Czas odmian…

Wody Wyspy zabierają życiodajną ziemię i oddają ją morzu. Ono w podzięce zmienia kolor i staje się jednością ze wszystkimi żywiołami…

Tak dzieje się co roku. Ale…

Wiatr, który zmienia to co niezmienne, przekształcając co niemożliwe, przynosi tym razem inną siłę.

Nową.


Wtłacza to, co nieznane.

Wydawałoby się, iż wszystko jest jak co roku, a jednak inaczej… wcześniej.

Powinnam się bać?

Ale nie odczuwam strachu… i choć towarzyszy mi on zawsze, tym razem dziwnie we mnie to uczucie zasypia. Ów demon zdaje się po raz pierwszy bezpiecznie odcięty ode mnie, zamknięty we mnie, ale jednak w szczelnej przestrzeni…

Sferze, której mogę już nie naruszać…

Jakby wcześniejsza zima właśnie nim zawładnęła w pierwszej kolejności. Ale też… powoli, specyficznie, delikatnie, ale jednak dość stanowczo… zaczęła mnie zmieniać.

Czy chcę TAKICH zmian?

Czy my TRZY chcemy być osobno?

Zatoczyć koło?

NIE?!!!

Nie myśleć, czytać… pisać… pracować… nie zgubić SIEBIE…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz