„Bo nie możesz zapominać o wszystkich.
Zawsze wszyscy, nigdy nikt jeden, albo tylko ty… zero egoizmu, żadnego czasu dla siebie!!! Nie tak jak tera, gromada narcyzów dbająca wyłącznie o własne potrzeby i nagle upada jeden z nich, i staje się dywanikiem, chodniczkiem, po prostu kolejną ścieżynką, wydeptaniem, może trochę wyboistym na początku, ale z czasem, znikającym… zwyczajnie… i nie, nie ma nic złego w dbaniu o siebie, szczzególnie jak cię wychowano w świecie, w którym ino innym miało być lepiej, a ty miałaś być narzędziem, jednak… ona tabliczka, to oko, trójką z lupą, te litery, ta ciemność iz dobienia wykute w srebre, dla bepieczeństwa, ale nie dla niemocy przzejścia…
Gdzieś indziej…
Głosu, lub ciała.
Oni chcieli mówić, chcieli pomocy, chcieli wspominać, zwyczajnie, nie chcieli być odcięci od tej recywistości, która stała się dla tak wielu codiennością… przerwaną. Nagle. byt nagle. A jeszcze nie nacieszyli się Facebookiem, czy innym tam cholernym Tinderem… może i to dla duchów byłoby opłacalnym zajęciem… Wiedźma Wrona Pożarta Prze Książki Pomordowane naprawdę próbowała wymyśleć jakieś fajne, nowe rzeczy, które mogłyby przynieść wsparcie finansowe… dla niej… W końcu, no wiecie, bo zwyczajnie potrzebowała książek, wiele książek, więcej książek…
… oj tak, więcej, zawsze więcej…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Zaginiona” – … tom 1 cyklu z parą profilerów. Czy raczej panią detektyw i profilerem właściwie już w stanie spoczynku. Małżeństwem, które nie przechodzi najlepszego okresu w swoim związku. Właściwie nie wiadomo, czy wciąż są razem. Ona w domu, on w hotelu… gdy policja puka do drzwi, on już wie, że będie musiał walczyć o ten związek bardziej niż mu się wydawało.
W końcu, jeżeli nie zdąży, ona zniknie na zawsze…
Muszę przyznać, iż ta para Lisy Gardner jest moją najmniej lubianą. Nie żeby nie byli interesujący, ale moim zdanie byt mało tutaj retrospekcji z ich życia, by jakoś złapać z nim kontakt. Ona młodsza od niego, on facet po gigantycznych przejściach. Widać, że mogą się kochać, ale czy na pewno? W końcu pierwszym podejrzanym jest zawsze mąż… zawsze… i to jeszcze mąż glina?!
To na pewno opowieść o wierze, nadziei i miłości, świętej trójcy tych, którzy się starają, którzy walczą o coś, co wielu umyka… miłość, bycie razem, dom, rodzinę, siebie nawzajem… swój świat, ale te i innych. Tych, który stanęli na ich drodze, w końcu zawsze będą tymi, którzy służą i bronią…
… jednak, czy potrafią zadbać o siebie?
Dobra powieść.
Intrygująca.
Mieszająca w głowie. Przygotowani na sprawę małżeństką, tak naprawdę nagle wpadamy w historię niesprawiedliwości losów, w opowieść o tym, jak łatwo wykorzystać tych najbardziej wrażliwych. Jak łatwo manipulować… tymi najsłabszymi… jak wiele mamy twarzy… jak wielu jest dobrych, jak wiele więcej złych ludzi…
Naprawdę dobra opowieść.

Z cyklu przeczytane: „Pożegnaj się” – … Kimberly Quincy. Tak, tom 2 serii to opowieść o córce profilera z poprzedniego zwiąku. O koszmarze, przeszłości, która jednak zawsze puka do drzwi, lub choć pod nimi stoi… o wyborach, których trzeba dokonać nawet wtedy, gdy jest się prawie pewnym czego się chce…
Prawie.
Tym raem nasz świat zajmują wybory innych, dokonane byt wcześniej, prymuszenia, manipulacje, wszystko to, co nie powinno było się wydarzyć. Kimberly i jej partner to dziwna i specyficzna para, ale jednak potrafią sie dogadać, co jest najważniejsze. Tym bardziej w przypadku tej sprawy. Młodych kobiet wplątanych w prostytucję, tych, zaginionych, których nikt nawet nie szuka, zbrodni tak potwornych, naprawdę, że… boimy się tych, który przeżyli…
Tak, to też opowieść o tym, iż oni istnieją, ci, co przeżyli i wcale nie muszą być ludźmi, którzy łatwo rozpoznają dobro i zło…
… wprost przeciwnie…
Ta powieść jest straszna, okropna, koszmarna i perfekcyjna w wykonaniu, ale ukazywaniu tego, odbijaniu onego najmroczniejszego człowieczeństwa… gdy uświadomimy sobie, że takie rzeczy dzieją się obok nas. I osoby, właśnie tak zmanipulowane, tak odmienione, tak „wychowane”, same zostają rodzicami… naprawdę, Że tak łatwo po prostu odebrać komuś życie, nie zabijając go, ale niszcząc to, co w nim…
To naprawdę powieść dla mocnych nerwów.
I znowu… dotykająca… dzieci.
Świetnie napisana, ale straszna.

Z cyklu przeczytane: „Krok za tobą” – … cykl Quincy and Rainie. Tom 3…
Wydawałoby się, że w końcu mają wszystko. Ustabilizowane życie na emeryture, swoje pasje, oraz rodzinę łącznie z intrygującą nastolatką, która naprawdę ich kocha. Oczywiście, kolejnym dzieckiem po przejściach, na dodatek córka Quincy’ego też zdążyła założyć swoją rodzinę, więc wszyscy szczęśliwi… jednak, czy szczęście może trwać dla ludzi z przeszłościami, które nie chcą się wyciszyć.
Już nie odejść, ale choć zamilknąć, skryć się w cieniach…
Dla młodej dziewczyny, która widząc tyle zła, w końcu ma przy sobie kochających rodziców. Dla młodego chłopaka, który zwyczajnie chce tylko przetrwać, który wpadł w złe towarzystwo, dla mordercy, który zasługuje na jedno, ale czy na pewno? Czy zbrodnia i kara zawsze winny być tak samo odczytywane?
Ta powieść jest skomplikowana.
Bardzo…
Jest trudna. Jest niesamowita… ponownie to historia ech przesłości. Czegoś, na co trzeba odpowiedzieć. Czego nie da się po prostu ominąć… w końcu można stracić wszystko… ponownie. Teraz. I tak łatwo jakoś połączyć się z ofiarami, młodymi ludźmi, którzy nie mają mareń, który… trwają… piękna, niesamowita, ale też i szokująca. W końcu… ile można przeżyć? Ile jest zbyt wiele?
Ile… to dość?

Szwecja, połowa grudnia…
Ciepło.
Mokro i ciemno, ale… pojedźmy na wycieczkę, krótką i trochę żałosną, ale jednak… Bo przecież, a tam, co się oszukuję, śniegu nie będzie… jak już, musiałabym zahaczyć o mocną północ, a na to mnie nie stać, więc najpierw Malmo… jak zawsze trochę świąteczne, trochę zaskakujący… pada.
Woda wszędzie…
Goteborg… oj, tu przyznam, że polecieli na całego…
Wybraliśmy się na cały dzień do wielkiego miasta, no wiecie, na moje standardy w końcu mieszkam na zadupiu… nie oszukujmy się, to zadupie. I fajno! Taki mój wybór, jednak czasem lubię przetrzeć paletę i przypomnieć sobie jaki to koszmar… ono miasto. Jednak szok a szokiem… po pierwsze trochę brudno, po drugie mokro i 10 stopni, po trzecie tylu palących, że zaczynam się dusić, po czwarte Pippi jest wszędzie… po piąte światełka… wiecie, tutaj ciemność jest naprawdę ciemna. Nawet ze światełkami wieczorny, czy raczej popołudniowy spacer po parku był… wpadłam w błoto, może nie po uszy, ale jednak, za bardzo. Te światełka jednak…
Jednak…
Oj…
Widzicie. No piękne to wszystko i arty farty… kompoycje muzyczno świetlne zwalają, do tego kanały, ona architektura okolic Hagi i sama Haga. Naprawdę można się napatrzyć, ale nie nakupić bo ceny… ja pierdziu. Po raz pierwszy chyba, aż tak bardzo uświadomiliśmy sobie, iż u nas taniej. No sorry.
Skończyło się taniościowe Eldorado…

Jednak… to wsystko, choć w błocie, wcią niesamowite, inne, na dodatek… hmmm, gdzie są ludzie? Nie żebym narzekała, ale ludzi brak, tramwaje wprost szaleją, piruety walą, ale ludzie… poza tymi palącymi, jakoś tak z ciemniejącym dniem, zniknęli. Czy jest coś o czym nie wiem?
Zapewne, i to wiele!
Jednak dzięki brakom w ludziźnie, jakoś tak można było pobawić się onymi światełkami, pooddychać ciepłym powietrzem, spalinami i tak dalej. Hałas koszmarny, roboty tu i tam, nie no, koszmar, ale… sama tego chciałam! Market rybny, Biblioteka, miodzio! Szczególnie od strony wody. Zwykły dzień…
Może to serio jakiś hit na ciemnościowe zwiedzanie? LOL
Potem Tjorn, Fjallbacka… wszelkie wyspy…
Wszędzie ciemno, wszelako chmurnie i tyle…ale ta słoność powietrza mocniejsa, ta mokrość, jakaś taka, inna. Kochana…
… cała reszta świąteczna, ale jakoś tak, lekko przygnębiająca. Urocze te ich czerwone, tymcasowe skrzynki świąteczne/pocztowe, dodatkowe, naprawdę rozwalające nas, bo u nas skrzynki główne wystawili na sprzedaż… i mnie nie było stać, a chciałam mieć jedną. Z drugiej strony… jaki to ma sens? Nie wiem… DAO przejęło rozprowadzanie poczty małej, jak kartki i listy i tyle…
Dziwne to…
W Szwecji potrafią mieć pocztę, więcej, poczta rozdaje darmowe kartki, no ale… widać u nas tego brak.





































