Pan Tealight i Przecinaczka i Pleciuga…

„Przecinaczka i Pleciuga serio miały się super.

Naprawdę.

Jak zwykle jedna cięła, druga plotła, a trzecia, no właśnie, trzecia, choć siostra rodzona, to jednak… no wiecie, wstyd trochę był przed innymi Przedwiecznymi. Taki mocny i niewyobrażalnie męczący…

Naprawdę obciach.

Szczerze.

Bo ona była… blondynką.

Nie no, oczywiście, że i ich włosy były jakieś takie jasne i tak dalej, ale ona to była definicja wszelakiego bleblania innych. Wiecie, nawet chodziła do tych ludzkich miejsc, gdzie to się robiło dziwne rzeczy z ludzkimi, zewnętrznymi elementami, a nawet i wewnętrznymi… tatuaże zębów, rzezania gałek nie tylko ocznych, wszelakie tatuaże i jeszcze malowanki i oczywiście…

No ogólnie mówiąc ludzka się zrobiła.

Mocno.

Za mocno… ale jednak siostra, wiecie.

Były przecież siostrami. Trojaczkami, które jednak urodziły się każdy w innym dniu, no tak, jedna przed północą 21go grudnia, druga w południe 22go a trzecia dopiero 23go. Bo tak jakoś nigdy, nawet przy porodzie, wiecie, nie były ze sobą złączone. Jakoś tak zawsze chciały sobie udodowodnić, że są same sobie rzepkę skrobie, ale po prawdzie nie potrafiły życie bez siebie, ale jednak…

Z taką lalą się pokazywać.

Się do niej przyznawać?

No szczerze?

Tak od tkania jej się zrobiło, czy coś? Widziała coś w wątku i tym drugim, no osnowie no, wiecie, coś ją zauroczyło może?

A może…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Jest granda, znaczy, po naszemu ballade, jest pisanie!

No więc…

Ech, dobra, bez urazy, ale wiecie, ja nie w kościół. Dla mnie to jedynie miejsce wykopalisk, tudzież jakieś tam skarby Templariuszy czy jednakowoż, no wiecie, sztuka, tudzież schronienie przed słońcem chociaż wiecie, no śmierdzi trochę, szczególnie w tych drewnianych ten dziwny zapach, wszędzie taki sam…

… ech…

No ale, jeśli chodzi o kościoły, tudzież uznajmy, że wyznania, bo jak zamkniemy się w kościołach, to wiecie, to spora ich część to obecnie obiekty mieszkalne, ale, te największe, te widoczne w każdej większej dziurze, a i mniejszej, wiecie, no mają tam swojego księdza. Znaczy zastrzegam, mówimy o folkekirkecie, a nie o innych wyznaniach… czyli pastor. No wiecie, tyłem do klienta i tak dalej, czasy po Luterze…

No tak było kiedyś, że przyszedł gość i powiesił se swe wypociny na pewnych drzwiach, oj googlnijcie se… naprawdę. Oficjalnie protestantyzm, czyli, dla onych wychowanych w tchnącym przepychem i kupczeniem przebaczeniem chrześcijańskich warunkach, czyli mła… nie oszukujmy się, urodziłam się w Polsce, tego się nie zmieni. Wiem co to różaniec. Wciąż pamiętam scenę z Morderstw w Midsomer, gdy ten młodszy się dziwił, że znalazł łańcuszek z koralikami na szyję, i to z krzyżykiem, wiecie… No więc dla nas, wiecie, to jest trochę zimno i dziwnie, ale, jednak, jak człek tam i tak już od dawna nie zachodził, bo rodzina już nie zmusza, się dorosło…

To właściwie nie wiem jak to teraz jest.

Hmmm…

Chyba kiepsko, co nie?

Ale miała być granda!!!

A granda jest taka, że wydaje się wam, iż Skandynawia to taka wolność i w ogóle, co nie? Bez urazy, też tak miałam, oj tak!!!

… ale tak nie jest. Tu wciąż ludzie myślą o tym by prawo cichości zachować, nie obnosić się, młodszym podwija się noga, ale wystarczy posłuchać takich po 60tym roku życia… nagle się okazuje, że ona wolność dzieci bez ślubu z wieloma partnerami jest piętnowana. Jest wyśmiewana…

One liściki, petycje.

Ostatnią dostał nasz pastor.

Za to, że jest kobietą.

Otóż, okazuje się, że babk,a która tak naprawdę poza brakiem siusiaka nie zawiniła niczym, która poświęciła się, by tutaj w Gudhjem prowadzić trzódkę, która zdała ten egzamin pandemiczny, bo jej media były pewne naprawdę pozytywnych treści i można było sobie do niej zadzwonić, pogadać, bo jak twierdziła, od tego tu jest, od onej posługi… no więc babka, która, przynajmniej tak wyglądało, zresztą, niczego się jej nie zarzuca… ona osoba, ciężko pracująca…

Już jest na wylocie za brak organów rozrodczych na zewnątrz.

Ekhm…

Przecież ją przyjęli. Przecież jakoś, no pewno były fochy, ale spędziła tutaj kilka lat, to co, nie chciała onej, wiecie grupie przykościelnej z chłopów się składającej i jednej chyba dewoty, lizać ego? No bo sorry, ale na to by wyszło. Oczywiście, jak to kobiety mają, odejdzie. Zrobi miejsce.

Dla dobra trzódki.

Wiecie co… nie mogłabym być pastorem. Przyjebałabym tym gargulcom, co to odpowiedzialności nie chcą unieść, ale osądzać od razu. Bo w Biblii nie pisze, że kobiety… a apokryfy dupki czytaliście?

A seksualne wierszyki…

Będzie nowy, pewno z penisem.

PS. A w ogóle mamy hyggetesty… stay tuned!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Przecinaczka i Pleciuga… została wyłączona

Pan Tealight i Szał Wszystkiego…

„Bo przecież czego miał się bać?

Niczego nie mógł.

Wiedział wszystko, znał wszystko, wszystkim się naprawdę szalenił i wszelako… zresztą, no przecież on był wielkim, jedynym i niepowtarzalnym i jeszcze mocnym, wielkim Szałem Wszystkiego. Był bóstwem, awatarem, kapłanem najwyższym i tak dalej. Bo po co się ograniczać?

No szczerze, po co?

A jednak, jakoś ostatnio jakby coś go kłulo, coś nim szarpało, coś jakoś tak potęgowało w nim dziwną grozę, która dla niego nie tylko była niesamowicie niezrozumiała, szalona bardziej niż on i jeszcze… i jeszcze kompletnie bezsensowna. Totalnie i mocno. Wszelako i potęgująco się…

Potęgowała.

Znaczy ona uczucia.

