Kolczyk…

Mam magię wokół siebie.

Wszystko ma duszę i rozmawiam z tym co inni określają jako: przedmioty, tudzież martwa natura.

Dlatego wiem, że gdy nagle znika jeden z moich kolczyków, coś się wydarzy. Coś wielkiego, zmiana… i chyba się boję. Ostatnio była przeprowadzka. Z jednej strony coś dobrego, bo musieliśmy gdzieś mieszkać, z drugiej spotkanie z jednym z najagresywniejszych duchów: zwaliła mnie ze schodów i próbowała utopić.

Tak więc moje życie w szklanej kuli może się znowu zmienić…

Ale to też najważniejszy, dla mnie najbardziej magiczny okres… i ta pełnia!!! Może tym razem nie będzie źle? Może spełnią się jakieś nasze marzenia? Ale tak w ogóle, to do grzyba gdzie się podział ten kolczyk? Noszę takie specyficzne, długie łańcuszki, które z jednej strony mają taką pałeczkę a z drugiej gwiazdkę albo coś innego… no dyndasy, które można przewlec przez dwie dziurki… więc nie mógł zniknąć łatwo, jakoś tak zwyczajnie. No za wielka to sprawa.

Magia jest we wszystkim… szczególnie teraz…

A tzw. święta? Dla mnie od ponad dwóch tygodni. Nic na to nie poradzę, że ważniejszy jest dla mnie ten okres przed niż po… a Sylwestra nie trawię!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Piekło…

Widziałam kiedyś dom bez książek.

I teraz wiem, jak wygląda piekło.

Piekło… to przymus nabywania biżuterii, butów i innych dziwnych rzeczy, oraz książki, które są na wyciągnięcie ręki, ale gdy się przysuwam, czuję opór.

Co to? Szyba? Pole siłowe?

Ten upajający zapach wdziera się w nozdrza, ale ktoś mnie powstrzymuje; szelest kuszący drażni bębenki… ale nie pozwalają mi dotknąć.

NIE POZWALAJĄ CZYTAĆ!!!

Nie mogę o tym myśleć, denerwuję się. Bardzo mna trzęsie, choć przecież… no od pewnego czasu z książkami, z tym cudownym murem, który oddziela mnie od reszty świata, jest lepiej. Dziury zalepione, nowe cegły dodane. Bo 2010 kończy się lepiej niż 2009. Paranoicznie chwytam się każdego konkursu by uzupełnić poziom narkotyku. Oj tak, ksiązki są moim narkotykiem, uzależnieniem, obsesją…

Nie myśleć…

Święta już tak bliskoooo!!! 🙂 I może jednak książki dojdą przed Nowym Rokiem, nie mogę uwierzyć, że to już 2011? A walić tam upływ czasu. I tak będzie płynął, nie powtrzymam skurkowańca 🙁

A to niewiniątko, znaczy się Stefan, walnął dziś pawia 😉 buahahahahaaaa… yyy… no cóż, widać jakiś pajączek Wielkiemu Łapaczowi zaszkodził?

PS. Recenzja „Magia kości”. A w ogóle, to postanowiłam porozkoszować się talentem pisarskim Anny Brzezińskiej i powoli czytać „Wiedźmę z Wilżyńskiej Doliny”… nie jestem dobra w mało łapczywym czytaniu, ale się postaram 😉 Jakoś tak lubię ten jej język smakować, obracać w te i wew te na języku, wysysać wszelkie soki i czerpać z niej  inspiracje!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Spis, rocznica i baja baja…

Spis książkowej ludność zawisł mi w powietrzu i przestrzeni niepewności, z powodu dwóch, równorzędnych w swej wadze, powodów.

Uno, czyli pierwsze pierwsze to malutki, czarny pajączek.

Uno pierwsze drugie, no brak mi miejsca na podłodze, co by tomiszcza na chwilkę rozłożyć.


Tak, nie posiadam półek. Można po prostu podsumować, określić to książkowym chaosem – oto moje życie. No i niedawno się przeprowadzałam i… wszystko wydaję na książki, na półki już mnie nie stać.

I z niektórymi tomami kocham sypiać 😉 przez cały rok!

Co do pajączka, podejrzewałam, że tam mieszka. Ale… dobra, jestem kobietą i reaguję normalnie oraz ultrasonicznie na ich widok, aczkolwiek ten pajączek… no on czyta!!! Serio, na dodatek wybiera wyłącznie dobre książki! To jakoś zwyczajnie nie mogę go zabić. No nie mogę…

Wy byście mogli zatłuc pajączka intelektualistę, wielbiciela smacznej literatury?

A brak podłogi… cóż, rozpatruję pomysł odcięcia, jednakowoż naszej jedynej, drogi, po której się poruszamy… czy nauczymy się latać?

Raczej dziś nie poinformuję mojej pluszowej rodziny i tej jednej mięsnej sztuki, o zmianie sposobu komunikacji między pokojem a kuchnią i toaletą… kurcze, zapomniałam o toalecie…

No ale nie mogę utknąć na pozycji 1154!!!

Książki mnie wołają!!!

Wzywają ciągle i ciągle, nieustając w tkaniu swej własnej pieśni.

Czy jestem opętana?

Na pewno 😉

Ale dziś rocznica… ważna rocznica 😉

W obrazkach najpierw było tak:

W znaczeniu ona i on…

I od 14 lat… znowu ta czternastka? CO to ma być?

Bynajmniej together 😉

Może dlatego mam takiego doła? No i dostałam dotąd tylko 3 kartki świąteczne… smutno mi…

Mój świąteczny nastrój na szczęście nadal jest obecny. Od wielu lat tak nie było… naprawdę od wielu lat.

PS. Ciągle śni mi się LUIZA T. oraz IZA W. Nie wiem dlaczego?

Recenzje: „Pragnienie„, „Sąd ostateczny”, „Psalmodia” i „Zakręty losu”!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Niepokój w szklanej kuli…

Ktoś potrząsnął moją szklaną kulą. Płatki śniegu nie tylko rosypały się, zatańczyły, ale wprost wprawione zostały w ciągły, nieustający ruch… Wyspa została zamknięta. Odcięta od świata.

Czyli tak jak lubię. Chociaż gdy bladym świtem załomotała w drzwi sąsiadka, prosząc o szybką wycieczkę do tzw. miasta, nie do końca jej wierzyłam, że za kilka godzin świat zmieni się w biel.

Biel ciągłą, jednoznaczną, ale nie jednostajną… jakby morze pragnęło zassać w siebie cały, zgromadzony na Wyspie śnieg.

Moja Wyspa to Stara Bogini, która sama wybiera sobie wyznawców. Poddanych naturze, zgadzających się na totalną ochronę. Oraz odebranie pewnej wolności… uwielbiam to! Zniewolenie, które oferuje bezpieczeństwo. Wtedy można TYLKO czytać 🙂 i cieszyć się, że prezent od Izy dotarł tak szybko… i, że wciąż jest na co czekać!

Tak więc wracam do mojej „Wiedźmy z Wilżyńskiej Doliny” owego inteligentnego humoru, magii i „girls power”! A co, Babunia potrafi i, w kolejnym tomie przygód tej znawczyni sztachet, naprawdę silnie można się o tym przekonać. Może to ona spowodowała zamęt w mojej śnieżnej kuli?

A może to Stefan? Ten kot naprawdę wiele potrafi… jakoś mnie to przeraża. Dzisiaj znowu się pojawił i błagał tak długo, że nie zważając na plamy, które ze sobą przynosi, pryszcze oraz trudności w oddychaniu… no wpuściłam go.

Miękka jestem 😉 i naprawdę wierzę, że on przynosi nam szczęście, poza pchłami, parchami i specyficznym aromatem swej włochatwej cielesności…

Wiem jedno, magia powstała z chwilowego zamieszania. Powstała i powinnam z niej skorzystać.

Jeżeli Wyspa pozwoli… w końcu to uświęcony czas.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Kristmas spirit…

Dobra… jak wszyscy wiedzą idą święta 🙂 W znaczeniu, że idą jak co roku, ale wiecie, raz człowiek ma spiryt w większej ilości procentów, raz mniejeszej. Poprzednie dwa lata były koszmarne… ale w tym roku ów „kristmas spirit” czuję tak od połowy listopada… tej drugiej połowy.

Właśnie rozpustniczo postanowiłam położyć się do łóżka z dwoma Damami… ale nie wiem od której zacząć.

I ta korci i ta nęci…

Żeby się wpakować w taki trójkącik? No wiem, towarzystwo zacne i, że tak dodam, wypróbowane, aczkolwiek trochę ropustnie się czuję. Tym bardziej że czas, jak co roku, na moją podstawową dawkę humoru świątecznego, czyli mojego ukochanego, najlepszego ANIOŁA!!!

To, że NAJGŁUPSZEGO… oj nobody’s perfect, co nie? 🙂

Rajcuje mnie pewna wygrana, a nawet dwie 🙂 Co do „Moherfuckera” nie wiem kiedy dojdzie, ale książka z Gandalfa ma wyjść jutro 🙂

„Uhm… coraz bliżej świąt, nie ma co, trzeba się zebrać w sobie i zejść z łóżka. No cóż, chyba znowu przytyłem? Ale zachowuję idealny kształt bombki 🙂 No dobra, co my tu mamy, grzeczne, niegrzeczne… A tam, zaszalejmy, wszyscy dostaną po prezencie!!! Teraz śniadanie, gimnastykę sobie odpuszczę… nawigacja? Chyba Rudolf to za mnie z…ałatwi, w końcu po to się szkolił i otrzymał czerwony nos! To zobowiązuje. No dobra, bułeczki z rodzynkami, czekolada… Mmmm… śniadanie jest ważne

(odgłosy mlaskania i siorbania, następnie wydmuchanie nosa i… cóż, pewien bąk)

Pójdę pogadać z Elfami. Coś mi naprawdę kombinują… Ech, chociaż tak miło tutaj i ciepło…

– Mikołaju!!! Mikołaju!!! –

– Co się dzieje!!!??? –

– Gwiazdka!!! –

Ale zaraz? To już minął rok? Przecież dopiero wstawałem…” aż sama się uśmiałam, bo najpierw wydawało mi się, że to nie ja pisałam 🙂 Podobno wygrałam powieść „Przybywa jeździec”, intrygujące, bardzo, oczywiście podziękowania dla Księgarni Internetowej Gandalf!!!

A co do moherka…

… oto zwycięska fotka 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Czternastka… śnieżne kule i numerologia…

Od pewnego czasu „14” w jakiejkolwiek postaci, łączy się u mnie z pechem. Nie wiem czym to jest powodowane, ale spójrzmy na dzień wczorajszy… no problem na problemie problemem poganiał…

Pech, wariactwo, nerwy… jedyne dobre to to, że skończyłam recenzję książki Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, czyli „Zakręty losu”. Jakoś ostatnio muszę dokładniej przetrawic każde przeczytane słowo, każdą przygodę, sytuację, osobowość. I choć w nocy skończyłam „Każda magia jest dobra” Kim Harrison i zabrałam się za „Lodowaty grób” Charlaine Harris, tak by pozostać pośród tego co ździebko paranormalne… to jednak wciąż pamiętam, że w tym roku mam jeszcze kilka recenzji do napisania.

Ale muszę najpierw wydrzeć ból z duszy…

Tylko jak to zrobić?


Jak usunąć coś, co jest jednak częścią mnie samej? Jak pozbawić się fragmentu osobowości? Lęku i przerażenia, które jednocześnie pozwalają mi tworzyć…

Nie mogę…

Czasem wiem, że mój świat to jedna z tych śnieżnych kul. Ciągle dotykanych, potrząsanych… tylko czasm, może zbyt rzadko pozwalacie by śnieg otulił mnie do końca, na dłużej… by nie tańczył wokół, ale ofiarował bliskość i ciepło. Tylko i wyłącznie to.

Spokój i bezpieczeństwo szklanej otoczki.

Dziwny świat, który tak naprawdę nie pragnie zmian. Tylko zwyczajnie nie chce mieć przeszłości. Niszczy historię. Niepotrzebną, bolesną… koszmarną nić wydarzeń, które jednak stworzyły DZIŚ.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Słowa, słowa, słowa…

Mam dziwne wrażenie, iż będący ostatnio na ciągłym wydechu Bardzo Wielki Olbrzym z Christianso… nie tylko ponownie wzbudza wiatr, porusza falami tudzież dziwnie delikatnie, ostrożnie, bawi się dzwonkami wiszącymi na drzewie… ale też, a może przede wszystkim, wyrzuca w przestrzeń słowa…

Słowa swojej pieśni, tak dziwnej, skomplikowanej, a jednak czytelnej dla wszystkich. Pieśni o sobie, bólu dudniącym w przepastnych płucach oraz samotności, jaką może doświadczyć tylko ten, który tak naprawdę nigdy nie umiał dzielić się sobą z innymi.

Znam tę samotność zbyt dobrze.

Umiem ją opisać. Może dlatego rozumiem jego własną pieśń? A jednak… za każdym razem Olbrzym zmienia coś w swoim wołaniu.

Od czego więc zależy PIEŚŃ?

Może od słów, które tak ciągle, bez przerwy kłębią się w naszych głowach. Bo to jedno mamy wspólne. Niespokojne myśli i sny… wołanie, którego i tak wiemy, że nikt nie będzie w stanie odczytać.

Oraz PIEŚŃ… obydwoje tkamy jej strofy, jakbysmy wiedzieli, iż tak naprawdę nie mamy zbyt wiele czasu. Jednak, jeżeli nawet nie oczekujemy, że ktoś jej wysłucha, po co w takim razie istnieje PIEŚŃ?

Nie chcę się nad tym zastanawiać. Łapię słowa i spisuję je, by jak najszybciej zakorkować PIEŚŃ w niebieskiej butelce… niech choć na chwilę umilkną.

Pozwolą nam odpocząć.

Mi i Olbrzymowi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Spis książkowej ludności…

W ramach tzw. porządków noworocznych, a dokładniej z gwałtownej potrzeby zrozumienia co człowiek nagromadził przez lata życia… rozpoczęłam spis książkowej ludności.

Po prostu musiałam.

W dziwny sposób książki zdominowały moje życie i jest mi z tym dobrze, ale typowa ludzka skleroza sprawia, że złapałam się, już kilkakrotnie, na próbie kupna książki, którą od jakiegoś czasu zwyczajnie… posiadam. Nie żebym nie miała kilku tomów szczególnie ulubionych pozycji. Jak najbardziej zanotowałam już takie przypadki. Tutaj jakieś wydanie autorskie, tutaj egzemplarz tzw. recenzencki, a tam znowu kolejne, wzbogacone wydanie, któremu nie mogłam się oprzeć. W końcu ukochany autor, ulubiona książka, coś co chcę mieć na twardo i miękko…

Ale jednakowoż pojemność domu nie jest nieskończona niczym przestrzenie Biblioteki Niewidocznego Uniwersytetu… zresztą, nawet oni mają UuuuK Katalog 🙂 Muszę i ja. Tym bardziej, iż na pytanie: czy czytałaś…??? często odpowiadam – …nie wiem. Z katalogiem, spisem, powinno być łatwiej.

Na razie jesteśmy na pozycji 1124 i wiele przede mną…

Nie posiadam typowej biblioteczki. Książki wypełniają moje życie i przestrzenie oddychania tak szczelnie, że czasem jak inni rzęsę, ja strzepuję z policzka zabłąkaną literę. Przyklejone do ciała strony nie są niczym nadzwyczajnym… a moje własne historie często gubią się pomiedzy tomami stworzonymi pzez inne wyobraźnie. I tak jest dobrze. Skrajna symbioza i akceptacja. Czerpanie z wzajemnego przebywania… Jakoś tak podświadomie wydaje mi się, że tak jak wiele otrzymuję od książek, tyle one dostają ode mnie.

Pożarta Przez Książki… przecież w jakimś sensie, może i na własne życzenie?

Ja nie czytam.

Nie kolekcjonuję tomów.

To… moja rodzina.

Specyficzna, pewnie dla wielu i żałosna, ale dla mnie jedyna, która nie zdradziła. Jedyna, której odwiedzin nie muszę się bać i która zawsze wysłucha i wytrzyma potok moich łez. Wpasowana w moje dojrzewanie, dni dobre i złe, w każde wydarzenie.

Moja matka i ojciec…

Każdy z tych tomów wiąże się z jakimś dniem, dniami, podróżą, przygodą, śmiechem czy koszmarem… Wiele z nich nosi w sobie, zaklęte w płatkach kwiatów i szeleszczących papierkach, wspomnienia…

Moje.

Nasze…

Zanotowany telefon do tego, kto mienił się przyjacielem, dedykację, albo moje słowa, które potem przekształciły się w opowieść. Bilety zapomnianych środków komunikacji, specyficzne zakładki przeszłosci.

Książki są katalogiem mojego życia.

Moim wyznaniem, bóstwem.

Chyba podoba im się na Wyspie…

Jednak przeglądając kolejne tomy, odnajdujac te trochę zapomniane opowieści i zatarte w pamięci dni… nie zawsze jestem w stanie sie uśmiechać. Ale to nie ich wina…

Książki wchłonęły tak wiele mojego życia i emocji, iż rozumiem dlaczego Indianie palą je po śmierci właściciela…

Książki stają się częścią człowieka.

Książki… wtapiają się w nasze życie, często tak niezauważalnie, jak owe tajemnicze pomocne duchy, które nie pragną wdzięczności… po prostu… są.

PS. Z zapowiedzi na 2011… Kolejna, po wcześniej wspominancyh oraz książkach Marii Ulatowskiej intrygująca mnie pozycja, to „Mariola, moje krople” 🙂 Książka Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk, którą trochę już znam. I bardzo się cieszę, iż zostanie wydana!!! Cóż, w moim przypadku nie samą fantasy człowiek żyje!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wielka Rozpustnica Od Książek…

Otóż mam gigantyczny, potężnie nieopisywalny, oraz wybitnie nagły wyrzut – wyrzutów sumienia…

Brzmiał on mniej więcej tak: ffffffuuuuuuuuurttttttttttttttttttttttttttttttttttttttt!!!

No jakoś tak dziwnie wyszło. Może to przez wiatr? Nie wiem, ale po połknięciu „Białej królowej” Philippy Gregory


…zamiast wziąć się za trylogię Millenium, puściłam się w objęcia Olgi Gromyko. Czyli dwóch tomów, pachnących, nieprzewidywalnych i świeżutkich przygód pewnej wiedźmy, lekko znajomej, W.Rednej 🙂

… no i tak jakoś opadła mnie myśl, że jeśli chodzi o książki, to jestem wrednie rozpuszczona i niemożliwa do przewidzenia 😉 Trochę taka dziwka, trochę nie wiem, permanentnie uzależniona… no wiem, jestem Pożarta Przez Książki. Jednakowoż czy owo miano doprawdy zezwala na takie traktowanie książek?!?

Przecież jestem animistką.

One – książki – mają w tym moim pokręconym świecie… tutaj dla mnie, duszę…

No i w związku z tym, z tym cudnym literackim murem, którym odgradzam się od codzienności, tak czuję się bardzo winna, iż nie wybrałam innych do obecnej konsumpcji, choć bawię się cholernie świetnie 😉 Bo Olga Gromyko tworzy fascynującą fantasy. Niby są wiedźmy, niby wampiry… aczkolwiek niczego nie można być pewnym 😉

Ech!!! uzależnienie od książek to ciężkie schorzenie 🙂 ale maksymalnie zajebiste, choć przy przeprowadzkach wpływają na stan kręgosłupa 😉

Pamiętacie, że Święta coraz bliżej?

Czy ktoś słyszał o rzeźbiarzu mianem: Saul Yuselew uwielbiam jego misie 🙂 to tak w ramach przerywnika… znaczy dopisać do listy dla Mikołaja (niestety tej mianem „will never happen” 🙁 ech)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Kryształowy szok… i Merlin cd…

Zaczynam nieskromnie podejrzewać, iż Bardzo Wielki Olbrzym, który stoi sobie na Wyspie Christianso jedną nogą, drugą manewruje Niezatapialnym Smokiem, ma Małżonkę (możliwe iż Doprawdy Bardzo Niewielką, choć Krzepką). Nie znam jeszcze imienia owej rzeczonej niewiasty, aczkolwiek posiadam dla niej wiele szacunku. Bo jakoś coś jest nie w humorze.

Skutkiem tego są… jak to u kobiet bywa, porozbijane kryształowe naczynia, świeczniki czy co tam jeszcze. Wszystko to, co dotąd było puszystą chmurką na dachach, zmieniło się w lód, który z hukiem, i za każdym razem sprawiając, że człowiek podskakuje boleśnie łącząc się z Małżonką w bólu palpitacjami serca, spada zgodnie z nakazem praw grawitacji. W dół się znaczy. Głośno, rozbijając się na drobniuteńkie kawałeczki…

To rzeczywiście musi być kryształ wysokiego szlifu i rzezania.

Ciekawe cóż takiego nabroił Olbrzym, że Małżonka robi demolkę w ich najpiękniejszych elementach wystroju wnętrz? Nie wiem. Ale rozumiem ją… i doceniam, iż dotąd żaden kawał byłej świetności ich wielkich mistrzów kryształowego rzezania, nie spadł mi na głowę!!!

Sama z chęcią wczoraj urządziłabym niezłą demolkę, ale tak naprawdę nie było się na kogo wkurzać. Przecież nie nakrzyczę na tych biednych CHŁOPCÓW DO BICIA, czyli pracowników Biura Obsługi Klienta w Merlin.pl. Cóż oni zawinili poza pracą w naprawdę ciężkich warunkach, jako tarcza sklepu? Jakoś wydaje mi się niesprawiedliwe wylewać swoje frustracje na nich… no i niezbyt umiem tak się unosić…

Ale do rzeczy. Moje problemy z książką „Upadli”… chyba są na drodze niwelującej?

Co mnie zaskoczyło?

Po zgłoszeniu reklamacji oczywiście nie otrzymałam odpowiedzi mejlowej, wczoraj – dziś coś chyba przyszło?, aczkolwiek wylewając soczyście żale na facebooku… otrzymałam ją natychmiastowo – z miłym nakazem: „Złóż osobne zamówienie, jeśli chcesz ją otrzymać. Wyślij nam jego numer, a my już zajmiemy się resztą :)”.

Aż mi głupio, no czyż mogłam w nich zwątpić?

I paczka podobno przyszykowywana jest do wysłania.

ZA DARMO!!!

Uwierzę jak dostanę 🙂

Na razie cieszę się głośno i wyraźnie z pięknej kartki od serwisu nakanapie.pl 🙂 i wygranej u nich książki.

Kartka urzekająca na zewnątrz i wewnątrz. Czysta elegancja, minimalizm kroju i ozdób, a jaka siła przekazu!!!

Za to książka?

Jeszcze nie wiem jaka będzie, gdyż obecnie przebywam w Anglii.

Czas – Wojna Róż 🙂 czyli „Biała królowa” by Philippa Gregory. Wspaniała lektura, jak zwykle autorka udowadnia, iż jest nie tylko naukowcem, ale przede wszystkim szczególnym pasjonatem epoki Tudorów. I zwyczajnie, jakoś tak naturalnie, potrafi ubrać to co nazywamy faktami w lekką otoczkę fikcji. Zmieszać owe składniki tak umiejętnie, iż nie można zwyczajnie się jej oprzeć; pojawia się uzależnienie od pisarza.

Philippa Gregory to autorka, która w każdej swojej książce daje czytelnikowi z jednej strony świetną opowieść historyczną, ale też jakoś tak naturalnie, udaje jej się pokazać przeszłość, wprost uchylić drzwi do tego, co w tak wielu umysłach zatarte!!!

Uwielbiam wszystkie książki tej autorki, dlatego plany wydawnicze Książnicy bardzo mi się podobają.

W 2011 ma się ukazać „Czerwona królowa” tej autorki.

Gdy spoglądam na plany wydawnicze moich ulubieńców, jak MAG czy Fabryka Słów, wiem, że szykuje się naprawdę intrygujący i smakowity rok wydawniczy. Oby tylko jeszcze te książki, jak „Potomek Kusziela” czy nowy Pilipiuk… do mnie dotarły szybko, cudem i w całości 🙂

Cudu mi trzeba!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze