„Bukszelf miała się dobrze.
Wprost kwitła.
W głębi lasu, który nie miał nawy, nigy nie czuł się w potrzebie by takową posiadać, więc jej sobie nie nadał, a że był pierwszym, lub jednym z pierwszych, którz w końcu może to do końca pojmować w tak wielkim Wszechświecie, więc… był lasem. Znaczy się Lasem. Zwykle tak go właśnie nazywali. Jak ktoś mówił, że piska coś skrzypliwie w tym Lesie, raczej wszyscy wiedzieli, że na pewno chodzi o niego no i Bukszelf, w końcu stanowili nierozłączną całość.
Piękno symbiotycznego połączenia…
Chociaż, czasem się zastanawiał, kto był pierwszy ona, czy on? Czy obrósł coś, co było z lasu, czy jednak to ona wyrosła z niego? Z gałęzi, które powiązały się w zdobione listkami wiekuistej pór zmienności kolorów, one kształtne, miejscami filigranowe, miejscami świadczące o sile, z jaką mogły unieść wszystko, świat cały i jego myśli oraz marzenia… ramy i półki, półeczki, zagłębienia, niewielkie sufladki, gdie chowały się grafitowe ludiki gotowe spisać wszystko oraz skarawki papieru o barwach tak innych od najczystsej z bieli, iż można się było pomylić…
Skąd miała papier?
I czy był to papier, a nie na przykład skóra z mniej upasionej Turyścizny, dobrze wyprawiona, całkiem niezła do spisywania komicznie łzawych opowieści, nieźle też układająca się obok kory brzozy…
Jednak te dźwięki…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Okay, nie miałam w planach zakupu książek, ale to tylko 11ście tomów. Prawie co nic. I zniżka była… co prawda dałam du… znaczy ciała, bo kupiłam Barbarę B. nie w kolejności poprawnej, no ale… Dobra, chciałam Andrews i owce mieć. Guilty as charged. Pierwszą chciałam, bo nowa, drugą, bo poprzednia, obydwa tomu właściwie, zniknęły przez oną okrutną pleśniową zarazę, więc…
… jest jak jest.
Nie będzie jedzenia, będą książki. AKA chór, znaczy… LOL
Poza tym piękne są…

No ale, oprócz tego przyszło coś, co chciałam już od dawna, ale się cykałam, bo wiadomo ile to skamu w tych sklepach internetowych teraz. Niby człowiek poczytał opinie, pooglądał reelsy, ale jednak, wiadomo, oni chcą coś sprzedać, ja nie chcę stracić kasy… Serio, o wiele lepiej pójść gdzieś i sobie coś nabyć, pomacać najpierw, sprawdzić, czy pasuje… na szczęście Anxiety Bookshelf mi pasuje. O rany i to jak! Układanie tych kurna mikro książeczek, na dodatek dostały mi się chyba dwie z tych, które kupiłam… w miniaturze!!! LOL Poza tym, to jest zwyczajnie jak coś, gdzie chcecie zamieszkać. Ino dodać roślinkę, butelkę z herbatą, no i kocyk, musi być kocyk!!! Koniecznie!!!
I obok wygódka, ja to jak piję, to sikam no!!!
Co?
Wy nie?
Ale… moje obawy związane z tym produktem, cóż, po pierwsze bałam się, iż to chamski plastik, no i nie jest to on plastik, raczej taka twarda gąka, jeeli chodi o książki, całkiem to miłe w dotyku, poza tym mikro, ale z detalami, poza tym drewniane jest i planuję zrobić pseudo stain glass z tego frontowego okna… i jeszcze, no wiecie, na tych półkach się mieszczą rzeczy z Mini Brands… i figurki z Moomina, czy Smiski, czy Shirokuma… czy no… ja… LOL w snach!
Powiem jedno, to jest coś, co koi moje rozdygotanie. Inaczej niż plewienie… czy ćwiczenie… spokojniej. I ile pomysłów na nowe obsesje książkowe znalazłam. Bo okładki oczywiście ściągnęli z oryginałów.
Są nawet niemieckie LOL

17go Kongeskibet zawitał do nas… by kibel opróżnić… czuję się… wykorzystana.
Jakoś…
I wiecie co, poniedziałek, Chowaniec przejeżdżał, patrzy, a on nadal tam stoi. Ile tej kupy? I czy to kupa nasza, patriotycznie, czy obska jakowaś, tyle tych zaraz teraz, pierun wie co za magnaty tam srały? No co? Przecież nie tylko koronowane głowy tam robią dwójeczki…
Ale… druga połowa maja.
Pierwsa była dość chłodna, na szczęście, no i jakoś tak bolesna w moim przypadku. Król był na Wyspie, tak na sekund pięć, oczywiście wyszło jak wyszło, czyli jak zwykle… te problemy zakończeniem II WŚ tutaj to naprawdę punkt zapalny. I wcale się nie dziwię. Ciepieć, gdy wiecie, że inni już się bawią, krzyczą, że po wojnie, a wy… ech, historia. Pełna jest bólu… i zawsze pisana przez zwycięców i tak łatwo przeinacana, sczególnie tera… w dobie AI.
Potem były manewry z Polakami. Zakazali lotów na prawie tydzień: znaczy zabaw z dronami i małymi samolotami. Niemiec jakiś został złapany i poszło kilka tysiączków do skarbu państwa z mandaciku… miło.
A poza tym wiosna.
Jakaś taka mało radosna w tym roku. Zawilce pożera dziki czosnek. Drzewa nie do końca wiedzą, czy można, czy nie… ptaki szaleją, dwa gołębie obrały sobie mój taras za miejsce do amorów, no nie no, get a room!!! Poza tym, kto sra w tym… TYM momencie? No weźcie no! Odrobinę, bleee…
I sucho jest.
W końcu są i bzy i kasztany… ale to wciąż powoli, jakby coś wiedziały, jakby się bały, jakby coś było nie tak?

Kwitnie wszystko w końcu w onej drugiej połowie, jabłonie właściwie już przekwitają, śliwy już dawno ubrały się w liście…
… zapachy…
Pojechaliśmy na spacer do Hasle… i kurde, nie wiedziałam, że teraz to taka mordownia. I to dosłownie. podobno tam najłatwiej dostać kosą, tudzież zwyczajnie mało bezpiecznie… co drugi dom na sprzedaż, to co kiedyś było takie piękne, teraz, wątpliwe… za to ile sobie liczą za bilety do muzeum, no nie, sorry, za biednam. To aż 3 książki na łebka. No co? Każdy ma swój przelicznik!!! Ja tam banknotu 1000 koronowego, o którego tyle ajwaj, nie widziałam nawet.
A tak, jest afera, bo go wycofali i to chyba jakoś półtora roku temu? Teraz jest ostatni termin na oddawanie onych banknotów, ale jak ktoś czekał, to ma problem, bo albo się nim podetrze, albo ma podobno do wyboru ino 3 miejsca? Hmmm… tak, dziwne to, ale z drugiej strony? Podobno łatwy był do prania kasy… ale jak to? Przeca u nas wszystko jest po prawie i zgodnie z przykazaniami… LOL
I jakiś zjazd ciężarówek takich małych był…
Naprawdę nie rozumiem tych ludzi… zobaczenie ich na tych wąskich drogach było dla mnie traumatyczne, oraz zapachowo dobijające jeszcze mocniej! Kuźwa no, tu się buli tyle na ekologię, muszę rozwalać opakowania na mikrony, a wy sobie tak wypuszczacie w eter spaliny? Po chu…
… i zdenerwowałam się…
Idę se przeorganizować książki w nooku.
Nook… fajne słowo… nook. LOL








































