Morderstwo w Listed, czyli powszedni trup bleh…

„Nie, no już nawet nie chodzi o to, że trup to trup i tyle. Że powinien siedzieć se w tym grobie, no nawet niech se kablówkę dociągnie, ale w grobie. Nie, no nie chodzi o to. Nawet nie o to, że się na nie natykam i nie wiem, czy to do cholery jest fałsz, czy prawda? Czy widzę przyszłość, czy teraźniejszość… a może przeszłość, która guzik mnie winna obchodzić. A nawet zamek błyskawiczny!?!

Czy o nogi ociera mi się kot żywy, czy tylko jego duch…

No chodzi mi o te trupy, co to bezczelnie w swej całej, rozpadającej się cielesności babrają mi wycieraczkę. Jak można się tak bezczelnie człowiekowi na oczach rozpadać? Cóż, bardziej na stopach, raczej nie chlapią… ale… Nie wiem dlaczego, ale odbieram to jako zwyczajne molestwoanie seksualne. Moja seksualność jęczy. Czuje się zbrukana, no i pewno taka jest, one nie pachną dobrze te trupy, ani nie rozpadają się w cholerne róż płatki! tudzież wiosennej rosy mgiełkę.

JESTEM MOLESTOWANA PRZEZ ZWŁOKI!!! CZY SĄ OD TEGO JAKIEŚ SŁUŻBY? nie tylko sprzątające.

Właściwie, to się ludziom nie dziwię, że mi nie wierzą. Sama sobie nie wierzę. Zamykam oczy, liczę do pięciu, ale one są twarde, w tym rozpadaniu się na moim progu – nie no pewno, są miękkie jak tak się rozpadają, jak mnie straszą, ale twarde w postanowieniu coby przyłazić właśnie do mnie. CHOLERA JASNA!!! ciemna też być może, nie znam różnicy. Ale czekajcie, choć akurat te teraz leżą sobie malowniczo na suchej ścieżce, po której przebiegła właśnie gromada wrzeszczących dzieci – mur beton to bezstresowe wychowanie, ech! ile człek stracił w życiu przez mores i kary… Miło z ich strony. Zarówno strony zwłok, iż leżą tutaj, a nie pod moim domem, oraz dzieci, których niecierpię nawet w potrawce, ale które ładnie je poturbowały – może nieświadomie?

– Trupa czuję –

– Aha! –

Pewno, gdybym mu powiedziała, że widzę czek na dwa miliony, wypisany na me imię drżącą ręką zakochanego we mnie wariata – aczkolwiek zero cielesności – może mój Chowaniec by zareagował. Ale nie. Bezczelnie karmi mie cały czas ogórkami – pewnie tymi zatrutymi, taka struta łażę – i się zastanawiam, czy on się zwyczajnie już nie znudził moją dziwacznością. Czy to wszystko, co się dzieje, przestało być dla niego dziwacznym eksperymentem, a zaczyna być kulą u nogi, pętlą na szyi… Ale kurde, kto tu rządzi? Chowaniec czy Wiedźma… sama boję się sobie odpowiedzieć. Ej ta uczciwość durnego sumienia!!!

Zaraz zaraz… te Truposz! Z dużej litery się do Ciebie zwracam… Czy ja mam być następna? A może to wszystko, te zwłoki od kilku miesięcy, zwidy, omamy, wizje i inne paraszuplie… Czy to zwiastun mojego zgonu? No weź coś powiedz. Choć raz nie rozpadaj się, nie gub nosa, ale mi odpowiedz!!!

Czy źle się dzieje w państwie wiedźmy?”

(„Morderstwo w Listed, czyli powszedni trup” Chepcher Jones)

PS> Strajkuje!!! Chce książek!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wstydliwości Pożartej Przez Książki…

No to się przyznaję, jak przed egzekucyjnym plutonem, co to wciąż się zastanawia: strzelić czy nie strzelić? Wybrać serce, głowę, czy o wiele prostszy obrać cel, czyli wiadomo dupsko… Bynajmniej przyznaję się najpierw, coby nie było, że choć mam co czytać: „Namiestniczka” tom 2 wciąga i ze szponów swego świata trudno wypuszcza, to nie mogę oprzeć się uczuciu dziwnemu, takiej chcicy pieruńskiej, zawiści jakiejś, pierdniczonemu giga-pragnieniu… posiadania nowych książek. W ilościach ogromnych, najlepiej wszystkie poza poradnikami erotycznymi, opowieściami celebrytów i nazbyt mdłymi seriami w stylu: też możesz być szczęśliwa, tylko się uśmiechnij. Chcę krwi, flaków, magii i smoków, chcę dziewic rozdzieranych przez moce – niekoniecznie złe, bo ostatnio dochodzę do wniosku, iż dziewice i pierdniczone aniołki wybić trza!!! nie leżą mi w kontekście wcale.

Chcę wciąż nowych historii… uzależniona od świeżej farby drukarskiej, od tej kruchości kartek, ich mlecznej, czasem ciemniejszej, wołającej sepią barwy…

Chcę wciąż nowych postaci i światów.

Chcę… książek!!!

Co widzę nowość, czy jeszcze niepewną zapowiedź, już mnie coś w dołku ściska. Już mi przed oczami coś lata. Zawistna się robię małpa, bo ktoś ma, a ja nie. Jak dziecko, któremu zza szybki machają lizakiem, ślinię się… ślina skapując tworzy malownicz strumyczki, wżera się w skórę, zmarchy tworzy, a ja mam to gdzieś. Uszami telepię z nerwowości, bo chcę przeczytać to, a nie to – zapominając, że sekudny temu byłam tylko w tamtym świecie. Ciągle spoglądając czy gdzieś nie czai się ów – nowszy model… Dziurki od nosa rozchylają mi się niczym jamy jakiejś pieprzonej, smoczej jaskinii – tylko mniej złota tam, ale jak pogrzebać coś się znajdzie, a i ryk potwora gwarantowany.

Piesek Pawłowa to przy mnie zwyczajna sucha gąbka!

Chciwa jestem, pazerna. Wali mnie właściwie czytelnictwo, bo najchętniej odebrałabym innym książki. Za ten brak czczenia tomów, za nieumiejętność rozpoznawania bukietów farb drukarskich, giętkości stron, czy faktury okładki. Tych niby wyznawców książek kamieniowałabym, oblewała smołą i w pierzu tarzała! NIEGODNIŚCIE… Ale jakie ja mam do tego prawo? Uzurpuję sobietytuł Kapłanki Wiedźmy Klanu Wąchaczy Książek, Pożartej Przez Książki, ale też i wiecznie, kanibalistycznie do nich ustosunkowanej.

KSIĄŻKI TO MOJA RELIGIA, WYZNANIE I DROGA! No i Wyspa, ale ona to rozumie!!!

Książka na dziś… coś innego. Tomik wierszy: „Jak powstało piekło”.

I pytanie… czy ja się nadaję do konkursu?

No bo do tego już coś piszę 😉 wykańczam Kopciuszka, bo mnie kurde zawsze wnerwiał. Choć Pinokio bardziej!!!

A czasem myślę, gdyby tak no wiecie… ZNORMALNIEĆ?

„O! Wielka Boginii Psychicznie Potarganych
Matko do Świata Niepasujących!
Jedyna co znosisz nas i naszą nieświadomość…
O Wielka i Wyrozumiała!!!
Racz wejrzeć na mą lizusową duszę
…i kopnąć mą karmę w kuper, bo muszę
przez chwilę być normalna…
PS. Potem wracam do siebie!!! 🙂
LOVE
AMEN
C.D.N.”

A MOŻE NIE 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Dziewica to towar krótkoterminowy…

„Pan Tealight uważał, że dziewice są od tego, by kąpać się w ich krwi. Ale problem z dziewictwem był taki, że nie miał on nic wspólnego z tą tam… błoną. Musiała istnieć świadomość seksualności i kobiecości. A z tym tzw. dziewice miały problemy. Doczołgiwując się, wiele nazbyt prędko i łapczywie, do momentu w życiu, kiedy po raz pierwszy miały wykorzystać swą siłę i stać się nieprzydatnym mięsem dla jednorożców… po prostu panikowały. I tak, jakoś dziwnie, chyłkiem, niczym chrzanione raki, prawdziwe dziewice zaczęły znikać z puli genowej człowieczeństwa. A to zagrażało magii. Odbierało jej subtelną naiwność. Narażało na nazbytnią świadomość… Chwiało i tak niestabilną równowagą między idiotkami w pastelach, a ciemno odzianymi damami, którym co nieco błyszczały się oczy.

I ogólnie było fuj!!!

Dziewicami trzeba było się zająć i, choć Pan Tealight dobrze wiedział, że się do tego nie nadaje… no ktoś musiał. Szkółka NiezbytLeśna dla Dziewic powstała rok temu, ale młode drzewka czystości wciąż nie skłaniały się ku nierządnej kobiecości. Czegoś brakowało. I Pan Tealight nie wiedział o co chodzi. Postanowił więc zwrócić się o pomoc do wiedźmy Wrony… choć niezbyt chętnie i z pewną pewnością ogólnej, nadciągającej zagłady. Mógł poprosić o pomoc wiedźmy, które mieszkały w Sklepiku, ale zwyczajnie ich było mu szkoda; zakochany w Królowej Śniegu jej nigdy by nie… no nie było wyjścia!!!

Czasem los bywa nad podziw przebrzydle okrutny…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS> Dzień Dziecka 🙂

PS. Recenzja może stara, ale książka wciąż jedna z ulubionych: „Ja, Tituba, czarownica z Salem.”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Anatomia wtórna Kopciuszka, czyli Pan Tealight jednak woli mięsko…

„Tak, wszyscy ją znali, a jednak, gdy Kopciuszek trafiła do Sklepiku z Niepotrzebnymi, Pan Tealight i Ojeblik, mała ucięta główka, długo zastanawiali się, czy to dobry pomysł. Na szczęście ów pomysł jak wiemy, rozwiązał się sam.

Kopciuszek leżała, tak kompletnie zdechnięta, umarła, nieżywa jak tylko jest to tylko możliwe i… już nie sprawiała kłopotów.

Tak, żałujemy, iż wcześniej też nie była tak sztywna, chłodno odpychająca, a jednak nadająca się na coś w stylu – raptowny wystrój wnętrz. A jednak… mimo owej nagłej dostępności wrednego Kopciuszka, Pan Tealight, a już Ojeblik to w ogóle, nie spieszył się do autopsji. Wręcz przeciwnie. Specyficznie poruszeni nieruchawością niegdyś wrednie rozszczekanego obiektu, ową definicyjną sztywnością denatki, zamyślili się.

Właściwie to mieli zacząć, gdy owo wspomnienie skłonności popielniczych Kopciuszka, jakoś tak zmusiło Pana Telighta do odkurzenia starych haseł reklamowych – on nie miał niewidocznej Wróżki Matki NaderChrzścielnej. I tylko Ojeblik, i to tylko przez chwilę pomyślała o Kopciuszku. Mała, odcięta główka wskoczyła na metalowy stół i przez chwilę wpatrywała się w rywalkę, niewielu pamiętało, że ta główka też kochała Księcia. No, dopóki nie zszedł na psy, ale to już serio bardzo inna bajka. Niektórych kręci jak facet potrafi wylizać sobie jaja. Ojeblik nie była jedną z TYCH!

„Niechciane prezenty, niespełnione życzenia, porzucone pluszaki i papierki po cukierkach z dziwną zawartością… Sklepik bez zbytniej radości, informuje o jeszcze wolnych (magicznie wyżebranych) miejscach w Niechcianym Magazynie. FAŁSZYWYCH MIKOŁAJÓW NIE PRZYJMUJEMY!!!” – krzyczał Pan Tealight polerując równie głośną tabliczkę z reklamą.

„Skarpetki nie do pary, brakujące cząstki pomarańczy… UWAGA! Przygotowania do wyprzedaży poświątecznej!!! Nic za darmo!!!” – dołączyło się do duetu…

„UWAGA!!! Pierwsze zapisy do szkółki niedzielnej dla weekendowych rycerzy oraz maści wszelkiej książąt i królewiczów. Tylko u nas dowiesz się jak sprawnie oswobodzić królewnę, tudzież sprawniej oprawić smoka. Uwaga – wszystko traktujemy zamiennie. Filetowanie wrednych księżniczek DOZWOLONE!!!” – właśnie zmieniało sobie czcionkę…

„RARYTAS DLA WOLNEJ MYŚLI – Tylko u nas wolne miejsca w nowo otwartym lochu dla wszelakiej: maści, głośności, jadowitości i zbędnego rozmiaru… KRYTYKÓW!!!” – postanowiło się jednak nie wychylać.

„UWAGA!!! UWAGA!!! UWAGA!!! Nowy dział w Sklepiku z Niepotrzebnymi – USŁUGI PUBLICZNIE NIEPUBLICZNE!!! Tym razem, na dobry początek, oferujemy wyprzedaż pasów cnoty do użytku zewnętrznego i wewnętrznego. Nie krochmalić! Brak zniżki dla małżeństw. ŚLUSARZA NIE DOŁĄCZAMY!!!” – przebiło kilogramem gwoździ wszystkie hasła i od razu wgramoliło się na zatkany komin.

„Zapomniane, zasuszone niczym mumie, lub tylko zwiędnięte. Te tak zadziwiająco kurczowo trzymające się życia, zieloności igieł i obiecanej im świetności… ścięte choinki. Niechciane, ścięte na próżno, tak dziwnie, okrutnie nadprogramowo. Jakby obleczone w marzenia i nadzieje panny na wydaniu, którym obiecano ukochanych. Pan Tealight kocha niechciane choinki. Podobno z jedną połączył go pewnego czasu gorący romans, ale kto tam teraz będzie o tym pamiętał?” – SKUP CHOINEK!!! – stwierdziło, że jest za gorąco i schowało się za kotem bez ogona.

„TYLKO U NAS!!! SZYBKIE I prawie BEZBOLESNE OTWIERANIE RYCERSKICH ZBROI!!! Oddaj nam swego rycerza, a powiemy Ci co masz w środku! Usługi niekonfliktowe i niekontrolowane” – było jak najbardziej na czasie, oliwa wyszła się opalać, a chętnych moc od kiedy fantastyka ugruntowała sobie pozycję u wszelkich Muz.

„UWAGA!!! Kolejny i namolny nabór na zajęcia „Artystyczne strzelanie z gumy w gaciach”. Prosimy o nie przysyłanie stringów komisji, jesteśmy nieugięci (Panią od różowych z koronką w wisienki zapraszamy na osobiste konsultacje)” – flirtowało jak zwykle, a co logiczne Ojeblik miała pewien problem z bielizną. Bo z kobiecością zadnego, serio!!!

„Pisanie listów do Rovaniemi, wiara w życie pozagrobowe, piłowanie kłów, ostrzenie charakterów, demilitaryzacja starszych pań w beretkach, wydłużanie członków, minimalizacja szkód… kompozycyjność aromatyczności ludzkiej i nieludzkiej na miejscu!!! Wszystko w dogodnym terminie, niekoniecznie bezboleśnie – NIE TAK JUŻ NOWE USŁUGI W SKLEPIKU!!!” – zajęło strategiczną pozycję w oknie, gdy: „Depresja, smutek, wielki czarny pies, przygnębienie, rozpacz… Wszystko tylko dzisiaj w dramatycznym i nielogicznym zestawie z nijakością. UWAGA!!! Przy zakupie ilości, która nas uraduje gnomy zapakują przesyłkę w radośnie słoneczny papier i przewiążą śpiewającą tasiemką – czas wycia tasiemki co najmniej 58 dni. NIC TAK NIE UCIESZY ŻONY JAK PREZENT GŁOŚNY I SZALONY!!!” – jak zwykle kuliło się w kącie. Nigdy nikt nie wiedział którym… i nie chciał być świadomym obecności akurat tego hasła.

„UWAGA!!! Promocja na zatrute jabłka!!! Dla teściowej czy znienawidzonej sąsiadki – w każdej odmianie znajdziecie u nas przypadki nader niepodejrzanego zejścia z tego łez padołu… z antidotum, dla siebie bo pospołu wszyscy możemy z niego przeca w takowy sposób zejść – PRZEZORNY NIE UBEZPIECZONY, ALE WYPOSAŻONY!!!” – spuchło z dumy, jako najczęście wykorzystywane i wzięło pod ramię: „RECYCLING!!! Przyjmujemy stare wiedźmy, zużyte księżniczki, smoki co już nie zioną oraz miotły bez opcji wznoszenia. Buty, które wyciągają tylko milę, ale też czapki nazbyt uwidaczniające rzeczywistość noszącego. Domek z piernika przerobimy na jadalną bieliznę! WSZYSTKO JEST MOŻLIWE!!!” – co jak co, ale lombard też miał niezłe przychody, choć i nadmiar teściowych.

Ojeblik podturlała się do hasła: „Królewna w sosie z opresji, Jaś nadziewany Małgosią, Tomcio na Paluchu – te i inne nowe, zaskakujące przepisy tylko u nas. DEGUSTATORZY MILE WIDZIANI!” i zastygła. Patrzyła jak przenoszą Kopciuszka… do… KOMÓRKI!!! Życie bywa sprawiedliwe, ale żeby aż tak? Nawet srebrne, filigranowe i dziwnie zmienne hasło: „UWAGA!!! UWAGA!!! UWAGA!!! WIELKI SKUP BOGÓW, BOGIŃ, POMNIEJSZYCH I WIĘKSZYCH!!! Potrafiących wiele i tych, których łechcą ino przyjaciele – cena od kilograma wyznawcy. Lepiej tuczcie swoich wyznawców” przyznało jej rację…

KOMÓRKA!!!

„Na doły jesienne i te kopane przez innych, na te własne i czepiające się nas cudze – zawsze ostre szpadle, łopaty a także miniaturowe kopareczki z dołączonym zestawem niewolników (dopasowani rozmiarem). OPCJA GRATIS!!! Wymiana niewolników przy zgodzie na przetwórstwo konserwowe i dostateczny stan mięska – NATYCHMIASTOWA, FULL OPTIONS!!!. TWÓJ NIEWOLNIK ZAWSZE SIĘ PRZYDA!!!” – uciekłoby z krzykiem, gdyby akurat Pan Telight nie montował go na starym płocie. Ale przechodząca, jak zwykle w najmniej odpowiednim momencie wiedźma Pożarta Przez Książki przytrzymała za ucho hasło ulubione: „Tarcze antymoherowe, mikstura antyogniowa i antidotum na złośliwe języki… Wszystko w ramach ochrony wiedźmy przed resztą świata! PAMIĘTAJ – PRAWDZIWA WIEDŹMA TO GATUNEK ZAGROŻONY!!! W ramach pielęgnacji ciała wprowadzamy PROSTOWACZ KROST I WĄGROWNIKA!”. Na Kopciuszka nawet nie spojrzała, zresztą, była ślepa jak kret. I kochała to… chyba. Ojeblik miała problemy z wiedźmą, ale jeszcze nie wiedziała jakie. Na razie… KOMÓRKA!!!”

PS. „Pasy bezpieczeństwa, poduszki, rękawki do pływania, foteliki w każdym wymiarze i możliwość stałego okupowania tylnego siedzenia. Wszelkie hamulce, ABSy i USBesy… na biesy – NATYCHMIASTOWA OCHRONA PRZED ZDERZENIAMI Z RZECZYWISTOŚCIĄ!!! Koła ratunkowe dopasujemy do kształtu twojego i twojej nierzeczywistości!”

„Kociołki we wszystkich rozmiarach – niezależnie od wielkości ofiary, każde mięsko zmięknie; piece do pieczenia niekoniecznie grzecznych dzieci, łopaty piekarskie i wszelkie poprawiacze smaku! W cenie promocyjnej konserwowane gałki oczne, przydadzą artystycznego nieładu każdej potrawie! GAŁKI TAKŻE W WERSJI PIKLE!!!”

„Chatki na kurzych łapkach (dostępne w wersji innoptaczej), zagubione chałupki bagienne wraz ze złudnymi świetlikami, domki z głębin lasu z dodatkowym mchem i zestawem bardzo ruchliwych robali – czyli WIEDŹMIE M1 POWRÓT DO KLASYKI!!! W promocyjnej cenie zapleśniałe jaskinie.”

„Chcesz uczynić Samhain naprawdę nieprzewidywalnym, zadzwoń do Wujka IGORA!!! Wymiana wszystkiego, bez wpływu na wygląd. Włóz rękę do koszyka z niespodziankami i wyjmij w zamian wątrobę stryjka! POZWÓL SOBIE NA WIĘKSZĄ ODROBINĘ SZALEŃSTWA – powrót do własnego ciała niemożliwy… – wizyty w godzinach wszelakich. UWAGA!!! nowa, niewątliwie szkodliwa usługa!”

„Mózg, musk, mijusk… krew, kref, crefw… oraz wszelkie inne wydzieliny. Promocja na jad zazdrości i oddech gastryka, chuch promilowy w promocyjnej cenie!!! Suszone odchody nietoperza GRATIS!!! Do każdej paczki gluty trola w ramach Samhain!”

„Krakanie wron, rechot żab, wycie psów i marcowych kotek wołanie… W ofercie też pobrzękiwanie łańcuchów, skrzypienie drzwi i demoniczny, syczący oddech tlący włoski na każdym karku. UWAGA! Promocja na stukot dobrze zleżałych kości. TYLKO TERAZ! (przy zakupie 666 różnych towarów – instrukcja obsługi własnych odgłosów GRATIS!!!)”

„Suszone wnętrzności, oczy każdego gada – w tym w promocji gałki wytrzeszcze teściowej – oraz bab podwórkowych, jęzory plotkarek, naskórek diamentowy gruboskórnych, wszelkie suszone zioła i inne listowie. WSZYSTKO CZEGO POTRZEBUJESZ, BY STWORZYĆ NAPARY I MIKSTURY! Jeżeli tego nie mamy, będziemy mieć!”

„DUSZE NARAMIENNE. Odpowiednio przestraszone, w każdej wadze i dopasowane do potrzeb klienta. Każda z dusz posiada atest i włączony pion maskujący.”

„Wszelka niemoc twócza, upadłe namiętności i dobijające cudze zwycięstwa… UWAGA! Artystów nie obsługujemy w związku z nadmierną i nazbyt chętną samobójczą umieralnością! Ilości towaru – NIEOGRANICZONE.”

„RASOWA NIEDOJDA!!! Prima sort i w 3D – dobry rocznik, dobry stan i dzika. Oferta wyłącznie dla hobbystów! Sklepik nie bierze żadnej odpowiedzialności za wykorzystanie towaru – wolne ręki dodatkowo w słoikach po 15 sztuk!”

„Nader przez czas posunięta Wiedźma, o skomplikowanych i nie do końca świadomych umiejętnościach, poszukuje dobrego domu. UWAGA! Do Wiedźmy dołączony jest sprawny i obrotny chowaniec! Oferta jednorazowa, za skutki nie odpowiadamy – polecamy wielbicielom sportów ekstremalnych!”

„SMOKI!!! Nowa dostawa. Każda maść, potęga rażenia, ognistość, jadowitość! Od małych jaszczurowców, pełzaczy, kieszonkowych jadowitych, po giganty z Północy; latające, fruwające, gryzące i szarpiące (pazury niepiłowalne).
UWAGA! Szewczyków nie obsługujemy. Dziewice mile widziane, niezależnie od wieku i przebiegu (możliwa wymiana).”

„Wszelkie potwory, duchy, gnomy, ghoule, banshee, wampiry, wilkołaki, myszołaki, kotołaki… te spod łóżka, z szafy i kątów zapajęczynionych, zombie mniej lub bardziej ruchliwe, alieny i wszelaka zgnilizna – do każdego zakupu teściowa GRATIS!”

„Odwaga, honor, cnota, dziewictwo, błyskotliwość… Każde ilości, lekko omszałe ale w dobrym stanie. Nie przeprowadzamy rewizji biorców! Okazja! Do każdego zakupu proszek usuwający pasożyty.”

„Podstarzała księżniczka, wątpliwego honoru i cnoty o zetlałym owłosieniu i nadmiernie rumianym licu – z chęcią w końcu uwolni się od wieży i smoka. UWAGA!!! Smok gratis do księżniczki + niezła posesja. ZWROTÓW NIE PRZYJMUJEMY!!!”

„Huśtawki nastrojów, psychozy i neurozy, depresje w każdym odcieniu… Szukają duszy. Przygarnij…”

„Głupota własna, wrodzona, nabyta, skradziona… Wszystkie kolory, dźwięki i smaki… W każdej ilości!!! Dla każdego – NIKT NIE JEST TAK MĄDRYM, BY BYĆ GŁUPIM!!!”

„Wycena dusz. Szybko i bezboleśnie. Wymiana, naprawa, poszukiwanie… Każda dusza jest dla ducha, każde ciało to za mało – Łatanie połamanych serc, naderwanych myśli i szybkie składanie zagubionych dusz…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Świecie Dysku!!! Jam Tfuj wysnawca!!!


PS. Rzucam wszystko i wpadam w „Namiestniczkę” tom II, dostaną konkursowo od Prószyński i Ska!!! W końcu!!! Tutaj macie moje wrażenia po tomie I 🙂

Pratchett może nie dotarł, ale dodatki a owszem – w stylu mała rzecz, a rajcuje…

No i mam pomysł na kolejną książkę. Opowieść o kobiecie, współczesną z Wyspy, która przeprowadza ludzi na drugą stronę, gdy tego chcą. Formie eutanazji. Usypiaczce, która sama od zawsze dotyka śmierci, próbowała się zabić, ale jednak zawsze wychodziła cało. Niezbyt atrakcyjnej, dziwnie samotnej, odludnej, nie umiejącej się zachować, lękliwej… ale ze śmiercią dziwnie spokrewnionej. Fragment tutaj.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Jojczenie wiedźmy Pożartej Przez Książki…

„Nie, no i na co cała ta magia… Jest niezdrowa i nieobliczalna. Zobacz jak mnie pogryzły. Czy powinny? No weź, tam mi nie zaglądaj, no jakaś etyka dżentelmeńskiej grzeczności chyba i Ciebie obowiązuje? Kurcze straszliwie swędzi, no! Czy one w ogóle powinny mnie pogryźć. Toż to super-nieetyczne! I co teraz? Czy pogryzły i jestem za kiepska, przeżyją, czy jednak zdechną, będę odpowiedzialna za śmierć milionów, pogłębię doła, dotrę do Chin czy tej Australii… a tam są gigantyczne robale. Wiesz o tych pająkach? Same wdowy, a to na pewno znaczy, że muszą być i jakieś cholerne teściowe!!! Chociaż nie, czekaj, może to był ruch samobójców? Może jednak… ech! znając mój brak szczęścia i moc Suki Klątwy, sikającej pod wiatr zasmarkanej, zawszonej, zaropiałej gadziny alienowej… no dobra dawaj maść. Sama się posmaruję! Ale weź, gdzie z łapami? Nie lubie jak mnie ktoś dotyka, przecież wiesz… Nie tyle nie lubię, co się ciągle boję, że ktoś mnie dotknie, a one co, nie tylko dotknęłyl, ale pogryzły!!! POGRYZŁY MNIE!!! Parszywce jedne!!! Pleśniowe rozgrzybnie!!! Strasznie cuchnie ta maść… Ty wiesz, że zauważyłam, że dzwony kościoła mnie bolą. No ranią, jakby ktoś mi skórę nacinał ostrzem o szerokości włosa. Jakby kantem liścia przejechać po napiętej skórze. Najpierw noby nic się nie czuje, a potem… Masakra bólu i pieczenie. Zresztą mam problem też z krzyżykami. No jakoś nie mogę, ale tak, tylko te ich… Niby nic, można z tym żyć, tutaj na Wyspie na pewno… Czy ta maść serio tak powinna wonieć? –

Pan Tealight nie słuchał małej wiedźmy. Patrzył przez okno na kupkę dziwnie poskręcanych, komarzych zezwłoków i myślał o morzu… Kto to widział, coby duspko przed nocą świentojańską maczać? Ech! Te wiedźmy też na psy schodzą. Trza jej nowego kota będzie znaleźć. Takich bab serio się nie zostawia samopas!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


PS. Recenzja „Fałszywa śmierć”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Zakochane Krzesło…

„Ktokolwiek byłby w stanie dostrzec coś przez okienko Sklepiku z Niepotrzebnymi, na pewno padłby ze zdziwienia i spowodował problemy natury egzystencjonalnej tych, którzy żyli pod parapetem. Może nawet przyczyniłby się do zawału pewnego bardzo małego serduszka, albo zgniótłby rozglądającą się, odciętą główkę? No niedajcie Bogini coby kwiatki pogniótł!!!

Na szczęście nikogo takiego nie było, a odcięta główka, która wiaodmo serduszka nie miała, no przynajmniej tam gdzie większość większości bytów… cicho wirowała u stóp siedzącego Pana Tealighta. Siedzącego i słuchającego. Trochę może niecierpliwie, z dziwnym grymasem na twarzy, ale słuchającego… starego, pustego Krzesła.

Może ów wydumany podglądacz, postać kompletnie fikcyjna, nobo któż by się odważył? zdziwiłby się na widok całej tej sytuacji? Może pomyślałby, iż z powodu równoległej dziwności tego miejsca osoba na krześle jest zwyczajnie mała lub niewidzialna? Albo też zwyczajnie zaklęta, tudzież widoczna tylko dla wybrańców? Może myślałby jeszcze o innych sprawach, oddalając się wyraźnie panicznym krokiem, jak na przykład co będzie na obiad, tudzież czy zostawił po sobie opuszczoną deskę w toalecie?

Cóż, świat jest skomplikowany i każdy ma własne problemy.

Krzesło też je miało. Bo Krzesło było zakochane i to najwyraźniej nader nieszczęśliwie…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzja „Bajki dla niektórych dorosłych”.

Poważnie się zastanawiam nad postępowaniem Julemanda… dostałam wczoraj list… no tak wczoraj dostałam list od Mikołaja. Jak to mówią lepiej późno niż wcale, co nie? 😉 na szczęście to nie jego lista życzeń pod choinkę 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Autopsja Kopciuszka, czyli Pan Tealight likes bones…

„Wszyscy ją tutaj znali. I chyba nikt tak naprawdę nie lubił. Nie, no oczywiście, że była intrygująca, ale w jakiś dziwny sposób odpychała. Te jej skłonności do popiołu, ogólnie sproszkowanej rzeczywistości, myszy i szczurów, gadanie z niewidzialną Matką Chrzestną i te biedne, okaleczone kobiety… a wszystko przez jej zakochanie… Gdy trafiła do Sklepiku z Niepotrzebnymi, Pan Tealight i Ojeblik, mała ucięta główka, długo zastanawiali się, czy to dobry pomysł. Na szczęście sam się rozwiązał.

Kopciuszek leżała, tak kompletnie zdechnięta, umarła, nieżywa jak tylko jrst to możliwe i… już nie sprawiała kłopotów. Szkoda, że też wcześniej nie była tak sztywna.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


LISTONOSZ!!! Z dwóch dni… milusio 🙂

Najpierw książka od Wydawnictwa Otwarte: „Zawsze przy mnie stój”. Naprawdę niesamowita. Przeczytałam od razu, więc jest i recenzja.

Okadka niesamowita!!!

Następnie kolejna niespodzianka – strasznie szybko dotarła – nagroda od „Bluszcz”, konkursowa wygrana: „Niebo nad Maralal”

No i w końcu dotarła cudowna i oczekiwana przesyłka – niespodzianka od Gandalfa!!!

Na to powinnam poświęcić osobny wpis zwyczajnie 🙂 Dobra, dobra dalej w paczce była książka!!!! i notesik, który już w połowie zabazgrałam…

No i Kubek, znaczy Pan Kubek, bo strasznie skomplikowany:

Niezły, co nie? i końcówka…

A I SUPRAJS SUPRAJSÓW!!! AAAAA!!! WYGRAŁAM MATRASIE!!! I podobno je dostanę 🙂 ale będzie jazda, Miś Śnież juz szaleje. Robi im miejsce 😉

PS. Recenzja „Zawsze przy mnie stój” i „Pensjonat Sosnówka”. Tylko je wykończę 🙂 jak Kopciucha!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Klątwa Kupowych Nosków i Czerwony Kapturek…

„Kupowe Noski istnieją. To klątwa ekologicznej uprawy kupowych roślin na Wyspie. To magiczny, wszechobecny, wsioprzenikający smród, odbierający wspomnienia, niszczący wszelką aktywność. Rzygorodny. Ostry, docierający do samego wnętrza, jestestwa i… zasmradzający wszystko. No cóż, każdy ma swoje problemy, co nie? Moja Wyspa ma Klątwę Kupowych Nosków. Gdy wiatr ma nieść bryzę, ucieka i chowa się za statkami i latarniami. Nie chce wchodzić na Wyspę. Boi się. Ostatnio nazbyt często… no wali kupą jak cholera!!! Co zrobić, by Wiatr nabrał odwagi? By deszcz jednakowoż zlał wszystko i ochrzcił Wyspę!!! Zmył Klątwę Kupowych!!!

Amen?

Co by zrobił taki Czerwony Kapturekn z Kupowymi Noskami? No wiecie ta mała dziwka dręcząca milusiego wilczka? Zwodziła biednego futrzaka na pokuszenie. A tutaj macha kapturkiem, tutaj znowu łakociami z koszyczka czy butelczyną…

– Choć wilczku na kocyk, no chodź, nie bój się. Milutki wilczek… –

Ech, jak każdy facet, no nabrał się nasz czworonożny amant. Nabrał się na ów dziewczęcy urok – choć wielu twierdzi, że był wspomagany, a Kapturek dawno była po „best before”. Podobno nawet co nieco se poprawiła. Kto ją tam wie. Łaziła po chaszczach, dostęp miała do różnych kryjówek. Może dlatego tak to się skończyło? Bynajmniej co do wilczka, no zakochał się. Jak głupi, durny – nie pierwszy i nieostatni – zwyczajnie zapatrzył się w te oczęta okolone rzęsami – soczewki zmieniające barwę i podkręcone zalotką, doczepiane rzęsy – na te usteczka różane – wypełnienie kwasem i makijaż permanentny. Na te krągłośvi – no tutaj sobie zwyczajnie rozpustnica nie żałowała. Babcia tylko obgryzione skórki dostawała od kromeczek. Dlatego tak wychudła… No i gdy Kapturek zaczęła błagać wilczka, mówić, że ta stara Kostuszka – tak Babcię zwano – strasznie ją męczy, wyzyskuje… no wiadomo, że wilczek poszedł na całość. Zżarł Babcię. I od razu zrozumiał. Bo zjedzenie Babci wcale nie zniszcyzło jej ducha, a duchowi nader spodobało się w ciele wilczka. W szczególności ogon i cztery łapy! A gdy tak Babcia zrozumiała co się stało, pogadała z Wilczkiem, który jak się okazało Boryś miał na imię, to skapowała się, że Wnusia sucz niemyta. Bo Kapturek na wodzie oszczędzała. nasłuchała się w telewizorni, że tak aktorki robią i myła się ino w rosie i deszczówce, a że padało ino nocą… cóż, to się pudrowała.

Bynajmniej… cała sprawa się nie wydała. Oj nie. Babcia i Boryś postanowili zrobić wrednej czerwonoodzianej suprajsa. I zeswatali ją z cuchnącym, obleśnym Leśniczym. Paskudnym, zawszonym osobnikiem z wielkim wrzodem na duspku, który podglądał Kapturka od wielu lat – dlatego wiadomo, że to stara raszpla już była. Początkowo duet w ciele wilka miał obiekcje. Długo pozwalali Kapturkowi wierzyć, że wygrała. Ale poparła ich cała wioska Pod Lasem. W końcu Leśniczy był wybawicielem, musieli się młodzi (wątpliwie młodzi!!!) pobrać i płodzić – oby z daleka od wioski, w Lesie.

Nikt nie wnikał czy rozpłatał czy nie. Babcia zniknęła i tyle. Kapturek z wilka wylazł… szybka operacja sprawiła, że wilczek odszedł z młodszym wyrazem pyska. A Kapturek została żoną… i miała przesrane. Bo okazało się, że jej mąż jest… aniołem. W 50 %, w 35% utopcem, a po reszcie wodną nimfą, nissenem, trollem i pajęczakiem.

Ale to inna historia.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Suprajsy… Dostałam zarębiste kartki od Izy z samego Skotlalandu 🙂 Co prada miały byc kilty 😉 ale… podobno niedostępne. Kurcze!!!

a znaczek był dziwny

Dobra druga kartka… mrał!!!

Dziękuję strasznie. To naprawdę cudowna sprawa takie kartki… pewnie jadły haggis 😉 albo choć leżały obok?

 

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Problemy Pana Tealighta…

„Wszystko zaczęło się od Jasia i Małgosi.

Pan Tealight właściwie kiepsko znosił wszystkie osobniki poniżej wielku w miarę dorosłego, ale definicyjne dzieci działały mu na nerwy. Ta dwójka jednak mogła stać się powodem, by jednym kichnięciem zdmuchnąć z mapy świata wszelkie bachory. Nie dość, że doprowadziły Babę Jagę do bulimii i anoreksji, jej miotłę do skompilownaych napadów lękowych, kot stał się psem, a mysz serem, to na dodatek wciąż pchały się do pieców. Jednak tych w sklepiku było wiele. Porzucone, zimne i dziwnie osamotnione, z czasem stawały się mieszkaniem dla chochlików, krasnali i pomniejszych stworzeń magicznych. Na zapiecku jednego z nich umościły się wszystki pasy cnoty, bardzo spragnione ciepła i pewnej aksamitności. W wielkim, który niegdyś miał za zadanie piec skazane na wieczna solarkę olbrzymki, rozłożyły się zużyte i niechciane wiedźmy. Potajemnie przyjmowały czasem najbardziej zdesoerowanych obywateli Wyspy, ale nikt o tym nie mówił.

Ba! Nawet nikt o tym starał się nie myśleć…

A jednak Jaś i Małgosia, odziani w swoje dziecięce, frywolne fatałaszki, wciąż pragnęli dotykać piecowyh serc. Bawili się na wielkich łopatach i wieszali chrzanione stokrotki na ich drzwiczkach. Piece nie mówiły nic. Ale stare pułapki na myszy zaczęły obmyślać krwawy plan. I wtedy Pan Tealight postanowił zwyczajnie zrobić sobie wolne. I choć jego osobowość jak zwykle sprawowała władzę w sklepiku, to jednakowoż jego specyficzna cielesność postanowiła opuścić przyczółek niepotrzebnych. Może i nie miał oczu, ale czasem zwyczajnie wolał niewidzieć.

Problem w tym, że i na zewnątrz coś się działo. Wiatr wył bardziej potępieńczo niż zwykle, a za rogiem Pan Tealight przyuważył stojące w kolejce dusze, któe postanowiły zatrudnić się w owej fascynującej orkiestrze. wokalistów wiatrom na pewno nie zbywało. Ale powód owej muzyczności umarłych zaniepokoił Pana Tealighta. A właśnie miał odetchnąć pełną piersią. W końcu po Jasiu, a i zapewnie rozwydrzonej Małgosi pozostaną tylko krwawe ślady… niepotrzebne. Tak powinno być z tymi, co to wsadzają nos w nie swoje sprawy, łakomymi, podłymi odbieraczami domów, niszczycielami przestrzeni osobistej… Taaak… Pan Tealight wyczuwał w powietrzu sukę. Sukę Depresję, szczurzycę, psa dingo obsikanego żółtym, cuchnącą zombimy wyziewami moczem, rozoraną przez pełnych swej obłamującej specyfiki trądowych artystów.

To oznaczało problemy u wiedźmy Pożartej Przez Książki… problemy, z którymi bardzo bał się zmierzyć.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Czytu czytu czytu… uwielbiam tego autora!!!

PS. Konkursowo!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Bo Bornholm wali szczypiorem…

„Wiosną Wyspa zwyczajnie, nieprzejednanie, tłamszcząc nawet wszędobylskie „kupowe noski”, no szczypiorem wali. Nie wiem o co do końca chodzi, może i jest w tym jakaś magia? Może przed wiekami, gdy Bornholm był Wyspą Kobiet – wieszczek, prorokiń i wiedźm wszelakich, szczypior swą mocą, prawdopodobnie ową wysublimowaną specyfiką olejków aromatycznych sic!, odganiał może wampiry, zombie, lub też niechcianych turystów? Owłosionych żeglarzy spragnionych damskiego towarzystwa i eksploracji nadbyt dobitnej? Może do tego służyły towarzyszące szczypiorowi pokłady dzikiego czosnku?

Nie wiem…

Ale na bogatych turystów Wam powiem, że na pewno sadzono pietruchę. Fakt jest taki, iż ziele owe rośnie wszędzie, ale marnie smakuje. Jak jakieś magiczne szaleństwo, chichrając się cicho zza dzikich, żółych tulipanów, przylaszczek, tych fioletowych, co nie wiem jak się zwą, i nagminnie wbijających się w kamienie żonkili… wygląda pietrucha w tych swoich pierniczenie zieloniutkich radością listkach, jak jakieś pieprzone słoneczko. Osobnik wielce radosny, keep smiling i ogólnie jutro ma być lepiej.

Dobija mnie…

Gdy staram się pietruchę radykalnie, bezlitośnie i na amen wieki wieków of course! wyprosić z ogródka widzę, że największe skupisko pietruch znowu tańczy wokół południowo-zachodniego rogu domu. A wywalałam ją już… dość niedawno. Czy ktoś zasadził ją specjalnie? Czy to zwyczajnie kolejne ziele, magia, której nie znam?

Podobno wpływa na trzeźwość… umysłu, ale jakoś tego serio nie widzę.

Na pewno pozostaje wiele spraw, co do których nie dość, że pozostaję w błogiej nieświadomości, to na dotatek one ciągle, boleśnie depczą mi po piętach, plują bezczelnie na głowę i szarpią za boczki. Chichrają się dobitnie, rechoczą głośno i często podstawiają mi… nogi. Jeżeli dyć w ogóle są w nie wyposażone… czy są?

Znikąd pomocy!!!”

(„Słuchając Wyspy, nie słuchając ludzi” Chepcher Jones)

PS. Listonosz na dziś długo oczekiwany 🙂

Oj i pewno, że podziękowania jak zwykle dla Wydawnictwa Prószyński i Ska, bo wysłali nagrodę. A to rzadkie… Oto, co napisałam, w znaczeniu co chcę w Pensjonacie przeczytać:

„A ja to bym chciała wiecie taki „Happy End”, ale taki, co to się nie kończy. Żeby wciąż sosny szumiały, dookoła biegały pieski, a nad jeziorkiem siadali panowie z brzuszkami i moczyli te swoje kijki 🙂 Żeby nikt już nie niszczył malowniczeg…o domku, ale by ten stał się azylem dla zbolałych, trochę nie do końca przystosowanych do codzienności… Chciałabym, żeby wszystkim się zwyczajnie udało, ale najbardziej panu Dyziowi. Żeby wielu go doceniło, ale przede wszystkim on sam siebie. Żeby Anna, cudowna właścicielka Pensjonatu dała sobie szansę na miłość i jej nie przegapiła, a Florek? Cóż, on chyba juz wybrał swoją nową Mamę. I coś mi się wydaje, że akurat ta Mama go nie zawiedzie. Bo wiecie co? Czasem, gdy nie ma się rodziców dziecko zadaje takie pytanie całkiem obcej osobie. Jakoś tak czuje, że akurat ta pani/pan by się nadawali – Ja tak zrobiłam, więc i jemu życzę powodzenia! Oj na pewno ślub mi się marzy, a najlepiej to kilka. Hurtowo do ołtarza!!! Szyszka też!”

A to kartka od mego Admina. Pisujecie jeszcze do siebie? Wiecie no po latach bycia razem? To świetna sprawa…

No i oczywiście, że chcę dostać „Z ciemnością jej do twarzy” 🙂 „No jak każda kobieta, wiadomo jestem przekonywująca i nieprzewidywalna. Czepiają się tych węży we włosach, a co niby wszy lepsze? A taki wąż to pożyteczna sprawa jest. I jaki przydatny w ramach obronnych. Że co? Bogini gwałtu? Ależ Panie Wł…ądzo mi nic nie udowodniono – Pan mnie patrzy w oczy 😉 Tak mam siostry. Ale moje imię to Medusa. Pan odsunie tego ryczącego jednorożca ode mnie, nie działa na mnie, nie zginę od łez, no i patrzy się mi w oczy… spokojnie niech się Pan tylko patrzy, odnajdzie Pan tam spełnienie, odpowiedź na każde pytanie. Gdzie te łapy!!! No jak zwykle z łapami. Następnym razem mniejszy dekolt założę!!! Oh, Pan z alabastru, miło, nada się nowy krasnal do ogródka.” Kurcze fajno by było być meduzą, albo inną Gorgoną 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz