„No była zbyt piękna.
Szczerze.
I bez wianka, łolaboga, co ludzie powiedzą…
… ale w końcu wianek, jak to wianek ma w zwyczaju, wiecie, tak na pierwszy rzut oka mało widzialny, więc może się da ich jakoś zmylić? Problem w tym, że ona niepanna już, nie panieneczka, ono ulotne, cudowności wszelakie, one dziwaczne lekkości, nictonienia, wszelakości, zbieżności…
Nie.
Zapadła klamka.
Drzwi się zawarły, podparły je nie tylko biurko i szafa, nie ono najpierw podstawione pod klameczkę krzesłko o mocnej ramie, nie tylko sto chłopa i pięćset bab z wielkimi brzuchami, ale przede wszystkim… jej samoświadomość. Samoświadomość, że już nią nie jest… a chciała być…
Zawsze.
Na zawsze.
Ale wszystko potoczyło się zbyt szybko, zbyt pieruńsko potężną falą ją miotło i straciła ono swoje panieństwo… z drugiej strony, może i można by było to jakoś tak, no wiecie, ale jak okłamywać samą siebie?
Jak?”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Śnieg spadł.
Serio…
Śnieg.
Kurde… oczywiście, że wciąż to wszystkich dziwi, że niby mieszkam w Skandynawii, ale jednak śniegu nie widuję. Ostatnia zima była w 2010, więc może w tym się uda? Nawet temperatura spadła do 2 stopni!!! Kurde, to tutaj minus 20 w Europie innej!!! Naprawdę. Wiecie, od razu dla wielu niesamowity koniec świata i tak dalej, wszelakie od razu problemy…
Ale, co dziwniejsze, choć śnieg był zapowiadany, zapowiadane przed nim słońce się nie zobjawiło, więc wiecie, naprawdę zimno.
Ale wciąż to raczej… wyspowe zimno.
Czyli niezbyt.
Ale teraz spoglądam na dzień szary zmieniający się z granatowej w czarną noc, którą rozświetlają nowe, podobno ledowe lampy. Nie wiem, dziwne są jakieś. Chyba mi się nie podobają, no ale, kto by się mnie pytał, co nie? Wiecie jak to jest, wszystko teraz ma być tak, jak oni chcą, bo przecież stan wyjątkowy, chociaż dla Duńczyków raczej ino lekkie odradzanie wycieczek i tyle… nic poza tym.
Nie ma boja.
Żyjcie!!!
Z maseczkami!
Ale śnieg… taki piękny, cudowny, po prostu niesamowity, mokry, oczywiście, że pewno już jutro go nie bedzie, ale jednak…
Śnieg.

Oczywiście od razu wiecie, na social mediach każdy dodaje zdjęcie.
No oczywiście, że ja też.
Ale najpierw w onych emocjach i zabieleniu na dwór, potańcyć, poszaleć, bo przecież to się nie zdarza, a przynajmniej jak już to raz na wiele lat. Trzeba korzystać, choć zmrok szybko wszystko przyciemnia i już ona bielość się jakoś tak…
Rozmywa.
Ech… czemu tak ciepło?
No ale… co człek może na to poradzić? Drzewa ile mógł posadził. Nie śmieci, oddycha gdzie trzeba, niepierdzący nadmiernie, no wiecie… LOL wszelako jakoś tak mu zależy i się stara i w ogóle, a tutaj co? No nie ma zimy. A może się ona obraziła, czy coś? A może jej nie płacą już, a może… nie wiem, zwolnili ją z roboty.
Kurde, jakby mnie zwolnili a byłabym zimą, to bym przypierdzieliła z przymrozków.
Oj, serio…
Ale ja mściwa sucz jestem.
Chociaż, kurde no nie wiem. Jakoś tak, z jednej strony jestem, ale z drugiej to chyba nie jestem. Boli mnie to psychicznie bardziej, jak ktoś mi świnię podkłada i jej nawet nie zjem, nie wykorzystam…
A ciepła świnia… hihihihi!!!

