Pan Tealight i Deszcz…

„Padało…

… w znaczeniu definicji deszczu jako takiego, tak, padało i Pan Tealight był tego pewny, a jednak, jakoś tak… nie mókł. W dziwny sposób one widoczne krople rozmywały się w powietrzu, lub docierały do jego koszulki i znikały nim jej dotknęły. Wirowały w powietrzu, tańczyły w rytm muzyki, której nie słyszał, ale był nią zaintrygowany, a potem, wyparowywały, jakby nacieszyły się życiem… jakby wszystko dla nich przebiegło tak szybko, ale i wystarczająco, że nie miały już jakiejkowliek potrzeby, jakiegokolwiek marzenia, czegoś w sobie, co trzymałoby je w powietrzu… nawet nie pragnęły dotrzeć do ziemi, trawy spalonej, liści zbrązowiałych…

Susza… tak, ona się miała bardzo dobrze.

Deszcz był nieznajomym, o którym krążyły legendy, a to coś w powietrzu, cóż, to było marzenie… ale nie kropel, nie, racej roślinności i zwierząt, wyschniętych drzew i niespowiadającyh nikogo wodospadów…

Tak, wodospady wycofały się ze swojej religijnej powinności, tak jakoś, po cichu, znikając. Nie chciały, ale nie mogły nic robić, gdy tylko zostawały cieniutkimi ciekami. Gdy próbowały przetrwać.

Tylko przetrwać.

Pan Tealight marzył o Deszczu. Prawdziwej mokrożci, karmiącej, sprawiającej, że wszystko pękało i wypuszczało korzonki, że pleśnienia dokarmiały ziemię, ropadające się próchnienia stawały się nią samą a w nich, ponownie pojawiało się życie, ktore chciało pić… wszystko było spragnione.

Wszystko.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Plan emerytalny” – … ech. Oczekiwałam abawnej, lekkiej historii, moe i jakiejś tam komedii pomyłek, może i szaleństwa pań starsych, które w końcu czują wiatr w skrydłach nagle rozwiniętych… a dostałam mdłą, lekko pomieszaną opowieść. I to… szczerze nudną. Z bohaterami, którzy właściwie mogliby nieistnieć. Z tym, który wie jak zabijać bardziej intrygującym, niż ofiary, z historią, która… okay, rozumiem, każdy ma problemy finansowe, ale kurna no…

A mogło być dobrze.

Można było bardiej uwypuklić oną fascynującą boahaterkę drugoplanową, właścicielkę kasyna, jako jedyna daje się mieć jakąś osobowość, bo pani, które mają być onym głównym obrazem, są doprawdy nijakie. Nawet nie nudne… A może to ja oczekiwałam jurnych, południowych, potty mouthed beings?

Może i tak…

Wolno mi…

Książka, która, cóż, pewno, oczywiście, można przeczytać, ale nie warto. Nie ma w niej nic, co zawróciłoby w głowie, obiecany komizm właściwie nie istnieje, a postacie są miałkie i szczerze wprost prześwitujące. Widać przez nich „całą panoramę Tater”, a tam na pewno dzieje się więcej… Komedia pomyłek? A tak, jest… durnych i wybitnie nieskutecznych we wzbudzeniu choćby miałkiego rechotu… to raczej rzeczywistość, ale trochę… no taka, nie taka. A przecież są takie książki. Ktoś po 60tce może być i bardzo często właśnie w literaturze jest oną niesamowicie intrygującą postacią… dla niej się czyta. Czeka się na bycie oną babcią, czy dziadkiem, bo wiecie, wszystko wtedy wolno!

Nie w tej książce.

Z cyklu przeczytane: „Szmaragdowy ogień” – … tom 5. Seria Ukryte dziedzictwo. Ta jej część, w której bohaterka główna się zmienia, obiekt westchnień również, ale świat… świat jest wcią ten sam i się rozwija. Staje się większy, bardziej skomplikowany, ewoluuje… Niby straciliśmy naszą Nevadę, ale nie do końca, Szlony Rogan to już niby nie nasza broszka, ale czy na pewno się nie wtrąci? Catalina Baylor jest Magusem, Baylorowie rodem, a Alessandro… cóż…

… odszedł…

Ale spoko, spojer alert, nikły spoiler…

… wróci…

Jednak, czy tylko jako ktoś na chwilę, jako przyjaciel, może sojusznik zaatakowanego rodu, a może jednak uczyni Babcię Baylor szczęśliwą. Ech! Widzicie, to nie jest romantazy i trochę jest. To opowieść detektywistycna i trochę thrillera, coś lekkiego, ale też… ech, te rodzinne połączenia, no po prostu… komizm sytuacyjny i jeszcze trochę przebojowości z nutką dobrej prozy, która sprawia, iż pochłaniacie tę powieść i chcecie więcej! Oj tak, więcej! Na szczęście można czytać wielokrotnie.

Co więcej!

Należy czytać od początku, więc macie trochę książek przed sobą…

Ech… gdyby tak żyć tam i mieć moc…

Okay, to lato przejdzie do historii jako dziwne, pełne larw z piekła rodem oraz kleszczy… i suchości, chociaż akurat jeśli chodzi o koniec lipca i początek sierpnia, to było i wrząco i było trochę deszczu, ale ono „trochę” przygnębiło – jeśli chodzi o upał… i o laboga! Zepsuła nam się varmepumpe, więc nawet powiewu chłodu nie będziemy mieli, jeśli i sierpień się rozbucha w temperaturach nazbytnio wzwyż – przygnębiło temperaturowo, nadzieję dało jeśli chodzi o wodę z nieba, ale…

Wszystko jest tak bardzo umęczone.

Rośliny, zwierzęta i ludzie… choć ci ostatni, to powiem wam, że raczej dziwnie wściekli i jacyś tacy bardziej zombiowaci…

… idzie człowiek do Svaneke a tam tłumy…

Niby już ich nie powinno być aż tyle, ale są, wcią tutaj są!!!

Ale dziś chyba podlewać nie będzie trzeba… Zapach lekiej wigoci dziwnie sybko anika, wszystko paruje w mig mimo i, wcale nie ma słońca. Gęste chmury zwisają  nieboskłonu po prawej, po lewej idealna denimowa szarość niebieskości…

Ech!

I chłodniej… i tak, gdy to piszę, wciąż jesteśmy w pierwszej połowie siernia, ale… ona druga może nam przecież spłatać psikusa i nas zaorać bardziej… może, co nie? Ale może lepiej nie, no proszę, ładnie proszę!!!

Gdy pewnego chłodniejszego dnia, oczywiście, że to była sobota, dzień w Svaneke targowy, przemykałam się wierząc we własną niewidzialność przez ten nasz ryneczek… po pierwse wyłowiłam cudone perełeczki ceramicne w cenie bardzo aturystycznej, potem spróbowałam lodów rabarbarowych – średnie, by w końcu nic nie kupić na przecenie w Manestenie… ale… najważniejsze, iż usłyszałam, że: co jak co, ale jeśli tam są obrazy, to serio nie wchodzimy…

… LOL no cóż, rozumiem.

Widać ceramika w tym roku bardziej ceniona, no i też… czy ludzie w ogóle wieszają na ścianach coś poza tapetami, czy sobą… znacy włąsnymi zdjęciami? Szczerze pytam, bo ja mam obrazy, mam własne i reprodukcje artystów, któryh poznałam…

… i kilka z IKEA. Ale to w końcu też artyści…

… ino pewno im inaczej płacą za one obrazy…

Ciekawe jak?

Chyba łatwiej przywieźć z podróży kubek niż obraz… chociaż, one występują w różnych rozmiarach, więc… no nie wiem… Czy w ogóle ludzie jeszcze kupują takie rzeczy jak sztuka? Gdy AI ich zdaniem może wszystko i to lepiej? Nie wiem… ten świat mnie przeraża, gubi we własnych myślach i doprawdy miesza pod kopułką. Jest diwnie nieznajomy i wybitnie okrutny.

Nawet tuaj, na Wyspie…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.