PAŁAC Z LUSTERKAMI

Literatura kobieca istnieje – i jest piękna!!!

„Powieść ta jest fikcją” – jak często natykacie się na to zdanie już na samym początku historii? Jeszcze nim poznacie bohaterów o nazwiskach niezbieżnych z żyjącymi, lub zmarłymi…

A przecież baśń nie musi być fikcją! Nie musi, prawda… bo ja tak chcę? Bo niektórym się to wszystko przytrafia, w końcu to nie mogło być kłamstwo! Wszystko to, co zaszło na stronach opowieści o Honoracie, nie mogło być kłamstwem! Nie chcę żeby było kłamstwem i fikcją i czymś, co nigdy się nikomu nie przytrafi!!! Chcę, żeby świat dawał ludziom szansę na nowe życie, stawiał na ich drodze przypadkowe osoby, które zmienią ich codzienność na lepszą.

Bo kiedyś tak było, to pamiętam. Ludzie podróżowali pociągami, rozmawiając o swojej codzienności, o życiu… w tych wagonach, niczym w konfesjonałach wybrzmiewały tajemnice. Nikt nikogo nie ranił, każdy doznawał oczyszczenia. Przy herbacie i jajkach na twardo przepływały życia. Nikt się nie wstydził, wiadomo było, że tajemnice pozostaną gdzieś na torach. A czasem zdarzało się, iż pojawiała się pomocna dłoń i już pozostawała zmieniając czyjąś codzienność.

Tym, prawie mitycznym zachowaniem, rozpoczyna się powieść Anny Pasikowskiej. Piękna, wzruszająca i kobieca. Historia trudnego życia Honoraty i szansy ofiarowanej jej przez obcego człowieka.

„Dam sobie radę!”

Przez kilka lat od dnia narodzin córki, śmierci męża i życiem z teściami, nasza bohaterka powtarzała sobie to zdanie. Miała być twarda dla córki. Nie chcieć niczego dla siebie. Ale w końcu powiedziała DOŚĆ, i postanowiła wyruszyć w podróż. Podróż, która wszystko zmieniła. Przywołała dawne demony, postawiła nowe wyzwania i zwyczajnie dalej potoczyła losy. Bo rodzina to nie ci, z którymi łączą nas więzy krwi, ale ci, którzy nas kochają… specyficzni ludzie, którzy pojawiają się na naszej drodze.

Czasem mi się to zdarza, przez co czuję się nader głupio, że rozkochuję się w postaci drugoplanowej. I tym razem znowu to zrobiłam. Zamiast przejąć się losami Honoraty, jej miłości, daru, cudu, który stał się je udziałem… powolnego leczenia zranionej duszy, jej ciepłej osobowości, odwagi; ja zakochałam się w seniorce rodu – postaci drugoplanowej. No zakochałam się na zabój i padłam. Też chcę być taka! Pokochałam jej rozbudowaną historię, stary Szczecin, jej przeszłość i teraźniejszość. Jakoś tak mam ostatnio ze starszymi paniami, ale znie znaczy to, że Honoratę odsunęłam na dalszy tor. Polubiłam ją, choć z odrobiną zazdrości. Spodobali mi się też oczywiście mężczyźni, ale to dla tych kobiet przeczytałam tę powieść. I zaskakując samą siebie, polubiłam ją. I wymarzyłam dla siebie pana w pociągu, rycerza na niekoniecznie białym koniu…

Cóż, kobiecość włada!!! I wiecie co?!!! Literatura kobieca istnieje i naprawdę nie ma w tym nic złego, bo my – kobiety powinnyśmy wierzyć w bajki zawsze, do końca! I nie mam na myśli jakiegokolwiek kompleksu księżniczki! Ani rycerza czy białego konia! Mówię o dobrej książce, tym balsamie dla duszy, który mówi, iż wciąż możecie być kobietami!

Z całym bagażem dodatków

„Pałac z lusterkami” Anna Pasikowska, Walkowska 2010.

Jedna odpowiedź na „PAŁAC Z LUSTERKAMI

  1. Pingback: Pan Tealight i Świąteczne Okna… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz