Uuuk… paka…

No dobra, moja paczka, w znaczeniu prezentu od Mikołaja dotarła… niestety Merlin trochę namotał, ale może mi się uda to odmotać (nie przysłali „UPADLI” ale „UDRĘKA” tak, jak mam czytać drugi tom bez pierwszego!!!). Chociaż przyznam się, że takie motanie mi osobiście odbiera jakąkolwiek radość 🙁 to jednakowoż, no ale… mam jak to mawiają: stosik!

A dokładniej murek, za którym zamierzam się schować i przetrwać kilka dni…

Nie ma mnie 🙂

Obecnie przechodzę etap macania i dogłebnego wąchania. Wydaje mi się to zboczone, aczkolwiek stwierdzam, że najlepiej pachnie Rebis. Chyba używają dobrego papieru i mało toksycznych, starego miotu, farb.

Za to mistrz wydania to to cudo 🙂

Ech! Tylko czytać.

Chociaż ciągle chce mi się malować, a na dodatek w „Sklepiku z Niepotrzebnymi” otwierają dział skupu DUP i wszelkich ofiar życiowych. Ciałapajtów, ciapajtów, no ogólnie niedojd… tudzież gdzie indziej zwanych ekscentrycznymi osobowościami. Mamy też miejsce na DZIWUSY... jeżeli ktoś jest w stanie określić ich niespójną definicję. W fazie eksperymentalnej u Pana Tealighta: gromadzenie ciągów, przeciągów i wszelkich wiaterów.

Chyba mam doła. Znaczy zwykle składam sie z DOŁA i zbędnych dodatków, ale dziś dodatki zostały zdołowane… I jeszcze te sny. Coś się dzieje, ale nie wiem co. Naprawdę nie wiem…

No na przykład ten ostatni… te ibisy?

Z całej sennej gonitwy – bo u mnie zawsze full kolor i wszelkie opcje – z całego zamętu pamiętam pieśń: ZNAJDŹ IBISY UTRACONE… I wodę, okno, słońce, groźbę wtłoczenia pod nią, ale i wymyślane, tworzone dziwne domy. Oraz rowery wjeżdżające w ciemną toń i ludzi, którzy poszli za nimi. Niczym za chrzanionymi Apostołami z Apokalipsy.

Mam ten dziwacznie refleksyjny nastrój i często muszę się zatrzymywać, coby z nerwów nie rozwalić świata. Jakbym osiągnęła moc Armageddonu. W końcu to jedno z naszych imion…

Bo choć My Trzy myślimy nad rozstaniem, to jednak nie chcemy tego… bez siebie będziemy nikim.

Jedność to przereklamowany stan…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Dogonił mnie króliczek…

No patrzcie, jak go goniłam to nic… no tu zaglądałam i tam, pod krzaczek i w każdą dziurkę… a jak straciłam nadzieję on sam przybiegł 🙂 Zaskakując mnie, nawet marchewki nie miałam, kurcze trawka na zewnątrz śniegiem przykryta… a ostatni mleczyk wiadomo w odwodzie!

I to w jakim stylu 😉

Wiecie czasem człowiek zwyczajnie nie wie, nawet nie przeczuwa, a dyć nie zgadnie…

co też go z rana dopadnie 🙂

Bynajmniej. „Gonić króliczka” autorstwa Marioli Zaczyńskiej od Twardzielek poczytam sobie ze smakiem 🙂

A co! Stopień twardości sobie na pewno podwyższe, w końcu legitymacja do czegoś zobowiązuje. Trzeba się będzie określić 🙂

PS. Podziękowania za modelarskie modelowane pozowanie dla Zuula 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Czas odmian…

Wody Wyspy zabierają życiodajną ziemię i oddają ją morzu. Ono w podzięce zmienia kolor i staje się jednością ze wszystkimi żywiołami…

Tak dzieje się co roku. Ale…

Wiatr, który zmienia to co niezmienne, przekształcając co niemożliwe, przynosi tym razem inną siłę.

Nową.


Wtłacza to, co nieznane.

Wydawałoby się, iż wszystko jest jak co roku, a jednak inaczej… wcześniej.

Powinnam się bać?

Ale nie odczuwam strachu… i choć towarzyszy mi on zawsze, tym razem dziwnie we mnie to uczucie zasypia. Ów demon zdaje się po raz pierwszy bezpiecznie odcięty ode mnie, zamknięty we mnie, ale jednak w szczelnej przestrzeni…

Sferze, której mogę już nie naruszać…

Jakby wcześniejsza zima właśnie nim zawładnęła w pierwszej kolejności. Ale też… powoli, specyficznie, delikatnie, ale jednak dość stanowczo… zaczęła mnie zmieniać.

Czy chcę TAKICH zmian?

Czy my TRZY chcemy być osobno?

Zatoczyć koło?

NIE?!!!

Nie myśleć, czytać… pisać… pracować… nie zgubić SIEBIE…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Czary…

Wszystko jest zaklęciem i w każdym przedmiocie wyczuwam duszę. Nie mogę normalnie wybrać jednej rzeczy spośród wielu, dopóki nie poczuję, iż jest to właśnie ta, ta jedyna… większość ludzi nazywa to fobią lub wariactwem… dla mnie to religia.

Animiści są niezwyczajni. Nie przeczę 🙂 Jednak śnieg i mróz potęgują, szczególnie we mnie, wszelkie doznania. Wszystko otulone bielą, ochrzczone i przygotowane do odpoczynku, łatwiej wchłania magię Wyspy.

Już same kolory zdają się krzyczeć… Wołają, że wcale nie śpią, iż to tylko ich własne złudzenie, któremu podlegają i oni i my…

Ale jednak wszystko zamiera. Na dłużej, na krócej, jednak natura wymusza ów magiczny odpoczynek. Mądrzejsza niz wszelkie żywe czy nieżywe uduchowienie. Zasypuje drogi, odcina od innych ludzi, byle tylko każdy mógł, był w stanie, spojrzeć do środka, ujrzeć swoje wnętrze… przerazić się często, albo naprawić tylko kilka dziur. Załatać tok myślenia, naoliwić zwoje, przeczyścić otwory…

Niewielu tak właśnie pojmuje utrudnienia w komunikacji? Cóż, wiem o tym… niewielu mysli jak ja? Prawdopodobne bardzo. Jednak cóż złego w owej magii nas samych, w czarach, które każdy przecież umie pleść, niczym pająki swe misterne sieci. W owej przędzy, w której plączą się nasze myśli i wypowiedziane słowa, wszystko to, czego nie wymazuje czas…

Bo słowa są wieczne…

nawet te, których nie jesteśmy w stanie już zrozumieć duszą, chowamy, ukrywamy, zabezpieczamy…

Słów nie da sie usunąć…

Znaków, symboli… magii.

Tak wielu nie jesteśmy w stanie poprawnie, do końca pojąć, ale czujemy ich moc… Magia słowa, imienia, nazwy, miana… zwykła, naturalna, najprostsza… pokonała mnie.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Magia zimowa…

Czy to przez Izydę, czy tak jakoś zwyczajnie, z gentycznego przymusu… a może tylko przez ten śnieg i święta? Nie wiem, ale ubóstwiam zimę.

Śnieg i mróz, malowane cuda na szybach, skostniałe krople wody w powietrzu i twory potwory, których istnienia nikt nie podejrzewa?

Dla mnie zima jest najcudowniejsza. No i choinka… wiecie jak to jest… Ta chwila, moment, a potem ciągła smuga żywicznego aromatu 🙂

Mój przepis na choinkę?

Viola:

„Bierzesz choinkę, koniecznie w doniczce, zgodnie z rozmiarem dostępnego areału ziemskiego na „poświętach” i ją głaszczesz. Jak kłuje, znaczy dobra 🙂 Rozmawiając z drzewkiem wieszasz na nim bombki, duże na dole, małe na górze, tudzież wbrew… wszelkim normom, potem uświadamiajac sobie, że zapomniałaś o światełkach zdejmujesz wszystko i nakładasz lamki…
Po kolejnych przebierankach dorzucasz garść łańcuchów i kilka cukierków, albo papierków udających cukierki, które zeżarłaś w napadzie wilczego głodu…
W końcu, gdy wszelkie anielskie włosy są zaczesane, właczasz – i jeśli nie wywaliłaś korków masz choinkę, która na wiosnę stanie się Twoim drzewkiem w ogródku 🙂 Alleluja :)” – czyli konkurs Gandalfa!

A pod choinką plany na najbliższe godziny, czytelnicze oczywiście 🙂

Chociaż tak bardzo nęci mnie tarzanie się w śniegowym puchu, więc… no nie wiem 🙂

Czy literatura pokona miłość do zimy? Hmmm…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pani Eustaszyna full wypas…

Cały bajer w pisaniu recenzji jest taki, że czasem dostaje się opowieść, która nie jest jeszcze do końca książką. Nie ma okładki, nie wiadomo jakie otrzyma szaty graficzne… ale słowa, ta najważniejsza treść, owo wnętrze – dusza, już jest.

I w ten sposób właśnie poznałam Panią Eustaszynę. Postać autorstwa Marii Ulatowskiej, choć tak do końca wcale nie jestem pewna, że coś z tej historii jest pełną fikcją?

„Przypadki pani Eustaszyny” będziecie mogli nabyć w przyszłym roku i od razu powiem wam, że warto. I nie chodzi tutaj tylko o dobrze napisaną historię, taką od serca, bez udziwnień i wydumanych scenariuszy. Chodzi o cudowne starsze Panie, owe damy, które życia się nie boją. Bo taką „Supermenką” swego wieku jest właśnie bohaterka książki, oraz jej przyjaciółka w literackich zmaganiach, pani Oleńka.

Wydawałoby się, że ten wiek, który czyni kobiety tak niewidzialnymi, im jakoś w ogóle nie przeszkadza by żyć, wtrącać się w losy innych, naprawiać pogmatwane drogi młodych i – bez wrednych pouczeń, ale od serca oraz sposobem – pomagać trwać. Bo przed nimi nie ma spraw, których nie mogłyby wziąć na swoje barki. Może i niezbyt mocarne, wprost przecienie, na pierwszy rzut oka dość słabowite, ale na owe silne dusze i bogate osobowości. Nasze damy wyróżnia nie tylko spryt i odwaga, ale przede wszystkim wyczucie i delikatność w pewnych spraach. Owo cudowne wychowanie, nadało im szlif najwyższej urody, a kobiecość, wciąż aktywna, dopomaga zrozumieć tzw. młodych. I zwyczajnie wtrącić się gdy trzeba, ale też przymknąć oczy, gdy spraw tego wymaga…

Pani Eustaszyna i Oleńka, to tandem, przed którym zwyczajnie klękajcie narody! Ale też nie można nie zauważyc jezyka, oraz kultury słowa, jaką posługuje się autorka, Maria Ulatowska.

Książka jest po prostu dobrze napisana. Z jednej strony oszczędna, z drugiej specyficnzie elegancka. Autorka nie stroni od pewnych uszczypliwości, ale też nie pozwala bohaterkom wymknąć się spod kontroli pióra. Choć może czasem? 🙂

Jednak przede wszystkim „Przypadki pani Eustaszyny” to cudowna pochwała życia!!! I to jest najważniejsze!!!

Wiecie, niezależnie od tego czy ktoś woli czekoladę czy… pocą mu się stopy, przeczytajcie 🙂 To nie ja, to tekst pani Eustaszyny, czyli cioci Wini, takiej którą każdy by chciał mieć. Co dowcipne, niekonieczne są do tego więzy krwi!!!

Adoptujmy sobie ulubioną sąsiadkę na CIOCIE!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Czytanie pod śniegiem…

Zima sprzyja długim i ciężkim literackim wyzwaniom. Niektórzy splątani niemocą podróżowania, może bardziej niż inni, zwyczajnie postanawiaja sprostać książkom, które jakoś nie pasowały do cieplejszych dni… inni czytają co tam mają. Dla nich pora nie ma przecież znaczenia. Czytanie to uzależnienie, część życia, ważna, nie do wyplewienia z ogródka tożsamości.

Za to ja skończyłam właśnie „Jak to robią twardzielki…” Marioli Zaczyńskiej

oraz „Cukiernia Pod Amorem tom 2 – Cieślakowie” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk.

Może to nie ciężka i wymagająca lektura, ale potrzebowałam czegoś optymistycznego i to nie ze względu na śnieżycę za oknem. Czegoś napisanego z biglem, z zaraźliwym polotem, oraz z tą cudowną radością samego autora, po której wiadomo, iż nosił w sobie historię od dawna i bardzo chciał ją przekazać.

Bo takie są te książki.

Choć rożne, mają w sobie tą przekonującą radość pisania!

A pod choinką czekają:

„Zakręty losu” Agnieszka Lingas-Łoniewska – pierwsza część historii braci Borowskich, oraz:

„Pragnienie” Carrie Jones, za które dziękuję amazonka.pl – kolejnej firmie, która miło mnie zaskoczyła nie tylko szybką dostawą wygranej książki, ale i przesympatycznym listem 🙂 To druga po Magazyn Kocie Sprawy firma naprawdę, zwyczajnie, MIŁA!!!

Podobnie jak Mikołaj, który podrzucił listonoszowi też tego futrzaka – sznurek z kartkami powoli się zapełnia.

Oj wiecie jak to jest…

… najpierw ta niepewność… przyniesie coś czy nie przyniesie?

Jak długo można czekać?

Czemu wciąż siedzi w swoim pocztowym aucie?

Rusza się czy nie?

Może tylko zwyczajnie robi mnie w balona?

Oj na pewno wie, że filuję przez okno!

Dobra WYSZEDŁ!!! Idzie do skrzynek? Ale czy tylko?

Zaraz on coś trzyma, coś co nie zmieści się do skrzynki… Czy to gazety?

bleeeeeeeeeee… NIE!!!

Ma gruą kopertę i to nie jedną… ale miały przyjść skarpetki 🙁 yyy… ta niepewność!

kurcze, siku mi się chce, no to to zawsze w nieodpowiednim momencie!!!

Dobra!!!

Walenie w drzwi!

Czyli jednak na pewno do nas, no chyba, że mamy przechować coś dla sąsiadki, ale nie… na pewno do nas. A czemu wali? Bo oni tutaj tak pukają, każdy listonosz przechodzi prawdopodobnie wielką próbę pięści. No i na pewno uczą ich rytmiczności oraz wymieniają co roku kłykcie 🙂

Nie wiem dlaczego, ale tak to już jest, walą w drzwi i potm cudownie się uśmiechają 🙂 Aż czuję jak mi się napinają mięśnie, coś trzaska w żuchwie, ale nic to…

Jest coś dla mnie!!! o siku już zapomniałam!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 3 komentarze

Zima zima zima…

Oj nie ma to jak zima!!! Nic na to nie poradzę, że śnieg i mróz mnie rozczulają!!!

Szczególnie na Bornholmie, gdzie podobno miało śniegu być tyle, co na lekarstwo! Tak nam mówiono jeszcze w zeszłym roku. I choć temperatura rzadko spada poniżej 10 stopni, to jednakowoż… moja teoria o panowaniu Królowej Śniegu i jej sommerhusie gdzieś w pobliżu, sprawdza się!

Ech! Właśnie trwa piąta czy szósta śnieżna burza w tym roku… Od stycznia mieszkańcy Wyspy nie wierzą już, że żyją w miejscu, w którym dojrzewają figi i winorośla. Aczkolwiek wciąż są zdziwieni gdy pada, wieje, zasypuje, panuje biel i senność.

Gdy wszystko zasypia.

Gdy w końcu przestaje wiać, a świeży śnieg odbiera grzech.

Oblepione gałęzie zdaja się zasypiać pod chłodnym ciężarem.

Brzydota znika.

Gdy wszystko zmienia się w skrajną miękkość, fascynującą czarowność…

Gdy wszystko zwyczajnie jest piękne tak, że aż boli a ostre światło wydobywa z bieli kolory jakich nie potrafimy nazwać…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Co po Psalmodii…

Może i nie istnieję, może to wszystko szaleństwo i bzdura? Ale fakt jest taki, że właśnie skończyłam czytać intrygującą książkę pt: „Psalmodia”.

Trudno po takiej lekturze tak po prostu, bez rozmyślań, bez refleksji rzucić się na kolejną książkę. Bo w powieści Michała Krzywickiego coś jest… coś, czemu nie można się oprzeć. Coś co nie daje zwyczajnie przejść do tzw. porządku dziennego-własnego.

A tutaj czekają przecież na mnie: słodka, aczkolwiek obdarzona wyłącznie ujemnymi kaloriami „Cukiernia Pod Amorem” tom 2!!! Pamiętajcie o trwającym na tej stronie kapitalnym konkursie…

oraz intrygującą i naznaczona mrocznym akcentem powieść Ani Klejzerowicz „Sąd ostateczny”:

Za tę książkę serdecznie dziękuję Magazynowi Kocie Sprawy… w szczególności za formę w jakiej dotarła do mnie nagroda. Nie zwyczajnie wrzucona do koperty, dziwnie anonimowa, ale z pięknym listem i autografem Autorki. Bardzo dziękuję!!!

Stefanowi się spodobała od razu 🙂

Jakoś tak się zainteresował i nie chciał oddać autografu a samą książkę wywąchał!

No i kochana Kanapa znowu mnie nie zawiodła!!! Jedyne konkursy, dla których warto się postarać!!! Tym razem czekam na: „Świadectwo Judasza” Rainera M. Schrodera.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 4 komentarze

Kobaltowa Wrona…

Podobno nie istnieję?

W jakiś dziwny sposób ktoś podważył moje prawo do bycia sobą… więc dlaczego wciąż czuję w głowie tłoczące mi się historie? Ich bohaterowie na wszelkie sposoby starają się zwrócić na siebie uwagę. Przepychają się, wyczyniają cuda, podsuwają najsmaczniejsze kąski swoich dłuższych czy krótszych zywotów. Są barwne, lub wprost przeciwnie, przykuwaja mnie ciszą i dziwnym odtrąceniem… Sięgam po długopis, kartkę i błękitną butelkę. Wokół mnie rozpychają się książki, a dwa zaczęte obrazy obrażone zdają sie nie zwracać uwagi… ale wiem, że patrzą.

Słuchają…

Czuję je…

W niebieskiej butelce będzie wystarczająca ilość miejsca, by ponieść wieści do tych, do których zwykła poczta nie dociera… do skrytych w ciemnościach, złaknionych światła, tak zapomnianych, a tak pragnących pamięci…

Na zewnątrz nierzeczywistego tu i teraz… śnieg, zawieja i huk fal. W takie wieczory Diobły i Utopce wychodzą z otmętów powietrza i wody. Wiedzą, że są bezpieczne. Tylko w takie chwile, z pogranicza dnia i nocy mogą zastukać do Sklepiku z Niepotrzebnymi, gdzie właśnie Pan Tealight robi przegląd zapomnianych, zasuszonych niczym mumie, lub tylko zwiędniętych, tych tak zadziwiająco kurczowo trzymających się życia, zieloności igieł i obiecanej im świetności… ściętych choinek.

Tych niechcianych, ściętych na próżno, tak dziwnie, okrutnie nadprogramowych. Jakby obleczonych w marzenia i nadzieje panien na wydaniu, którym obiecano ukochanych…

Pan Tealight kocha niechciane choinki. Podobno z jedną połączył go pewnego czasu gorący romans, ale kto tam teraz będzie o tym pamięta?

Kto się odważy przypomnieć tę historię?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz