Pan Tealight i Wielce Kryminalna Wiedźma…

„Wiało.

Znowu.

Drzewa znudzone ciągłą gimnastyką zaczęły się buntować i sprzeciwiać wietrznemu nadzorcy. Pan Tealight nie mógł już wytrzymać w Sklepiku, gdzie Ojeblik – mała, ucięta główka, przeprowadzała rozmowy kwalifikacyjne z zapomnianymi, porzuconymi skarpetkami, przy okazji wybuchu romantyczności starając się je połączyć w małżeńskie pary. Dlatego siedział teraz w wiedźmiej kuchni, łakomie spoglądając na zawartość Nietypowej Spiżarni, gdzie wciąż jeszcze połyskiwały weki z turystów. Marzył mu się słoiczek paluszków od stópek rozmiaru 35. W lekko słodkiej zalewie, malowniczo poukładane, wyglądały jak różowiutkie paróweczki skąpane w zielonkawej trawie cytrynowej.

Wiedźma Wrona, Statystycznie Pożarta Przez Książki nie kwapiła się jednak do poczęstunku.

Zmęczona wiatrem… jęczała:

Tylko wiatr i wiatr, potępieńcze wycia i trzeszczenie, coś dudni, coś wyje, jęczy i świszcze… psychikę rozbija na kawałeczki, a potem miesza te puzzle i wcale nie układa tego, co tam było. Nie ma niczego innego tylko ten wiatr. Dlatego tak lubię umarłych. Mają w sobie wiatry – więcej niż żywi, ale nie zrzędzą. Zresztą jak tak wieje, to nie można nie myśleć o zbrodni. O tej uldze, by zakończyć męki własne, lub cudze. Zrzucić z siebie ciężar, uwolnić napięcie. Po prostu dać do wiwatu! No zrobić to! Ukraść, zniszczyć, zbrodnię popełnić i ZABIĆ!!!

To duchy mnie do tego podkusiły!!!

W końcu wypuścić z ręki ten nóż, ukrócić ludzką brzydotę, dorzucić trucizny, słodycz zabarwić śmiercią, albo coś innego… Mam tutaj morze, przecież mogłabym zatopić zwłoki, nie muszę rozpuszczać ich w kwasie, ot drobny wypadek rybaka, lub samobójstwo pozorowane? Poradzę sobie. Są jeszcze ci, jakże użyteczni turyści. Przecież niektórzy mogą ot po prostu się potknąć, skurcz ich złapał, zawał… a potem droga do Szwecji wolna, niech ciało płynie, prądy pracują, na plaży zostają tylko porzucone szare buty i pomięta zielona koszulka.

Te szkielety w szafach, zmumifikowane zwłoki po kątach pochowane. Przecież są kolekcjonerzy, każdy musi mieć jakieś hobby! A zbrodnia to tak proste, naturalne wyjście! I może być tak bardzo artystyczne! Żeby ją popełnić, musisz w sobie coś mieć, nie koniecznie wyłącznie psychopatę, raczej małego artystę, najlepiej przebiegłego. Musisz odnaleźć ukryte tajemnice, owe sekrety ciążące na wątrobach pokoleniom i mordujące dopiero następców następców… bo zemsta poczeka. Choć jest jeszcze ta wynikająca z rozpalonego gniewu. Nagła, natarczywa, od razu domagająca się ujścia. Gorąca, spalająca cię od środka, niszcząca!

Bo dlaczego nie miałabym dostać tego spadku od razu?

No dlaczego?

Należy mi się!

Dlatego bezpieczniej, żebyś czytała, TYLKO czytała kryminały, prawda? – powiedział  Pan Tealight, związał dla bezpieczeństwa Wiedźmę, a potem ze świadomością dobrze wykonanego zadania, podważył wieczko słoika i po kuchni rozszedł się słodki aromat weków.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


DLACZEGO LUBIĘ CZYTAĆ KRYMINAŁY – KONKURS SYNDYKATU ZBRODNI W BIBLIOTECE

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Anatomia Błękitów…

„Pan Tealight miał problem z Błękitami. Każdy z odcieni domagał się własnej, jak najbardziej nietypowej nazwy. Zgromadziły się wokół Sklepiku i donośnie, przekrzykując rozpasane podmuchy wiatru – który PONOWNIE postanowił pokazać na co go stać – żądały ochrzczenia.

Ojeblik zdążyła zzielenieć, nim Pan Tealight nadał pierwsze 10 imion. Potem on sam, zawsze tak elegancko i monotonnie szary, poczuł się źle i schował się za Wygódką. Wygódki bali się wszyscy, nawet Błękity, więc przez chwilę był spokój. Te o jaśniejszym odcieniu schowały się pod – O DZIWO! – kwitnącymi zimą różami, te ciemniejsze postanowiły odnaleźć Podpiwniczny Kopiec, legendarny i dotąd permanentnie niewidzialny. Wszystkie kolory były z siebie tak bardzo dumne. Z owych swoich wszelkich błękitności, niebieskości, odcieni niebiańskich i morskich wariacji; z kobaltów, turkusów, lapis lazuli, oraz bliżniąt pruskiego i berlińskiego. Dumne z ultramaryny, błękitów Thnarda, czy Turnbulla. Indygo z lazurytem siedziały skwaszone pod podschniętym krzaczkiem pigwy licząc na miły kontrast z zeschniętymi żółcieniami, a Niebieskie Ciała lizały Migdały… ale im nikt się nie przyglądał.

Niestety nadmierna wszelaka niebieskość wpłynęła też na Wiatr (chwila więc sobie minęła), który wirując w specyficznym tornadzie nad Kominem postanowił podomagać się swoich praw do rozróżniania.

Tylko w jaki sposób nazwać każdy powiew? W jaki sposób nadać tożsamość każdemu z podmuchów? Jak odróżnić ten, który lekko odchyla liście od tego, który wprawia w ruch gałązki? Nikt tego nie wiedział… a może raczej należy powiedzieć, że Pan Tealight postanowił się nie mieszać? Albo postanowił mieć nadzieję, że uda mu się uniknąć odpowiedzialności? Wystarczy powiedzieć, że Wielki Wiatr – ten, który nie potrzebował dotąd imienia, który wyrywał dusze i odczepiał cienie, mieszał marzenia i bawił się dekorując skrytymi myślami drzewa – zmieszał wszystkie Błękity. Ot tak dla zabawy, a im się to wcale nie spodobało!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzje: „Inne okręty” i „Sebastian, czyli przygody błazna”.

PSSSSSSZZZ>>> WYWIAD ZE MNĄ… OJ NO SERIO 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Śnięte Księżniczki…

„Wiało tak, że dusze odrywały się od ludzi i szybowały, tańczyły, podrygiwały i pląsały w porywach. Wolne, miały początkowo to takie gdzieś to, czy będą mogły wrócić i znowu cieszyć się z dostępnej cielesności. Ale wraz z przeciągającą się zabawą, kapryśność dusz malała i powoli oderwane pogrążały się w dziwacznej stabilizacji.

Tęskniły.

Problem w tym, że wichura przemieszała dusze. Porozrzucała je po całej, ogromnej przestrzeni. Dusze nie mogły odnaleźć „swoich” ludzi, więc zwyczajnie wskakiwały w kogo popadnie.

Jedna zagubiła się w różowej zatoczce. Zafascynowana dziwnym połyskiwaniem wśród łososiowych skał, przetykanych szarymi żyłkami granitu, zielonymi i żółtymi porostami, a gdzie indziej bezczelnością i samowolą pojedynczej trawki. Na drobnym, łososiowo-różowo-rdzawym piasku i grających kamyczkach, leżały Śnięte Księżniczki. Galaretowate, oddane wietrznej kapryśności, wyrwane ze swoich podwodnych wież, falowały. W płytkiej wodzie ich ciała zdawały się tańczyć, cieszyć z otaczających je możliwości. Drobne, ostre kawałki skał poraniły ich ciała, ale one były zbyt zdeterminowane, by to zauważyć. W chlupoczących falach, muskając ziemię, czekały na swojego Księcia.

Gotowe by się nim podzielić!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


A oto i Śnięte Księżniczki…

Jest w nich jakieś zapomniane, niedostrzeżone piękno… owa tragedia niespełnionych marzeń…


Z cyklu: przeczytałam, ale jednak czegoś mi brakowało, choć było o smoku… „Dziedzictwo tom 1” Ch. Paolini.

Nie zakochałam się w cyklu młodego autora, charakteryzującego się tym, że dużo w życiu już przeczytał i do szkoły chodzić nie musi… nie zakochałam się, ale dobrze się bawiłam przy pierwszych tomach. I czekałam na to zakończenie. A tutaj nie dość, że przerwali je w połowie – drugi tom wyjdzie prawdopodobnie w 2012 – to na dodatek było niefajnie. Wiecie, co jest najdziwniejsze? Zwykle książki, w których są smoki nie powodują we mnie takich wątpliwości.

Czuję się oszukana. Przede wszystkim dlatego, że bohater jest dziwny, smoka mało, cała akcja wydaje się byc w bólach wyduszana, a na dodatek coś się kopie w kwestiach konsekwencji. I te literówki! Nie no! Książka za 50 zł i tyle błędów? Nie oszukujmy się, można wydać książki bez literówek!

Sprawdziłam!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Spowiedź Zwykłego Rycerza…

„Stałem tam i czułem jak wody przeżerają moją samotność i kiepsko wpływają na zbroję. Musiałem ją założyć! Przecież nie będę tego wszystkiego targał na plecach… I tak musiałem wziąć resztę sakw na plecy. Ale nie płakałem nad sobą. Rumak był ze mną od początku. Nawet tej wiedźmy potrafił unikać. No tak, nie poznałeś mojej żony. Wiesz, że też nie żyje? Nie wiem po jaką cholerę z tej wieży ją ratowałem? Z tej szklanej góry. Rozdarłem tam sobie… znaczy mam kiepskie, wciąż przeszkadzające mi wspomnienia w okolicach środkowej części rycerskości. No wiesz te rejony… oj no na dupie! Że też zawsze ze mnie wyciągasz wstydliwe wspomnienia.

Sklepik z Niepotrzebnymi lekko zadźwięczał, gdy nowy gość mościł się w głównym fotelu.

Pamiętam jak się strułem tą cholerną wodą z czarodziejskiej studni, tej co to mi miała powiedzieć, gdzie mnie owa ma UKOCHANA czeka… Strasznie gadatliwa bestia, nie polecam! Nie, no pewno, że mogłem mieć gorzej. Smok był spoko gość, z radością pokazał mi klejnoty (TE klejnoty!), jak już mu wytłumaczyłem, że chcę TYLKO Księżniczkę. Zaraza jedna. Sprytny konus! Podobno żyje teraz gdzieś w zdrowiu i wiecznym spełnieniu z jakąś młodą wdówką.

Rozpustnik. Że niby co? Taki ognisty?

Ja dostałem Księżniczkę za żonę i górę. Stłukła się. Znaczy ogólnie stłukły się obydwie, ale co tam! Wypełniłem PRZEZNACZENIE. Ożeniłem się bez cyrku z trzewiczkami, amputacją zbędnego owłosienia, czy też całowaniem, lub odkrztuszaniem jabłka w kryształowej trumience… zresztą wiesz, że paranoicznie boję się niskich mężczyzn i wrzecion, no nie było innego wyjścia…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


A u mnie wciąż brak śniegu 🙁


Nie ma to jak książka przed premierą 😉 Podziękowania dla Wydawnictwa Prószyński i Ska… a recenzja poniżej.

No i wiecie co… nawiedziły mnie nowe misie. Jak sobie przypomnę marzenie wypowiedziane rok temu, to mogę tylko przytaknąć – niektóre się spełniają. Ten większy – dzieło by Leland Boone, świetny artysta!

Ale najwspanialsza była niespodzianka od Kathy!!! Thank You so much!!! I love my gifts, all of them.

Kathy is one of this amazing souls, who we can meet only thanks to internet, FB and this strange things which in fact I do not know how do they work?!
Really!!!

PS. Recenzje: „Zaginieni”, „Zapomniane” i „Pomiędzy”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Świąteczne Okna…

„Świąteczne Okna przygnębiały Pana Tealighta, ale zawsze 25 grudnia wychodził ze Sklepiku, by je oglądać. Wiedział, że nikt inny tego nie zrobi. No i miał dosyć piernikowych małżeństw. Od Wigilii każda para piernikowych ludzików pobierała się na kuchennej płycie, by potem, po poślubnej nocy – czyli piętnastu minutach w piekarniku – dać się pożreć gromadzie wygłodniałych Wiedźm. Tych, które nie miały uczulenia na lukier, oraz tych, które miały, aczkolwiek w duchu tradycji, bardzo chciały powiększyć sobie brodawki na nosie.

Spacer nie lubił być wykorzystywany, więc przywoływał zwykle wiatr – tym razem smutnie wzywający choć płatek śniegu – i utrudniał wycieczkę Panu Tealightowi. Ale on był silny. Wiedział, że Okna chcą być oglądane, więc pragnął wypełnić ten dobry uczynek mimo wiatru, zacinającego deszczu, drobnych grydek błota, piasku, który podrażniłby mu oczy, aczkolwiek ich nie miał… Chciał spoglądać w ich rozświetlone, wypełnione przebrzydłym, obślizgłym ciepłem, owym optymistycznym, migającym wszelkimi kolorami (w przypadku Wyspy głównie sikowo-żółtackim) szaleństwem, które powodowało u niego mdłości… na te migające światełka i cienie ludzi, którzy udawali szczęście. Na te choinki, które tak bardzo przypominały mu utraconą miłość, oraz sztuczny śnieg, który uświadamiał mu, że na pewno Królowa Śniegu, Pani Zimy, wystawiła go do wiatru. Kupiła sobie sommerhus na Wyspie, a teraz udawała, że nie istnieje… okrutna, koszmana dziwka, suka spod spierzchniętej wargi zaropiałego zombie szczeniaka!

BYŁO CHOLERNIE ZACIEPŁO!!!

Pan Tealight nie potrafił udawać.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzja: „Nevermore” i „Pałac z lusterkami”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Kristmasy…

„Co roku, totalnie pogański Pan Tealight przechodził męki w okolicach 24 grudnia. Męki były wymyślne, bolesne i pokręcone. Nader wyrafinowane i podstępne. Jak na przykład owa, obdarzona własną galaktyką i tożsamością, krwista maź wypełniona nadziewanymi uszkami łkających, głuchych niemowląt. Oj ona doprowadzała go do szału. Malutkie robaki w kutii sprawiały za to, że budził się ze strachem z coraz płytszych i bardziej sporadycznych snów… a może chodziło tylko o pleniące się Igliwiowe Ludziki – nadmiernie kłujące i nadpobudliwie pragnące bliskości? INTYMNEJ!!!

Nie wiedział.

Był za to pewien, że nigdy nie otworzy żadnego pierożka, bo wciąż kryły się tam MikroKrasnale i piskliwymi głosikami wyśpiewywały mu szlagiery kolędników – nie fałszując! Fałszujących by jeszcze zniósł. I te wszelakie duchy przybitych grzybków, porwanych z lasów za młodu…

Wiecie, że dla niektórych opłatek miewa rozmaite znaczenie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Wiedźma Naczelna” Olgi Gromyko.

Muszę przyznać, że trochę się zawiodłam. Ale kompletnie nie wiem dokładnie na czym. Może podenerwowało mnie to rozrzucenie akcji, a może owa tajemniczość… może początkowy podział na krótsze opowiadania, który potem ładnie się zakręcił i doprowadził do końca? Nie wiem, ale czegoś mi brakuje w tym tomie opowieście o W. Rednej. Co nie znaczy, że się nie bawiłam. Raczej chyba znaczy, iż tej autorce stawiam wyższą, humorystyczną poprzeczkę. Bo tej bohaterki nie można nie lubić – choć chyba pociąga mnie bardziej Smołka? Nie wiem… a może Wal, no Len na pewno mnie kręci, ale kogo by nie kręcił, mimo że blondas?

Jeżeli potrzeba Wam humoru, fantasy z olbrzymem, wampirami, krasnoludami, magią, elfami i… nader intrygującymi przypadłościami religijnymi – zacznijcie od początku!!! Przed Wam 5 tomów zabawy! W doborowym towarzystwie!

Z tego miejsca chciałabym też podziękować serdecznie Wszystkim Tym, którzy stworzyli moje Święta!!!

Bez Was byłoby mi smutno!

Dziękuję za pierniczki i słodycze, za książki i wszelakie fascynujące niespodzianki oraz życzenia!!!

Za cudowną pakę Agnieszce Lingas – Łoniewskiej i Kasi Pessel 😉

Za pełną misiowatość Marcie Orzeszynie i full pierniczkową pakę z dodatkami smoczymi Magdzie Witkiewicz!!!

Za wszelakie zaskoczenie: Kindze Ochendowskiej i oczywiście cudownej, zawsze mnie wspierającej Rysi Ulatowskiej i Wszelakim TYM, którzy po prostu zrobili mi Święta!!!

Kapitalne!!!



Za wygraną – a to sobie dziękuję, że wygrałam!!!

A mojemu Masławowi za wszystko!!! i prezent rocznicowy 😉 od Nurrgulli!!!

KOCHAM WAS!!!

A oto główny prezent!!! Od KseniaArt!!!

A Kittypinkstars says – We love You!!!

PS. Więcej grzechów nie pamiętam… znaczy się wdzięczna jestem wszystkim, nie tylko owym wymienionym – w moim wieku skleroza ma się już nader dobrze i nad podziw, nazbytnio nadmiernie owocuje 😉 Jesteście moje superanckie strasznie cudne MIKOŁAJE!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Pierwsza Taka Rycerka…

„Bo wszystko się zamyka w tym, że ich trzeba ratować. Od tych potwornych Smoczyc, od klątw, nadmiernej fascynacji obuwiem dolnych partii, wrzecion, jabłuszek i krasnali, no i od parchów nawet, łindołszopingu i nachalnych reklam. Kremikiem ich nacierać i życie robić miękciejszym… bo się oni tacy wrażliwi zrobili. Codzienność zamyka ich w tych wieżach, a tam nawet sprzątaczki, tej coby utuliła, ugotowała i zajęła się ich życiem – no brak matczynego serca, pomcnej dłoni, choć jednej, nie musi być przymocowana do korpusiku! Życie złamało im ducha i cielesne nadgoniło wątpliwości. Trzeba za nich potwory wyganiać, wszelakości zdobywać, co to są do zdobycia, ale i ratować, no i ich samych też trzeba ratować. Za wiele się od nich wymaga. No tego, żeby i piękni byli i dzielni. Na dodatek obeznani z codziennością i świadomi przyszłości i przeszłości… Jak oni mają to znieść? Toż to płeć delikatna jest, nawet woskowania niezdolna przetrzymać, tak urodziwa w swej nieporadności.

Trzeba ich ratować!

Ratować przed światem, który ich nie rozumie, mapy na każdą codzienność ofiarować, a nawet i magiczne pierścienie i Matki TudzieżNieChrzestne niekoniecznie… W ogóle najczęściej nie dostrzega, że są tacy skomplikowani. Tacy artystycznie nieposkładani. Tacy POD OCHRONĄ! I każdy powienien być w wieży, dostępny dla zwyczajnej Rycerki, coby się ze Smoczycą mogła dogadać i sobie jednego wybrać… albo dwóch? Bo przecież jedna może się zająć kilkoma.

Pan Tealight poczuł się zamurowany. Gdy wpadła bladym świtem, a raczej obecnie lekko wyszarzoną, codzienną ciemnością Wyspy, poczuł się mile zaskoczony. Krótkie, srebrne wdzianko ze złotymi cekinami, wysokie buty, zestaw miotełek i buteleczek; blondyneczka słodka, o rumianych policzkach, zaróżowiona w tych miejscach, gdzie należy, delikatna niczym pył i chmurki… Do tego zamiast konia ogromna ważka. Mimo całej swej miłości do Pani Zimy, która wciąż nie odpowiadała na jego błagalne wołania, zaloty i jęki rozpaczy, poczuł, że coś w nim drgnęło. Coś poruszyło te sreberka na choince, zaszumiało w cieniu rzucanym na ścianę… zadzwoniło zeschłymi gałązkami drapaka za oknem. Coś się przeraziło, coś postanowiło zabić, coś…

Ale na szczęście ona zaczęła mówić i owo COŚ się uspokoiło.

A Pan Tealight zbladł pod swą szarą, wełnianą skórą.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

„RYCERKĘ” podprowadziłam ze specyficznej rozmowy, w której świadomy udział brało DużeKa w swej męskiej osobie! Spytałam się, czy mogę, ale przy takiej temperaturze rozgaworu nie udało mi się przebić 😉


PS. Jak Święta, to Święta 😉


Wiwat wszelakie rozpieszczanie!!! I dokarmianie Wron zimą!

Strasznie Wam wszystkim dziękuję!!!

Amazonce za dokarmianie mojej całkiem potwornej, nadprogramowo ogromnej, pożartości książkowej!!!

A mojemu Jedynemu Adminowi, za to, że wytrzymuje ze mną już ponad 15 lat… a ja tam łatwa w wytrzymaniu i utrzymaniu, a już w podtrzymywaniu to w ogóle… znaczy się nie jestem!

PS. Recenzja: „W niewoli zmysłów” i „Oddech nocy”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Co można znaleźć w głowie Wiedźmy…

„Gdy nadchodzą wiatery… a ostatnio zdaje się na Wyspie mamy pory roku dwie, gdy dmucha mniej i gdy dmucha więcej – to po prostu łeb mi pęka. A jak już tak pęka, to tak korci straszliwie, coby zajrzeć do środka. By pogrzebać w tej dziwnej, mlaszczącej masie. Paluchy zagłębić w tej wilgotności. Problemy się zaczynają, a potem piętrzą w wymyślne konstrukcje, gdy zamiar mam trochę przewietrzyć owo wnętrze. I włażę do swojej głowy z miotłą i ścierą w zielone motylki – jakieś chyba chore? – włażę tam i sprzątam, odkurzam… znaczy mam taki plan, ale zawsze kończy się jednako.

Oni wygrywają!!!

Dopadają mnie, gdy tylko wchłonę się w siebie. Starzy, zapomnieni bohaterowie, owe historie, które człowiek odkłada do spisania na później. I wtedy sobie przypominam, dlaczego mam tylko tę jedną szmatkę i nader marną miotełkę. By mnie nie mogli ździelić mocniej. W sukurs powinny mi przyjść książki, te napisane przez innych historie, te, które mnie stworzyły, ale walenie papierowymi kulkami we wściekłość wyobraźni, jest co najmniej śmieszne. Okłądkami się nie dają. Nawet siedząc we własnej głowie nie będę niszczyć książek! Sumienie mi nie pozwala, trzyma mnie za ręce, wykręca nadgarstki, bezczelna Owca. No tak, moje sumienie ma kształt owcy, nie pytajcie dlaczego – nader runicznej, znaczy się miękusz wersja. Nie wiem.

Właściwie siedząc w tej swojej głowie, patrząc na stare liście i śnieg sprzed epok, na wspomnienia skulone w kącie, za siedmioma bramami i siedmioma murami, zalane żelazobetonem, stalą i obłożone smokami, których pilnują niziołki i wiedźmy z zaklęciami i wielkimi kotłami… wspomnienia, których nie chcę pamiętać; gdzieś pomiędzy pluszem, a magią, zieloną herbatą i starożytnimi posążkami, kurhanami, kamieniami i patykami, szumem morza; gdzieś tutaj, gdzie na własnej czaszce od środka wyryłam wszystkie symbole świata… nie czuję się bezpiecznie. I wiem tylko, że nic nie wiem z tego, co wiedzieć powinnam.

Powinnam, prawda?”

(„Pożarta Przez Książki – autobiografia” Chepcher Jones)


PS. Uwielbiam zaczynać tydzień od nowej książki w skrzynce na listy – właściwie się to powinno nazywać skrzynką na książki, bo choć kocham namiętnie listy, to nie ma jak dawka świeżutkiego papieru 😉 Tym razem Prószyński i Ska… czekałam bardzo na tę książkę, przyznaję.

Zobaczymy, co w środku. No i prezent od Ani Klejzerowicz 😉 Gejszy Mej!!! by głód książkowy wypełnić… intrygujący!

Ktoś zna, bo opisy mnie kręcą bardzo bardzo! No i pierwsze kartki świąteczne, od których jestem uzależniona, przyznaję…

Wysyłacie?

ALE KURCZE ŚNIEGU JAK NIE BYŁO, TAK NIE MA!!!

Za to MIŚ jest 😉 a nawet dwa!!!

… bo ten wyczekany Miś Misia Śnieża też przybył!!!


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Grad Hagl…

„Grad Hagl się rozbił.

Właściwie miał to w planach, ale zamierzał wybrać pewne, ulubione przez niego, miejsce. Tymczasem rozbił się w pucharkach. Rozstawionych: srebrnych i szklanych, glinianiych i plastikowych pucharkach. Jedne wypełnione były sokiem malinowym, inne owocami, jeszcze kolejne czekoladą, a o reszcie raczej starał się nie pamiętać. Miał w planach walenie w głowy, burzenie misternych fryzur, tratowanie ostatnich liści i nadmierne pogonie za zmykającymi kotami. Chciał się zakraść w szczeliny kurtek, gdzieś tam pomiędzy skórę, a skarpetki… wywłować piski i okrzyki, dziwaczne tańce, gdy będzie zmieniał się w wodę, spływając po plecach, ale nic z tego.

Rozbił się za wcześnie.

– Lody gotowe – mruknął Pan Tealight i machnął dłonią, spoglądając na toczącą się uciętą główkę zwaną Ojeblik. Radośnie siorbiącą to z jednego pucharka, to z drugiego, oraz na bandę Nader Zbuntowanych Nader Zmumifikowanych Nader Wściekłych Wiedźm i unoszący się z ich kociołka różowy obłok.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

a oto i bohater we własnej, rozbitej osobie!


PS. Recenzja książek Lizy Marklund.

I cudowny prezent od Joli Kwiatkowskiej 😉 której bloga naprawdę warto poznać! Zresztą wujka Piotrka też Wam polecam!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Mikołajki…

„Bał się. Wydawało się, że tak trudno go przerazić do tego stopnia, w którym był teraz. A jednak co roku, w tę dziwną noc, on tylko się bał. I potem wraz ze świtem, który wcale nie wyglądał jak świt wyglądać powinien, idąc do portu, gdzie stała choinka wciąż to czuł. To dziwne coś, co paraliżowało jego specyficzną normalność. Po prostu wiedział, że znajdzie w porcie prezent. Zapakowany i podpisany tak, by nie mógł go przeoczyć.

Zawsze tak było.

Jednak tym razem pod rozłożystą, mocno żywiczną choinką, o którą zahaczyło się już kilka pokoleń wodorostów, nie było żadnego pudełeczka. Nie było skrzyni ani worka… Pan Tealight był zdziwiony. Rozglądał się jednocześnie spoglądając na śpiące domy, czekające na lato, by się przebudzić dla ludzi. Na cichą osadę, której nielicznych stałych mieszkańców znał zbyt dobrze. Składali się z tych niepotrzebnych teraźniejszości ludzi, z uciekinierów, dziwaków i z szaleńców. Mimowolnie zadrżał, bo choć śniegu wciąż nie było, a Pani Zima zdawała się mamić jego zmysły – tak w niej rozkochane -to wiatr nadrabiał normy. Wiało tak mocno, że Pan Tealight musiał złapać się srebrnej barierki oddzielającej go od portowej ciemności wody i przestać myśleć o ludziach.

Bo wtedy to poczuł.

Już wiedział i już się nie bał!

W wodach portu, czystych i przejrzystych, choć dziwnie ciemnych i mrocznych, mąconych rzadką, od niechcenia przebiegającą falą, unosiły się napuchnięte zwłoki. Zwłoki jeszcze w całości, skrupulatnie i dokładnie przewiązane czerwoną wstążką. Mięsko jeszcze nie odeszło od kości. Żadna z ryb nie sprofanowała prezentu dla Pana Tealighta, żadna się nie ośmieliła, ale on wiedział, że czekają tylko na znak. Na napuchniętej skórze, naciągniętej, doskonałej w formie opakowania; na tej fascynującej powierzchni natura wyrysowała już artystyczne, cieniutkie białawe spęknięcia. Zwłoki były piękne. Piękne w owej chwili tuż przed tym, gdy zniknie ciało, tuż po tym, gdy zniknął człowiek.

Pan Tealight machnął ręką.

Odetchnął.

Tak bardzo bał się, że znowu dostanie skarpetki!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Pogoda jest intrygująco nieprzewidywalna… ale serio GDZIE JEST MÓJ ŚNIEG! JA CHCĘ ŚNIEGU, DUŻO ŚNIEGU, NO PROSZĘ!!!

Proszę Państwa oto… Snuff 🙂

Taki Miś to gotowy bohater opowieści. A jeżeli o misiowych opowieściach mowa, to może Tomek Ogonek? 🙂 Macie ochotę na smutną i pełną nadziei historię?

No tak, oto kolejne moje recenzje na ArtTravel.pl 🙂

„Świat według reportera. Ameryka Łacińska” Piotr Kraśko

„Świat według reportera. Włochy” Piotr Kraśko

„Błękitne niebo. Czarne oliwki” John Humphrys

Małe spełnione marzenie dzięki Kindze 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz