KRADZIONE RÓŻE

O słodka naiwności!

Istnieje taki czas przed czasem, gdy wydaje się, że zło, to tylko taka definicja, która ma opisać przeciwieństwa. Pozostajemy przez pewien moment dobrzy i nadzwyczaj grzeczni, ufni i dziwnie nieskalani… Możemy wszystko. Wierzymy, że tak naprawdę nie ma potworów i choć są wredne siostry, to jednak wszystkich można kochać.

A potem pojawia się ktoś, kto nas zmienia. I po tym spotkaniu nic już nie będzie takie jak było.

Oto historia pewnej manipulacji. Brutalna, prawdziwa, zaskakująco mocna. Coś, do czego nie przygotuje nas subtelna okładka i zadziorny tytuł. Opowieść o podstępie, człowieku, który odziera z niewinności. Ale przede wszystkim to historia pewnej rodziny. Nietypowej, bo babskość jest w niej dominująca. Jednak też zwyczajnej, gdzie każdy wie, że życie wymaga nakładów pracy. Kochającej się, choć przecież i tutaj czasem coś zazgrzyta. Jednak przede wszystkim to opowieść o dwóch młodych kobietach. Jedna wyjeżdża na wymarzone wakacje, wkroczyła już w dorosłość i ma podjąć pewne decyzje – kocha, a druga… to właśnie ona zostanie odarta z niewinności. I to ona zdominuje cała opowieść, choć tak naprawdę niewiele powie.

Anna Łacina opowiada o młodej kobiecości i to opowiada w fascynujący sposób. O rodzinie, jej początku i wielkiej sile przetrwania. O kłamstwie o tyle brutalnym, że odbierającym… dzieciństwo. Jej bohaterki są silne, a jednak podatne na naciski z zewnątrz – ot wychowanie. Zachłannie pragną – jak każdy z nas – posiadać ową drobinkę miłości. Starsza, dojrzalsza, już wie, że codzienności to też potwory, ale młodsza wpada w okrutną sieć wydarzeń. Jednak jeżeli myślicie, że będziecie przy niej przez cały czas, mylicie się. Autorka obrzuci Was emocjami, ale… nie będzie epatować ekshibicjonistycznie kąskami z pierwszych stron gazet. Rzuci w Was ból, soczysty i świeży.

Zmieni.

„Kradzione róże” czyta się na wdechu. Niczym powieść sensacyjną. Autorka nie stroni od współczesnych mediów, wprost przeciwnie wtłacza nas w znany, a tym samym bardziej namacalny, świat. Czujemy strach i wściekłość. W pewnym momencie padają słowa, które chciałyby wyżreć ze stron zło. Ale zło istnieje. Ma swoje prawa. Nie odejdzie. Chyba dlatego ta książka jest tak cholernie dobra – słowo „cholernie” musi tutaj pozostać! – tak denerwująco prawdziwa… otwierająca oczy, informująca, że Świętego Mikołaja nie ma. Że TO może przytrafić się tak naprawdę każdemu z nas.

Jednak czy dlatego powinniśmy przestać ufać ludziom?

Anna Łacina pozostawia nas z pytaniami. Z dziwną wściekłością, którą kierujemy zarazem w stronę niewinnej naiwności, jak i tego, który niszczy ją ot tak, dla zabawy. Bawiącego się uczuciami, który w rzeczywistości… przecież nie zrobił niczego złego. Zbrodnia i kara wydają się mdłe w obliczu takiego postępowania.

Bo przecież ona poszła za nim dobrowolonie, nieprawdaż?

Nikt jej nie zmuszał?

„Kradzione róże” Anna Łacina, Nasza Księgarnia 2010.

Jedna odpowiedź na „KRADZIONE RÓŻE

  1. Pingback: Pan Tealight i Wiedźmy Wena… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz