Pan Tealight i Koronki do Najświętszego Serca Chorobowego…

„No domagało się ich.

Onych modlitw dziwnych, które brzmiały bardziej jak jakoweś pogańskie zaklinania… onych trelów i wezwań, powtarzanych wciąż i wciąż, i wciąż… od nowa, od początku. Tu pięć razy, tu dziesięć, w przerwach oddechy trzy i od nowa, ale teraz odwrotnie i jeszcze jakiś refrenik… I znowu to samo, niczym mantra, niczym coś, co nigdy nie było modlitwą, ale raczej zaklinaniem…

A może i było?

Przecież różnica jest tak bardzo nieznaczna.

Przecież tak naprawdę, gdyby spojrzeć spod kąta, to i tak chodzi o to samo, o prośby i lekkie szantaże, o chwalenie, ale wyłącznie pod pewnymi warunkami, o błagania zanoszone w godzinie próby, przegranej, w porze wszelakiego zwątpienia, ale też wtedy, gdy już zwyczajnie nie ma nic…

Kompletnie nic.

Gdy wydaje się, że przecież gorzej być nie może, więc próbujesz wszystkiego.

ale tutaj chodziło o to, że ono naprawdę, jako ono nowonarodzone pragnęło zauważenia. Oczywiście, iż myliło to z miłością, jakąkolwiek uczuciowością, ale… co miało zrobić. Było na początku, który wcale nie oznaczał rozwijania się dalej. Początku, który mógł być też końcem, więc…

Próbował…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Szwecja.

Co jak co, ale wynik szwedzkiego eksperymentu jak nic przyniósł wynik dość rażący i przerażający. Wszyscy już wiedzą, że stadnej odporności nie będzie i tyle. Nowy wirus, czy też raczej nowa jego mutacja sobie żniwo zbiera, ale nikt nie co jak, kto komu i w ogóle… naprawdę nikt niczego nie wie, ale oficjalnie po pierwsze większość Szwedów nie ma wstępu na Wyspę, zostają zatrzymani przez policję i tak dalej, no cyrk na kółkach… Niemcy nas nie lubią, prom nie pływa, ale do Szwecji nam wolno. Im raczej odradzają łażenie na przykład po IKEA, ale wiecie, to w końcu ludzie. Oczywiście, że tam są, nawet w poniedziałek rano!!!

No pederaści no!!!

Czyli…

Czy ktoś sobie z czegoś robi?

Tak, nie, zależy… prawda jest taka, że w Dani wyczuwa się gigantycznego wkurwa i każdy na każdego warczy. I to jest dość szokujące, bo wiecie, wmawiają wam, że Skansynawia, to taki cudowny świat.

Yeah, bullshit!!!

Ale… jak mieszkacie na Wyspie, to sorry, ale czasem trzeba się dostać na kontynent, no i się dostaliśmy. Maseczki sraseczki, dziwnie nago człek się czuje w Szwecji, gdzie nie musi jej nosić, ale wciąż oczywiście słyszy one wezwania do odstępu. Na szczęście u nich trochę więcej miejsca, więc wiecie, da się odstąpić…

Co mnie bardziej uderza, to przebrane mocno półki.

A to był ostatni dzień listopada…

Nic to, i tak człek załatwia tylko to, co musi.

Wysyła pocztę, bo na ono wysyłanie z Danii go nie stać, chociaż, to ta sama poczta. Tak, Dania wciąż nie ma swojej poczty, nada sprzedana, nadal…

Szwecja żałuje.

Za to nagle się człek dowiaduje nie tylko o tym, że szczepionki, że halo, że nagle znowu wychodzą na jaw one eksperymenty ze Skandynawii na młodych dziewczynach, które skończyły się bardzo tragicznie. Dla każdej z nich, więc naprawdę trudno się komukolwiek dziwić. Poza tym, dowiaduję się, że Szwecja jako taka podobno nie może konstytucyjnie wprowadzić lockdownu. Dlatego go nie mieli, możliwe, że chcieli, ale konstytucja ma jakiś zapis dosadnie tego zabraniający.

Kurde, ciekawe to!!!

Poza tym, był śnieg… i to było najcudowniejsze.

Oszronione drzewa, marznięcie, piękne uczucie, jakaś taka zimowa normalność, no przecież aż się trzęsąco wzruszyłam.

Naprawdę.

Bo tak dawno śniegu nie widziałam, mrozu nie czułam, za to na pewno czuję się jak ktoś, kto już kompletnie nie rozumie tego świata. Pęd po IKEA, bo czas, bo by ludzi nie spotkać, bo przecież, jakoś chcesz zobaczyć cokolwiek świątecznego…

Stój, przecież i tak cię nie stać.

Po co to wszystko…

Dobrze, że choć ten szron, widziany tylko z autostrady, taki piękny…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.