Pisanie recenzji to opowiadanie o tym, a jaki sposób książka wtargnęła w moje życie – no dobrze, w moim przypadku. Lubię jak recenzja ma bigla, a nie jest tylko monotonnym streszczeniem książki. Gdy sama żyje, sama jest powieścią, której początek dała właśnie książka. Jakby autor oddawał cząstkę siebie, by czytelnik mógł się nią karmić. Pożywić. Spełniś literacką komunię.
Ale recenzenci też muszą jeść, no dobra jeść jak jeść, czytać muszą nie tylko to, co dostają w ramach książka za recenzję, więc dlaczego nie można im płacić? Przecież to też praca… Potrzebuję tej pracy, kocham ją… proszę?

