Pan Tealight i Popółnoc…

„Była to pora, która czasem trwała krótko, a czasem nazbyt długo. Nie do końca określona, przez wielu niezauważana, przez artystów opisywana, prez śniących śniona, marzycielom przypisywana… choć może i wydmuszka, zmyłka, załamanie czasoprzestrzeni, ale jednak… była. Istniała…

… bo chciała tego.

Bycia…

Miejsca dla siebie.

Nie potrzebowała wyznawców, nie uśmiechały się jej procesje, ofiary składane wbrew własnej woli, czy z oną wolą, kwiatki siane, drzewka sadzone, kamyczki wrzucane w tonie, by ino coś zmącić, zanęcić, podniecić… nie, nie chciała ludzi, ale jednak, jakoś tak, w swej pokręconej, często dla samej siebie nieistniejącej podświadomości wiedziała, iż jest pod nią, oną podświadomością taka myśl, lekko swędząca, piecząca nawet, która sprawia, że chyba miała marzenie…

… czy jakoś tak…

By być raz wypowiedzianą.

Pogłaskaną i opisaną.

… więc ona to robiła. Bo dlaczego nie. Potrafiła, umiała, a przede wszystkim widziała i czuła to, czemu inni odmawiali egzystencji. Odmawiali zauważenia, wszelakiego dostrzegania. Jakby… nie chcieli widzieć, jakby wiedzieli, ale jednak, ich normy i religie im zabraniały… a może było w tym coś więcej? Może naprawdę nie widzieli tej pory, czasu, momentu w ciemności. Zapatrzeni w swoje maszyny, przyklejeni do nich i opętani przez one swoje życia, fantazjujący o tym, czego nie mieli i mieć nie mogli, byciu i niebyciu, lepszym, którego nawet nigdy nie próbowali…

Ale ona widziała ją… Popółnoc… i nawet raz ją pogłaskała.

Tylko raz…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Edukacja motyli” – … mniam! No po prostu… psychologicna rozprawa dotycząca macieryństwa, przemijania kobiecości, onych faz, które tak bardzo są nam, kobietom wmawiane, że zawsze musi być tak. Że nie może być inaczej i jeszcze… opowieść o fatum, przenaczeniu. I diecku, które pojawia się nagle… i burzy codziennść, ułożoną, doskonałą…

Oto historia matki, która dopiero po stracie uświadamia sobie, że nią jest. Naprawdę i w pełni, do końca, i że zrobi wszystko, by tylko otrzymać odpowiedzi, nawet na te pytania, niezadane… i jeszcze… o traumie, która nigdy nie jest taka sama. Która nie posiada jednej definicji oraz…

… o życiu.

Zwyczajnym.

Zmiennym.

Nasa bohaterka, to młoda kobieta. Bogata, atrakcyjna, mająca wszystko… nagle jednak pojawia się dziecko i wsystko, nie, nie pozwoli na to, by dziecko coś zmieniło. Nadal jest sobą, a diecko, jest elementem wystroju wnętra, do czasu… do tej jednej nocy, telefonu, do tego momentu… jednak, cy coś, co nie było jednością, może się nią stać? Czy jest to możliwe? Wbrew upływowi czasu, zmiennościom, indoktrynacjom oraz… człowieczeństwu? I jeszcze… zmianom?

Czym jest rodzina?

Kobieta?

Matka?

Niesamowita, bolesna miejscami powieść. Świetnie rozpisana psychologicznie postać i świat, który jest tak bardzo… zwyczajny… jak zwykle dobra książka. Może nawet niesamowita…

Z cyklu przeczytane: „Dziecięce koszmary” – … okay… takie książki sprawiają, że człowiek się zmienia. Nagle już nie tak łatwo rozpoznaje zło i dobro, nagle ma… wątpliwości. Nagle wszystko się zmienia, więc czytacie na własną odpowiedzielność, bo po lekturze, dobro zaniknie.

Ta powieść, z gatunku historii o dzieciach i zbrodniach, żaden spojler, sporo takich powieści i filmów już stworzono, niektórzy boją się bliźniaczek, inni wsadzali córki do piecyka… film z Bridget Jones… wiemy, że dziecko, sczególnie w disiejsych casach, to po prostu mniejszy człowiek, który może od razu wsadzić cię do ciupy. Jednak, chyba nie każde dziecko takie jest, prawda? Może się oszukuję… ale, czy takie dziecko można naprawdę stworzyć, w jakiś sposób zaprogramować? Szczególnie w czasach, gdy powierzamy dzieci wszelakiej maści terapeutom i lekarzom?

W czasach bumu na szeroko rozumiane: zdrowie psychiczne…

Oto powieść o zbrodniach, dzieciach i strachu… o zapominaniu, pomijaniu, o niepewności… ale też i o przesłości, traumach i przypadku… oto opowieść psychologiczna, kryminał i thriller w jednym. Mniam! Do końca nie będziecie wiedzieli komu tak naprawdę ufać… a po preczytaniu zostanie w was więcej pytań.

Kopenhaga, spanie w IKEA i człowieki… oraz wielka walka czasek i bombek.

A tak, jak się człowiek wybrał w Halloween do stolycy, to stolyca go zaskoczyła. I to mocno. Serio… tia, niektóre okna wystaw miały one dynie i czaszki, ale reszta okien stroiła się w choinki i bombki, jakby protestując donośnie i barwnie, aczkolwiek stylowo, przeciwko onej całej straszności. I nie wiem, czy to coś szeptanego, czy jednak ludzie mają dość kościotrupowych tematów, poza wiecie ozempikiem, w końcu państwo z czegoś żyć musi, jednak… to naprawdę wyglądało jak bunt jakowyś.

Tudzież mocny protest.

Donośny w swej barwnej ciszy i brokatowej poświacie.

Ludzi kurna masa. I też raczej dziwnie jest. Zaparkować nie ma kompletnie gdzie, pousuwali wszelakie miejsca parkingowe, co dla ludzi z problemami wszelakimi jest problemem, dla dostawców wąskie uliczki, gromadzące się niczym dzikie zierzęta rowery wszędzie, śmieci… po prostu koszmar!!! Oczywiście każdy rower chce cię pożreć. I to najlepiej na surowo.

Ludzie wkurwieni, nieprzyjemni…

Ja pierdziu, wizja piekła numer pięć!

W IKEA zaś właściwie już po świętach, kryzys świeckowy nadal obecny, ale… odkryłam coś dziwnego. Pokój do spania? Miejsce, gdzie koleś po prostu się ułożył, a oną z gromadą dzieci wysłał na zakupy. Oczywiście Muzułmanin, no kto w dzisiejszych czasach ma kasę na takie gromady dzieci… nigdy nawet nie pomyślałam, i są takie pomiescenia… albo, że wymuskany goguś ułoży się w nim, a bidna zakamuflowana pójdzie na zakupy… znaczy nie wiem, czy na zakupy, czy po prostu łkać w kącie, nie ślediłam jej, a pokój był przy kibelkach, więc… kolejka była, ale dla niej pokoju nie było… hmmm… warto byłoby to sprawdzić?

Czy istnieje dla każdego taka opcja drzemki?

Malmo…

A w Szwecji, to chyba już ogólnie byli pohalołinowani… też tłumy, jakby jutra nie było, w sklepach pustki, ackolwiek zauważyłam w dużej ICAy dział polski tu obok onego orientalnego. Ech te orienty, czy to krówki, czy przyprawy…

Zawse piątki są dziwne w Malmo. Jakieś takie lekko odrealnione, ale… co do świąt, to właściwie nie było żadnych. Tych jakby jeszce nie zaczęli, tamtych chyba nie mieli, a moze i już skończyli, tak serio, nobody cared… Podobno coś strasnego działo się prze tydień, ale, mnie nie było, nie wiem.

Za to Lund miał nawet zjazd zombie.

Może w przyszłym roku sobie ich obejrzę?

Ogólnie mówiąc, bryndza.

Ale… poza tym świat jak zwykle. Lekko przerażająco, lekko zniewalający… jakoś tak lepiej wyglądający z drzewami… z naturą, wszelako pojętą. Ona zniewala zawsze. I jakoś tak, pomiędzy załatwieniem tego i tamtego czas się załamał, zaszalał… i znowu prom i dom, i już po… czasem tak sobie myślę, byłeś człowieku w dwóch państwach, takie to trochę dziwne dla niektórych…

… a dla ciebie jak autobus.

Na szczęście morze jak lustro… czy okno?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.