Się w nim… wiecie. Wciąż coraz bardziej, jak uporczywe swędzenie, jak jakieś takieś drapanie w garde, którego nie można jakoś tak spłukać, wydrapać sobie, jakoś tak tego odmienić, jakoś…

Nie wiedział o co chodzi, bo przecież był Szałem i szałem wszelakim, zazębiającym się o każdego i wszystko, a jednak… nie wiedział, co ma zrobić. Nie rozumiał tego. Nie potrafił skapować co z czym, oszaleć siebie w tym.

Nie umiał.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Śmiertelne kłamstwa” – … no dobra. Przyznaję, że nie podeszłam do tej książki w podskokach. Nie chciałam jakoś tak się za bardzo napalać, chociaż tematyka była taka niesamowita, ale… ale widzicie, spoglądanie w przeszłość, one błędy, niedowidzenia…

To zawsze intryguje.

Zawsze.

Jeśli chodzi o tę opowieść, to przygotujcie się na wstrząs, potem wiele niedowierzania, szok, mocne lanie po myślaniach, przepraszanie stron, że mówiliście im, że będzie inaczej, że są może i nudne, choć sporadycznie, bo przecież cała akcja rozwija się dość szybko, ale nie odrzuca ipisów i dzięki temu otrzymujecie doskonały obraz przeszłości…

Który jest kłamstwem.

No… może nie do końca…

Ale jest.

Oto opowieść o rodzinie. O tym w jaki sposób spogladamy na świat w młodszym wieku, czego nie widzimy jako dorośli, o siotrach, o miłości, rodzinności, o domu, który wale nie musi być bezpiecznym miejscu, o kłamstwach, sekretach… ale tego się człek spodziewa, czyż nie, w końcu to tak aksiążka… rodzinna, ale i przerażającą, gdy uświadamiacie sobie, że ona wszelaka bliskość, czy to sąsiedzka czy rodzinna, może być… całkiem inna niż… wygląda.

Podobnie… miłość.

I szkoła.

Dobra powieść.

Pełna, miejscami wstrząsająca. Dziwnie spokojna, by nagle po prostu trzepnąć człowieka w łeb i przypomnieć mu jego przeszłość.

Na zewnątrz ciemność…

Na pewno listopad, właściwie już końcówka października, były ciemne… podobnie ta pierwsza połowa grudnia. Ciemność, szarość, kompletny brak światła. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale tutaj to zdarza się bardzo rzadko. Raczej jesteśmy ciągle bombardowani światłem. W końcu to czas, w którym zawsze tworzyłam najlepsze zdjęcia wschodów i zachodów słońca. Wiecie, idealny czas, nie trzeba wstawać koszmarnie wcześnie, nie jest jeszcze zimno…

Choć tutaj zimno, to sprawa względna.

Bardzo względna.

Nie oszukujmy się, maksimum to jakiś przymrozek przygruntowy i tyle. No chyba… chyba, że nadchodzi wiatr, wtedy już się nie skryjecie przed dziwnymi piorunami, strzałami lodu, które męczą i mięśnie i nerwy.

Od razu…

Paraliżują.

Ale jak na razie, przez jeden dzień troszkę popadało.

Obiecują coś na Jul, ale czy ktokolwiek wierzy jeszcze prognozom pogody? Tak szczerze? Naprawdę? Wierzycie? Ogladacie?

Wiem na pewno jedno…

Nasza poczta znowu daje dupy.

Albo dostajemy ją raz w tygodniu, albo tylko taką, wiecie, paczkowatą, większą, sygnowaną. Wszelkako wymagającą człowieka w domu. To męczy, bo jak wyjaśnić innym, że nie, że my Narnia, tutaj Aslan odbiera pocztę i przysięgam, że czasem żuje świntuch koperty. Naprawdę. Kartki chyba podgryza i zlizuje znaczki z nich. A już na pewno pieczątki!!!

Czasem myślę, że to dobrodziejstwo…

Wiecie, bycie taką Narnią…

… oczywiście dopóki nie chcą was zmienić w miejsce wyłącznie dla bogaczy i wyprowadzić wszystkich do slumsów gdzieś pod Kopenhagę, tudzież zwalić nam na głowę atomówek i tak dalej… lub straszą Rosją, której ludzie szczerze wciąż tutaj się boją. Ten strach jest namacalny. Obecny.

Żywy.

Ale, teraz wsio poddaje się onym restrykcjom, które…

Hmmm, wszyscy chyba mają dosć wszystkiego.

Ja bym chciała zakupów, ale sponosrów brak. Ktoś chce zasponsorować mój fimik, co to mamy w sklepie? Hmm? Ktokolwiek? Można płacić książkami z Empiku, które sama zamówię. Bez urazy, ale mam już swoje ukochane…

… na przykład Redondo wznowili!!!

AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!

Czy uda mi się ją w ogóle kupić? Oną trylogię, która przywróciliła mi wiarę w książki? A może jednak nie i znowu będzie płacz i zębów zgrzytanie. Chociaż, czas tak pędzi, że pewno bardziej ich klekotanie niż zgrzytanie.

He he he…

No dobra, nieśmieszne.

Czy ludzie tutaj czytają?

Oczywiście… ale ceny książek zwaliłyby was z nóg. Tak powyżej 50 zł za tom. Nie no, pewno że są obniżki, ale jednak…

Kogo stać?

Tak… pierdół mi się chce.

Bardzo.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Szał Wszystkiego… została wyłączona

Pan Tealight i Paralizator Narodzony…

„Wiele tych spraw ostatnio się rodziło, wiele umierało, ale wiecie… to jakoś kurna niewielu obchodziło, że temu czy tamtemu się zeszło z tego świata, a zresztą, może i nawet dopiero co się narodził, a już odszedł…

Wiecie… takie czasy.

Tak naprawdę nikt nie wie co się dzieje, poza tym, że jakiś ajfon wyszedł, ciekawe gdzie, tudzież za kogo, lub… celebryty się pobrali, rozwiedli i ktoś nie założył maseczki… Pan Tealight miał żółtą w pomarańczowe stokrotki z różowymi środkami. Taką, wiecie, na całą twarz, coby w ogóle go nikt nigdzie i tak dalej… i po prawdziwe, podobało mu się to… jakby nagle mógł się wybrać do banku i zażądać tej kasy, którą i tak mu byli winni, w końcu zawsze bankowcy winni…

Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane chciała książek i coby się one znowu narodziły, a najlepiej, to coby jej wyrosło pieniężne drzewko, albo Wielki Sponsor się objawił, bo bieda wychodziła już jej wszystkimi otworami. Szczerze, nawet porami skóry się wyewała…

A Bieda?

Hmmm… czy ona w ogóle miała prawo coś chcieć?

Paralizator Narodowy zaś się właśnie narodził, tuż przed zimą i wszelako nie wiedział czym jest, do czego i jak się go ładuje. Baterie paluszki, czy do kontaktu i długi kabelek potrzebny? Ale jak już to miękki jakiś może? Bo twarde będą go uwierać w miejsce ładowania, na pewno…

Gdziekolwiek ono jest.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

69 zamkniętych komun… wszystkich 98…

Oczywiście ono „zamknięcie” dotyczy, no wiecie, zamknięcia knajp etc. Nawet bibliotek, czego nie rozumiem, bo tutaj biblioteki działają dość sprawnie, bezosobowo. Składacie przez internet zamówienie, czekacie i je odbieracie. Potem możecie nawet zostawić książki w takim, no wiecie, skrzynce na książki, nie że zsyp…

Ale…

Dlaczego to wszystko?

A to dlatego, że osobnicy mieszkający w onych wcześniej zamkniętych miejscach zaczęli sobie wyjeżdżać do sąsiednich komun, by zjeść obiad w knajpie. I tak to wszystko się podziało, że knajpy pozamykali, proszą by nie wyjeżdżać do onych niewielu już, lekko zdrowszych komun na obiadki… tia, serio tak to złożyli, Szwecja błaga, by nie pływać do nich na żarcie i wszelakie spotkania, przede wszystkim ukrócili wesela Duńczyków w Szwecji…

… więc jeśli wydaje się wam, że Skandynawia taka prawa i tak dalej.

No to nie.

Ha ha ha!!!

Żeby nie było, oficjalnie ilość zachorowań rośnie szalenie. I tak szczerze, nie wiadomo kompletnie dlaczego. Czy przez maseczki, które – widziałam – ludzie sobie nawet pożyczają… czy przez olewactwo wszelkich odstępów, czy przez to, że chorują ci, co już chorowali, a przez cały czas roznosili. Oczywiście… uniwerki się zamykają, od 5 klasy do domu i nie roznosić choroby…

… ale reszta, no wiecie, co zrobić z tymi bachorami…

Niech roznoszą.

Przecież dzieci tak sporadycznie chorują.

Nic im nie będzie, a że logiki w tym żadnej, no sorry.

… więc widzi mi się, że święta, jul i hygge to mamy serio zapewnione…

… na full i z przytupem. Nawert Tivoli zamknęli… przyznaję, że po prostu się zdziwiłam. Zdziwiłam, że to w ogóle było otwarte, biorąc pod uwagę, że stolyca taka zakaźna i w ogóle. Przez co i nas uznali za wylęgarnię wirusów i Niemcy nas już nie kochają, wiecie, dziwne problemy dziwnego bardzo świata.

Nie oszukujmy się.

U nas naprawdę jest dziwnie!!!

Wyobraźcie sobie jak to jest tutaj z pracą…

Z jednej strony grzeczność i klepanie po pleckach, ale za plecami. LOL

Ale, co to ja wiem o zwalnianiu czy zatrudnianiu. Bez urazy, ale nic komplementnie. Takam kurna niedouczona i już! No ktoś musi być jakoś takoś niewierny i wszelako niedoinformowany w pewnych rejonach.

I to niech będę ja.

Dość mi ostatnio wiedzy.

Biedne Arecibo.

I nikt nad nim łezki nie uronił… nie no, kurde no, tyle rzeczy staje na głowie w Finlandii jakieś promieniowanie, kurna, nie dość już tego wszystkiego? Liczą te fale i te lockdowny i w ogóle, tak dalej… i po co to?

Przyjmijmy, że jest źle i to przez cały czas.

Ułatwi mi to liczenie.

Na siebie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Paralizator Narodzony… została wyłączona

Pan Tealight i Bzownik…

„Bzownik miał się dobrze.

Znaczy, jak na kogoś, kto narodził się latem 2020. No wiecie… fajny rok, co nie, na narodziny i w ogóle, start w życie jak nie wiem co? Masa!!! Cudo!!! Gdzież żeby jakiś sarkazm, no jakby ktokolwiek śmiał się sarkazmować. Tak po prawdzie, to poza brakiem dostępu do pewnych spraw, to najbardziej Pana Tealighta przeraziło w nim to, że w lecie nagle podobno wszyscy zdrowi zwalili się na Wyspę, co oznaczało, że wszyscy siedzieli w Sklepiku i Misiu…

Bojąc się świata.

Świata, który zwalił się na Wyspę.

Ci ludzie, którzy nagle już nie musieli się bać i tak dalej, a potem… a potem znowu się zaczęło. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane seryjnie siedziała całe lato w domu. Bojąc się innych… więc mały Bzownik, tak naprawdę nie wiedziała nawet kiedy się wykluł i dokładnie z czego, poza tym, że z Czarnej Bzownicy, którą to sama oporządziła, oswobodziła i w końcu…

Która rosła…

Nikt jej już nie miał więzić, więc niepewna wciąż, ale może i zdesperowana… wydała go na świat. Słodziaka małego.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

No to tak…

Przede wszystkim oczywiście pandemia, szczepionki i tak dalej.

Dyskusji cała masa, ale to co wiadomo, to wiadomo… Po pierwsze, że maseczki do końca lutego przedłużone. Skupisk i tak dalej, wiadomo, nie wolno, aczkolwiek, jako że kurde u nas wsio jest raczej wyłącznie ODRADZANE, nie ZAKAZANE, więc wiecie, ludzie sobie i tak dalej, ale, jeśli chodzi o szczepionkę około 70% osób twierdzi, że chce się zaszczepić jak najszybciej…

Hmmm.

Niestety rodzinie królewskiej się oberwało od pandemii też.

Młodziutki Christian, drugi w kolejce do tronu, obecnie przebywa w odosobnieniu w pałacu… hmmm… raczej ma sporo miejsca na ono odosobnienie i na pewno dostęp do Netflixa i kuchni. Pewnie, jak większość dzieci przejdzie to i tyle. Ale… wychodzi na to, że dzieciaki latają do szkół, bawią się i nie chorują tak naprawdę, a dorośli, dwojako, albo tak albo nie, no wiecie sami, nie ma co tłumaczyć.

Kto miał to miał.

Ja mam na pewno pustki na koncie.

I to nie jest zabawne.

Tak szczerze, wszystkim się wydaje, że serio wezmą szczepionkę raz i już będzie okay, świat będzie jaki był… eeeee… hmmm… podpatruję ludzi, zerkam, analizuję i powiem, że część rzeczywiście ma w zadkach wszystko i ich do mycia rąk nawet gówno w twarz rzucone nie zmusi. Inni znowu, traktują wsio paranoicznie. I jakoś tak nie ma tych, co po prostu czekają.

Zwyczajnie, jakoś tak, mają i tak zajęcie, zawsze, jakiś pęd ku życiu.

Jakby wszystkimi coś kierowało.

Media?

Tia, problem z mediami mam taki, że ich nie mam.

Nie czytam.

Nie szukam nawet…

… pytam, czasem coś wystukam i tyle. Nie obchodzi mnie opinia dziwnych ludzi. Historia uczy, ale też pamiętajmy, że piszą ją ci, którzy za napisanie jej zapłacili i, że ona historia, która zdaje się być pewną stałą, to wiecie, jakoś tak, no… bardziej zmiennej, bardziej szalonej sprawy niż historia nie znajdziecie. Oj oczywiście, że wszystko zmienną jest, ale historia… popytajcie znajomych z zagranicy, o czym ich uczyli w szkole, to pierwszy i dość szokujący kontakt ze zmiennoscią historii.

Tia….

Ale, były pewne sprawy, jak pandemie, zmienności przyrody, które raczej są pomijane w zwyczajowej nauce szkolnej, a które obecnie poddawane są dziwnym machlojkom słownym, gięte i rzezane… by pasować kolejnej kampanii niby społecznej.

Serio… ludzie w to wierzą?

… nikt nie robi researchu, ale wierzy w to, co piszą ci, o których mają kiepskie mniemanie?

Ej no, ludzie no!!!

Nic to… powiedzmy sobie szczerze, że nie damy rady tego zmienić, a uświadamianie innym, że może istnieć inna prawda niż ta celebrycka jest proszeniem się o strzał w głowę, co to nie trafi i pozostawi cię rannym, boleśnie, chociaż… powinni byli w brzuch strzelać. Ale wiecie, pewno znowu nie doczytali. LOL

Albo w jakimś filmie tak było…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Bzownik… została wyłączona

Pan Tealight i Koszmar Październikowy…

„Koszmar Październikowy miał opóźnienie…

No wiecie, komu się nie zdarza, jedni zapominają tego, inni tamtego, gubią się w czasie, marketach, czy gdzie tam, kostnicy może…

On zwyczajnie był tylko jednym z nas!!!

Problem był w tym, że jednak jak on już się ogarnął, jak już miał wsio w sobie i przy sobie i wydalił to, co jednakowoż nie było mu potrzebne, no wiecie, wszyscy czasem potrzebujemy takiego wydalenia, nie oszukujmy się, Koszmar nie był tak bardzo inny od zwyczajnego człowieka, nawet majtki nosił, a że z fioletowej koronki, no to wiecie, raczej już jego sprawa, czyż nie?

I pasujący do niego biustonosz.

Zeróweczkę, ale jednak… z troczkami z przodu.

I małym diamencikiem rzezanym w różyczkę lekko opalizującą w świetle, nie, nie pytajcie skąd to wszyscy wiedzieli. Lepiej nie. Serio nie. Po prostu nie chcecie wiedzieć… no co? No przecież w końcu przyszedł pod koniec Listopada, gdy ten już był spakowany i pewny tego, że jednak walacje w Portugalii mu wypalą, bo rzelot będzie, znaczy na jutro, więc wiecie, no udało się…

A nagle on przyłazi.

Ech…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Śpiąca nimfa” – … oj, po pierwszym tomie miałam nadzieje, oczekiwania i…

Ja pierdziele!!! Ta autorka mnie wykończy!!! Będzie w ogóle więcej, kiedy? Już? No weźcie no?!!! Dajcie czytać!!! Oczywiście, że sprawdziłam, wiem jak wpisać sprawy w wyszukiwarkę, ale jednak, kurde no… kiedy, jak, co?

Chcę już…

Bo choć ta opowieść miejscami mnie wkurniczała, to jednak nie pozwalała się od siebie oderwać, jednocześnie mieszając tak we łbie, że nie chciałam jej skończyć, bo wiedziałam, że jak skończę, to wyjdę z tego świata, onej mityczności, historii/opowieści, która zahacza o sprawy i czasy wciąż jeszcze tlące się w ludziach, które zmieniły nas na zawsze, które nie pozwalają często naprawdę z kimś się związać, co gorsza…

… zrozumieć.

Ta powieść może zmienić wasze postrzeganie świata, ale też wiele nauczyć.

Nie tylko o ludziach, o których się nie mówi, o specyficznej grupie etnicznej, która wciąż próbuje przetrwać. O górach, drzewach, naturze, spoglądaniu w głąb siebie, poświęceniu, demonach przeszłości… jakby tak naprawdę sama kryminalność była tylko… cóż, początkiem? Przypadkiem? A może jednak czymś mniej nawet… po prostu się wydarzyła, a staruszek, który milczy, w rzeczywistości mówi tak wiele, bo milczenie to czasem zbyt wiele słów. Aż zbyt wiele.

Genialna książka.

Można czytać bez pierwszego tomu, ale nie polecam.

Uwaga! Zawiera słodką, wolną, cudowną pogańskość!!!

Ciepło…

No wiecie, ciepło jest i tyle.

Strasznie to dobijające. Tak prawdziwie, że człowiek zimy nie ma. Niby, kiedy to miał taką prawdziwą? Wiecie, jak czuł, że mu smarki zamrażały się w nosie. Gdy siadał na przystanku, czekał na autobus i już powoli dochodził do tego momentu, gdy przestawał odczuwać zimno, a potem, w autobusie, który grzał jak szalony – jeśli miałeś szczęście, to przez spodnie się czuło jak bardzo rozmrażanie boli.

Naprawdę pieruńsko!!!

Nie wiem, ale wydaje mi się to takie teraz dziwaczne, że pory roku to tylko kalendarzowe, albo wiecie, wyprzedażowe pierdzielenia. No i… przede wszystkim, szczerze, po kiego ludziom tyle kurtek i płaszczy?!! Przecież sorry, ale zimno, tak futrzarsko zimno to jest ino w kilku miejscach na ziemi…

… a i tam już…

… coraz cieplej.

Dobra, rozumiem, ale nie chcę teraz rozmawiać o ekologii, ociepleniu, klimacie i tak dalej. Mam dość gadania, chodzi mi tylko o one czucie.

Smutek…

Smutek, to chyba wszystko, co teraz wszyscy mają.

Może i niektórym udaje się to jakoś obejść, może i udają, może mają dobre leki…

… ale jakoś ten smutek przylepił się do ludzi, przerodził w gniew i wszystko jest tak bardzo, mocno, koszmarnie bolesne. Niemiłe. Brak julemarketów w tym roku jest taki wstrząsający. Oczywiście, że światełka migają tu i tam, choinki na ryneczkach postawione, ale to wszystko jest tak niesamowicie, do końca, idealnie, wprost podręcznikowo dołujące…

… że lepiej nie.

Lepiej po prostu zwyczajnie, jakoś tak.

Nie wiem, ale nawet introwertycy to zauważyli, że im odbija. Nie żebyśmy nagle chcieli do ludzi, nie o to chodzi, ale jednak ona energia w powietrzu jakoś tak nie tylko zgęstniała, ale się zmodyfkowała i jeszcze… wiecie, migruje i mutuje…

Tia, mutowanie to ostatnio jest w modzie, co nie?

Ale miało być o energii.

I wciąż o niej jest.

Wszyscy jesteśmy energią i tak dalej… ale… jak energia, to i bomby, a jak to, to i wojna… wiecie, ostatnimi czasy w Danii modnym temetem był napad Polski na Danię! Nie żebyście coś teraz takiego planowali, wiecie, z przeszłości, ale zawsze można przekierować wkurwa z siebie, na coś innego…

Kogoś.

Kraj…

Nie ma znaczenia, że to Rosja, czy też zaraz, jak to było, Związek Radziecki… no weźcie se książki od historii i CCCP sprawdźcie, czy wtedy tak się nazywali, a może to już inaczej, one republiki… mocarstwo…

I tak, oj ostatnio Duńczycy nienawidzą Polaków, zresztą, to zawsze była Afryka Europy, co nie? Czyż nie tak nas wychowano?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Koszmar Październikowy… została wyłączona

Pan Tealight i Nimfa…

„Tak właściwie…

Gdy się zastanawiacie nad definicyjnością nimfowstwa, to co przychodzi wam do głowy… tudzież, no wiecie, jakiej tam części ciała co to u was odpowiada za myślenie, no chyba, że jesteście niecieleśni, to wtedy… wiecie, w dzisiejszych czasach, to kurde trzeba być politycznie bezpiecznie poprwnym…

… lepiej za wiele niż za mało…

Naprawdę.

Ale Nimfa… no tak, ona.

Widzicie, istnieją byty, które są tajemnicze. Które w jakiś sposób od razu dają wam do zrozumienia, że ich nie poznacie, że nie ma szans, że możecie sobie dać siana i ogólnie mówiąc, wszelako wszystko olać… ale ona, nie, to było coś innego. Taka młodziutka, a przecież Pierwsza, z Pradawnych Najstarszych… Wszelaka ulotność, wodność kropel wiosennego deszczu, moc spadajacych strug wodospadów, wszelakie szepty rzeczne, strumyczne i jeszcze te kawałki lodu wpadające ci pod koszulkę w najmniej odpowiednim momencie…

Lodowy skurcz.

Ból.

Nie, ona nie była tajemnicza… była tajemnicą.

Jej idealną konstrukcją, jej wszelakim niedopowiedzeniem i jeszcze czymś, czego nikt nie potrafił opisać, a co mogło być wyłącznie wyszeptane.

Czasami…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

I znowu wieje…

Nie wiem skąd bierze się ten dziwny strach, brak dobrych uczuć, w ogóle, czuć wszleakich innych niż… trzęsaće się wewnątrz mnie flaki. Zaciskanie żołądka, niemożliwość oddychania, zapominanie o tym, strach by opuścić próg, a nawet przemieścić się gdzieś w obrębie domu…

… bo przecież zawsze ktoś może wtargnąć w mój świat.

Zawsze…

Dobra, może Jehowi już się znerwicowali, Mormoni podobnie… może i odpuścili, a może wieści o wiedźmie wariatce w końcu się jakoś, no wiecie, ustaliły w społeczeństwie? Może? Nie wiem… wiem jedno, wciąż są jeszcze dziwni listonosze.

Tudzież w ogóle… doręczyciele.

Mamy takiego jednego, co to zabiłby z chęcią.

Serio, jak ino wjeżdża na podjazd, już wiadomo, że to musi być on. Wściekłość i wkurw podążają za nim. Wie dobrze, że marzniecie, ale przecież nie macie wyjścia, chociaż nie… mam wyjście, mogę kichnąć. Mogę zakaszleć, mogę też zamknąć drzwi i odejść… przecież jesgo zasranym obowiązkiem jest zostawić najwyżej przesyłkę w sklepie kurna… mogę go unikać, ale ja kurna miła jestem… z czym, trzeba walczyć. Bo Dania, to nie jest kraj dla miłych ludzi.

Tutaj należy dbać tylko o siebie, sprzątać ino dookoła, donosić na sąsiadów, być oszukańczym skurczysynem i kłamać cudownie. Coś dla mnie, w końcu mogę być suką i w ten sposób wtopić się jakoś w tłum.

Będzie trudno, ale się wyszkolę…

Oj tak!!!

I znowu wieje…

Morze szumi właściwie jednostajnie, ale nie przynosi tym razem onych pozytywnych uczuć, a przynajmniej nie dla mnie. Jakoś tak, się boję. Strasznie się boję, jakbym wiedziała, jakbym była pewna, że to wszystko, co przede mną…

No i dlatego wolę żyć teraz.

Tylko z oczekiwaniem na wyjazd do Szwecji, w ryty i drzewa, łosie, tylko to mnie trzyma przy wzmaganiu w sobie potrzeby oddychania. Wdech i wydech, takie to czasem ciężkie… ale nie da się inaczej. A przecież, nic się nie dzieje, tylko wieje. Morze pięknie szumi. Ale wiem, że coś wisi nade mną, coś się już nie skrada, już tu jest, nosz kurna jak toto dorwę, to z dupy mu wyrwę co ma… nie wiem jeszcze co, ale przerobię to na galat i to z przyprawami, w cholerę!!!

Znacie galat?

No weźcie, jak to nie… ocet do niego potrzebny…

Gdzie ja ocet znajdę?

Ale… kurcze strasznie wieje, dzięki czemu moje zatoki przypomniały sobie jak TO się robi i napieprzają mnie w pełni i radośnie. Pewno, że macie w Polsce leki na to, tutaj ino wiadomość mam o tym, że w Polsce są leki… skurw… biiiip… nie no, żeby się tak zachowywać. Ale już po Mikołajkach. Nie oszukujmy się, dobrych wieści brak, niespodzianek, na które się czeka, o które może i człek się nawet, choć niewierząco, ale jednak, może i nawet nieświadomie…

Modli…

Może?

Wieje…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Nimfa… została wyłączona

Pan Tealight i Koronki do Najświętszego Serca Chorobowego…

„No domagało się ich.

Onych modlitw dziwnych, które brzmiały bardziej jak jakoweś pogańskie zaklinania… onych trelów i wezwań, powtarzanych wciąż i wciąż, i wciąż… od nowa, od początku. Tu pięć razy, tu dziesięć, w przerwach oddechy trzy i od nowa, ale teraz odwrotnie i jeszcze jakiś refrenik… I znowu to samo, niczym mantra, niczym coś, co nigdy nie było modlitwą, ale raczej zaklinaniem…

A może i było?

Przecież różnica jest tak bardzo nieznaczna.

Przecież tak naprawdę, gdyby spojrzeć spod kąta, to i tak chodzi o to samo, o prośby i lekkie szantaże, o chwalenie, ale wyłącznie pod pewnymi warunkami, o błagania zanoszone w godzinie próby, przegranej, w porze wszelakiego zwątpienia, ale też wtedy, gdy już zwyczajnie nie ma nic…

Kompletnie nic.

Gdy wydaje się, że przecież gorzej być nie może, więc próbujesz wszystkiego.

ale tutaj chodziło o to, że ono naprawdę, jako ono nowonarodzone pragnęło zauważenia. Oczywiście, iż myliło to z miłością, jakąkolwiek uczuciowością, ale… co miało zrobić. Było na początku, który wcale nie oznaczał rozwijania się dalej. Początku, który mógł być też końcem, więc…

Próbował…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Szwecja.

Co jak co, ale wynik szwedzkiego eksperymentu jak nic przyniósł wynik dość rażący i przerażający. Wszyscy już wiedzą, że stadnej odporności nie będzie i tyle. Nowy wirus, czy też raczej nowa jego mutacja sobie żniwo zbiera, ale nikt nie co jak, kto komu i w ogóle… naprawdę nikt niczego nie wie, ale oficjalnie po pierwsze większość Szwedów nie ma wstępu na Wyspę, zostają zatrzymani przez policję i tak dalej, no cyrk na kółkach… Niemcy nas nie lubią, prom nie pływa, ale do Szwecji nam wolno. Im raczej odradzają łażenie na przykład po IKEA, ale wiecie, to w końcu ludzie. Oczywiście, że tam są, nawet w poniedziałek rano!!!

No pederaści no!!!

Czyli…

Czy ktoś sobie z czegoś robi?

Tak, nie, zależy… prawda jest taka, że w Dani wyczuwa się gigantycznego wkurwa i każdy na każdego warczy. I to jest dość szokujące, bo wiecie, wmawiają wam, że Skansynawia, to taki cudowny świat.

Yeah, bullshit!!!

Ale… jak mieszkacie na Wyspie, to sorry, ale czasem trzeba się dostać na kontynent, no i się dostaliśmy. Maseczki sraseczki, dziwnie nago człek się czuje w Szwecji, gdzie nie musi jej nosić, ale wciąż oczywiście słyszy one wezwania do odstępu. Na szczęście u nich trochę więcej miejsca, więc wiecie, da się odstąpić…

Co mnie bardziej uderza, to przebrane mocno półki.

A to był ostatni dzień listopada…

Nic to, i tak człek załatwia tylko to, co musi.

Wysyła pocztę, bo na ono wysyłanie z Danii go nie stać, chociaż, to ta sama poczta. Tak, Dania wciąż nie ma swojej poczty, nada sprzedana, nadal…

Szwecja żałuje.

Za to nagle się człek dowiaduje nie tylko o tym, że szczepionki, że halo, że nagle znowu wychodzą na jaw one eksperymenty ze Skandynawii na młodych dziewczynach, które skończyły się bardzo tragicznie. Dla każdej z nich, więc naprawdę trudno się komukolwiek dziwić. Poza tym, dowiaduję się, że Szwecja jako taka podobno nie może konstytucyjnie wprowadzić lockdownu. Dlatego go nie mieli, możliwe, że chcieli, ale konstytucja ma jakiś zapis dosadnie tego zabraniający.

Kurde, ciekawe to!!!

Poza tym, był śnieg… i to było najcudowniejsze.

Oszronione drzewa, marznięcie, piękne uczucie, jakaś taka zimowa normalność, no przecież aż się trzęsąco wzruszyłam.

Naprawdę.

Bo tak dawno śniegu nie widziałam, mrozu nie czułam, za to na pewno czuję się jak ktoś, kto już kompletnie nie rozumie tego świata. Pęd po IKEA, bo czas, bo by ludzi nie spotkać, bo przecież, jakoś chcesz zobaczyć cokolwiek świątecznego…

Stój, przecież i tak cię nie stać.

Po co to wszystko…

Dobrze, że choć ten szron, widziany tylko z autostrady, taki piękny…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Koronki do Najświętszego Serca Chorobowego… została wyłączona

Pan Tealight i Zbyt Piękna Niepanna…

„No była zbyt piękna.

Szczerze.

I bez wianka, łolaboga, co ludzie powiedzą…

… ale w końcu wianek, jak to wianek ma w zwyczaju, wiecie, tak na pierwszy rzut oka mało widzialny, więc może się da ich jakoś zmylić? Problem w tym, że ona niepanna już, nie panieneczka, ono ulotne, cudowności wszelakie, one dziwaczne lekkości, nictonienia, wszelakości, zbieżności…

Nie.

Zapadła klamka.

Drzwi się zawarły, podparły je nie tylko biurko i szafa, nie ono najpierw podstawione pod klameczkę krzesłko o mocnej ramie, nie tylko sto chłopa i pięćset bab z wielkimi brzuchami, ale przede wszystkim… jej samoświadomość. Samoświadomość, że już nią nie jest… a chciała być…

Zawsze.

Na zawsze.

Ale wszystko potoczyło się zbyt szybko, zbyt pieruńsko potężną falą ją miotło i straciła ono swoje panieństwo… z drugiej strony, może i można by było to jakoś tak, no wiecie, ale jak okłamywać samą siebie?

Jak?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Śnieg spadł.

Serio…

Śnieg.

Kurde… oczywiście, że wciąż to wszystkich dziwi, że niby mieszkam w Skandynawii, ale jednak śniegu nie widuję. Ostatnia zima była w 2010, więc może w tym się uda? Nawet temperatura spadła do 2 stopni!!! Kurde, to tutaj minus 20 w Europie innej!!! Naprawdę. Wiecie, od razu dla wielu niesamowity koniec świata i tak dalej, wszelakie od razu problemy…

Ale, co dziwniejsze, choć śnieg był zapowiadany, zapowiadane przed nim słońce się nie zobjawiło, więc wiecie, naprawdę zimno.

Ale wciąż to raczej… wyspowe zimno.

Czyli niezbyt.

Ale teraz spoglądam na dzień szary zmieniający się z granatowej w czarną noc, którą rozświetlają nowe, podobno ledowe lampy. Nie wiem, dziwne są jakieś. Chyba mi się nie podobają, no ale, kto by się mnie pytał, co nie? Wiecie jak to jest, wszystko teraz ma być tak, jak oni chcą, bo przecież stan wyjątkowy, chociaż dla Duńczyków raczej ino lekkie odradzanie wycieczek i tyle… nic poza tym.

Nie ma boja.

Żyjcie!!!

Z maseczkami!

Ale śnieg… taki piękny, cudowny, po prostu niesamowity, mokry, oczywiście, że pewno już jutro go nie bedzie, ale jednak…

Śnieg.

Oczywiście od razu wiecie, na social mediach każdy dodaje zdjęcie.

No oczywiście, że ja też.

Ale najpierw w onych emocjach i zabieleniu na dwór, potańcyć, poszaleć, bo przecież to się nie zdarza, a przynajmniej jak już to raz na wiele lat. Trzeba korzystać, choć zmrok szybko wszystko przyciemnia i już ona bielość się jakoś tak…

Rozmywa.

Ech… czemu tak ciepło?

No ale… co człek może na to poradzić? Drzewa ile mógł posadził. Nie śmieci, oddycha gdzie trzeba, niepierdzący nadmiernie, no wiecie… LOL wszelako jakoś tak mu zależy i się stara i w ogóle, a tutaj co? No nie ma zimy. A może się ona obraziła, czy coś? A może jej nie płacą już, a może… nie wiem, zwolnili ją z roboty.

Kurde, jakby mnie zwolnili a byłabym zimą, to bym przypierdzieliła z przymrozków.

Oj, serio…

Ale ja mściwa sucz jestem.

Chociaż, kurde no nie wiem. Jakoś tak, z jednej strony jestem, ale z drugiej to chyba nie jestem. Boli mnie to psychicznie bardziej, jak ktoś mi świnię podkłada i jej nawet nie zjem, nie wykorzystam…

A ciepła świnia… hihihihi!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Zbyt Piękna Niepanna… została wyłączona

Pan Tealight i Bestia…

„Bestia…

Była malowana, naścienna, wszelako nieszkodliwa, choć oczywiście, że złaziła z muru na ziemię i w 3D waliła imprezować w noc.

A Noc bardzo lubieżnie lubiła Bestię.

I to ze wzajemnością…

Podobno balowały ciemną porą, szczególnie, gdy już jesień nadchodziła, wiecie, ludzie ślepli na pewne zamieszania świata, na cienie, wszelakie połyskliwości i no jeszcze, te dziwne brzęknięcia i szurnięcia…

Chociaż.

Z tą płciowością, jeśli chodzi o Noc, to wiecie, było szczególnie inaczej…

… znaczy z jednej strony była, z drugiej nie była.

Z jednej jakoś tak na pewno, ale z drugiej, dziwnie jakoś męskością ostatnio waliła… a może od zawsze była nim, onym szykowanym, choć też i dzikim mężczyzną w płaszczu, kapeluszu, lekki kowbojski styl, a do tego jeszcze te buty z ostrogami, wiecie, w gwiazdeczki…

W końcu przecież nigdy nie chodził w kieckach, nie miał takich konotacji, to ludzie zawsze dziwnie wiązali go z kobiecością. Może to prez ten księżyc, co to ostatnio tak nabroił będąc w pełni, że do dziś Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane wciąż nie mogła dojść do siebie.

Naprawdę…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Szaro.

Wiecie, zwykła, listopadowość zmieniła się w szarą grudniowość. Ludzie wyciągają lampki, jedni olewają sprawę, inni widać, że gdzieś wyjechali…

No życie.

Tak, u nas nosi się maseczki ale tylko w sklepach lub wchodząc do budynku, gdzie ludzie pracują, no biuro czy coś takiego, aczkolwiek ci w biurze już nie muszą nosić. Czy ma to sens? Mam to juz gdzieś, zakładam jak każą, potem ściągam i cierpię. Poza lękiem, duszeniem się i syfami, mam dziwne wrażenie, że jednak kurde mi to odpowiada, całkowiete zakrycie. Naprawdę. Bo wtedy naprawdę, do końca mnie nie ma, tyko kaptur i nagle…

Nie tak dawno wlazło prawo o tym, iż nie wolno zakrywć twarzy i nosić kapturów, a teraz, rebelia jak nic… chyba…

Co do świąteczności, to i tak wsio obchodzę inaczej, więc mam to gdzieś.

Mój jest cały grudzień.

Nauczyłam się bawić kalendarzami, które tworzę przez cały rok i jakoś tak, wszelakie wspomnienia, te rzeczy ukryte, zapomniane, wyłażą teraz co poranek i jest zabawnie… nawet bombki mam. No kurde, jak nie ja… bo dotąd były tylko choinki gołe ze światełkami i tyle. Tak mi dobrze, teraz też mamy drzewko, ale złamałam się, bo słodkie było takie platikowe drapaczątko i obwiesiłam je bombkami.

Jest ich zbyt wiele…

W końcu to mój czas, mogę się obwiesić jak chcę. LOL

Wy też możecie jak chcecie… gdybyście nie wiedzieli, lub ktokolwiek robił wam w social mediach hejt za radochę bombkowo-choinkową…

… możecie cały rok nawet.

No ale…

Nie da się przestać myśleć o tym, że kolejny rok zaraz się zmyje. Odwalił robotę, wypłatę dostanie, pewno i dodatki za pracę w wiecie, pandemicznych warunkach, czy coś… no i może jeszcze jakieś nagrody za performance, czy jakoś…

Teraz to dziwnie jest z tym zatrudnieniem.

Tutaj na przykład wilczego biletu nie ma.

Jak ktoś naświni w robocie, przenosi się do innej i aniołek od razu. I może tak się przenosić ile mu się chce i odwalać i wszelako… nie wiem, człek widać inaczej trochę wychowany. A może raczej niewychowany, czy coś? Nie wiem, ale czasem to dla mnie szokujące, że ludzie tacy niezdecydowani i wsio muszą liznąć. Naprawdę. Wiecie, jakby nie wiedzieli, które smaki lodów im podpasują.

No przecież każdy wie, czy na przykład owocowe tak, czy nie?

Duńska etyka pracy to raczej nie istnieje.

Smuteczek?

Nie wiem… może mniej mają dzieki temu problemów? Może olewactwo i wszelakie ino osiebiedbanie to jest sposób na życie najzdrowszy? Może? Może się nie znam? Przecież to całkiem logiczne!

Patrząc na ono olewactwo…

… hmmm…

No nic, po raz kolejny to miejsce nauczyło mnie, że liczyć można wyłącznie na siebie, dbać należy też ino o siebie i najbliższych. Bolesne lekcje są jednak najbardziej pamiętliwe, skuwanie maski z oczu, onych okularków różowych, co to kawałeczki, niczym lustro Królowej Lodu się wbiły w patrzałki…

… to boli, jakoś tak, psychicznie.

Ech…

Trawa może być zieleńsza, ale ludzie… mogą być gorsi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Bestia… została wyłączona

Pan Tealight i Prince Zarośli…

„No więc, po pierwsze te Zarośla, to były seryjnie gigantyczne.

I miały wieżyczki!!!

Finezyjne!

Nie, że jakaś wiecie IKEA, nie, ręcznie żezane w jakimś dziwnym, miękko-twardym materiale, do tego jagódki, listeczki, i jeszcze jakieś liany, powoje, a we wszystkim i okieneczka i jakieś fidrygałki i załamania, no i jeszcze oczywiście pokręcone kawałki drewna, niby wszystko przypadkowo, a jednak, jednak od razu widać, że to coś poważniejszego, że drogo musiało być.

No wiecie, po taniości też można, ale bycie princem zobowiązuje.

Chyba?

Tak naprawdę Prince Zarośli był jedynym takim egzemplarzem na całym świecie, łącznie ze światami równoległymi, wiec cokolwiek zrobił, to wiecie, było oczywiście okay, najlepiej i musowo, że tak miało być.

No wiecie…

Miał przecież koronę, nie tylko papiery.

I drzewo miał, oczywiście, geologiczne… znaczy genetyczne, znaczy no wiecie, takie drzewo miał rozrysowane, ale jako, że nie miał ni mamy ni taty, ni nikogo właściwie poza zaprzyjaźnionym stadem mrówek, które robiły u niego za bodyguardów, to wiecie… ta cała jego ortografia i wszelakie motanie, fantazyjności przeszłości, która nigdy nie istniała, no jejku… może tak to się robiło.

Jak się było nim.

Genealogicznie…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Noc, kiedy umarła” – … okay.

Znaczy, serio?

Tak się to kończy?

Nie żebym nie podejrzewała, ale jednak, naprawdę? Dobra, jak najbardziej to było w moim wszelakim zapatrywaniu się na rozwiązanie onej opowieści trzech aktorów, ale jednak, serio? Hmmm… naprawdę?

A może jednak…

No dobra, nie przepadam za książkami, które ukazują perspektywę ze strony wielu postaci, ale jednak tym razem autorce udało się tak poprowadzić całą narrację, że… kurde, książkę się czyta, przylepia się ona do człowieka i po prostu… bierzecie ją na jedno posiedzenie. Naprawdę. Bo chcecie wiedzieć, bo przecież… powoli poznajecie trzy życia, a potem, a potem nagle już nie wiecie, po której stronie stoicie.

Czy naprawdę chcecie wiedzieć?

Czy chcecie poznać prawdę?

Całą?

Bo ta książka to nie śledztwo, a historia dwóch dziewczyn, kobiet, miłości, mężczyzny. Opowieść o ludzkich pragnieniach, o kłamstwach, manipulacjach. O tym jak wiele potrafi zrobić kobieta, by pokazać wszystkim jaką naprawdę nie jest.

Naprawdę niezła książka.

Szkoda, że słów znów trochę za mało.

Morświn na plaży… to zaczyna być coraz bardziej przerażające…

Do tego największy dom spotkań… wiecie, u nas wsio największe musi być LOL Vikingehus jak się patrzy. Naprawdę. Tylko… że ja już tak okrzepłam, skostniałam w tym, co kocham najbardziej, że jakoś inne mnie nie kręci. Intryguje, ale jednak… no wiecie… jakoś takoś, niby archeo… ale…

Hmmm…

Pradawna się taka zrobiłam.

A może zawsze byłam? Nie wiem… wiem jedno, że one szare dnie mi robią dobrze. One deszczowości, no i tylko sporadyczne, krótkie słoneczne przeblyski sprawiają, że wiecie, łatwiej się schować, jakoś łatwiej się oddycha. Może to i wilgotność, chociaż w nocy to sucho strasznie.

Ale nic to… trza pić będzie jeszcze więcej.

I tyle.

No ale… oczywiście jeżeli chodzi o julemarkety, to wiecie, wsio pod znakiem zapytania. Na pewno, co jak co, ale listonosz, którego zwiemy Zgredkiem, straszny człowiek, ni odległości ni innych spraw nie akceptuje, bo ni maseczki ni odkażania tego dotykowego gówna. I co, po co mu to, przecież ja tam krzyżyk narysowałam. Mo koleś, no!!! Serio zacznę się krzyżykiem podpisywać, bo jakoś takoś, naprawdę nie umiem na tych ichnich bajerach w kółeczka.

Szczerze.

Ale… wracamy do trupów.

Znaczy zwierzęcych, chociaż i zaćpanego chłopaka znaleźli, więc wiecie, niby kurde już grudzień, a jakoś tak, nie dość, że wciąż ciepło, to jeszcze, te zielone pola i tak dalej… naprawdę. Mewy i wrony rzucają się na każde jedzenie, niewybrzydzając, jakby zima miała być nie wiadomo jak ostra, a jakoś, nie czuję jej…

A może…

Może przyjdzie?

Ech, gdyby zima zimowa przyszła…

Wiecie, jak ta w 2010, wciąż naprawdę wzór niedościgniony.

Śnieżna, snestormowa, a nie ino wiatry i dziwne uczucia w powietrzu kołujące i jeszcze, ona wszelaka niepewność i wściekłość w ludziach narastająca i strach i jakaś taka… niby zawsze tak było, ale wiecie, teraz jakoś tak…

Jest gorzej.

Z drugiej strony, może coś się w końcu zmieni?

Ha ha ha!!! Kurde, nie mogę już z tych, którzy twierdzą, że 2021 wszystko zmieni i wiecie, cudnie będzie i jakoś takoś. Jak na razie, to znajomi tracą swoje biznessy, mają problemy i jeszcze oczywiście, wiecie, tracą członków rodziny… razem z Chowańcem. Tia, ale z drugiej strony, czy teraz nie wszystko to ta koronka?

No szczerze…

I wiecie co?

Coś w tym jest, bo jeśli wszelakie moce są przerzucone w jedno miejsce, to cała reszta, no wiadomo, że szwankuje. I ten strach, który już teraz jest materialny i można go kroić, lepić nim jak z modeliny i wszelako, właściwie, czy nie ma on imienia? I jeszcze wszelakiej rodziny już, posiadłości, o tak, na pewno ma wielką chatę…

Mistrz Strach.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Możliwość komentowania Pan Tealight i Prince Zarośli… została wyłączona