Dogonił mnie króliczek…

No patrzcie, jak go goniłam to nic… no tu zaglądałam i tam, pod krzaczek i w każdą dziurkę… a jak straciłam nadzieję on sam przybiegł 🙂 Zaskakując mnie, nawet marchewki nie miałam, kurcze trawka na zewnątrz śniegiem przykryta… a ostatni mleczyk wiadomo w odwodzie!

I to w jakim stylu 😉

Wiecie czasem człowiek zwyczajnie nie wie, nawet nie przeczuwa, a dyć nie zgadnie…

co też go z rana dopadnie 🙂

Bynajmniej. „Gonić króliczka” autorstwa Marioli Zaczyńskiej od Twardzielek poczytam sobie ze smakiem 🙂

A co! Stopień twardości sobie na pewno podwyższe, w końcu legitymacja do czegoś zobowiązuje. Trzeba się będzie określić 🙂

PS. Podziękowania za modelarskie modelowane pozowanie dla Zuula 🙂

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz