Morderstwo w Listed, czyli powszedni trup bleh…

„Nie, no już nawet nie chodzi o to, że trup to trup i tyle. Że powinien siedzieć se w tym grobie, no nawet niech se kablówkę dociągnie, ale w grobie. Nie, no nie chodzi o to. Nawet nie o to, że się na nie natykam i nie wiem, czy to do cholery jest fałsz, czy prawda? Czy widzę przyszłość, czy teraźniejszość… a może przeszłość, która guzik mnie winna obchodzić. A nawet zamek błyskawiczny!?!

Czy o nogi ociera mi się kot żywy, czy tylko jego duch…

No chodzi mi o te trupy, co to bezczelnie w swej całej, rozpadającej się cielesności babrają mi wycieraczkę. Jak można się tak bezczelnie człowiekowi na oczach rozpadać? Cóż, bardziej na stopach, raczej nie chlapią… ale… Nie wiem dlaczego, ale odbieram to jako zwyczajne molestwoanie seksualne. Moja seksualność jęczy. Czuje się zbrukana, no i pewno taka jest, one nie pachną dobrze te trupy, ani nie rozpadają się w cholerne róż płatki! tudzież wiosennej rosy mgiełkę.

JESTEM MOLESTOWANA PRZEZ ZWŁOKI!!! CZY SĄ OD TEGO JAKIEŚ SŁUŻBY? nie tylko sprzątające.

Właściwie, to się ludziom nie dziwię, że mi nie wierzą. Sama sobie nie wierzę. Zamykam oczy, liczę do pięciu, ale one są twarde, w tym rozpadaniu się na moim progu – nie no pewno, są miękkie jak tak się rozpadają, jak mnie straszą, ale twarde w postanowieniu coby przyłazić właśnie do mnie. CHOLERA JASNA!!! ciemna też być może, nie znam różnicy. Ale czekajcie, choć akurat te teraz leżą sobie malowniczo na suchej ścieżce, po której przebiegła właśnie gromada wrzeszczących dzieci – mur beton to bezstresowe wychowanie, ech! ile człek stracił w życiu przez mores i kary… Miło z ich strony. Zarówno strony zwłok, iż leżą tutaj, a nie pod moim domem, oraz dzieci, których niecierpię nawet w potrawce, ale które ładnie je poturbowały – może nieświadomie?

– Trupa czuję –

– Aha! –

Pewno, gdybym mu powiedziała, że widzę czek na dwa miliony, wypisany na me imię drżącą ręką zakochanego we mnie wariata – aczkolwiek zero cielesności – może mój Chowaniec by zareagował. Ale nie. Bezczelnie karmi mie cały czas ogórkami – pewnie tymi zatrutymi, taka struta łażę – i się zastanawiam, czy on się zwyczajnie już nie znudził moją dziwacznością. Czy to wszystko, co się dzieje, przestało być dla niego dziwacznym eksperymentem, a zaczyna być kulą u nogi, pętlą na szyi… Ale kurde, kto tu rządzi? Chowaniec czy Wiedźma… sama boję się sobie odpowiedzieć. Ej ta uczciwość durnego sumienia!!!

Zaraz zaraz… te Truposz! Z dużej litery się do Ciebie zwracam… Czy ja mam być następna? A może to wszystko, te zwłoki od kilku miesięcy, zwidy, omamy, wizje i inne paraszuplie… Czy to zwiastun mojego zgonu? No weź coś powiedz. Choć raz nie rozpadaj się, nie gub nosa, ale mi odpowiedz!!!

Czy źle się dzieje w państwie wiedźmy?”

(„Morderstwo w Listed, czyli powszedni trup” Chepcher Jones)

PS> Strajkuje!!! Chce książek!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz