Pan Tealight i Domy Wyspy…

„Domy na Wyspie mają puste okna.

Przeładowane bibelotami, ukarane radością i nakazem rozweselania innych, barwnością, która ma sprowadzić uśmiech na twarz turystów – ale jest niczym dla nich samych, ekstrawaganckim kolorem ram, przezroczystością szyb… cóż, ociekają bez strug deszczu smutkiem. Ale też starają się wciąż zabić ta okrutną pustkę własnych szyb. Eksponują kwiaty i niebieskie kotki z kruchej porcelany, modele statków, koronkowe fragmenty snów i misterne sieci marzeń. Mrugają zalotnie do ludzi, przywołują wszelakie duchy, skrzypią lekko i przymilnie drzwiami, szeleszczą historią, ale tak naprawdę nic to… ludzie są zimni. Nie widzą ich samotności, nie chcą uczynić ich swoim bastionem, gniazdem, fortecą – wypełnić pustki.

Domy pragną tylko kochać i być kochanymi, potrzebują ludzi, więc wyciągają wielobarwne ściany, noszące setki warst farb, które łuszcząc się opowiadają o przeszłości… i proszą o swoich ludzi. Potrzebują ich. Ale ludzie ich nie słuchają. Świat zwariował, a oni nie potrafią już dostrzec piękna w starej cegle, uroku kamiennej obmurówki, zabwnie pochylonego, łuszczącego się płotku i silnego komina, grmady starych ziół i kręgu skamieniałych w oczekiwaniu drzew… Nie czują, nie poddają się duchom, które położyły się, wtłoczyły w ściany, zrobiły wszystko, by stać się…

Ludzie już nie są w stanie pokochać domów.

Dlatego Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki, która wciąż płacze i tęskni za swoja wymarzoną chatką, która tak pragnie otrzymać szansę na własny dom… chodzi po Wyspie nocą i przytula inne domy. Te samotne, te niechciane, odrzucone i te brutalnie zapomniane. Przytula zwykłe domy i sommerhusy. Tuli policzek do ścian, głaszcz obdarte drzwi i usmiecha się do pustych okien. Wieczorami usypia je opowiadając bajki, rankiem budzi lekko, jak ona mając nadzieję. Dostrzega piękno cegieł i zawiłe nici starych tynków. Domy kochają dziwną, małą Wiedźmę Wroną i puszą się przed nią niczym modele, gdy za dnia robi im zdjęcia.

Piękne, stare i młodsze, wszystkie tęskniące za całorocznymi, własnymi ludźmi…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Przeczytane: „Władczyni Imperium” – czyli skończyłam Trylogię Imperium i ponownie zakochałam się w świecie Feista, ale też tej lekkości narracji Janny Wurst. Bo to jest TO pisanie. Fantastyczne, niby o światach, które nie istnieją, a jednak tak pięknie i cudownie znajomych… O ludziach, którzy są jak my, ale też są czymś więcej – honorem, miłością, etyką…

O stworzeniach, które u nas zdają się być tak niepozorne.

O mocy przeznaczenia i sile woli – ot życiu!!!

Nie wiem jak mi umknęło pierwsze wydanie tej trylogii, ale to nic… może raczej lepiej? Bo wciąż wierzę, że niektórzy Autorzy potrafią pisać. Pisać o wielkich sprawach, a jednak nie obciążać. Pisać naturalnie, a jednakowoż porywać historią. Opowieścią, która w tylu momentach mogłaby się przytrafić i nam…

A magia? Cóż, magia to też natura.

Domy na Wyspie płaczą oknami, trzeszczą belkami, proszą by je kochać…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Niemoralność Odzieżowa Wiedźmy…

„Nie chodziło wyłącznie o wietrzenie.

Raczej trzeba było mieć na względzie cały zbiór zasad domagających się pewnej, choć czasowej, ruchliwości Wiedźmy Wrony. Nawet chochlik pisarski – amator gaci Chowańca Wiedźmy i ekshibicjonista totalny – Chochel o tym wiedział, że podopieczną czasem należy wystawić za drzwi i udostępnić światu zewnętrznemu. Niestety była nadzwyczaj i przebiegle oporna owemu udostępnainiu. Zatrzymywała się przed drzwiami, sycząc pluła jadem na klamkę, a nawet jeżeli udało się je otworzyć, a ją do nich dociągnąć, zapierała się w ramach, zastygała w progu i… nie chciała iść. Zresztą był jeszcze ten problem wątpliwej kobiecości. Trudno być nadzwyczaj pewną siebie, choć kłamliwie i sarkastycznie, wzbudzającą szacunek, w worku z otworem na głowę. Bo tak wyglądała w za dużej o kilkanaście numerów bluzie, z włochatą torbą przerzuconą przez ramię…

Istniała jedynie mała możliwość, iż zwycięży wiedźmie uzależnienie od zakupów… znaczy się zbierania na plaży patyczków, kamyczków i robienia zdjęć. To ostatnie było główną rozrywką Miasteczka. Pan Tealight dobrze wiedział, że spółka Ojeblik-Chochel sprzedawała bilety za każdym razem, gdy Wiedźma Wrona była wietrzona, trzepana i odświeżana na łonie natury. W końcu tylko oni wiedzieli, kiedy się uda ją skusić do opuszczenia chatki.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane: „Córka Imperium” i „Sługa Imperium” – dwa pierwsze tomy Trylogii Imperium, wydanej w Polsce po raz drugi, spisanej przez Raymonda E. Feista i Janny Wurst.

Oto opowieść o świecie, który wielbicielom Feista może się wydać trochę znajomy. O kobiecie, która nagle staje się głową rodziny, walce, przyjaźni i przebeigłości. Ale przede wszystkim opowieść o honorze, usadowiona w znajomych realiach historyczno-geograficznych. Czyli lekko mówiąc zajeżdża Koreą. Ogólnie oplata klimatami azjatyckimi jak nie wiem co.

Bohaterka silna i przewrotna, prawdziwa córa swojego świata. Jej rodzina, to ci, którzy nie tyle służą, co ją kochają, a sam świat… intryguje. I choć sama opowieść ma klika przewidywalnych momentów, to ja się nie mogłam oderwać.

Z książek Feista… chyba przeczytałam wszystko, co dotąd wydano. To jeden z moich ulubionych, co ja mówię jeden z pierwszych autorów fantastycznych, w którego twórczości się rozkochałam. Oj tak, wszystko przez Puga, ale nie tylko. On zwyczajnie jest dobry i nadzwyczaj czytalny!

Nie mogę się doczekać „Sagi Wojny Mroku”!!!

W końcu mam papierową wersję „Przewrotności dobra”… naprawdę muszę pochwalić wydanie. Twarda okładka, mój ulubiony papier. Dobra czcionka. A zawartość, cóż zawiera wyłącznie emocje w skondensowanej formie – moje tutaj!

Oj! Świat wygląda o wiele lepiej, gdy rankiem przybywa poczta… oj, o wiele wiele wiele lepiej!!! Ale to pewno wiecie!

And I am still in a whale mood 🙂

Rainbow Puff from awesome Kittypinkstars!!! I won and it made me smile… really smile in rainbows!

Thank You!

Na Wyspie wszystko kwitnie! Nawet nawierzchnia drogi się zdaje prostować, bo sezon turystyczny się zaczyna. Ściany się malują. Płoty prostują… no dobra nie wszystkie, niektóre wolą artystyczny nieład!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Męski Fullmun…

„Świecił.

Choć nie, należało powiedzieć, że raczej bezczelnie i natrętnie wulgarnie wypełniał idealną, słodką granatowość nocy, delikatnie i miękko, zmysłowo rozpościerającą się dookoła Sklepiku z Niepotrzebnymi. Wisiał nad ciszą, nad chatką Wiedźmy Wrony, nad morzem i kurhanami, nad domkami mniej świadomymi tych, którzy żyją obok nich… nad Wyspą.

A Wyspa nie lubiła być źle oświetlona.

To dlatego Pan Tealight, Pan Melkebotten, Pan Tusindfryd i w pewnym sensie Pan Raps… pilnowali natężenia Fullmuna. Pan Raps oczywiście jak zwykle nie dostał pozwolenia na dołączenie do trzech par dyndających z dachu stóp, ale nie miał im tego za złe. Rozumiał. A może raczej miał swoje własne sekrety, których nawet Pan Tealight nie był swiadomy. Moc nieokiełznaną i dziką, przebiegłą siłę, która zmieniała go z każdą porą roku. W tym był podobny do Pana Melkebottena… odrobinę. Ową graniczącą z idealnym minimalizmem, subtelną współpracę nasion.

Bo tylko Pan Raps wiedział, iż Fullmun nie była nigdy kobietą!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane… „Smuga krwi” Johan Theorin -trzeci tom z olandzkiej, kryminalnej serii. Nader morderczej, magicznej i oczywiście, iż na wskroś skandynawskiej. Opowieści o człowieku i jego grzechach. O nadziejach, marzeniach i tym, co niedefiniowalne. O zmianach, którym podlegają wszyscy i wszystko…

Tym razem bohaterem głównym jest świat Trolli i Elfów. Fascynujacy zbiór legend i przesadów. A może prawda?

Olandia kwitnie. Jest piękna i już teraz tak dla mnie zaskakująco i dziwnie znajoma. Choć głównym bohaterem jest Per i jego ojciec, to jednak to ponownie ona – Wyspa jest najważniejsza. I śledztwo. Prawda, która jednak nie zawsze pragnie być odkryta. Brudna i wstydliwa przeszłość, oraz pragnienie spełnienia wszelkich marzeń, snów i skrytych wizji… cudu.

Jak zwykle powieść wciąga. Co zaskakujące wciąga alwaretem. Ową płaską spokojnością porostów, kamienie i traw. Niskich drzewek i starych ludzi, którzy wciąż pamiętają. Tym, co wciąż poddane jest naturze i atawistycznym elementom ludkziej natury.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Ciągłe Opętywanie Wiedźmy…

„Pan Tealight nie wiedział jak to jest. Czasem wydawało się, że był tutaj pierwszy… ale kto to mógł pamiętać? Jako mężczyzna zawsze Jej ustępował i przyjął Jej panowanie. Żył na niej, w niej, z nią… ale Wiedźma Wrona Pożarta oddychała świadomie w ciągłym opętaniu.

Wyspa wciskała się w każdy jej zakamarek nie bacząc na protesty ofiary. Zreszta było już chyba za późno. Zaczynała w końcu od serca. A może od płuc? Może atakowała duszę i nie pozwalała oddychać innym światem? Nie pozwalała żyć nigdzie indziej. Zamykała tożsamość i osobowość do skrawka ziemi i kamieni, drzew i tajemnic, legend i stworów, magii i sił natury? Atakowała nawet cień. Łapała całą osobowość, wykształcony dookoła niej wszechświat, badała, a gdy uznawała, że należy do niej, anektowała go. Odbierała inne pragnienia i wstrzykiwała z pierwszym deszczem, czy morską kąpielą, fanatyczną miłość do samej siebie. Potem sprawdzała, obracała, ćwiartowała, potrząsała… i odbierała przysięgę krwi. Pozwalała odpocząć, dawała ułudną złudną nadzieję i poczucie siły, by potem korzystać z kolejnej ofiary. Docierała do każdej komórki, zagnieżdżała się pod paznokciami, za uszami, pomiędzy palcami i włosami. Otaczała mózg i mówiła mu co ma robić, zajmowała serce by wiedziało co ma czuć. Palce odtąd miały ją muskać, stopy gładzić, a głosy… niech będą ciche.

Nic nie może zagłuszać Pani Wyspy!

Z Wiedźmą Wroną tak właśnie było. Wiedziała o tym, ale nie protestowała. Bo akurat ona urodziła się dla Wyspy i była tego boleśnie świadoma od dłuższego czasu. Od zawsze. Jednak nie byłaby kobietą, gdyby nie zaprotestowała! Należało zachować wiedźmowatość w napięciu i natężeniu maksymalnym.

Fason wiedźmowatości intuicyjnej zachowany w końcu być musiał!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Przeczytane: „Zmierzch” – pierwsza z książek Johana Theorina. Zaczęłam zakochiwać się w jego opowieściach tak dziwnie, jakoś tak trochę od środka. Znalazłam świat, który umiera i zwalnia, tak znajomy świat. Ludzki i prawdziwy. Dla wielu pewnie egzotyczny… świat pustki alwaretu, mgieł, samotności, władzy. Zabijania. Naturalności. Ludzi, którzy walczą o każdy dzień. Przemijają. I świata, który umiera, nie może się zdecydować na to, czy dać sobie szansę.

Oto Olandia.

Ot i realizm zbrodni, elementu życia.

WKURZAJĄCE!!! Brak korekty. A i może błędy Tłumacza. Tak wiem, jestem z Bornholmu, więc wyłapuję różnice pomiędzy Borgholmem i Bornholmem bardziej… się wkurzając!

„Zemsta najlepiej smakuje na zimno” – nazwać ją potężną powieścią to mało. Wciąga, choć i wkurza. Wydaje się, że wszystko jest – czy też raczej będzie, przewidywalne, ale… nagle ten moment wali czytelnika z byka, policzkuje, a potem serwuje jeszcze kopa w czułe miejsce… zaskakuje.

Główna postać, do której lepią się fascynujące osobowości i to co zawsze wiemy, iż najbardziej ranią ci, których uznawaliśmy za znajomych, ukochanych, za rodzinę! Ot życie… i świat, w którym najważniejszy jest człowiek i niepewność.

Człowiek i pragnienie zemsty. Jątrzące, drążące i wieczne. Czy zmyje je słodka, czerwona krew?

Zafascynował mnie. Choć zabrakło mi pewnej magii… zkaochałam się w niektórych bohaterach, wkurzyłam gdy kogoś zabito. Żyłam i czekam na kolejny tom! Bo ten Autor potrafi zaskakiwać brakiem szacunku dla swoich postaci. Zwyczajnie Monster jeden je morduje!!! Podoba mi się!

Wyspa wciąga! Jak sobie kogoś upatrzy – nie ma od tego odwrotu. Dlatego najpierw pomyśl, nim tu przyjedziesz!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Uturystowienie Wiedźmy Wrony…

„Siedząc na dachu Sklepiku z Niepotrzebnymi, machając w niebieskich przestrzeniach długimi, szarymi nogami, Pan Tealight obserwował. Spoglądał na Wyspę od nowa. Na Wyspę budzącą się z uśpienia. Nie tyle zimowego zmrożenia, co wiosennej drzemki. Wprost w nagłe uświadomienie sobie, że sezon się zaczął. Wyspę otrząsającą się i nagle, drżącymi ruchami nakładającą na siebie tapetę. Poprawiającą włosy, buszującą po szafach, drżącą i lekko spłoszoną.

Jak co roku.

Wyspa niczym młodziutka, zakochana dziewczyna, szykowała się na randkę. Po raz pierwszy… jak co roku. Dobra była w te klocki. Z brzegów zaczęły, wraz z kolejnymi sztormami, znikać złogi wodorostów. Morze zabierało kawałki szkła i cegły, by je przerobić na jedyne w swoim rodzaju klejnoty. Domy zrzucały zeszłoroczne farby i dumne, szczerbatym, dziwnie pierzastym stanem, czekały na nowe kolory. Płoty podnosiły sztachety i wciągały litrami białą farbę… drzewa puchły i z lekkim westchnieniem ulgi produkowały zieloną wilgoć. Kwiaty atakowały szarości, a gość w Zapomnianym Kurhanie przeracał się na prawy bok – lewy był wyłącznie zimowy.

To co miało się rozpaść zmieniało się w popiół, to co miało żyć, rosło. Ale też i Oblech Morderca Mleczyków obudził się z pozatnącej rzeczywistości i wyruszył na łowy. Melkebottenki jeszcze nie zdążyły dobrze wystawić puchatych główek, a już on, wielki na małej maszynce… ciął.

Należało też wywietrzyć i przetrzepać Wiedźmę Wronę Pożartą… no i znowu nauczyć ją choć czasem wychodzić z chatki.

Nie była w tym dobra.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

WYGRAŁAM!!! Przyszła do mnie historia miesiąc temu, spacerem przyszła, razem z parą pięknych łabędzi… tuż pod Svaneke. Cóż, łabędzim w końcu miasteczkiem. Przyszła ta historia i choć zwykle takich nie piszę, wolę krew, flaki, magię, wiedźmy i smoki… to jednak napisałam opowiadanie romantyczne. Wysłałam je na konkurs, bo mój Kochany Admin powiedział, że dobre…

I wygrałam. WYGRAŁAM!!!

„Miłość pachnie mokrym psem” wygrała konkurs na portalu Duże Ka!!! a co ważniejsze, wiem że ta historia jest częścią większej i tylko muszę przysiąść i ją dokończyć. Tylko że ja i romans? Choć z drugiej strony z elementami skandynawsko duchowymi! Wyspowy!

Książka na dziś… „Oczarowana” – a dokładniej próba podreperowania mej kobiecości. Przeczytałam w jeden wieczór. Lekka i taka cudowna! Romans, kilka rozgrzewających scen, cudowne okoliczności czasu i przyrody, pogmatwani ludzie…

A tutaj recenzja

PS. Recenzja: „Dziewiąty mag” A. R. Reystone jak tylko ją wykończę. Znaczy recenzję, nie Autorkę, choć ją też bym trochę poddusiła, coby w takim momencie przerywać akcję!!! Jak tak można!!!???

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wiedźmy Szkiełko i Ono Oko…

„PLUM... zrobiło Oko. Skraplacz, Zakraplacz i Klejnot rozglądali się dookoła z minami wyraziście oznaczonymi zdaniem: Że co my? Nie niczego nie słyszeliśmy. Ale to była ich wina. I wina Wiosny, bo przyszła. I jeszcze przemian, skarpetek w sandałach, ogólnie pór roku, upływającego czasu i na pewno zielonej galaretki. Zbyt wyglądała jak smarki. Coś musiało z nią być nie tak. Nie było w niej niewinności. Był za to zaskakujący, przerażający, telepiący się powiew niepewności.

Pan Tealight miał co do tego zupełną pewność. A jednak owo „PLUM” Oka, go nie przeraziło. Było raczej czymś zwyczajnym. Czymś co musiało się zdarzyć i zwyczajnie następowało po innych dźwiękach. Gdy nadeszło BRZDĘK, wiedźmie koło czasu się zamknęło. Wiedźma Pożarta Przez Książki miała dobry dzień. PLUM było tylko jedno… Gdyby nadeszło drugie… cóż, Pan Tealight wolał o tym nie myśleć. Sięgnął po szufelkę i zmiotkę – z różową rączką i resztkami brokatu z zestawu dla wyzwolonej Barbie – i po prostu posprzątał.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane – „Bezwzględna” -nic na to nie poradzę, że się ubawiłam. No Ta Autorka tak ma. Robi coś ze mną i się bawię, rozluźniam, wyluźniam i puszcza mi guma w galotach. Bawią mnie dialogi, postacie, ale przede wszystkim osobowości głównych bohaterów. Owa urocza bezduszność i rozwiązania problemów, no i bułki w kraciastych chusteczkach, oraz placek kajmakowy. I choć ba! no pewno, że się domyśliłam, że tamto będzie z tym, a to z tamtym, ale mimo to… bawiłam się.

Jednakowoż polecam czytać cykl Gail Carriger od początku. W szczególności tym, którzy chcą się bawić w rytmie parasolki, pary, maszyn, istot nadprzyrodzonych i dziwnych ludzi też! No i Londynu! Nie zapominajmy o Londynie, Królowej Wiktorii i wampirach, które mają kolorowe kamizelki i używają pieszczotliwych zdrobnień!

PS. Recenzja – „Anna we krwi”. Powieść niby z gatunków tych, które już były, a jednak mnie wciągnęła. Jakoś podeszła dziwnie. Może przez aromat olejku rozmarynowego? A może kotem mnie podeszła?

Nie wiem, po prostu ma klimat!

HAHAHAHA!!! Santa Claus jak zwykle odpowiedział na mój list w kwietniu. Wietrzę w tym intrygujące poczucie humoru grubaska we wdzianku czerwonym, zielonym czy też niebieskim – zależy od wyznania!

Dziękuję!!!

A Wyspa dziś wietrznie falowa!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Męski Podgląd Świata…

„Pan Tealight ostrożnie, asekurując małą, uciętą główkę zwaną Ojeblikiem – która miała ostatnio napadający ją znienacka lęk wysokości i pozbyć się go nie chciała – wdrapał się na dach „Sklepiku z Niepotrzebnymi”. Dach, jak to dachy mają w zwyczaju jęknął, ale nie protestował.

Zresztą, nie był przecież zwyczajnym dachem.

Gdy tylko cienkie, szare, długie nogi zwisły malowniczo zza rynny, tuż obok Pana Tealighta pojawił się Pan Melkebotten i Pan Tusindfryd. Pan Raps nie został zaproszony. Gdy się było kimś takim jak Pan Raps, często się to przydarzało. Zresztą on sam wolał pozostać na dole, ograniczając swoją możliwość podziwiania Wyspy i Świata Zewnętrznego. A i przebywanie w jego towarzystwie nie należało do najłatwiejszych. Było… oględnie mówiąc trudne i zapierające dech, gdziekolwiek się ów dech akurat znajdował. Pan Raps wymagał nadzwyczaj swobodnie otwartych przestrzeni i przeciwnych wiatrów – szczególnie owych własnych!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Wyspa wybuchła kwiatami totalnie olewając liście. Cóż, pewne światy tak mają i tyle… spojawili się też pierwsi turyści, mam nadzieję, że będą smaczniejsi niż ci zeszłoroczni.

Mniej wiecie, kwaskowi!


Z cyklu przeczytane – „Niuch” Terry Pratchett – książka, o której napiszę NIC. Właśnie nic, bo po co tłumaczyć, że znowu smakowałam każde słowo i metaforę, przewrotną myśl i kopiący w zadek dydaktyczny wymiar?  Zresztą, tym co Autora znają, nie trzeba przedstawiać, a tym co nie znają… no cóż trudno kazać, żeby lekturę zaczynali od TYŁECZKA, że tak powiem, strony!

PS. Recenzja: „Przewrotność dobra” Jolanta Kwiatkowska – miałam ową fascynującą sposobność, by przeczytać tę powieść jeszcze przed wydaniem, w owym świetle promieniującego napięcia, niepewności i pasji Autorki: „czy się uda – czy słow dotkną papieru, czy moje dziecię ujrzy światło dzienne”… i powiem Wam, że dawno nie było powieści tak odważnej, zaskakującej i prawdziwej. W tej „recenzji” o tylko emocje…

Brutalnej historii, ale i zaskakująco pięknej!

Dla raczej… hmmm… myślących osobników i dorosłych pod pewnymi względami!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Czasu Wymazanie…

„Wiedźma Wrona Pożarta często myślała o czasach, kiedy jeszcze jako Mała Wiedźma telepała się u boku Złej Królowej. I dziś, gdy właściwie od tego myślenia wszystko jej opadło, a nawet jej własne półdupki miały jej dość i kolebały się leniwie w okolicach kostek, doszła do wniosku – albo też to on ją w końcu ucapił, kto tam wie te wnioski – że ma dość tej przeszłości. Potwora wciąż wyskakującego z każdej szafy, jaką mijała – albo co gorsza z szafy, która w dzikim pędzie mijała właśnie ją – zza zakrętów, a i chorobliwie wszelkich prostych, zza kątów i przekrętów, krzewów i drzew, pieńków, a nawet ździebeł trawy… a co gorsza, nawet wspomnień po długokorzennym chwaście, czy też cudzych cieni i postanowiła… postanowiła wymazać czas.

By dokonać czaru zwanego Czasu Wymazaniem, potrzebowała siebie. A dokładniej wszystkich części swojego jeststwa, które to już dawno przestało być tylko i wyłącznie jedną Wiedźmą. I choć łączyło je miejsce, a czasem nawet i czas, utracone kawałki duszy, zastąpione przez trzy zbłąkane, inwazyjnie upierdliwe tożsamości… nie były zbyt chętne do współpracy.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Wiecie jak to jest… ja znalazłam swoje miejsce, które namiętnie i fanatycznie na pewno kocham, chcę podziwiać, ściskać i tulić i tak serio, to nigdzie nie chcę wyjeżdżać. A może te siły i pragnienia poznawcze zwyczajnie we mnie wymarły czy coś?

Choć może to starość i tyle? Nie wiem, ale wiem jedno, nawet jak człek nie wybywa, to świat przybywa do niego. Bo świat chce być poznawany… juz tak ma, lubi jak się go lubi i się nim każdy czuje zaintrygowany.

Oto sztuka prosto z Nowej Zelandii! Art by KIWILAND.

Recently water is always so close to me. As a fire witch, I am a bit surprised, but I started to think and everything is so clear. Sometimes even if we think we belong to one element, in fact we can combine with others to find inside of ourselves something new, inspiring and surprising. Dolphins and whales are in my dreams, I want to paint them! To here their stories and songs…

Whale medicine is so close to me now, and they are always all about inspiration, with so joyfull dolphins, I feel home!

Za to dziś przybyła do mnie lama… No dobra nie cała, ale w pewnym istotnym aspekcie, prosto z Peru.

And today a llama found me. A Friend of mine was in Peru and She send me a piece of that amazing country. How cool is that?

And some magic from The Caribbean Sea! So much different than mine? So strong and beautiful. Thank You!!!

Moja książka na dziś, to „Anna we krwi”… zaintrygowała mnie okładką, opisem, no i udało mi się ją dorwać, z czego okropnie się cieszę. Niestety się okazało, iż to straszna jest książka. Nieświadom tego człek – czyli Wiedźma – chciał zajrzeć do środka, ot dla fragmentu i wsiąkł w połowę!!!

No jak tak można? Bez ostrzeżeń na okładce?

Jedno trzeba powiedzieć, serio mamy co czytać… i choć mogę się roztroić zwyczajnie, to jednak wszystkie trzy w jednej Wiedźmie poczytamy sobie wspólnie.

Chociaż mamy też odpisać na pewien cudny list… Well, I will have to find time between one book and another to write a letter to someone Amazing!

„Pośród nocy i migotliwej świecy blasku
przychodzą do mnie potwory…
by zażyć łapczywej niespokojności o brzasku.
A na razie, gdy opadają moje powieki,
czytają ze mną i rechoczą
niczym jakieś szalone, włochate człowieki.”

Ch. Jones

I wołają – Ej Makarena!!! Ajajajajajajajaj!!! Dlatego mam coś by je skołować, odepchnać, albo wykorzystać – from Spirit of Old!


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wiedźmy Wena…

„Pan Tealight dobrze pamiętał dzień, w którym Wiedźma Wrona Pożarta przybyła na Wyspę. Zresztą to Wyspa chciała i jej była wina. Aczkolwiek nawet ona, w swojej granitowo-piaszczystej boskości nie mogła wiedzieć, że Wiedźma przybędzie z dodatkami… czy jak je tam, te imponderabilia!

Chochel i Chowaniec, sterta książek, pluszowych przydatków i dziwnych przedmiotów przytłaczała i tak nadzwyczajną Wyspę. Tajemniczą i starożytnie rozpustną. Przygarniającą te życiowe niemoty nieprzylegające do współczesności, w owej swej wielkiej łaskawości. Grabiami i sieciami, miotłami i na stary ser zanęcane… dziwadła przybywały i dawały się Wyspie kochać.

Ale Wiedźma była inna.

Z Wiedźmą przybyła też ONA. Wiedźmy Przeżarta Wena.

Zwykle była duszona, miętolona, wywracana na stronę wewnętrzną i z powrotem, przygniatana i członkowana, gnębiona i wykorzystywana… porzucana, bluzgami zlewana, a potem osuszana i z wyrzutem w głosie pytana: A gdzieś Ty się Cholero Puszczalska znów podziewała?!!! Wiedźma Pożarta targała Weną jak się dało i na ile pozwalały niespisane prawa. Wena Wiedźmy Wiedźmie się dawała. Lubiła to. Aczkolwiek dziś czuła, że potrzebuje tych jakiś tam wakacji!!! Od dnia, w którym zamieszkała na Wyspie, czuła że powoli się wyciera. Puszcza w szwach, na łokciach coś pęka, pomiędzy nogami oczka lecą… no żal ściska co się da i otwory wszelakie łachocze.

Znaczy się Wenie spa jakieś nada się! Tylko czy Wyspa zezwoli na takowe szaleństwo? Przymknie oko, a nawet dwa i dorzuci z jeziora granitowym kamyszkiem… no sama na wakacje naprawcze zezwoli?

Wena spojrzała na Wiedźmę Pożartą i pokiwała głową. Wiedźmie też by się zdał jakiś odpoczynek. A już remont całokształtu musowo!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

My postbox was attacked by rainbows – Yeah! Kitty was here!!! and my Postman looked at me, strangely laughing, again!

But well, I won Sticker Sunday, and won my envelope full of rainbows, smiles, good cute energy – this is something what helped me survive nasty days! Thank You Kittypinkstars!!!

And today… today came a little box from which came out a very special new friend from a very special Friend – Kathy!!! Thank You!!!

People meet Kurt! The monster!!!

How awesome is he? and in my favorite color of course!!!

Ponieważ wrony świetnie współpracują ze smokami, w związku z czym w końcu, aczkolwiek i ekspresem, tak serio to po latach… bynajmniej mam ją!

Książkę, na którą pazury sobie ostrzyłam i piórka układałam.

I jeszcze kurcze książkę z TAKIM dopiskiem dostałam… że aż moja siebie tam świadomość, znaczy się to poczucie siebie, znaczy się kurcze, no jak to się nazywa, chyba duma, czy coś… To coś no zamrugało do mnie z otchłani poniżej kilometrów magmy, betonu żelazobetonu, granitów, złoża starych skarpet i pieluch… no pod tzw. poczuciem własnej wartości… Zgaśnie, ale jakby co, to będę pamiętać, że jednak ono gdzieś tam kurde jest!!!

PS. Recenzja: „Kradzione róże” i „Czynnik miłości”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Sen Małej Wiedźmy…

„Wiedźma Wrona nazbyt często pozwalała, by atakowała ją Przeszłość. Przeszłość Przewrotna była zresztą dość przebiegła, wyrachowana, wysmakowana w podchodach wszelakich i nadzwyczaj okrutna. Tylko czekała na chwilę nieuwagi i tak roztrzepanej Pożartej Przez Książki. Teraz też nadleciała znienacka, wykorzystując chwilę, w której Wiedźma zapatrzyła się w fantazyjnie przycięte obłoczki i wsłuchała w szeptane przez nie historie…

Dopadła ją.

Wczepiła się długimi pazurami – pomalowane na ciemny melanż, z lekkim falochronem na czubeczkach, przycięte w wybitny szpic, długie – no wbiła się i zakotwiczyła w Wiedźmiej Duszy.

A ta… zaskomlała i przypomniała sobie TEN SEN.

Jeszcze jako Mała Wiedźma miewała go często. Właściwie czasem co noc kładł się obok niej cicho czekając, aż wszelkie opiekuńcze duchy przysną i… śnił się. Plótł obrazy, nasycał je kolorami i dziwnymi dźwiękami, które w końcu boleśnie raniły ciszą. W nim Zła Królowa – matka Małej Wiedźmy Wrony – stawała się mniejsza i mniejsza, coraz bardziej malutka. Aż w końcu Mała Wiedźma musiała się nią zajmować niczym jęczącą lalką. Układać w kołysce, wciąż doglądać i bać się. Bo tak naprawdę nie było nikogo, kto zająłby się nią samą. Mówili, że matka ją kocha, ale ona dobrze wiedziała, że miłość nie może tak boleć. Dlatego tylko się bała, otulała strachem i przerażeniem, i była przekonana, że niej – Małej Wiedźmy nikt nie będzie kochał…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane „Błękit Szafiru” Kerstin Gier – opowieść wciągająca. Niby podróżowanie w czasie nie jest nowością, ale udręka kogoś, kto zmuszany jest do przebywania w przeszłości dzień w dzień… męczące!

Ten tom jest środkową częścią „Trylogii Czasu” Gier („Czerwień Rubinu”, „Błękit Szafiru”, „Zieleń Szmaragdu”), która zdobyła już sporą popularność pośród czytelników. I rzeczywiście, historia jest intrygująca, postacie naturalne, a cała fabuła trzyma tajemniczość napiętą do granic możliwości – no i ta narracja! Naprawdę powinnam przyznać, iż choć opowieść typowo młodzieżowa, bawiłam się dobrze. A raczej pożarłam książkę, oblizałam się… i tyle!

Teraz tylko dorwać pozostałe tomy!

I trochę wieści z mojej cudnej Wyspy – świata, gdzie żyje się najdłużej! Ha! No czyż Solenizantka nie jest urocza.

Piękna kobieta!!!

Poza tym szykują się zabawy i wystawy, życie artystyczne kwitnie, buzuje, pączkuje i produkuje na całego. Najpierw Love Weekend w Svaneke. A co, mamy cały weekend, co tam jeden dzień jakiegoś 14 lutego!

I kolejna wystawa! Mam nadzieję, że w końcu doczekam się kolejnej własnej, by opowiedzieć pędzlem o swoim świecie.

PS. Recenzja: „Elizabeth Taylor. Dama, kochanka, legenda”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz