„Bestia…
Była malowana, naścienna, wszelako nieszkodliwa, choć oczywiście, że złaziła z muru na ziemię i w 3D waliła imprezować w noc.
A Noc bardzo lubieżnie lubiła Bestię.
I to ze wzajemnością…
Podobno balowały ciemną porą, szczególnie, gdy już jesień nadchodziła, wiecie, ludzie ślepli na pewne zamieszania świata, na cienie, wszelakie połyskliwości i no jeszcze, te dziwne brzęknięcia i szurnięcia…
Chociaż.
Z tą płciowością, jeśli chodzi o Noc, to wiecie, było szczególnie inaczej…
… znaczy z jednej strony była, z drugiej nie była.
Z jednej jakoś tak na pewno, ale z drugiej, dziwnie jakoś męskością ostatnio waliła… a może od zawsze była nim, onym szykowanym, choć też i dzikim mężczyzną w płaszczu, kapeluszu, lekki kowbojski styl, a do tego jeszcze te buty z ostrogami, wiecie, w gwiazdeczki…
W końcu przecież nigdy nie chodził w kieckach, nie miał takich konotacji, to ludzie zawsze dziwnie wiązali go z kobiecością. Może to prez ten księżyc, co to ostatnio tak nabroił będąc w pełni, że do dziś Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane wciąż nie mogła dojść do siebie.
Naprawdę…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Szaro.
Wiecie, zwykła, listopadowość zmieniła się w szarą grudniowość. Ludzie wyciągają lampki, jedni olewają sprawę, inni widać, że gdzieś wyjechali…
No życie.
Tak, u nas nosi się maseczki ale tylko w sklepach lub wchodząc do budynku, gdzie ludzie pracują, no biuro czy coś takiego, aczkolwiek ci w biurze już nie muszą nosić. Czy ma to sens? Mam to juz gdzieś, zakładam jak każą, potem ściągam i cierpię. Poza lękiem, duszeniem się i syfami, mam dziwne wrażenie, że jednak kurde mi to odpowiada, całkowiete zakrycie. Naprawdę. Bo wtedy naprawdę, do końca mnie nie ma, tyko kaptur i nagle…
Nie tak dawno wlazło prawo o tym, iż nie wolno zakrywć twarzy i nosić kapturów, a teraz, rebelia jak nic… chyba…
Co do świąteczności, to i tak wsio obchodzę inaczej, więc mam to gdzieś.
Mój jest cały grudzień.
Nauczyłam się bawić kalendarzami, które tworzę przez cały rok i jakoś tak, wszelakie wspomnienia, te rzeczy ukryte, zapomniane, wyłażą teraz co poranek i jest zabawnie… nawet bombki mam. No kurde, jak nie ja… bo dotąd były tylko choinki gołe ze światełkami i tyle. Tak mi dobrze, teraz też mamy drzewko, ale złamałam się, bo słodkie było takie platikowe drapaczątko i obwiesiłam je bombkami.
Jest ich zbyt wiele…
W końcu to mój czas, mogę się obwiesić jak chcę. LOL
Wy też możecie jak chcecie… gdybyście nie wiedzieli, lub ktokolwiek robił wam w social mediach hejt za radochę bombkowo-choinkową…
… możecie cały rok nawet.

No ale…
Nie da się przestać myśleć o tym, że kolejny rok zaraz się zmyje. Odwalił robotę, wypłatę dostanie, pewno i dodatki za pracę w wiecie, pandemicznych warunkach, czy coś… no i może jeszcze jakieś nagrody za performance, czy jakoś…
Teraz to dziwnie jest z tym zatrudnieniem.
Tutaj na przykład wilczego biletu nie ma.
Jak ktoś naświni w robocie, przenosi się do innej i aniołek od razu. I może tak się przenosić ile mu się chce i odwalać i wszelako… nie wiem, człek widać inaczej trochę wychowany. A może raczej niewychowany, czy coś? Nie wiem, ale czasem to dla mnie szokujące, że ludzie tacy niezdecydowani i wsio muszą liznąć. Naprawdę. Wiecie, jakby nie wiedzieli, które smaki lodów im podpasują.
No przecież każdy wie, czy na przykład owocowe tak, czy nie?
Duńska etyka pracy to raczej nie istnieje.
Smuteczek?
Nie wiem… może mniej mają dzieki temu problemów? Może olewactwo i wszelakie ino osiebiedbanie to jest sposób na życie najzdrowszy? Może? Może się nie znam? Przecież to całkiem logiczne!
Patrząc na ono olewactwo…
… hmmm…
No nic, po raz kolejny to miejsce nauczyło mnie, że liczyć można wyłącznie na siebie, dbać należy też ino o siebie i najbliższych. Bolesne lekcje są jednak najbardziej pamiętliwe, skuwanie maski z oczu, onych okularków różowych, co to kawałeczki, niczym lustro Królowej Lodu się wbiły w patrzałki…
… to boli, jakoś tak, psychicznie.
Ech…
Trawa może być zieleńsza, ale ludzie… mogą być gorsi.

