W chyba każdej bibliografii znanej osoby pojawia się wzmianka o przeczytanej książce, która w znaczący sposób wpłynęła na rozwój autora. „Mały książę” pod tym względem bije wszelkie rekordy popularności. W tym miejscu pewnie będę się musiała przyznać, że w życiu nie czytałam tej książki. Czyżby to stawiało mnie po za pewnym kręgiem osób? Może rzeczywiście jestem kimś zupełni odmiennym, nie z tej planety. Ale czy jedna książka może być tym samym dla każdej z tych osób? Czy każdy odbiera rzeczywistość książkową tak samo? Przecież to jest niemożliwe, aby wśród takiej różnorodności ludzkich umysłów akurat ta książka wzbudziła takie same uczucia i odczucia. A może te uczucia nie są jednak takie same?
Kupiłam sobie „Małego księcia”. Sprawdzę to na pewno.
Rzeczywistość odbierana przez każdego z nas ma całkiem odmienne znaczenie i zarys. Podoba nam się zwykle coś innego, mimo, że możemy wyróżnić grupy ludzi, którzy lubią czy cenią te same rzeczy. Ale i czy dla nich samych, pogrupowanych w tych „zespołach”, dla każdego z nich osobno naprawdę sprawy, rzeczy mają takie samo znaczenie, dają to samo, sprawiają identyczne wrażenie…
Cała sprawa jest w rzeczywistości koszmarnie zagmatwana. Ludzie mają to do siebie, że często przejmują cudze wrażenia i upodobania. A jeszcze częściej wstydzą się swoich poglądów. Wystarczy spojrzeć na tzw. komercję. Tylko bardzo, bardzo rzadko udaje nam się nie „płynąć z prądem”. Czyżby naprawdę taka wspólnota myśli była dla wszystkich taka ważna. Czyżby to dawało jakieś poczucie wspólnoty, pewność, brak osamotnienia? A może zwykle nie jesteśmy pewni tego co „lubimy”. Może w gruncie rzeczy wstydzimy się tego co jest dla nas ważne? Czy dlatego, że jest to po prostu inne?
W życiu liczy się tylko to samo?
A ja? A mnie to po prostu wkurza. Może to przejaw buntownictwa, ale nie obejrzałam dotąd żadnej z tych superprodukcji. Może po prostu boję się tej jedności myślenia? Ale czy w rzeczywistości ta jedność jest czymś takim złym? Czyżby prawdziwa wspólnota była już czymś zapomnianym?
U społeczeństw pierwotnych to właśnie poczucie jedności, stworzona i odczuwana wspólnota, z każdym z członków dawała możliwość przeżycia. Wspólnota była ważna, aby nie głodować, aby utrzymać porządek w gromadzie i zapewnić jej bezpieczeństwo. Jednak w dzisiejszych czasach ta wspólnota wyjaśnić się daje całkiem odmienną definicją. Znaczy tylko porzucenie własnych ideałów i podporządkowanie się większości nie tylko w tym co robimy, ale i to przede wszystkim w tym co myślimy.
Czym w rzeczywistości jest ta jedność i wspólnota?
Może w rzeczywistości tylko pustymi słowami. Pozbawionymi głębszego sensu i w dzisiejszych czasach tylko zlepkiem głosek…
Może po prostu tak naprawdę nie uświadamiamy sobie, że wspólnota i jedność istnieją cokolwiek będziemy myśleli. Czy będziemy chcieli, czy nie zawsze będziemy czuli jakąś więź z innymi ludźmi. Ale więź nie znaczy, że mamy tracić swoją wyjątkowość, gdyż to ona wyznacza nasze człowieczeństwo.
Nie bójmy się być sobą i tylko sobą… czyż to nie nazbyt wiele?


„Huśtawki nastrojów, psychozy i neurozy, depresje w każdym odcieniu… Szukają duszy. Przygarnij…” Chepcher Jones