Cały bajer w pisaniu recenzji jest taki, że czasem dostaje się opowieść, która nie jest jeszcze do końca książką. Nie ma okładki, nie wiadomo jakie otrzyma szaty graficzne… ale słowa, ta najważniejsza treść, owo wnętrze – dusza, już jest.
I w ten sposób właśnie poznałam Panią Eustaszynę. Postać autorstwa Marii Ulatowskiej, choć tak do końca wcale nie jestem pewna, że coś z tej historii jest pełną fikcją?
„Przypadki pani Eustaszyny” będziecie mogli nabyć w przyszłym roku i od razu powiem wam, że warto. I nie chodzi tutaj tylko o dobrze napisaną historię, taką od serca, bez udziwnień i wydumanych scenariuszy. Chodzi o cudowne starsze Panie, owe damy, które życia się nie boją. Bo taką „Supermenką” swego wieku jest właśnie bohaterka książki, oraz jej przyjaciółka w literackich zmaganiach, pani Oleńka.
Wydawałoby się, że ten wiek, który czyni kobiety tak niewidzialnymi, im jakoś w ogóle nie przeszkadza by żyć, wtrącać się w losy innych, naprawiać pogmatwane drogi młodych i – bez wrednych pouczeń, ale od serca oraz sposobem – pomagać trwać. Bo przed nimi nie ma spraw, których nie mogłyby wziąć na swoje barki. Może i niezbyt mocarne, wprost przecienie, na pierwszy rzut oka dość słabowite, ale na owe silne dusze i bogate osobowości. Nasze damy wyróżnia nie tylko spryt i odwaga, ale przede wszystkim wyczucie i delikatność w pewnych spraach. Owo cudowne wychowanie, nadało im szlif najwyższej urody, a kobiecość, wciąż aktywna, dopomaga zrozumieć tzw. młodych. I zwyczajnie wtrącić się gdy trzeba, ale też przymknąć oczy, gdy spraw tego wymaga…
Pani Eustaszyna i Oleńka, to tandem, przed którym zwyczajnie klękajcie narody! Ale też nie można nie zauważyc jezyka, oraz kultury słowa, jaką posługuje się autorka, Maria Ulatowska.
Książka jest po prostu dobrze napisana. Z jednej strony oszczędna, z drugiej specyficnzie elegancka. Autorka nie stroni od pewnych uszczypliwości, ale też nie pozwala bohaterkom wymknąć się spod kontroli pióra. Choć może czasem? 🙂
Jednak przede wszystkim „Przypadki pani Eustaszyny” to cudowna pochwała życia!!! I to jest najważniejsze!!!
Wiecie, niezależnie od tego czy ktoś woli czekoladę czy… pocą mu się stopy, przeczytajcie 🙂 To nie ja, to tekst pani Eustaszyny, czyli cioci Wini, takiej którą każdy by chciał mieć. Co dowcipne, niekonieczne są do tego więzy krwi!!!
Adoptujmy sobie ulubioną sąsiadkę na CIOCIE!!!




