Pan Tealight i Niepotrzebne Zapomniane…

„Nawet Pan Tealight nie pamiętał.

Nawet on w całej swej wiekowej mądrości, ospałej możliwości pomijania świata… nie pamiętał o nich. Ale one pamiętały o wszystkich, wyrównując rachunek Wszechświata. Także i Sklepik pamiętał, by tego zakurzonego, pokrytego pajęczynami krańca strychu, miejsca tuż obok opuszczonej mysiej dziury, pomiędzy pogryzionym abażurem w różowe kwiatki, oraz rozbitą szklanką z niebieskim wzorkiem, nie zastawiać. By go zauważać, ale nie zmieniać.

Tak było lepiej. Dla nich i dla wszystkich.

One pamiętały. Dwa plemiona, zadziwiająco liczne, przerażająco ogromne, a jednocześnie tak niewidoczne. Niezauważone Cuda – te które się spełniły, ale nikt tego nie dostrzegł, oraz Spełnione Marzenia – tak upragnione, głośno wzywane, wymodlone w swym czasie, a w końcu zapomniane, okryte ciszą, ulatniającą się gdzieś mocą niegdyś tak wielkiego pragnienia. Nikt ich nie potrzebował. Nikt nie chciał pamiętać… niepotrzebne,  zbędne balasty przemijania.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


I have a new bear from TurquoiseVillage, made by Jeff Eriacho!!! Amazing piece to my growing collection of Zuni Fetishes!!!

Thank You Kathy!!! You are my Santa 🙂 Collecting them, or just having one or two was my dreame in 2011… well, we can say it became true!

Life is painful, and in fact only small things are important. And Nature, Creating, Love… good teeth, warm water, roof, home, something to eat… and something precious – and someone precious. And books and bears!

I have it.

Love You Masław!

PS. Przeczytane: „Łotr” – trzeba przyznać, że Trudi Canavan potrafi wciągnąć do swojego świata. Mota stworzonymi postaciami, komplikuje im sytuacje, co rusz wynajduje nowe światy, nowe magie, siły, z którymi należy się zmierzyć… ale ten tom mnie raczej wykończył!

Poprzednie coś w sobie miały, wielowątkowość tak nie przytłaczała… a ten, cóż, wszystko jest nie tak. Cała historia zdaje się być przydługa, rozciągnięta w niebycie, jakby każdy miał się dowiedzieć kto i kiedy zawiązał sobie sznurówki. Sonea jest jakaś przygaszona, a dwie młode studentki – poprawny wątek w typie kochać każdy może – jest przewidywalny i strasznie śmieszny! Cery stracił pazur, uczucia zostały wypłycone, a jedyne intrygujące momenty jakby wybielono, wytarto ze stron! Tak jakbym czytała tylko didaskalia, bez pasji i cudnego napięcia.

Bez walki…

Czuję się zawiedziona i oszukana!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wietrzenie Wiedźmy Wrony…

„Wiatr był odpowiedni. Tak się rozochocił, że obecnie zabawiał się już sam ze sobą. Wiało mocno, ale żadne drzewo, żadna gałązka, a nawet zagubiony, jesienny liść, nie drgało. Nic się nie poruszało. Wiatr wiał sam sobie i swym własnym muzom. Był tym kogo gonią i goniącym, bawiącym się i jedyną, słuszną zabawką…

Tak, to była dobra pora. Jedyna taka w roku. Pora na coroczne wietrzenie Wiedźmy Wrony!

Pan Tealight, gdy zrozumiał, że odtąd będzie to jego obowiązkiem, gdy pojął kto, a raczej co tak naprawdę przybyło na Wyspę… nie rozumiał. Wykorzystał jeden z tych nielicznych „razy”, by spotkać się z Panią Wyspy, ale nawet po tej rozmowie nie czuł się przekonany. Na początku raczej czuł się oszukany, zagubiony, zaniedbany, po raz pierwszy niezauważony do końca, prawdziwie pominięty. ON! A jednak z czasem, z tymi ulotnymi chwilami powolnego poznawania… Nie! Raczej się przyzwyczaił, choć czy można było się do tego przyzwyczaić? Wpychając cokolwiek może i małą, ale wyraziście przyciężką, Wiedźmę Pożartą Wronę na skały nawet nie spoglądał, na jak zwykle płaczącą ze śmiechu uciętą główkę – Ojeblika. Przyzwyczaił się do tego całego wietrzenia wiedźmy.

Dobrze, że miał pod pieczą tylko jedną! Z dwoma by sobie nie poradził. Zresztą coś takiego nie istniało w przyrodzie. Nie wystarczałoby uwolnionych przez wiatry dusz, by oczyścić więcej wiedźm. Dusze stały się towarem deficytowym. Ale ostatnie sztormy, huragany, orkany i wietrzyska wichurcze, zebrały ich wystarczającą ilość. Kłebiły się teraz wokół skały ostukiwanej, obmywanej i poszturchiwanej przez fale, i na wpół zmoczone otulały drżącą kupkę nieszczęścia, oddaną ich siłom. Motały jej krótkie włosy, wplatały w nie wodorosty, rzucały muszelkami i różowymi kamykami. Niektóre jednak, śmielsze, albo bardziej zdesperowane przenikały przez wiedźmostwo i zmieniały się w motyle.

Pan Tealight nigdy nie zrozumiał tego zjawiska i motyli wyłażących z wiedźmy… ale pamiętał by rok w rok wywietrzyć swoją w końcu, wiedźmę. Patrzył teraz na skałę, do której nie można się już było dostać, której ścieżkę zalał przypływ i zasypała fala piachu i skłębionych morskich roślin, i trochę się bał. Bał się, że kiedyś świat może znów się zmienić, a Ojeblik być tylko małą uciętą główką. Że kiedyś znowu zapomni się o wiedźmach, a te dziwne, pstrokate i niepoprawnie wybarwione motyle rozpadające się po chwili w miliony szaleństw, zaginą.

Bał się…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


PS. Cuda cuda cuda!!! Czyli jednak dotarły książki z nakanapie.pl!!! Strasznie się cieszę i dziękuję! Chwilowo melduję, że seryjnie na chwileczkę i momencik aktualny… mam co czytać. Nakarmię te swoje chciwe strony wnętrzności własnych, te literki w krwioobiegu wzbogacę, dotlenię… nowością zanęcę!

A i niespodzianka. Dokładniej to pewno, że wiedziałam, czekałam, sama sobie w końcu wygrałam…

…ale przecież doszło… no tak super ekspresssowo!!! WANDS OF TRANSFORMATION!!! LOVE!!! Oj moje wiedźmostwo czuje się dopieszczone i dziwnie zrozumiane w końcu!!!

Zapoznałam moją rózdżkę z moją Wyspą, ale zdaje się, że one się już znają… dziwne uczucie. Świat jednak to w końcu jeden organizm. Obecnie nadzwyczaj wietrzny! Jak wiatr ucichł na chwilę myślałam, że ogłuchłam.

Gdzie ten śnieg?!!! Czuję się taka oszukana!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wielce Kryminalna Wiedźma…

„Wiało.

Znowu.

Drzewa znudzone ciągłą gimnastyką zaczęły się buntować i sprzeciwiać wietrznemu nadzorcy. Pan Tealight nie mógł już wytrzymać w Sklepiku, gdzie Ojeblik – mała, ucięta główka, przeprowadzała rozmowy kwalifikacyjne z zapomnianymi, porzuconymi skarpetkami, przy okazji wybuchu romantyczności starając się je połączyć w małżeńskie pary. Dlatego siedział teraz w wiedźmiej kuchni, łakomie spoglądając na zawartość Nietypowej Spiżarni, gdzie wciąż jeszcze połyskiwały weki z turystów. Marzył mu się słoiczek paluszków od stópek rozmiaru 35. W lekko słodkiej zalewie, malowniczo poukładane, wyglądały jak różowiutkie paróweczki skąpane w zielonkawej trawie cytrynowej.

Wiedźma Wrona, Statystycznie Pożarta Przez Książki nie kwapiła się jednak do poczęstunku.

Zmęczona wiatrem… jęczała:

Tylko wiatr i wiatr, potępieńcze wycia i trzeszczenie, coś dudni, coś wyje, jęczy i świszcze… psychikę rozbija na kawałeczki, a potem miesza te puzzle i wcale nie układa tego, co tam było. Nie ma niczego innego tylko ten wiatr. Dlatego tak lubię umarłych. Mają w sobie wiatry – więcej niż żywi, ale nie zrzędzą. Zresztą jak tak wieje, to nie można nie myśleć o zbrodni. O tej uldze, by zakończyć męki własne, lub cudze. Zrzucić z siebie ciężar, uwolnić napięcie. Po prostu dać do wiwatu! No zrobić to! Ukraść, zniszczyć, zbrodnię popełnić i ZABIĆ!!!

To duchy mnie do tego podkusiły!!!

W końcu wypuścić z ręki ten nóż, ukrócić ludzką brzydotę, dorzucić trucizny, słodycz zabarwić śmiercią, albo coś innego… Mam tutaj morze, przecież mogłabym zatopić zwłoki, nie muszę rozpuszczać ich w kwasie, ot drobny wypadek rybaka, lub samobójstwo pozorowane? Poradzę sobie. Są jeszcze ci, jakże użyteczni turyści. Przecież niektórzy mogą ot po prostu się potknąć, skurcz ich złapał, zawał… a potem droga do Szwecji wolna, niech ciało płynie, prądy pracują, na plaży zostają tylko porzucone szare buty i pomięta zielona koszulka.

Te szkielety w szafach, zmumifikowane zwłoki po kątach pochowane. Przecież są kolekcjonerzy, każdy musi mieć jakieś hobby! A zbrodnia to tak proste, naturalne wyjście! I może być tak bardzo artystyczne! Żeby ją popełnić, musisz w sobie coś mieć, nie koniecznie wyłącznie psychopatę, raczej małego artystę, najlepiej przebiegłego. Musisz odnaleźć ukryte tajemnice, owe sekrety ciążące na wątrobach pokoleniom i mordujące dopiero następców następców… bo zemsta poczeka. Choć jest jeszcze ta wynikająca z rozpalonego gniewu. Nagła, natarczywa, od razu domagająca się ujścia. Gorąca, spalająca cię od środka, niszcząca!

Bo dlaczego nie miałabym dostać tego spadku od razu?

No dlaczego?

Należy mi się!

Dlatego bezpieczniej, żebyś czytała, TYLKO czytała kryminały, prawda? – powiedział  Pan Tealight, związał dla bezpieczeństwa Wiedźmę, a potem ze świadomością dobrze wykonanego zadania, podważył wieczko słoika i po kuchni rozszedł się słodki aromat weków.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


DLACZEGO LUBIĘ CZYTAĆ KRYMINAŁY – KONKURS SYNDYKATU ZBRODNI W BIBLIOTECE

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Anatomia Błękitów…

„Pan Tealight miał problem z Błękitami. Każdy z odcieni domagał się własnej, jak najbardziej nietypowej nazwy. Zgromadziły się wokół Sklepiku i donośnie, przekrzykując rozpasane podmuchy wiatru – który PONOWNIE postanowił pokazać na co go stać – żądały ochrzczenia.

Ojeblik zdążyła zzielenieć, nim Pan Tealight nadał pierwsze 10 imion. Potem on sam, zawsze tak elegancko i monotonnie szary, poczuł się źle i schował się za Wygódką. Wygódki bali się wszyscy, nawet Błękity, więc przez chwilę był spokój. Te o jaśniejszym odcieniu schowały się pod – O DZIWO! – kwitnącymi zimą różami, te ciemniejsze postanowiły odnaleźć Podpiwniczny Kopiec, legendarny i dotąd permanentnie niewidzialny. Wszystkie kolory były z siebie tak bardzo dumne. Z owych swoich wszelkich błękitności, niebieskości, odcieni niebiańskich i morskich wariacji; z kobaltów, turkusów, lapis lazuli, oraz bliżniąt pruskiego i berlińskiego. Dumne z ultramaryny, błękitów Thnarda, czy Turnbulla. Indygo z lazurytem siedziały skwaszone pod podschniętym krzaczkiem pigwy licząc na miły kontrast z zeschniętymi żółcieniami, a Niebieskie Ciała lizały Migdały… ale im nikt się nie przyglądał.

Niestety nadmierna wszelaka niebieskość wpłynęła też na Wiatr (chwila więc sobie minęła), który wirując w specyficznym tornadzie nad Kominem postanowił podomagać się swoich praw do rozróżniania.

Tylko w jaki sposób nazwać każdy powiew? W jaki sposób nadać tożsamość każdemu z podmuchów? Jak odróżnić ten, który lekko odchyla liście od tego, który wprawia w ruch gałązki? Nikt tego nie wiedział… a może raczej należy powiedzieć, że Pan Tealight postanowił się nie mieszać? Albo postanowił mieć nadzieję, że uda mu się uniknąć odpowiedzialności? Wystarczy powiedzieć, że Wielki Wiatr – ten, który nie potrzebował dotąd imienia, który wyrywał dusze i odczepiał cienie, mieszał marzenia i bawił się dekorując skrytymi myślami drzewa – zmieszał wszystkie Błękity. Ot tak dla zabawy, a im się to wcale nie spodobało!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzje: „Inne okręty” i „Sebastian, czyli przygody błazna”.

PSSSSSSZZZ>>> WYWIAD ZE MNĄ… OJ NO SERIO 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Śnięte Księżniczki…

„Wiało tak, że dusze odrywały się od ludzi i szybowały, tańczyły, podrygiwały i pląsały w porywach. Wolne, miały początkowo to takie gdzieś to, czy będą mogły wrócić i znowu cieszyć się z dostępnej cielesności. Ale wraz z przeciągającą się zabawą, kapryśność dusz malała i powoli oderwane pogrążały się w dziwacznej stabilizacji.

Tęskniły.

Problem w tym, że wichura przemieszała dusze. Porozrzucała je po całej, ogromnej przestrzeni. Dusze nie mogły odnaleźć „swoich” ludzi, więc zwyczajnie wskakiwały w kogo popadnie.

Jedna zagubiła się w różowej zatoczce. Zafascynowana dziwnym połyskiwaniem wśród łososiowych skał, przetykanych szarymi żyłkami granitu, zielonymi i żółtymi porostami, a gdzie indziej bezczelnością i samowolą pojedynczej trawki. Na drobnym, łososiowo-różowo-rdzawym piasku i grających kamyczkach, leżały Śnięte Księżniczki. Galaretowate, oddane wietrznej kapryśności, wyrwane ze swoich podwodnych wież, falowały. W płytkiej wodzie ich ciała zdawały się tańczyć, cieszyć z otaczających je możliwości. Drobne, ostre kawałki skał poraniły ich ciała, ale one były zbyt zdeterminowane, by to zauważyć. W chlupoczących falach, muskając ziemię, czekały na swojego Księcia.

Gotowe by się nim podzielić!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


A oto i Śnięte Księżniczki…

Jest w nich jakieś zapomniane, niedostrzeżone piękno… owa tragedia niespełnionych marzeń…


Z cyklu: przeczytałam, ale jednak czegoś mi brakowało, choć było o smoku… „Dziedzictwo tom 1” Ch. Paolini.

Nie zakochałam się w cyklu młodego autora, charakteryzującego się tym, że dużo w życiu już przeczytał i do szkoły chodzić nie musi… nie zakochałam się, ale dobrze się bawiłam przy pierwszych tomach. I czekałam na to zakończenie. A tutaj nie dość, że przerwali je w połowie – drugi tom wyjdzie prawdopodobnie w 2012 – to na dodatek było niefajnie. Wiecie, co jest najdziwniejsze? Zwykle książki, w których są smoki nie powodują we mnie takich wątpliwości.

Czuję się oszukana. Przede wszystkim dlatego, że bohater jest dziwny, smoka mało, cała akcja wydaje się byc w bólach wyduszana, a na dodatek coś się kopie w kwestiach konsekwencji. I te literówki! Nie no! Książka za 50 zł i tyle błędów? Nie oszukujmy się, można wydać książki bez literówek!

Sprawdziłam!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Spowiedź Zwykłego Rycerza…

„Stałem tam i czułem jak wody przeżerają moją samotność i kiepsko wpływają na zbroję. Musiałem ją założyć! Przecież nie będę tego wszystkiego targał na plecach… I tak musiałem wziąć resztę sakw na plecy. Ale nie płakałem nad sobą. Rumak był ze mną od początku. Nawet tej wiedźmy potrafił unikać. No tak, nie poznałeś mojej żony. Wiesz, że też nie żyje? Nie wiem po jaką cholerę z tej wieży ją ratowałem? Z tej szklanej góry. Rozdarłem tam sobie… znaczy mam kiepskie, wciąż przeszkadzające mi wspomnienia w okolicach środkowej części rycerskości. No wiesz te rejony… oj no na dupie! Że też zawsze ze mnie wyciągasz wstydliwe wspomnienia.

Sklepik z Niepotrzebnymi lekko zadźwięczał, gdy nowy gość mościł się w głównym fotelu.

Pamiętam jak się strułem tą cholerną wodą z czarodziejskiej studni, tej co to mi miała powiedzieć, gdzie mnie owa ma UKOCHANA czeka… Strasznie gadatliwa bestia, nie polecam! Nie, no pewno, że mogłem mieć gorzej. Smok był spoko gość, z radością pokazał mi klejnoty (TE klejnoty!), jak już mu wytłumaczyłem, że chcę TYLKO Księżniczkę. Zaraza jedna. Sprytny konus! Podobno żyje teraz gdzieś w zdrowiu i wiecznym spełnieniu z jakąś młodą wdówką.

Rozpustnik. Że niby co? Taki ognisty?

Ja dostałem Księżniczkę za żonę i górę. Stłukła się. Znaczy ogólnie stłukły się obydwie, ale co tam! Wypełniłem PRZEZNACZENIE. Ożeniłem się bez cyrku z trzewiczkami, amputacją zbędnego owłosienia, czy też całowaniem, lub odkrztuszaniem jabłka w kryształowej trumience… zresztą wiesz, że paranoicznie boję się niskich mężczyzn i wrzecion, no nie było innego wyjścia…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


A u mnie wciąż brak śniegu 🙁


Nie ma to jak książka przed premierą 😉 Podziękowania dla Wydawnictwa Prószyński i Ska… a recenzja poniżej.

No i wiecie co… nawiedziły mnie nowe misie. Jak sobie przypomnę marzenie wypowiedziane rok temu, to mogę tylko przytaknąć – niektóre się spełniają. Ten większy – dzieło by Leland Boone, świetny artysta!

Ale najwspanialsza była niespodzianka od Kathy!!! Thank You so much!!! I love my gifts, all of them.

Kathy is one of this amazing souls, who we can meet only thanks to internet, FB and this strange things which in fact I do not know how do they work?!
Really!!!

PS. Recenzje: „Zaginieni”, „Zapomniane” i „Pomiędzy”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Świąteczne Okna…

„Świąteczne Okna przygnębiały Pana Tealighta, ale zawsze 25 grudnia wychodził ze Sklepiku, by je oglądać. Wiedział, że nikt inny tego nie zrobi. No i miał dosyć piernikowych małżeństw. Od Wigilii każda para piernikowych ludzików pobierała się na kuchennej płycie, by potem, po poślubnej nocy – czyli piętnastu minutach w piekarniku – dać się pożreć gromadzie wygłodniałych Wiedźm. Tych, które nie miały uczulenia na lukier, oraz tych, które miały, aczkolwiek w duchu tradycji, bardzo chciały powiększyć sobie brodawki na nosie.

Spacer nie lubił być wykorzystywany, więc przywoływał zwykle wiatr – tym razem smutnie wzywający choć płatek śniegu – i utrudniał wycieczkę Panu Tealightowi. Ale on był silny. Wiedział, że Okna chcą być oglądane, więc pragnął wypełnić ten dobry uczynek mimo wiatru, zacinającego deszczu, drobnych grydek błota, piasku, który podrażniłby mu oczy, aczkolwiek ich nie miał… Chciał spoglądać w ich rozświetlone, wypełnione przebrzydłym, obślizgłym ciepłem, owym optymistycznym, migającym wszelkimi kolorami (w przypadku Wyspy głównie sikowo-żółtackim) szaleństwem, które powodowało u niego mdłości… na te migające światełka i cienie ludzi, którzy udawali szczęście. Na te choinki, które tak bardzo przypominały mu utraconą miłość, oraz sztuczny śnieg, który uświadamiał mu, że na pewno Królowa Śniegu, Pani Zimy, wystawiła go do wiatru. Kupiła sobie sommerhus na Wyspie, a teraz udawała, że nie istnieje… okrutna, koszmana dziwka, suka spod spierzchniętej wargi zaropiałego zombie szczeniaka!

BYŁO CHOLERNIE ZACIEPŁO!!!

Pan Tealight nie potrafił udawać.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Recenzja: „Nevermore” i „Pałac z lusterkami”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Kristmasy…

„Co roku, totalnie pogański Pan Tealight przechodził męki w okolicach 24 grudnia. Męki były wymyślne, bolesne i pokręcone. Nader wyrafinowane i podstępne. Jak na przykład owa, obdarzona własną galaktyką i tożsamością, krwista maź wypełniona nadziewanymi uszkami łkających, głuchych niemowląt. Oj ona doprowadzała go do szału. Malutkie robaki w kutii sprawiały za to, że budził się ze strachem z coraz płytszych i bardziej sporadycznych snów… a może chodziło tylko o pleniące się Igliwiowe Ludziki – nadmiernie kłujące i nadpobudliwie pragnące bliskości? INTYMNEJ!!!

Nie wiedział.

Był za to pewien, że nigdy nie otworzy żadnego pierożka, bo wciąż kryły się tam MikroKrasnale i piskliwymi głosikami wyśpiewywały mu szlagiery kolędników – nie fałszując! Fałszujących by jeszcze zniósł. I te wszelakie duchy przybitych grzybków, porwanych z lasów za młodu…

Wiecie, że dla niektórych opłatek miewa rozmaite znaczenie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu przeczytane: „Wiedźma Naczelna” Olgi Gromyko.

Muszę przyznać, że trochę się zawiodłam. Ale kompletnie nie wiem dokładnie na czym. Może podenerwowało mnie to rozrzucenie akcji, a może owa tajemniczość… może początkowy podział na krótsze opowiadania, który potem ładnie się zakręcił i doprowadził do końca? Nie wiem, ale czegoś mi brakuje w tym tomie opowieście o W. Rednej. Co nie znaczy, że się nie bawiłam. Raczej chyba znaczy, iż tej autorce stawiam wyższą, humorystyczną poprzeczkę. Bo tej bohaterki nie można nie lubić – choć chyba pociąga mnie bardziej Smołka? Nie wiem… a może Wal, no Len na pewno mnie kręci, ale kogo by nie kręcił, mimo że blondas?

Jeżeli potrzeba Wam humoru, fantasy z olbrzymem, wampirami, krasnoludami, magią, elfami i… nader intrygującymi przypadłościami religijnymi – zacznijcie od początku!!! Przed Wam 5 tomów zabawy! W doborowym towarzystwie!

Z tego miejsca chciałabym też podziękować serdecznie Wszystkim Tym, którzy stworzyli moje Święta!!!

Bez Was byłoby mi smutno!

Dziękuję za pierniczki i słodycze, za książki i wszelakie fascynujące niespodzianki oraz życzenia!!!

Za cudowną pakę Agnieszce Lingas – Łoniewskiej i Kasi Pessel 😉

Za pełną misiowatość Marcie Orzeszynie i full pierniczkową pakę z dodatkami smoczymi Magdzie Witkiewicz!!!

Za wszelakie zaskoczenie: Kindze Ochendowskiej i oczywiście cudownej, zawsze mnie wspierającej Rysi Ulatowskiej i Wszelakim TYM, którzy po prostu zrobili mi Święta!!!

Kapitalne!!!



Za wygraną – a to sobie dziękuję, że wygrałam!!!

A mojemu Masławowi za wszystko!!! i prezent rocznicowy 😉 od Nurrgulli!!!

KOCHAM WAS!!!

A oto główny prezent!!! Od KseniaArt!!!

A Kittypinkstars says – We love You!!!

PS. Więcej grzechów nie pamiętam… znaczy się wdzięczna jestem wszystkim, nie tylko owym wymienionym – w moim wieku skleroza ma się już nader dobrze i nad podziw, nazbytnio nadmiernie owocuje 😉 Jesteście moje superanckie strasznie cudne MIKOŁAJE!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Pierwsza Taka Rycerka…

„Bo wszystko się zamyka w tym, że ich trzeba ratować. Od tych potwornych Smoczyc, od klątw, nadmiernej fascynacji obuwiem dolnych partii, wrzecion, jabłuszek i krasnali, no i od parchów nawet, łindołszopingu i nachalnych reklam. Kremikiem ich nacierać i życie robić miękciejszym… bo się oni tacy wrażliwi zrobili. Codzienność zamyka ich w tych wieżach, a tam nawet sprzątaczki, tej coby utuliła, ugotowała i zajęła się ich życiem – no brak matczynego serca, pomcnej dłoni, choć jednej, nie musi być przymocowana do korpusiku! Życie złamało im ducha i cielesne nadgoniło wątpliwości. Trzeba za nich potwory wyganiać, wszelakości zdobywać, co to są do zdobycia, ale i ratować, no i ich samych też trzeba ratować. Za wiele się od nich wymaga. No tego, żeby i piękni byli i dzielni. Na dodatek obeznani z codziennością i świadomi przyszłości i przeszłości… Jak oni mają to znieść? Toż to płeć delikatna jest, nawet woskowania niezdolna przetrzymać, tak urodziwa w swej nieporadności.

Trzeba ich ratować!

Ratować przed światem, który ich nie rozumie, mapy na każdą codzienność ofiarować, a nawet i magiczne pierścienie i Matki TudzieżNieChrzestne niekoniecznie… W ogóle najczęściej nie dostrzega, że są tacy skomplikowani. Tacy artystycznie nieposkładani. Tacy POD OCHRONĄ! I każdy powienien być w wieży, dostępny dla zwyczajnej Rycerki, coby się ze Smoczycą mogła dogadać i sobie jednego wybrać… albo dwóch? Bo przecież jedna może się zająć kilkoma.

Pan Tealight poczuł się zamurowany. Gdy wpadła bladym świtem, a raczej obecnie lekko wyszarzoną, codzienną ciemnością Wyspy, poczuł się mile zaskoczony. Krótkie, srebrne wdzianko ze złotymi cekinami, wysokie buty, zestaw miotełek i buteleczek; blondyneczka słodka, o rumianych policzkach, zaróżowiona w tych miejscach, gdzie należy, delikatna niczym pył i chmurki… Do tego zamiast konia ogromna ważka. Mimo całej swej miłości do Pani Zimy, która wciąż nie odpowiadała na jego błagalne wołania, zaloty i jęki rozpaczy, poczuł, że coś w nim drgnęło. Coś poruszyło te sreberka na choince, zaszumiało w cieniu rzucanym na ścianę… zadzwoniło zeschłymi gałązkami drapaka za oknem. Coś się przeraziło, coś postanowiło zabić, coś…

Ale na szczęście ona zaczęła mówić i owo COŚ się uspokoiło.

A Pan Tealight zbladł pod swą szarą, wełnianą skórą.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

„RYCERKĘ” podprowadziłam ze specyficznej rozmowy, w której świadomy udział brało DużeKa w swej męskiej osobie! Spytałam się, czy mogę, ale przy takiej temperaturze rozgaworu nie udało mi się przebić 😉


PS. Jak Święta, to Święta 😉


Wiwat wszelakie rozpieszczanie!!! I dokarmianie Wron zimą!

Strasznie Wam wszystkim dziękuję!!!

Amazonce za dokarmianie mojej całkiem potwornej, nadprogramowo ogromnej, pożartości książkowej!!!

A mojemu Jedynemu Adminowi, za to, że wytrzymuje ze mną już ponad 15 lat… a ja tam łatwa w wytrzymaniu i utrzymaniu, a już w podtrzymywaniu to w ogóle… znaczy się nie jestem!

PS. Recenzja: „W niewoli zmysłów” i „Oddech nocy”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Co można znaleźć w głowie Wiedźmy…

„Gdy nadchodzą wiatery… a ostatnio zdaje się na Wyspie mamy pory roku dwie, gdy dmucha mniej i gdy dmucha więcej – to po prostu łeb mi pęka. A jak już tak pęka, to tak korci straszliwie, coby zajrzeć do środka. By pogrzebać w tej dziwnej, mlaszczącej masie. Paluchy zagłębić w tej wilgotności. Problemy się zaczynają, a potem piętrzą w wymyślne konstrukcje, gdy zamiar mam trochę przewietrzyć owo wnętrze. I włażę do swojej głowy z miotłą i ścierą w zielone motylki – jakieś chyba chore? – włażę tam i sprzątam, odkurzam… znaczy mam taki plan, ale zawsze kończy się jednako.

Oni wygrywają!!!

Dopadają mnie, gdy tylko wchłonę się w siebie. Starzy, zapomnieni bohaterowie, owe historie, które człowiek odkłada do spisania na później. I wtedy sobie przypominam, dlaczego mam tylko tę jedną szmatkę i nader marną miotełkę. By mnie nie mogli ździelić mocniej. W sukurs powinny mi przyjść książki, te napisane przez innych historie, te, które mnie stworzyły, ale walenie papierowymi kulkami we wściekłość wyobraźni, jest co najmniej śmieszne. Okłądkami się nie dają. Nawet siedząc we własnej głowie nie będę niszczyć książek! Sumienie mi nie pozwala, trzyma mnie za ręce, wykręca nadgarstki, bezczelna Owca. No tak, moje sumienie ma kształt owcy, nie pytajcie dlaczego – nader runicznej, znaczy się miękusz wersja. Nie wiem.

Właściwie siedząc w tej swojej głowie, patrząc na stare liście i śnieg sprzed epok, na wspomnienia skulone w kącie, za siedmioma bramami i siedmioma murami, zalane żelazobetonem, stalą i obłożone smokami, których pilnują niziołki i wiedźmy z zaklęciami i wielkimi kotłami… wspomnienia, których nie chcę pamiętać; gdzieś pomiędzy pluszem, a magią, zieloną herbatą i starożytnimi posążkami, kurhanami, kamieniami i patykami, szumem morza; gdzieś tutaj, gdzie na własnej czaszce od środka wyryłam wszystkie symbole świata… nie czuję się bezpiecznie. I wiem tylko, że nic nie wiem z tego, co wiedzieć powinnam.

Powinnam, prawda?”

(„Pożarta Przez Książki – autobiografia” Chepcher Jones)


PS. Uwielbiam zaczynać tydzień od nowej książki w skrzynce na listy – właściwie się to powinno nazywać skrzynką na książki, bo choć kocham namiętnie listy, to nie ma jak dawka świeżutkiego papieru 😉 Tym razem Prószyński i Ska… czekałam bardzo na tę książkę, przyznaję.

Zobaczymy, co w środku. No i prezent od Ani Klejzerowicz 😉 Gejszy Mej!!! by głód książkowy wypełnić… intrygujący!

Ktoś zna, bo opisy mnie kręcą bardzo bardzo! No i pierwsze kartki świąteczne, od których jestem uzależniona, przyznaję…

Wysyłacie?

ALE KURCZE ŚNIEGU JAK NIE BYŁO, TAK NIE MA!!!

Za to MIŚ jest 😉 a nawet dwa!!!

… bo ten wyczekany Miś Misia Śnieża też przybył!!!


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz