Wpadam…

… w wir pisania. Nagle wszystko staje się całkiem inną opowieścią. Moje postaci nigdy nie są zdyscyplinowane, zawsze wymykają się spod kontroli. Moja moc demiurga – około poniżej zera… To pisanie robi ze mną co chce. Wywala spod prysznica, bo trzeba zanotować pomysł, nie pozwala zasnąć, ciągle na wszystkich syczy, żeby nie wyrwali pomysłu, czepiajacego się mnie tak wątłymi nitkami… żebym nie zapomniała słów, a pamiętała wyłacznie ów stan, ową możliwość stworzenia.

Ból zagubionej historii jest straszny. Utracony pomysł zabiera ze sobą cząstkę mnie! Okrutny los, życia pomiędzy światami. Bo opowieści mają wielką moc i jeżeli chcą zostać spisane, nic ich nie powstrzyma. Niezależnie od tego o czym mają być, moc jest obecna. Ale przytrafiają mi się opowieści, których nici są ze stali. Te trwają, męczą, duszą, przypominają o sobie, wysyłają demony… tych nikt nie odbierze. Takie dwie wciąż nade mną wiszą. Widzę ich cienie i… boję się ich nie spisać 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz