Pumpkin czyli grescośtam…

Nie rozumiem co z tym czasem. Może mam deficyt? Na pewno nad nim nie panuję. Ale dynia wydziabana 🙂 Nawet prezentuje się nie najgorzej, za to ja mam pod pachą jej nasionka, bo rączki krótkie, a dynia raczej sporawa.

Happy Halloween, Samhain, czy kto jak chce, ja chcę miotłę!!! A moze nawet dwie te miotły? 🙂 każda na jedną nogę, co pozwala się domyśleć, że nogi mam tylko dwie! Nie żebym pragnęła więcej, oj nie…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Księżniczka musi poczekać…

…bo nazbyt łypie na mnie z okładki pewna dama… A ponieważ „Ostatnią kartą jest śmierć”, więc ni ostateczny sąd ni też dusz złodzieje mi nie przeszkodzą wykończyć dziś, wyszlifować, domalować i oprawić recenzję tej powieści autorstwa Anny Klejzerowicz 🙂 Tarot ze mną, obok mnie i przeciw mnie! Howgh!

W ogóle to strasznie mnie telepie, a nie ma jak cudze nieszczęścia i kołomyje, żeby zapomnieć o sobie!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Moje boczki… i pomysł!!!

To, co jest z boku, przypomina mi przeczytane kiedyś książki – oto lekka parafraza słów wybrzmiewajacych właśnie w kultowym „Masz wiadomość”. Czy moje życie jest takie… całkiem na pewno tak.

Czy to dobrze, czy źle? Nie wiem, chyba nie znam innego życia, jako Pożarta Przez Książki.

‎„Podstarzała księżniczka, wątpliwego honoru i cnoty o zetlałym owłosieniu i nadmiernie rumianym licu – z chęcią w końcu uwolni się od wieży i smoka. Uwaga! Smok gratis do księżniczki + niezła posesja. ZWROTÓW NIE PRZYJMUJEMY!!!” Chepcher Jones … czyli mam pomysła na kolejne opowiadanie!!!


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Czytu czytu…

Nie wiem już co jest w tych książkach, ale nie mogę bez nich żyć. Za to zastanawiam się, czy czasem nie najciekawszym miejscem na czytanie byłoby przy kominku? To całkiem sympatyczne miejsce! Szczególnie, gdy znalazłam tam recenzję powieści, którą przeczytałam i polubiłam… „Piękne istoty” pióra duetu Kami Garcia i Margaret Stohl.

Pióra – a może raczej klawiatury? Czy jeszcze ktoś używa piór? Moje pisanie kocha papier i ołówki, nie istnieje możliwość zutylizowania mojej starożytności. Koniecznie w notesach paperblanks z reprodukcją malarstwa, czy raczej sposobu myślenia Laurel Burch. Jakoś tak pasują do siebie moje szalone myśli i jej nieograniczona wyobraźnia.

Za to zdjęcia… hmmm… tylko tutaj 🙂 Moje własne! Szalone, w pełni naturalne, żadnego photoshopu… jakoś tak natura mnie urzeka sama, nie potrzebuje obróbki.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

O dziwnej jedności…

W chyba każdej bibliografii znanej osoby pojawia się wzmianka o przeczytanej książce, która w znaczący sposób wpłynęła na rozwój autora. „Mały książę” pod tym względem bije wszelkie rekordy popularności. W tym miejscu pewnie będę się musiała przyznać, że w życiu nie czytałam tej książki. Czyżby to stawiało mnie po za pewnym kręgiem osób? Może rzeczywiście jestem kimś zupełni odmiennym, nie z tej planety. Ale czy jedna książka może być tym samym dla każdej z tych osób? Czy każdy odbiera rzeczywistość książkową tak samo? Przecież to jest niemożliwe, aby wśród takiej różnorodności ludzkich umysłów akurat ta książka wzbudziła takie same uczucia i odczucia. A może te uczucia nie są jednak takie same?

Kupiłam sobie „Małego księcia”. Sprawdzę to na pewno.

Rzeczywistość odbierana przez każdego z nas ma całkiem odmienne znaczenie i zarys. Podoba nam się zwykle coś innego, mimo, że możemy wyróżnić grupy ludzi, którzy lubią czy cenią te same rzeczy. Ale i czy dla nich samych, pogrupowanych w tych „zespołach”, dla każdego z nich osobno naprawdę sprawy, rzeczy mają takie samo znaczenie, dają to samo, sprawiają identyczne wrażenie…

Cała sprawa jest w rzeczywistości koszmarnie zagmatwana. Ludzie mają to do siebie, że często przejmują cudze wrażenia i upodobania. A jeszcze częściej wstydzą się swoich poglądów. Wystarczy spojrzeć na tzw. komercję. Tylko bardzo, bardzo rzadko udaje nam się nie „płynąć z prądem”. Czyżby naprawdę taka wspólnota myśli była dla wszystkich taka ważna. Czyżby to dawało jakieś poczucie wspólnoty, pewność, brak osamotnienia? A może zwykle nie jesteśmy pewni tego co „lubimy”. Może w gruncie rzeczy wstydzimy się tego co jest dla nas ważne? Czy dlatego, że jest to po prostu inne?

W życiu liczy się tylko to samo?

A ja? A mnie to po prostu wkurza. Może to przejaw buntownictwa, ale nie obejrzałam dotąd żadnej z tych superprodukcji. Może po prostu boję się tej jedności myślenia? Ale czy w rzeczywistości ta jedność jest czymś takim złym? Czyżby prawdziwa wspólnota była już czymś zapomnianym?

U społeczeństw pierwotnych to właśnie poczucie jedności, stworzona i odczuwana wspólnota, z każdym z członków dawała możliwość przeżycia. Wspólnota była ważna, aby nie głodować, aby utrzymać porządek w gromadzie i zapewnić jej bezpieczeństwo. Jednak w dzisiejszych czasach ta wspólnota wyjaśnić się daje całkiem odmienną definicją. Znaczy tylko porzucenie własnych ideałów i podporządkowanie się większości nie tylko w tym co robimy, ale i to przede wszystkim w tym co myślimy.

Czym w rzeczywistości jest ta jedność i wspólnota?

Może w rzeczywistości tylko pustymi słowami. Pozbawionymi głębszego sensu i w dzisiejszych czasach tylko zlepkiem głosek…

Może po prostu tak naprawdę nie uświadamiamy sobie, że wspólnota i jedność istnieją cokolwiek będziemy myśleli. Czy będziemy chcieli, czy nie zawsze będziemy czuli jakąś więź z innymi ludźmi. Ale więź nie znaczy, że mamy tracić swoją wyjątkowość, gdyż to ona wyznacza nasze człowieczeństwo.

Nie bójmy się być sobą i tylko sobą… czyż to nie nazbyt wiele?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

List do siebie…

Piszę list do siebie samej, bo żyję w innym świecie. W świecie, w którym nie ma skrzynek pocztowych, gdzie na wojnę mieszkańcy nie mają po prostu czasu… gdzie każdy żyje tak jak chce, wymyślając sobie treść swojego istnienia.

W tym moim świecie jedyną rzeczą, której wszyscy mają w nadmiarze jest… wyobraźnia. I każdy z wyobraźni korzysta tak, jak mu się to tylko żywnie podoba.

Wyobraźnia jest czymś genialnym, wolnym od wszelkich ograniczeń. To tak jakby czerpać z worka, w którym nie ma dna, który zawiera w sobie wszystko począwszy od zjawisk przyrodniczych, a zakończywszy na najbardziej trywialnych przedmiotach. Tylko w moim świecie możliwe jest wszystko…

Wyobraźnia decyduje o wszystkim, ale jednocześnie nigdy nie zdarzy się tak, by sny, marzenia innych zrodzone w tym świecie połączyły się z innymi. Nigdy świat jednego człowieka nie zazębi się ze światem drugiego. Bo w moim świecie nie ma miejsca na uczucia inne niż te zrodzone w wyobraźni…

Wymyślone światy są bardzo egoistyczne, bo istnieją tylko dla jednej osoby, Twórcy. To on przejmuje tu rolę Boga – Tego, Co Decyduje o Wszystkim. W takim świecie nic, ani nikt nie może zranić Twórcy. Dlatego Twórcami są najczęściej ci, którzy od rzeczywistości otrzymali najmniej, a i to naznaczone bólem i strachem.

Czy wyobraźnia jest ucieczką?

Oczywiście, że tak… jedyną, która tak naprawdę zawsze się powiedzie. W wyobraźni nikt cię nie dogoni, nikt nie złapie… W wyobraźni jesteś piękny i mądry, i możesz osiągnąć wszystko. Ale to nie ta wszechstronność sprawia, że świat wyobraźni jest tak pociągający…

Najważniejsze jest to, iż można się tam czuć wolnym i bezpiecznym. Tylko wyobraźnia nigdy cię nie skrzywdzi. Ale marzenia, niespełenienie… boli…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Myśląc…

Dochodzę do bolesnego wniosku – myślenie boli i w dzisiejszych czasach nie jest doprawdy popularne, gorzej, jest wprost uciążliwe! Podobnie rzecz się ma z wyobraźnią. Na topie wyłącznie głupota i pustaki…. niby dobry materiał budowlany – chyba – aczkolwiek mam w tych rejonach pewne braki.

Czy jestem różową ignorancją?

Całkiem możliwe.

Rzeczywistość i ja nie pasujemy do siebie. Gorzej, wprost bezczelnie i nachalnie odmawiam wszelkiem współpracy, której wynikiem miałoby być dopasowanie. Naprawdę świnia ze mnie. Nie chcę się dopasować, nie pragnę wleźć w te ramki, chcę je tworzyć sama… chcę w końcu żyć…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Recenzenci muszą jeść!!!

Pisanie recenzji to opowiadanie o tym, a jaki sposób książka wtargnęła w moje życie – no dobrze, w moim przypadku. Lubię jak recenzja ma bigla, a nie jest tylko monotonnym streszczeniem książki. Gdy sama żyje, sama jest powieścią, której początek dała właśnie książka. Jakby autor oddawał cząstkę siebie, by czytelnik mógł się nią karmić. Pożywić. Spełniś literacką komunię.

Ale recenzenci też muszą jeść, no dobra jeść jak jeść, czytać muszą nie tylko to, co dostają w ramach książka za recenzję, więc dlaczego nie można im płacić? Przecież to też praca… Potrzebuję tej pracy, kocham ją… proszę?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wpadam…

… w wir pisania. Nagle wszystko staje się całkiem inną opowieścią. Moje postaci nigdy nie są zdyscyplinowane, zawsze wymykają się spod kontroli. Moja moc demiurga – około poniżej zera… To pisanie robi ze mną co chce. Wywala spod prysznica, bo trzeba zanotować pomysł, nie pozwala zasnąć, ciągle na wszystkich syczy, żeby nie wyrwali pomysłu, czepiajacego się mnie tak wątłymi nitkami… żebym nie zapomniała słów, a pamiętała wyłacznie ów stan, ową możliwość stworzenia.

Ból zagubionej historii jest straszny. Utracony pomysł zabiera ze sobą cząstkę mnie! Okrutny los, życia pomiędzy światami. Bo opowieści mają wielką moc i jeżeli chcą zostać spisane, nic ich nie powstrzyma. Niezależnie od tego o czym mają być, moc jest obecna. Ale przytrafiają mi się opowieści, których nici są ze stali. Te trwają, męczą, duszą, przypominają o sobie, wysyłają demony… tych nikt nie odbierze. Takie dwie wciąż nade mną wiszą. Widzę ich cienie i… boję się ich nie spisać 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Decyzje…

Poejmowanie decyzji, w tych specyficznych, wirujących momentach czasu, nie jest łatwe. Rozdziera duszę i męczy ciało. Doprowadza do totalnego zwątpienia w prawdziwość istnienia… Jak tworzyć, gdy targaja człowiekiem lęki codzienności?

Jestem bardzo zmęczona. Nie pocieszają mnie słowa: „próbowałś – nie wyszło”… Waliłam głową w mur jak totalna idiotka, żadna chwała mi za to! Tylko… co teraz? Czasem chciałabym żeby ktoś mi powiedział co zrobić. I dodał, że to jedyne i dobre wyjście. Najlepsze! Idealne i zgodne z przeznaczeniem.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz