Pan Tealight i Padłyliść…

„Padł, powstał i wyrósł sobie odnóżki.

Postanowił, że jak już ma żyć bez drzewa, na które się obraził śmiertelnie i do ostatniej tam cząstki, to przynajmniej poszaleje sobie. W końcu przez tyle czasu dyndał na gałęzi, że coś mu się tam od życia należy. I był doskonałym obserwatorem. Widział tyle głów, dachów, wszelakich kształtów dziwnych, chmur widział wiele, też i czuł zapachy mniej lub bardziej przyjemne, czasem nawet sam zdawał się je produkować…

Ale na razie…

… po prostu szedł.

A potem ktoś go nadepnął, żył jeszcze wtedy, ale rozdeptanego coś przejechało, coś potem przeniosło go znowu pod drzewo, to samo i po roku był już ziemią… ale nadal wierzył w to, iż coś mu się miłego przytrafi.

Miał też wspomnienia, bo nim go ktoś nadepnął poznał świat. Świat, który wyglądał całkiem inaczej, ludzie byli wielcy z poziomu gruntu, ogromni, szerocy dziwnie, i bardzo twardzi… Można było też wędrować sobie przyczepionym do ich włosów czy odzień, czepić się lusterka w samochodzie i za całkiem darmo przenieść w nieznanie inny kawałek lasu, no chyba że wiatr zepsuł wycieczkę… to wtedy inna wycieczka się szykowała… wszystko tutaj było podróżą, wszystko!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Samotna” – … początek. Pryznam, e dziwnym było nagle reskoczyć na te pierwsze opowieści kryminalne tej serii, tej autorki. Staruszki, ktoś by powiediał, ja auwaam brak reklamy nachalnej, telefonów, więcej człowieceńśtwa, szczegółów. Brutalność ludzą, ale i nadzieję.

To dobra powieść.

Wróć, to bardzo dobra powieść…

Lisa Gardner zaczęła od pisywania romansów pod pseudominem Alicia Scott, ale to „Mąż doskonały” z 1997 roku dał jej oną pewność, że może pisać i zarabiać. Wielbicielka policyjnych procedur, wselakich postępowań, oraz zabaw, odnajduje się świetnie w świecie premocy… a jej postacie, cóż, tutaj właśnie jest dziwnie… ta książka to pierwsza z serii  detektyw D. D. Warren, a tak naprawdę bohaterem głównym jest mężczyna, snajper, Bobby Dodge. Tak, byli kiedyś ze sobą, sypiali, ale teraz to tylko szacunek, przyjaźń… D. D. w reczywistości prze pół książki jest ino wspomnieniem, jakimś szepnięciem, w ogóle jej nie ma, jest on, ona, inna sprawa, diecko, strał… wątpliwości.

Bycie snajperem zdaje się być prostą sprawą, masz ochornić ofiary, jednak czasem… czy snajper może się mylić? Czy można nim manipulować… na pewno książka maniuluje czytelnikiem. Bobby to cudowny bohater, świetnie oposany, wprost no: taki chłop do rany przyłóż, piękny, mądry i tak dalej, ale jednak… strzelec. Krew na rękach, czy uratowane dziecko.

Tajemnice bogatych?

Ratunek, czy egekucja?

Ta powieść jest niesamowita. Dziwnie lepsza niż te ostatnie tej autorki… w jakiś pokręcony sposób, choć o tej z tytułu serii dowiadujemy się niewiele, jedak jest to początek jej historii… a może i ich opowieści? Próbuję zapomnieć o innych, ktore precytałam, niechronologicznie i widzę intrygującą spójność. W przypadku pani detektyw, to nie ona jest bohaterką, to jej zbrodnie, te, które ma wyjaśnić, w przypadku innych serii już jest trochę inacej. Intryguje mnie to…

Kurcze, bardzo dobra powieść…

Z cyklu przeczytane: „W ukryciu” – … D. D. Warren i Bobby Dodge… tom 2 serii o pięknej pani detektyw… i lepiej czytać je w odpowiedniej kolejności, bo wszystko, co wiemy z pierwszego tomu, powraca. Ale powraca z innymi zwłokami, inną boahterką, która znowu tłumi nam obraz D. D. Jakby nasza biedna policjantka naprawdę była wyłącnie pracą. Tylko nią…

Bobby jest osobnikiem po przejściach, ale jakoś wszystko się ułożyło, zmienił pracę, chociaż, ono rozdrapywanie starych ran może mu pozostawić paskudne blizny. Wiem to z własnego ogródka, własnej skóry.

Tym razem zbrodnia daje się być tak strasna, tak okrutna, wycerpująca, że sami policjanci nie są w stanie o niej romawiać. Czasem pewne sprawy już takie są, pozostają w koszmarach, na zawsze pod skórą, pod powiekami. A racej… ofiary. Pewnych ofiar się nie zapomina.

W szcególności dzieci…

Kolejna świetna powieść.

Wciągająca, poukładana, zagmatwana, ale jednak, jeśli czytacie uważnie, może i wam uda się być… detektywem. Bo w tych książkach właściwie wszystko jest. Nawet jeśli lekko przykryte, wystarczy wsłuchać się w szelest kartek…

Warto.

Jest coś w tych pierwszych tomach tej serii, coś więcej, coś takiego mocniejszego, ludzkiego, coś, dla czego warto po prostu się dać pochłonąć.

Ciemność i cichość…

Pojawia się około końca października, gdzieś z początkiem listopada. Jeszcze niby liście na drzewach, niby ludzie pracują w ogródkach, ale… z drugiej strony tutaj trawa właściwie rok cały zielona, więc, niektóre uprawy lecą przez cały rok, jak nie to, to tamto. Co przeżyje, co da radę, co użyźni, co nie… czasem się wydjae, że ziemia nie odpoczywa, wcale a wcale i już ma dość. Potrzebuje ziemskich wakacji.

Bez onych maszyn i smrodu obornika.

Tak, oczywiście, Jul nadchodi, ale… z roku na rok daje się być mniejszy, jakiś taki miej widoczny. Zawsze mam wiele respektu dla tych, co to światełka trzymają całorocnie, i to apakone, albo tych, co zaczynają wcześniej… bo sama powoli aczynam się bać… świateł. Wiecie, rachunku za prąd…

Tia, Wyspa ma problemy jak świat cały, nie inne, no dobrze, może czasem inne, ale w większości, ceny nas zjadają, świeżych, zdrowych warzyw i owoców nie ma, jedzenie wątpliwe… wszystko jakieś takie… i wtedy idziesz nad morze, do lasu i udajesz, że nagle, to wszystko, należy do ciebie. Przez tę chwilę… jakoś tak. Bez obowiązków, ino nagrody, same nagrody i spokój i jeszcze…

… coś…

Specjalnego.

Nie wiem…

… może się starzeję, ale jakoś tak, może to depresja, znam sukę od zawsze, jest częścią mnie, więc nic nowego… nihil novi. Nie, to nie może być to, nam to, więc jednak, może kolejna zmiana Wyspy? W 2003 roku dostać tutaj normalny chleb, na zakwasie, było trudno. Piekarnie były nieistniejące właściwie, ino biały chleb, w ciągu kilku lat mamy i chleb normalny i nawet więcej, wywalony McDonald, Tiger się wypisuje… właściwie cora więcej firm znika. Niby te nic nowego, rotacja, ale nowe się nie pojawia. Takie nowe, wiecie, dla nas…

… tych, co to miejsce nazywają domem.

Właściwie, onych „nas” coraz mniej.

Coraz rzadziej się odzywamy.

Czasem jeszcze coś mrukniemy, ale… polityka nas pomija, złe wspomnienia uświadamiają, iż jeżeli coś się stanie, to nas zostawią, odrzucą. W końcu, użyteczni jesteśmy jak trzeba odpady wywalić, lub też wakacje odbębnić… chociaż, po kiego ta Kopenhaga się tutaj zjeżdża…nigdt tego nie roumiałam.

Oczywiście, że Wyspa jest piękna…

Ale ludzie ju nie patrzą, jak kiedyś…

Nie milczą… nie witają się na szlaku.

Zmiany… często są nie tylko złe, ale też i bolesne, smutne i dobijające. Okrucieństwo, milczenie, brud, nonszalancja.. hałas. Zaniedbanie. Wyzysk bogatych, pomiatanie normalnością… względną. Nie ma jej. Zniknęła… powoli też odchodzą ludzie, który byli pewną podstawą tego miejsca. Walczący, a nowych nie ma…

Zmiany.

Nie wiem… mam dość.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.