„Grad Hagl się rozbił.
Właściwie miał to w planach, ale zamierzał wybrać pewne, ulubione przez niego, miejsce. Tymczasem rozbił się w pucharkach. Rozstawionych: srebrnych i szklanych, glinianiych i plastikowych pucharkach. Jedne wypełnione były sokiem malinowym, inne owocami, jeszcze kolejne czekoladą, a o reszcie raczej starał się nie pamiętać. Miał w planach walenie w głowy, burzenie misternych fryzur, tratowanie ostatnich liści i nadmierne pogonie za zmykającymi kotami. Chciał się zakraść w szczeliny kurtek, gdzieś tam pomiędzy skórę, a skarpetki… wywłować piski i okrzyki, dziwaczne tańce, gdy będzie zmieniał się w wodę, spływając po plecach, ale nic z tego.
Rozbił się za wcześnie.
– Lody gotowe – mruknął Pan Tealight i machnął dłonią, spoglądając na toczącą się uciętą główkę zwaną Ojeblik. Radośnie siorbiącą to z jednego pucharka, to z drugiego, oraz na bandę Nader Zbuntowanych Nader Zmumifikowanych Nader Wściekłych Wiedźm i unoszący się z ich kociołka różowy obłok.”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)
a oto i bohater we własnej, rozbitej osobie!
PS. Recenzja książek Lizy Marklund.
I cudowny prezent od Joli Kwiatkowskiej 😉 której bloga naprawdę warto poznać! Zresztą wujka Piotrka też Wam polecam!



