Poczta…

Zawsze czekam na pocztę. Na listonosza w małym, pomarańczowym autku, albo jeszcze lepiej, na większy, biały samochód, z którego wołają do mnie ogromne paczki… wołają, ale wiedzą, że nie są dla mnie. Po prostu przepraszają, obiecują, mamią… Oczekiwanie jest okrutne. Jak nadzieja. Nienawidzę nadziei. Posiadania jej i ciagłego wypierania się. Czekam na listy, paczki, jakbym tylko to miała w swoim życiu. Jakby tylko to trzymało mnie na ziemi…

To chyba tak jak z książkami, uzależnienie, panika, piętno, zniewolenie… a przecież listonosz nie zawsze przynosi dobre wieści…

Dziś nic nie przyszło. Z jednej strony może uniknęłam zła, które dopiero czeka, z drugiej… nie dokarmię nadziei.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Opętania…

Coś się ze mną dzieje, gdy maluję i piszę. Nie panuję nad tym. Nie wiem właściwie czy to wciąż… JA. To wtedy czuję, że duchy naprawdę się zbierają. Zbliżają się tak bardzo, że stają się częścią mnie, ich cząstki dotykają mojej duszy, zaplatują się między włosy, wkraczają do głowy przeszukując wspomnienia, mieszając myśl. Ektoplazma skapuje na pędzel i ocieka po niebieskości długopisu, łącząc się z farbą i tuszem.

Kim jestem wtedy?

Sobą, czy dowolnym splątaniem często nieznanych mi bytów?

Może tak naprawdę definicja bycia sobą ma wiele twarzy? Może w ogóle nie istnieje, a jest wyłacznie splotem słów, którymi komuś zachciało się opisać właśnie ów stan. Tak naturalny dla wielu, dla mnie niezrozumiały. Ową odpowiedź na pytanie: Kim jesteś?

A moze nie posiadam żadnej z nich. Może jestem tylko nicością. Ale też jestem niczym skryta za mgłami skała. Skała, która czasem rośnie, przekształcając się w wyspę. Wyspę, która naprawdę niekoniecznie chce być odkryta. Ale może przeszkadzać.

Bo tym jestem także.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Bijąc się z myślami…

Tak się zastanawiam czemu mam takiego siniaka no i wychodzi na to, że pewnie znowu biłam się z myślami. Jakoś tak nie za bardzo się chyba lubimy, a może przeszkadzamy sobie wzajemnie? Myśli to wielka siła… Nawet pluszaki ją wyczuwają. No bo w końcu jestem trochę pluszowa 🙂 A może bardziej niż trochę? Nader dorosła – w oczach innych – osoba targająca wszędzie ze sobą misia, to raczej widok niecodzienny, nieprawdaż. Ale ja nie jestem codzienna. Wprost przeciwnie.

No żadna z nas nie jest, chociaż Ragnarok czasem się boczy o tą całą pluszowatość. Dla niej zwykle staram się ubierać czerń, choć akurat czerń ma wiele zastosowań. I wyszczupla, co nie?Wtedy zwykle straszymy ją Misiem Śnieżem… nie ma to jak awanturniczy pluszak! I mięsożerny.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Książki-chwile

Są takie opowieści, jak ta. Malutkie, cieniutkie, właściwie nie spodziewamy się po nich wiele. Już ja, z tym ukochaniem wybitnie otyłych tomów, zawsze podchodzę do nich wstydliwie, zadziornie przedłużając chwilę spożycia… a jednak „Koniec pieśni” Galsan Tschinag… mogę powiedzieć tylko jedno: znajdując tę książkę wiedziałam, że będzie to tylko chwila, ale dopiero zamykając ją rozumiem jak bardzo ważna.

Takie książki zrozumie i wyda tylko Drzewo Babel.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

O Pisarce…

KATARZYNA T. NOWAK

„Kasika Mowka”, „Kobieta w wynajętych pokojach”, „Moja mama czarownica. Opowieść o Dorocie Terakowskiej”… mam przed sobą trzy różne książki: etiudę, powieść i biografię, ale tak naprawdę łączące się w jedną opowieść o kobiecie. Spętaniu, człowieczeństwie, twardej osobowości i świecie, który widział w tym wszystkim życie. Bo czy spluwali, czy ustępowali z drogi, nie mogli być obojętni. W specyficzny sposób babka, matka i córka stapiają się w jedno. Ale to ona, Katarzyna T. Nowak je opisuje.

Wnuczka.

Córka.

Dziecko.

Kobieta.

Buntowniczka, porywaczka samolotów, zwolenniczka zeszytów w linijkę i cienkopisów. Kociara z przyzwyczajenia i zamiłowania. Krakowianka, choć bez barwnego stroju, paląca… wymiarów nie podam! 🙂

Poznanie tej kobiety jest doprawdy fascynujące. Oj pewnie, wkurzająca jest czasem a czasem rozbrajająca. Odczuwam respekt i tak naprawdę, nigdy nie jestem w stanie przepowiedzieć, co napisze, przewidzieć jak odpowie na zadane pytania w tak zwanej rzeczywistości. Zresztą, czy można kogoś poznać do końca poprzez słowa? Przez ten internetowy zamęt i trzy powieści?

A może jednak możliwe?

Kaśka jawi się po części rozwydrzonym dzieckiem, ale też i zwierzątkiem, które trzeba mocno przytulić, choć na pewno podrapie. Jest cholernie inteligentna i może dopiec, nawet nie zdając sobie prawy z tego, że rani. Barwna. „Skotowana” i całkowicie pochłonięta wszystkim na raz. Czy o takich mówi się, że są „w gorącej wodzie kąpani”… na pewno, skrzywdzeni, odrzuceni przez współczesność; cóż na pewno mamy do czynienia z osobowością oryginalną, pełną pasji i drobin zagubienia.

Jaka jest jednakowoż do końca, czy to istotne? Czy można za życia powiedzieć ile osobowości w sobie kryje człowiek? Ile tajemnic zamknął w sobie tylko znanych zakamarkach?

Czytając jej na poły biograficzne historie, czy wkraczając w opowieści o rodzinie, czuję… zazdrość. Ale to mój problem, tak reaguję na opowieści o rodzinie. Wdzięczność, bo to, o czym pisze, to wspaniała, niczym klejnot oprawiona cząstka bogactwa fascynujących osobowości. Tych, które nazywa rodziną z krwi i kości oraz tych, których powołała do życia. Zagubienie, ponieważ nie wiem, czy moja inteligencja jej podoła.

Czy zrozumiałam wszystko?

Daje mi ogromna radość bogactwo języka pisarki, siła osobowości jej bohaterów, umiejętność splatania historii. Sprawianie, że czytelnik czuje się obserwatorem życia nie tylko tych, którzy opisani zostają, jako główni bohaterowie, ale i autorki. Bo czy każdy z autorów jednak nie pozostawia cząstki siebie w swoich słowach? Czy nie jest tak, że kartki przyjmują słowa, co prawda miłosiernie, ale zawsze tak naprawdę zabierając coś w zamian? Zachwyca mnie w jej prozie każde zdanie, fakt, że nie mogę dopatrzyć się żadnego błędu, tak ostatnio popularnego w wydawanych powieściach, owo dopracowanie, doszlifowanie. Moc, siła sprawcza. Rola demiurga, ale i wyznawcy. Karmię się tym, że poznaję historie, które posiadają początek i koniec, syci mnie owa cudowna poprawność, ale też brak sztywnej, nużącej schematyczności. Podoba mi się wszystko, choć słowo „podoba” widzi mi się nie na miejscu. Raczej zachwyca mnie ta proza, ale też boli, mąci posiadane uczucia, wywołuje nowe, wygrzebuje z duszy to, o czym chciałam zapomnieć. Burzy codzienność.

Bo Katarzyna T. Nowak, to prawdziwe tworzenie. Rzadkość. Gatunek wymierający. Należy zatem ją skryć, umieścić w rezerwacie i dozować lampy w róże i różowe fotele!

Dziękuję, że napisałaś te książki… i pragnę więcej 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 6 komentarzy

Rodzina…

Nie wiem czym jest rodzina. Nie potrafię poprawnie rozgryźć definicji: mama, tata, babcia, dziadek, siostra, brat, ciocia, kuzynka, kuzyn… Nie wiem co oznaczają te słowa. Ale wiem jak bardzo boli pustka, której nie zapełniają.

W moim ciele, duszy, gdzieś w owym tożsamym „jestestwie” znajduje się wyrwa. W niej mieści się państwo, które istnieje tylko w piątki. Ale owej krainy nie zaludnia nic prócz pustki i bólu, splatających się ze sobą, terkoczących natrętnie, dźwięczących, nie pozwalających o sobie zapomnieć…

Dlatego takie powieści jak „Kasika Mowka” Katarzyny T. Nowak, docierają do mnie do końca. Targają sprzecznościami, drażnią rany i otwieraja na nowo to, co miałam nadzieję pokryło się blizną. Bo ja przeczytałam te książki, o których pisze bohaterka, ale nie potrafiłam, nie potrafię wciąż… żyć. Poszukuję tylko odpowiedzi na pytania, których wcale nie chcę zadać. Zadaję pytania, na które nie chcę by ktoś odpowiedział, choć pokrętna życzliwość nakazuje Wam mówić… Ja tylko chcę to napisać. Bo wtedy jest łatwiej. I oczy już nie palą…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Było dzisiaj…

Czasem układamy sobie dzień. Spisujemy pieczołowicie punkty, staramy sie ich dopełnić… i wtedy dopada nas pustka. W jaki sposób wszystkie osobowości są w stanie odczuwać to samo nie wiem, ale tak jest.

Pustka. Niemoc, zniewolenie magicznymi pętami, duchy… które ucztują na pragnieniach i marzeniach, na cholernej nadziei, której skąpane w nienawiści promienie nigdy nie wygasają… choć zaprzeczamy.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Myśli…

Wszystkie problemy i zawirowania biorą się z tego, że za dużo myślimy. Za wiele spraw mąci nam zmysły, odbiera pierwotną prostotę… ale cóż. Taka skaza. Wszystkie trzy uważamy, ze myślenie szkodzi – tym, które nie są nami. Spętane kolejnymi wizjami nie wiemy co się wydarzy, ale coś się swięci, tudzież niekoniecznie święte, może raczej rozpustne. Nie wiemy. Diabelskie? Brzmi jakoś na czasie, wyłazi spomiędzy szczerzącej się dyni.

Widzimy cienie i czujemy strach, a jednocześnie porywa nas jakaś siła. Niby marionetka, lalka, którą spętano sznurkami. Której odebrano zdolność samodzielności, zezwalamy by ktoś kierował tym ciałem, ale nie zasypiamy…

Nie, wcale przecież nie uważam, ze któraś z nas jest głupsza, co z was za idiotki, czy tak napisałam – czytać nie umiecie? Oj nie, nic z tego, to ja dzisiaj rządzę i władam. Spomiędzy nas trzech: Depresyjnej, Umiarkowanej Niezdecydowanej i Tej, którą zwą Ragnarok i Armagedon, ja dziś władam… Zaraz, ale która z nas to tak naprawdę… JA?

Która?

W koszmarze całości i rozchwianiu różnorodności, trwamy. Nie pytaj o imiona, nie pytaj: co i jak? nie pytaj, nie dostaniesz odpowiedzi. Oto skutki zagubionych kawałków duszy, które musiały zostać dopełnione.

Za to dzisiaj dostałam drugą powieść Toma Holta! Nie ma to jak office fantasy 🙂

Tym razem recenzja będzie napisana dla przemiłego serwisu na kanapie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Znowu my trzy…

My trzy w jednej głowie. Nic dziwnego, że recenzje publikowane były pod tak różnymi mianami (Marzena Kowalska, Tomasz Kowalski, Teresa Władaczyńska, Chepre/Chepri). Jak w tym się teraz połapać.

Nie, nie możemy być wszystkie włączone na raz, zwariowałyście chyba? Nie, nie będziemy istnieć w tym samym czasie, zwyczajnie na świecie nie ma tyle miejsca! Zwariowałyście, won do swojej jaskini! Natychmiast!!! Bo oszaleję…

Ech! No oszukuję się, już dawno oszalałam, szaleństwo mi nie grozi 🙂 I super, ale jak tzw. normalniejsza reszta świata ma się w tym połapać? Nie wiem. Naprawdę mi przykro, ale ja sama siebie/nas nie ogarniam. No zwyczajnie i nie panuję… Wolność nie rządzi, pęta za to i odbiera… swobodę.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Koty…

Na Wyspie koty są dziwne. Specyficzne, bardziej dzikie, nie nawykłe do głaskania i jakiejkolwiek miłości. Ze świecą szukać pieszczocha… ale koty, że są, nie ulega wątpliwości. Ostatnio łażą za mną, miałczą pod drzwiami, gromadzą się grupami, które niezbyt dobrze współdziałają z myśleniem, że otóż Halloween nadchodzi…

Były mordercze pomidory, znamy wilkołaki a nawet okrutne myszy, więc czemu nie koty… kotołaki?

Bynajmniej jeden z nich mnie odwiedza.

Często, choć niebyt nachalnie. Z czasem nauczył się być mniej nerwowym niż ja i nawet co nieco je i odbywamy głaskane sesje. Nie do końca jeszcze rozumiemy się w kwesti „nie tykaj moich pluszaków”, ale popracujemy nad tym… chyba, że już nigdy nie zastuka ogonem w szybkę tarasu… bo właśnie wybrał się w morze. Albo nad skalisty brzeg, może jakieś zamorskie myszy akurat opuszczają swój okręt 🙂 Może to te wredne z „Dziadka do orzechów?”

Jeżeli to one… Stefan SMACZNEGO!!!

Oczywiście wciąż nie wiem czy to Stefan czy no… żeński Stefan 🙂

Bynajmniej dynia chyba mu się bardzo spodobała 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz