„Panowie Delfinowie nosili się zawsze z francuska i według odpowiedniej epoki, więc ubaw był niesamowity, aczkolwiek co poniektórzy zazdrościli im onych łydek odkrytych i koronek, wiecie… są zboczenia, no a te peruczki… to dopiero sztos. Ile tam można skarbów skryć, skradzionych, tudzież wszelako niedozwolonych, na przykład na jakiejś imprece wegańskiej wsadzacie tam kurczaka i co wam zrobią, nic. Nie zobaczą, może poczują, ale wiecie… kto poczuł ten zbączył!
I jeszcze one telefoniki i inne ustrojstwa, ciągłe pikanie zwiastujące zainteresowanie, tudzzież wpływ na konto, one pozy i wywroty, one teksty zaczerpnięte od innych, nie oszukujmy się, istnieją granice.
Nie tylko pewne…
… więc,,,
Jednak poza onym mało ambitnym, aczkolwiek działającym, influenserskim zajazdem faszionistycznym, to znaczyli nic. Kompletnie i w ogóle, ale kasę potrafili z innych wyciągać jak… jak…
No wampirowie juchę.
… więc…
… Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki Pomordowane, wszelako zawsze błądząca w rejonach konsumpcji i finansów… chciała się u nich uczyć. Ale nie wyszło. Po prostu nie dała rady i coś buchnęło, pioruny poszły i w ten sposób powstał niesamowity monumencik… w granicie.
Ale po prostu masterpis!
Pan Tealight z Ojeblikiem – małą, uciętą główką, nawet się nie zdziwili. Na szczęście zdążyli uciec, umknąć, schować się nim wsio nadeszło… i postanowili, że co jak co, ale o tym mówić nie będą. I to nigdy. Nie. Po prostu. Nikt sie nie może dowiedzieć. Nikt. Wszelako i najbardziej ona sama… bo wiecie, gorąco, więc wiadomo, że moce wszelkie i mocniste działają i jeszcze ten brak chłodniejszych nocy i wiatrów motała jej w głowie, choć motać nie potrafiła, więc…
Nie.
Oto narodził się monument wany Milczeniem.
A nad nim gołąbek, a pod nim krwawnik biały i różowy, ech te nowomysły jakieś, oraz wszelki wrotycz się bawi…”
(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Następuje taki dzień, gdy…
Gdy człowiek, w tym momencie kobieta, czyli ja, no niestety, taka mało interesująca jestem, ale powiedzcie do mnie PROSZĘ PANI, to nie zdzierżę… dociera do jakiegoś punktu w życiu, gdzie… się odwraca.
I patrzy w tył.
I widzi.
Widzi w rzeczywistości masę lat i wiele spraw, które się zakończyły, spraw, które jakoś wciąż trwają, oraz… tych marzeń spełnionych, marzeń utraconych i tak dalej. Wiecie, czas sprawia, tudzież pomaga człowiekowi sprawić wiele spraw. Dotrzeć w miejsca, w które chciało sie dotrzeć, albo uronić łzę nad tym, co się nie udało. Bo przecież nie zawsze się udaje. Kurde no…
Dlaczego?!!!
Z drugiej strony, jakby tak się wydarzyło, co człowiek sobie bzdurzył za dzieciaka, oj kurde, nie no, to dopiero było szaleństwo.
Nie!
Kurde… klawiatura zaczyna mi niedziałać. Z mi szwankuje… no wiecie, Z na klawiature. Ech, ale z drugiej strony, no tak, prawda, niektórzy mierzą swoje życie zużytymi telefonami czy innymi laptopami. Z racji, że telefony rzuciłam jak telewizor, miałam jeden w swym życiu, a co do telefonów… hmmm…
… więc miałam je w życiu chyba 2?
Pierwszym była ta wiecie, ta NOKIA ze wszelkich memów, oczywiście niebieska… wciąż też pisuję listy, kartki i tym podobne…

No ale…
Mamy sierpień, a z tego co wiem, w Polsce problemy z cukrem… jakby co, to u nas jest. I biały i mniej biały. Nie używam, więc nie wiem, więc wysłałam Chowańca i sprawdził, że jest na pewno i jest relatywnie tańszy niż w Polsce, więc jakby co, na wakacjach możecie sobie kupić.
Albo zacząć samemu te buraki cukrowe kręcić.
Ale…
Mówiąc już o tym upływie czasu i wszelakich sukcesach i upadkach życiowych, to nie wiem, ciepło. Sąsiad znowu kosił nieistniejącą trawę, a ja ze swojego trawnika krwawnik zbierałam. Nie rozumiem typa, bo susza wciąż szaleje, ale wiecie, może jak to czytacie i widicie braki Z… to już popadało? Nie wiem… jakoś też i do morza człowieka nie ciągnie. Co się kurna ze mną dzieje?
No nie!
Z drugiej strony, to jednak w lato ta woda taka jakaś brudna i czasem po niej człowieka swędzi w miejscach, w których nie chce naprawdę by go swędziało, więc… czy warto ryzykować? No i ludzie. Inni niż wykle… nie wiem. Podobno na północy parzące meduzy się rozpleniły, więc szczerze tego nie widzę.
Tej wolności się unoszenia…
… bul bul bul…
Ale wciąż spoglądając wstecz… to powiem wam, że nie lubię patrzeć tam gdzieś za siebie. Bo to boli. Często też nie przepadam za wspomnieniami, bo też bolą, albo smutno się robi, bo to nie teraz i jeszcze… nie wiem… fajnie jest, jak jest chociaż okay prez cały czas. Nie muszą być fajerwerki, ale jednak…
Niech to życie nie boli!
































