takie tematy ją inspirowały. Dzieci… ich traumy, przetrwanie, wina. Te rzeczy, które nawet u wyrobionego czytelnika, któremu się daje, iż nic go już nie rusza, sprawiają, że odkłada ksiąkę i zamyśla się i musi po prostu wyjść, dotknąć drzewa i zapłakać… coś poczuć, coś więcej, czasem aż nazbyt wiele… po prostu.
Po ludzkiemu… starodmodnie.
Bo opowieści o życiu tak skomplikowanym, tak bardo bolesnym, od samego dzieciństwa, jakoś tak, po prostu boli. Przywołuje nasze własne demony, otwiera rany i burzy coś w bliznach… traumy nie odchodzą, one tylko drzemią, ale czasem, udaje się nam zapomnieć, i właśnie o tym jest ta książka. O jednej z nas, która zapomniała, ale potem, nagle wszystko zaczęło wracać i… właśnie, i nie wiadomo co jest prawdą, a co wymyśleniem…. i nawet, jeśli wies już coś, to potem wszystko wywraca się do góry nogami i znowu jesteś w ciemności. W ramionach oprawcy…
Genialna!

Czasem, szcególnie w tym okresie po sezonie, czy tuż przed udaje się człowiekowi być na Wyspie i z Wyspą jakś tak w samotności i wtedy, czujesz się jak… jakby to wszystko było twoje. i morze i niebo, skały i drzewa, one wcesnowiosenne, przekwitające kwiaty, one wiosenne, które się już pojawiają… on pustka, miejsce do oddychania… samotność, może i dla wielu depresyjna, dla mnie wyzwalająca…
… jedyna.
Cy wkurza mnie, że już wyrąbali całą roślinność na nabrzeżu, oczywiście, że tak, wrzaski mew są jedyną normalnością. Wprawnie oko spostrzeże onych strażników, który, gdy tylko zbliżycie się za bardzo, ostrzegają innych i jeśli, jeśli tylko będziecie nazbyt nieostrożni, jeśli tylko asarżujecie, one was zwyczajnie przepędzą.
Bo stregą tego, co najwaniejsze…
Potomstwa.
W tym momencie bardziej możliwości życia, niż jego istnienia… ale strzegą. Już teraz, bo czas nadszedł i one o tym wiedzą. Bez maszyn i urządzeń… apki do sterowania płodnością i youtubowych guru od budowania gniazd…
Wiedzą.

Wyrąbane drzewka, powalone brzózki i cisza… ogołocone skały oczywiście podatne są bardziej na erozję i widać jak wszystko się obniża, szczególnie tam, gdzie człowiek chodzi najczęściej… wiem już, że niedługo woda, przy większym sztormie wleje się na ulice w miejscu, które niegdyś było…
… cóż, względnie bezpieczne…
Ale prawda jest taka, że budowanie zbyt blisko morza, to zawsze igranie z wodą.
Niepewność… a jednak wciąż to robią, plany w Nexoe wciąż są w planach, by budować tam, gdzie dotąd była pustka i woda, w depresji prawie, tudzież na poziomie morza… jak bardzo jest to durne?
Jak bardzo?
Za to w Gudhjem słońce i pustka.
Wszystko jeszcze pozamykane, za chwilę święta i zjadą się ludzie, na campingu już widać kilku „letników” odmiany wiosennej. Ci to dopiero muszą mieć ogrzewanie dobre w onych camperach. W końcu nocą jeszcze przymrozki, a jak zawieje, to człowiek od razu idzie sybciej… nad dolną częścią miasteczka unosi się dziwny havgus, jakby ktoś coś próbował ukryć, z kominów już się nie dymi… a może dopiero…
… czy w ogóle ktoś tu jeszcze mieszka?
Czasem naprawdę czuję się sama… znaczy z Chowańcem, ale jednak, wiecie, sama, jakby nawet nasi sąsiedzi gdzieś zniknęli, jakby… to wszystko było… Tak, to minie, ono uczucie, ulice się zapełnią, dźwięki natężą i znowu będę zrzędzić, że dla mnie za ciepło… Cóż taka tradycja. Zwyczajność…
Bo kocham zimę…
I tęsknię już za ciemnością. Już mi za jasno…

