W łóżku z Krwawym…

Namiętność, oddanie i magia.

Czarownice, Czarne Wdowy, Królowe…

Przyznaję, że akurat ja odnajduję się w tym świecie cudownie.

„Niewidzialny pierścień” to opowieść sprzed Trylogii. Historia jakby z otoczenia, zazębiająca się o znanych boahterów, ale też ukazująca inny świat. Ten obok. Trwający, starający się przeżyć w gmatwaninie politycznych knowań Królowych. Walczący ze stereotypami świata. Cudownie poziomujacy to co dobre z tym, co niepewne. Magiczny, nieprzewidywalny, pełen niespodzianek. Ale też delikatny, nawet wzruszająco ckliwy. Specyficzny.

Anne Bishop potrafi zaintrygować. Stworzyć coś co z jednej strony jest opowieścią fantasy, ale też czerpiacą ze znanych nam faktów. Jednak przede wszystkim swietnie oddaje stosunki miedzy kobietą i mężczyzną. Jest w pewien sposób terapia, uczy jak zrozumieć odmiennośc płci. A poza tym ci bohaterowie!!! Są malowniczy, silni, ale też zaskakująco ludzcy. Kocham ją!!!

Tylko co teraz mam czytać?

No co?

Wiem, mam Siergieja Sadowa!!! Dwa tomy. Intryguje mnie szalenie nie dlatego, że już go znam z „Rzecz o zbłąkanej duszy”, ale dlatego, iż zaczął pisać ten cykl, gdy był tak bardzo młody. Jak więc odmienna będzie od innych książka, która dla niego samego jest spełnionym marzeniam, bajką… może przygodami przemykającymi pod powiemkami chłopca, który tak bardzo nudził się na lekcjach?

Ale wiem, że ta historia to będzie chwila… Co czytać potem? No co mam wybrać z tej kupki? Dobra, poza tym, co już przeczytałam 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Musk musk musk…

A było nie czytać w nocy?!!! Co Ty niedostatecznie stara jesteś, coby wiedzieć, że jak się do spania nie zmusisz, no i nie zaśniesz, to potem jesteś cholerne zombie. A czy w Twoim wieku Małpo Stara wypada wyglądać jak zombiak cholerny? Obciach straszny, nawet przeszczep nie pomoże, torba papierowa wskazana!!!

Czy naprawdę nie wiesz co wypada a co nie, a może Cię to nie obchodzi? Nie raczej nie wiesz, co nie? To jakiś uraz genetyczny? Filia czy inne skrzywienie? Braki w budowie na poziomie komókowym, rozchwiane hormony… Ty naprawdę nie wiesz jak być choć trochę dorosłym?

Pewnie nie, ale nie ma to jak zdrowa samokrytyka. Może nie do końca zdrowa, bo mam gorączkę i w goóle czuję się jakby mnie nie było. A jak mnie nie ma, to Was moje szanowne też, więc nie drzeć mi tu po próżnicy się we łbie, bo i tak mnie łupie. W krzyżu też… no serio w deseń starosć jak się patrzy. I wiecie co Wy Gronkownice cholerne! jak ja się starzeje, znaczy starzejemy się My Trzy.

To nie tylko ja czytam…

My czytamy.

Nie ma to jak być schizolem oczytanym 🙂 LOVE!

No dobra, ale ten tom Anne Bishop będziemy smakować. Poczytamy wolniej, bo zwyczajnie nas ten świat rajcuje. Taki cudownie idealnie miejscami dostosowany do kobiet. Taki księżycowe, nie wstydzący się krwi i w magicznym wymierze kobiecości. No i diabelski.

A w końcu mamy uraz do aniołów. Mamy!

Dlatego tak pragniemy Krwawych. Jesteśmy wiedźmą, ale co tam… możemy być i czarownicą. Oj proszę!!! Chcemy kamieni, mocy, mężczyzn i adopcji przez Saetana SaDiablo, Wielkiego Lorda Piekła 🙂 Kochamy go miłością dozgonną, pełną i nad wyraz poddańczo „córczaną”!

Oj może i jesteśmy stare, ale wciąż jeszcze świetnie nam idzie szeleszczenie!!!

I MIMO WSZYSTKO… HASŁO: „ZAMÓWIENIE JEST PRZYGOTOWYWANE DO WYSYŁKI” JEST CUDOWNE, mimo że to tylko 10 książek, no niewiele, ale jednak… Jest na co czekać.

A ci co mi powiedzieli, że wysłali ksiażki i znowu tego nie zrobili, tylko rozbudzili we mnie nadzieję, to są świnie, mają grzyba i cuchnie im z paszczów!!!

Naprawdę jesteście niefajni bardzo 🙁

PS. I na pewno macie niesmaczne muski 🙂 Fuj!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Diablo diablo diablo…

Mówiłam, że mam dość tych aniołków. Zresztą to seryjnie nie pogoda na latanie, tudzież noszenie mniej lub bardziej zwiewnych kiecek. Tog, sukienek i tym podobnych – dobrze choć, że bez falbanek… czy tiurniur. Choć kto tam wie te anioły… Są niepewne jak nieświeże jajko – stuka w srodku coś czy nie? Dowiemy się tylko wtedy gdy je pukniemy, ale smród… moze być zaskakująco koszmarny…

Czy wart?

Oj naprawdę to pogoda na bardzo niegrzeczne książki.

Oj bardzo niegrzeczne, frywolne, albo ciężkie od namiętności historie.

Czyli witaj znowu cudny świecie Anne Bishop!!!

„Czarne kamienie Księga IV. Serce Kaeleer”, to wspaniała kontynuacja trylogii. Opowieści o Królowej największej, pradawnych, wiecznych. O grzesznych namiętnościach i treningach woli. O cudownych czarownicach i złych mężczyznach, tudzież złych wiedźmach i dobrych facetach. A wszystko w specficznych światach, gdzie panować nad człowiekiem można tylko za pomocą fachu, czy pierścienia, a kobiecość jest istotna. Jest światem. Jest panią, rodzicielką i morderczynią. W końcu jest wszystkimi boginiami w jednej i wszelakimi demonami.

Czekałam na kontynuację i… muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Ten tom to nie tyle ciąg dalszy. To cztery opowiadnia, a dokładniej trzy nowele i pewne malownicze, przekonywujące preludium. To takie smaczki, bakalie w ekstatycznym cieście. Taki bonus, pewne wyjaśnienie, dopowiedzenie… rozkosz, ale naprawdę dla dorosłych. I nie chodzi o tzw. sceny, ale dojrzałość stosunków międzyludzkich. Tego, co należy znać, co przychodzi z wiekiem i tylko dzięki upływającym chwilom, zdobywamy wiedzę.

Nie wiem w jaki sposób, ale Anne Bishop mimo nie przeładowywania historii szczegółami potrafi opisać wszystko tak drobiazgowo, że otwierajac książkę wkraczam w świat z pełną świadomścią jego istnienia. Smaków i zapachów. Nie tyle z mapą, co instynktowną wiedzą jak się w nim poruszać.

Cudownie jest.

A obok mnie ciąg dalszy… „Splątane sieci” i „Niewidzialny pierścień”.

Zanurzę się w rozkoszach magii, knowań, kamieni. Uporządkowanego świata, ale pełnego mitów, tajemnic. Choć wszyscy zdają się być w tych krainach świadomi magii, to jednak tak wiele jest dla nich ukryte, a ja mogę spoglądać na nich z punktu właśnie owych ukrytych! I to chyba najbardziej pociąga.

Bycie częścią największej tajemnicy…

Ale nie tylko to przeczytałam…

Jest jeszcze „Od nowiu do pełni” Hanny Fronczak.

I kolejny intrygujący bohater. Bernhard von Rovershagen. Badacz, mistrz, magister. Ten co pragnie dzięki światłu księżyca odwrócić naturę człowieka. Odegnać śmierć. Cudowny świat Pragi i okolic, czasy Rudolfa II Habsburga, wiecznego poszukiwania i pragnienia. Ale też świat odpowiedzialności za własne czyny. Pytania co będzie potem, gdy marzenia mędrca sie spełnią, owo „szkiełko i oko” zadziałają?

Próby zastąpienia Boga w jego prawach, a może tylko zmierzenia się z człowieczeństwem?

Mimo lekkiej zdawałoby się formy, ot kilku opowiadań, etiud z życia mężczyzny dojrzałego… autorce udaje się opowiedzieć i o kruchości życia i o potędze ludzkich pragnień. O owej sile człowieczeństwa zawsze pragnącego zmierzyć się z tym najcięższym, największym, najważniejszym. Doznanieniem poznania pełnego. Pragnieniem owego owocu z drzewa poznania dobrego i złego. Zdusznego między palcami, zerwanego niby ukradkiem, ale jednak by inni byli tego świadomi.

Intrygujacy ten bohater… i dobra książka.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

O aniołach szeptem…

Nadal nie jestem do końca pewna jak to jest z tą anielską bielizną. No i planuję jak to sprawdzić. Najlepiej pewnie organoleptycznie, więc trzeba mi złapać sobie aniołka. Tylko czy na mojej Wyspie mamy takie? Mamy trolle i nisseny, mamy wiedźmy, nawet ich duchy, spalonych czterysta lat temu – właśnie się dowiedziałam!

Ale czy są tutaj jakieś aniołki?

Bo jeżeli chodzi o kościoły to raczej bez nadmiernej nagminności!

No i jeżeli są to na co je łapać? Sieć, przynęta, haczyk, wędka 🙂 Cip cip cip mi tutaj przyleć, jamiołeczku!!! 🙂

Zjem cie! 🙂

Przygoda z Beccą Fitzpatrick… no niezbyt. Jakoś dla mnie za bardzo chaotyczna ta powieść, jakaś taka bez początku i bez dopracowanych bohaterów, ale z drugiej strony okładka świetna! Za „Crescendo” i tak się wezmę, bo jak coś zaczynam to i kończę… Jednakowoż dobrze, że obydwa tomy kupione w promocyjnej promocji, bo bym się chyba ździebko na siebie wkurzyła.

Ale tak dla rozrywki, wiecie no na przełamanie wszelakich stereotypów, może wypróbowany autor?

Siergiej Sadov, ukoił me literackie pragnienia niegdyś dwoma tomami cudnej historii o tytule: „Rzecz o zbłąkanej duszy”. Zauroczył mnie wybitnie i maksymalnie. Jakoś tak mnie sprawnie podszedł, więc gdy tylko pojawiły się nowe jego dzieła, od razu dorwałam i jak na razie… no wącham. Ale w obecnym stanie literackości i pewnych niedomaganiach mej zawsze zbolałej, aczkolwiek przecież, Pożartej Przez Książki Duszy… chyba go nadgryzę. A co. „Rycerz zakonu. Spadkobierca zakonu” korci i nęci, po co się mu opierać, no może nie warto?

Potem wrócę do „Crescendo”…

PS. No zapomniałam. Fajny konkurs mają nakanapie.pl 🙂 Chcecie wiedzieć co napisałam i dlaczego? A to:

„Boję się, tak bardzo się boję…

Zadziwia mnie jak głośne może być bicie serca.

Przerażająco głośne, paraliżujący odgłos.

Moje ręce są mokre, a ciałem targają drzeszcze… chwytam klamkę. Nie chcę teraźniejszości. Otwieram drzwi i wkraczam w świat luster. Odbijam się w nich, wiem to, ale nie chcę patrzeć na siebie. Nie chcę widzieć ich, których oddechy czuję na karku… Chcę być wolna, uciec, oderwać się od ziemi, polecieć. Moje odbicie odchodzi ode mnie, odrywa się od ciała i zapisuje się w lustrach… jestem wolna. Oni niech błądzą pomiędzy odbiciami, ale ja jestem wolna.

Po co mi odbicie?

Nie chcę patrzeć na swój strach, nie chcę czuć… niech czują za mnie. A oni niech pozostaną w labiryncie luster, niech gubią się w poszukiwaniach i domysłach… Niech poznają mój strach i przerazi ich bicie serc, które nagle w sobie odkryją.
Zamykam drzwi.
Czekam na zemstę…”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Aniołem byłem…

A raczej nie byłem aniołem. No żadna z nas nie była, nawet chyba żadna choć po części nie ma w sobie owego anielskiego pierwiastka. Z drugiej strony jest w nas wiele diabelstwa, szataństwa, boructwa czyli zwyczajowego wiedźmostwa. A czymże są owe lucyferstwa, jak nie upadłymi aniołami?

Kurcze… więc znaczy się jestem aniołem?

Nie wiem czy dobrze się z tym czuję, ale może to wyłącznie sprawa ostatniego doboru lektury?

Biorę się za Becca Fitzpatrick.

Tak coby pozostać w temacie… i wyplenić z siebie owa skrzydlatą anielskość; bo w piórkach i szlafroczkach z hymnami no mi nie do twarzy! I nie wyobrażam siebie pląsającej po chmurkach, nucącej GLORIA!!! i takietamtamy. Na pewno będzie mnie podwiewać, więc zapalenie pęcherza murowane. Tylko czy aniołki i cherubiniaczki muszą się tym martwić? Pewnie nie.

Ale czy aniołki noszą gacie?

No i jak czyszczą skrzydełka?

„Zaginiona księga z Salem” Katherine Howe, którą udało mi się wygrać z Niebieskiej studni… warta była napisania owej magicznej formuły. A raczej przyznania się do własnej magii. Choć mam nadzieję, że każda wiedźma dobrze wie, iż czar kształtujemy same, z siebie, czerpiąc z kobiecości.

I czerpiąc z tego, co udało się nam już przeżyć. Z tego co niewiadome i przytłaczające przeszłością…

Bo magia to łatwa i skomplikowana sprawa zarazem.

INTUICYJNA

… poczujcie ją… nie tłamście mocy…
PS. Recenzja „Zaginiona księga z Salem”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 4 komentarze

I świat się biesi…

Pomyśleć, że podobno świat się biesi, na psy schodzi… a w literaturze kurde same anioły, co za czasy nastały.

Dopiero co skończyłam „Szaleństwo aniołów”, gdy przypomniało mi się, że na półce pod stertą czeka na mnie: niecierpliwiąc się i wymachując sztyletem, kreśląc znaki, oraz wykazując mordercze zapęd w keirunku wszelkiej demonomanii… sam: „Mechaniczny anioł”.

To wzięłam go do łóżka.

I jak wzięłam, tak za jednym zamachem, wdechem i zadechem… przeczytałam.

Było miło.

Akcja w pełnym wymiarze, moc zagadek i stary Londyn. Ech, co to były za czasy. Ten honor, owa etykieta… ta magia! I choć to podobnież fikcja, to jak w to nie wierzyć, gdy wszystko ładnie okraszono historycznymi zagwozdkami przeszłości, oraz poezją epoki. Dumną, ckliwą, zamotaną w historiach kochanków.

Pierwszy tom trylogii „Piekielne maszyny” wciąga. Czyta się szybko, właściwie nawet lepiej jeżeli od tego zaczyna się przygodę z pisarstwem Cassandy Clare… Coś w tej prozie nęci, korci. Tajemnice odkrywane zdają się skrywać pod sobą kolejne, któe niekoniecznie dobrze jest poznać. Clare potrafi pisać. Ma dar opowiadania, co prawda jak dla mnie każdy tom jest za krótką przygodą i odczuwam pewien niedosyt, ale też trudno mnie oderwać w trakcie, jakoś się zasysam… A przecież to podobno literatura dla młodzieży. Widać znowu cofam się w rozwoju 🙂

Ale wiecie co, nie żałuję!

Teraz zaś zabieram się za opowieść z Salem. W końcu mam zamiar przeczytać „Zaginioną księgę z Salem” Katherine Howe. Powieść intrygującą nie tylko z punktu widzenia zwykłej mnie – wiedźmy, bo gdzie mi do nich… WIELKICH.

Ale w tej książce wszystko intryguje. Osoba autorki, świetne polskie wydanie, no i ten… zapach.

Może i wiedźma wiedźmie nierówna, ale zawsze warto się dokształcić. Tym bardziej, że Bogini Wyspa przeżywa wielkie namiętności. I raczej lepiej jej teraz nie denerwować. Hmmm… nigdy nie myślałam, że Wyspa może się zakochać. Z drugiej strony to przecież kobieta. Tylko któż jest owym tajemniczym wybrankiem, który przyniósł ze sobą wichury i ciągłe szaleństwa pogody. Co zdolny jest spleść ze sobą sztorm, snieżycę, słoneczna aurę i zieleń wybijających pędów?

Jak wiele namiętności bogów są w stanie znieść ludzie? I co z tego wszystkiego wyniknie? No co?

PS. Recenzje: „Biblioteka cieni” i „Potomek Kusziela”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wspominanie-wiatrostanie…

Mam w głowie co najmniej kilkadziesiąt książek. Tych nienapisanych i ledwo zaczętych, tych co szczycą się szkicami i tych, które są tylko ulotną myślą, często zbyt szybkim, niezauważalnym zapominaniem…

Opowiadania cisną mi się przez uszy, wydając dziwne dźwięki… wchodzą w sny. I wtedy się zaczyna… Ale co się dziwić, jeżeli człowiek i tak zarywa noce coby na przykład się „Potomkiem Kusziela” rozkoszować. A jak niektórzy wiedzą może takowy „potomek” może doprawdy namodzić w życiu czytającego. Te sceny, te zakrętasy polityczne, te opisy… Cud, mjut i te tam kolczaste z robakiem, no maliny 🙂

Ale mnie przez ten wiatr jakoś na wspominanie chyba wzięło… A może to tylko wynik tego, iż Powszechni Spis Książkowej Ludności dobił do numerku 1487?

Nie wiem, bynajmniej wspominam sobie.

No kiedyś to człowieka drukowali nawet. Co prawda na innym człowieku, ale nie narzekamy!!! Zawsze to się było na okładce, od dupy strony, ale było się jednakowoż na tej okładce!!!

A teraz…

A teraz to wiatr hula i buja światem, jakby tak naprawdę chciał popatrzeć tylko jak te małe ludziki z tego dysku w końcu jednak pospadają. Czy nauczą się po drodze latać, czy też nie? A i w jaki sposób dotrą, no i w jakim stanie, do owego innego krańca świata… jeśli takowyż istnieje?

PS. Galaretka oczywiście wiśniowa 😉 Od Luizy 😉 „Potomek Kusziela” tutaj!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Spowiedź Pożartej…

Otóż wyznaję, bez skruchy aczkolwiek z lekko zapotniałymi oczętami i rumieńcem spłoniona, niczem dziwożona, żem uzależniona…

No miałam napisać całkiem coś innego, ale po nocy spędzonej z „Wampirem z M-3” Andrzeja Pilipiuka jakoś mi wiecie, no do śmiechu. Ale spowiedź winna być poważna i do końca prawdziwa, więc powinnam wyznać, iż… nie spodziewałam się, że uzależnienie od książek będzie niezależne od tego czy ich język rozumiem czy też nie. Odkrycie, że to wcale nie historie, ale one same, książki, byty tak materialne,  zdolne do tworzenia owych niematerialnych wyobrażeń… te, poprzez które szeleszczę, są mi do życia tak bardzo niezbędne…

To, że posiadają one jeden jezyk tak naprawdę, niezależnie od zawartości zawsze dla mnie zrozumiały… to wszystko…

Oszołomiło mnie.

Wydawało mi sie, że chodzi no wiecie, tylko o to dziwaczne „czytanie”. Że to „czytanie-połykanie” jest mi do życia potrzebne… i tak jest, jak najbardziej, ale one, owe książki, niestety też 🙂 Ciągle chce mi się nowych. Jakbym wilczym głodem, słyszalnym dla wszystkim tomów, jakoś je zwoływała. Tak jakoś dziwnie zwykle się czuje przechodząc koło biblioteki. Czuję, że one wiedzą, że ja wiem… że wiemy, iż nie możemy żyć bez siebie.

No wzajemnie!!!

Każda z nich, przy pomocy przypisanych im duszków, trolli i przeróżnych bytów, zwyczajnie musi być czytana. Czasem wydaje mi się, że nawet nie dbają o to czy je rozumiem. Jak koty domagają się głaskania. Wdychania ich zapachu… rozróżniania przesłania nawet bez czytanie.

Ot po prostu… bliskości.

Kim są tak naprawdę książki?

Czym są dla mnie, wiem. Matką, Ojcem, Bóstwem i rodzeństwem; przeszłością, teraźniejszością i niepewnością każdego, danego mi jutra. Stworzycielem i tym, co utrzymuje mnie przy życiu, na powierzchni świata. Zmuszającymi mnie do oddychania – przy ciągłym sprzeciwie tego, co stworzyły… Z tego chyba nie są zadowolone…

Ale są…

R E L I G I Ą…

PS. Moja nierecenzja z „Wampir z M-3” oraz link do recenzji „Mariola, moje krople” 🙂

Mój Powszechny Spis Książkowej Ludności chwiejąc się, jęcząc i ksztusząc z nadmiaru kurzu, oraz po drodze z perfidią ubijając małe byty, dotarł do pozycji numer 1419.

Nie jest źle… kurcze, jeszcze tyle książek przede mną 🙂

W planach nawet mają przyjść jakieś 3 paczki?!?!?!?

Oj to lubię, mieć na co czekać, się znaczy na listonosza, choć może być i kurier, no z paczkami!!! A w środku niech będą książki i pluszaki i książki i krówki i książki 🙂 Kurcze, ale jak mnie ktoś wpuścił w maliny i znowu powiedział, ze wysłał a nie wysłał to pogryzę!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Jak wiedźma wampira spraszała…

Takoż więc wiedźma, Wrona Pożarta Przez Książki, reagująca na rozmaite miana, imiona, aportująca oślinionym pyskiem każdy tom… no więc ów podmiot niespokojny… nie spała w nocy. Spoczywała co prawda na łóżku otoczona wiatrem Wyspy – choć podobno akurat ten przybył znad Syberii, nie wiem czemu tacy gorliwi są w dzieleniu się tym mroźnym wiewem, ale wybywa mi całe ciepło z łazienki 🙁 bynajmniej – zezwłok wiedźmy spoczywał na łóżku a umysł trząsł portkami (choć nie do końca wiadomo czy ma portki!) nader głośno.

Sama wiedźma też szeleściła.

I to ze strachu.


Oj tak, wiedźma bardzo przeraziła się „Biblioteką cieni” by Mikkael Birkegaard i solennie, choć aczkolwiek odrobinę paranoicznie, obiecała sobie nie czytać przy nieznajomych, mniej znajomych i tych, którym nieufa… czyli w ogóle nikim choć trochę żywym.

Trupom czytać wolno!

Dlatego tę noc zamierza spędzić ekscentrycznie i wspominkowo nostalgicznie z pewnym „Wampirem z M-3”. Jednakowoż paranoicznie sprawdziła zapas papieru toaletowego, brak octu i czy cukier w torebkach nadal jest.

PS. Powszechny Spis Książkowej Ludności dotarł do magicznej mniej lub bardziej liczby 1388. Po drodze z zaskoczeniem i pewną dozą niepewności oraz niedowierzania, odkrywając książki, których dawno wiedźma nie widziała; jak owych członków rodziny co to bardziej zdziwaczali dla dobra ogółu izolowani są od reszty świata.

Cudowne uczucie!

Takie wspomnienia.

A ile kurzu 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Walenty dzień psychicznych…

„Pan Tealight z niepokojem, ale też silnie wyczuwalną przez całą oklicę fascynacją, spoglądał na pierwszą tego dnia klientkę. Królową Śniegu, Panią Zimy i Wszelkich Mrozów, Kapłankę Szronu i Winną Szadzi. Tę, która przyciska języki do klamek i sprawia, że zamki odmawiają współpracy.

Pojawiła się niby zapowiadana chłodnym, pachnącym śniegiem powiewem, wiatrem i szaro-niebieskimi chmurami. Ale i tak nie potrafił się oprzec wrażeniu, iż jest tak bardzo do tej wizyty nieprzygotowany.

On, Pan Tealight był nieprzygotowany. I nader skostniały, choć fascynacja i drżenie sprawiało, że nie czuł zimna… Pamiętał to wrażenie z pewnego dnia, owego, gdy spotkał pewną Choinkę…

Dnia, o którym tak bardzo starał się zapomnieć.

Miłość to koszmar, wiedział o tym aż nazbyt dobrze. I wcale nie chciał znowu, nie wcale nie chciał znowu przez to przechodzić… Chociaż podejrzewał, że z Nazbyt Białej Wysokości nie opadną igiełki…”

PS. Wiedźma Wrona cichutko rechotała się nad fragmentami nowej powieści Magdaleny Witkiewicz „Augustyn Poniatowski”. Jakoś strasznie przeraziła ją „Biblioteka cieni”. Podświadomie mniej lub bardziej zaczęła się bać… siebie, Pożartej Przez Książki i tych, które ja stworzyły…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz