Kolejne opowiadanie się rodzi…

Tym razem mój chochlik Chochel zmusza mnie żebym otworzyła „Sklepik z Niepotrzebnymi”… wydaje się, że każdy potrafi wymienić to, co mu niezbędne, nagle i ciągle potrzebne, ale co z tym co wprost odwrotne?

Czyż nie ma prawa istnieć, żyć, tworzyć swojego własnego świata?

Może na półce przycupnie myszka, której nie chciał Mysi Król, a może masa piernikowa, która została po budowie pewnego domku… Księżniczka, która urodziła się smokiem albo też okruszek, który wpadłszy za kamień nie wskaże nikomu drogi… Potwory, które nie pasowały do scenariusza, oraz kłęby kurzu, ze sterylnych pomieszczeń. Kobyła o trzech nogach ale też źrebak który nie miał smutnych oczu, krowa co nie dawała mleka i ta owieczka, która zwyczajnie wyłysiała. Pies co miauczał, kot co szczekał, sucha rzeka, drgająca powieka…

BEZ OGRANICZEŃ, SPÓŁKA BEZ ODPOWIEDZIALNOŚCI – ZWALAMY JĄ NA NABYWCĘ!!!

Tylko tutaj, „Sklepik z Niepotrzebnymi” uznaję za otwarty.

Chimerycznie humorystyczna i żałośnie dramatyczna. Tragedia, komedia, dramat… życie… No dobra, moze jednak zbioek opowiadań? Hmmm…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 4 komentarze

Z ostatniej chwili…

Ha! Wygrałam książkę… o tutaj. Gdyby ktoś nazbyt był leniwy powiem co to, ale uprzedzam, już się cieszę i choć od dawien dawna czekam na 12 przesyłek, niczym piesek Pawłowa ochlapując wszystko dookoła śliną, to i tak się cieszę… więc mi tu nie psuć durnowatej radości czarnowidztwem, że coś ostatnio nagrody nie dochodzą 🙁

Książka to: „Brajan i ogniowe smoki” by Artur Żak. Co, zaskoczeni? Ej, no przecież kocham bajki, nigdy się tego nie wypierałam.

Za to dziś trzeba wykończyć recenzje z tomów poniżej: „Przeklęty zakon” Craig Smith – wygrane na czerownej, zgrabnej, urokliwej kanapie

oraz trylogii „Wilcze dziedzictwo” Magdy Parus (wygrana Misia Śnieża, który czyta wiele i lubi zdjęcia 🙂 na Fantazmaty, oczywiście Wydawnictwo Runa)

No to pozdrowionka z Wyspy, lecem 🙂

No i chyba Twardzielką zostanę… ojojoj… To może być całkiem nowe doświadczenie! I jeszcze konkurs z Gosią Gutowską – Adamczyk!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Bez książki…

To chyba największy problem, gdy nagle źródło, z którego człowiek otrzymywał pokarm wysycha… Tak po prostu, nagle. Odwyk od książek jest czymś niemożliwym, a głód narasta z każdą chwilą. Wszędzie krzyczą reklamy – przeczytaj mnie – i zaczynam nabierać ochoty nawet na powieści, których zwyczajowo już nie próbuję. Bo z biegiem czasu człowiek uświadamia sobie, że nie przeczyta wszystkiego i zaczyna cenić czas. Cieszyć się mocniej każdym słowem, dowcipnym doborem zdań, które splatają się w opowieść. Wąchać zawsze dłużej, tulić nowe tomy… brać z nich bliskość tak specyficzną, której nie jestem w stanie otrzymać od żadnego z ludzi…

Bo w moim istnieniu książki stoją gdzieś tak na poziomie równym bogom.

No przecież nie napisałam, że owym nader znanym, tudzież mniej rogatym 🙂 Jako animistka i istota naturalnie pogańska kieruję się w życiu tyloma znakami, symbolami, przeczuciami, że nie sposób nie zwariować.

Książki chyba – wbrew temu co wielu mysli – trzymają mnie bliżej ziemi. I choć czytam zwykle te odrywające większość od rzeczywistości, czytając jestem bardziej ludzka… Choć czy to z nami w ogóle możliwe. Zamykam oczy i widzę jaskinię, i widzę je trzy… nie, nie zgadzają się. Oznajmiamy My Trzy, że w naszym przypadku nie jest możliwe, by zwyczajnie i normalnie było możliwe 😉 To komunikat oficjalny, innych nie będzie… Teraz zaś miejsce na żart…

Dziś poczty nie było, strasznie smutny dzień, ale wczoraj przyszła paczka:

Trzeba oddać jej – paczka nader dziwaczka, wielkie pudło. Nie żeby niespodziewana, oj wcale, ale zaskakujaca na całej linii. Otóż wielka paka, która zdawała się wytwarzać włąsne pole grawitacyjne i miejscami zakrzywiać czasoprzestrzeń, w środku była wypełniona woreczkami z powietrzem (Nie myślałam, że zawartość musi oddychać?). Gdy odegnałam wolno kołujące dookoła niej księżyce odnalazłam kolejną paczkę… Świat w świecie…

jądro ciemności…

A w nim, spokojnie otulony kolejnymi woreczkami widać zbawczego tlenu, jeszcze pieszczotliwie przykryty kołderką z bąbelków był on…

Nie ma to jak dbanie o rozumne kubki 🙂

Poza tym, wciąż nadchodzą Christmasy… Moja dynia upadła do końca, ślimak, który się nią pożywiał, chyba odleciał, przemieniony jej mocą. Dziękując jej za wkład w NIEODPĘDZENIE dzieci, które zeżarły mi ostatnią – no i jedyną – paczuszkę cukierków, kamuflowanych jako wystrój zewnętrzny, a w rzeczywistości z myślą o zimie… nu to Merry Christmas.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Babcia…

Wiem, że większość uznaje ten dzień za takowy – refleksyjny, ale ja o Babci myślę cały czas. Nie ma odpowiedniej mniej lub bardziej pory, żeby sobie ją przypomnieć. Czasem to dziwny powiew wiatru i zapach, który wciska mi się do nosa, jestem wtedy przekonana, że Ją czuję…

…bo moja Babcia miała swój własny określony zapach. To nie przeminęło tylko dlatego, że postanowiła się przenieść do innej rzeczywistości. Wypisać z tego świata… W końcu i tak planowała to od dłuższego czasu… Ale chyba dla mnie, chć to tak egoistycznie brzmi, zrobiła wyjątek i przebukowała bilet o kilka lat…

Kocham Cię…

Pożegnałam się z Tobą przed wyjazdem, ale wiem, że obydwie wiedziałyśmy, ze to ostatni raz… Szkoda, ale też nie żałuję. Bo widziałam, ten jeden jedyny raz, widziałam, że ktoś jest ze mnie naprawdę dumny. Że nie wierzy, iż krew, której cząstkę przecież mi przekazałaś, tak mogła się ukształtować. Gdy czytałaś opowiadnaie, które napisałam dla Ciebie i o Tobie… wygrałam wtedy kwiaty na Dzień Babci. Chyba dopiero wtedy zrozumiałaś kim jestem. I nie zaakceptowałaś, ale tak zwyczajnie, naturalnie, byłaś od razu ze mnie dumna. Jak nit inny. Dziękuję…

Dziękuję też za to, że jednak nie odeszłaś te 5 lat temu, gdy nagle odebrano Ci drugiego syna. Potrzebowałam tych kilku lat, które nam oddałaś by zrozumieć, że starość to kapitalna sprawa, a ja mam najpiękniejszą Babcię na świecie!!! Mam, nie miałam!!! Wciąż mam… tak to czuję…

Ale nigdy nie zapomnę, gdy po 12 latach ślubu, zapytałaś mnie czy wciąż uprawiamy seks 🙂 Dziękuję!!! Uprawiamy!!! Radę, by dbać o tę cząstkę życia, zatrzymaliśmy obydwoje, ale z nóg mnie zwala za każdym razem kiedy sobie przypomnę 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wiecie, że nawet mój pluszak czyta…

Serio serio… nawet mój Śnież Miś czyta:

Jakoś tak nie umiemy bez książek, nie wiem czy to zakaźne, czy swój swojego znajduje w tej zaśmieconej przestrzeni światów:

Książki coś robią z każdym. Nawet teraz, w tej chwili, gdy zaciera się granica między światami, gdy dla wszystkich duchy wydają się byc bliższe… myślę o książkach. O tych, które odeszły i tych, których jeszcze nie ma…

O książkach, których pragnę (lista ma około 700 pozycji) i tych, których tytułów nie pamiętam, które pozostawiły po sobie tylko wspomnienie, jakiś obraz, mgiełkę uczucia, splotek myśli, cząstkę osobowości bohatera…

A Śnież pozuje z książką od Misia Endo 🙂 Lubi pozować. Taki pozer myślicie? A nie, on po prostu tak ma. To Miś z bardzo dużym poczuciem własnej jedynej słusznej pluszowatości oraz… filozofii skalniakowatości. To istotna część jego życia, by każdemu uświadomić potrzebę posiadania skalniaka – czyli kogoś/czegoś/różnego co można przytulić poddusić i po prostu nie być samotnym… albo wsadzić do książki jako zakładkę 🙂

Tym  oto zdjęciem wygrał konkurs Runy! Mój mały-wielki Śnież wygrał konkurs pośród krwistych!!! I dostał dla mnie to:

Z książką pozuje Uszek 🙂 Nie wygrał, ale za to jest fajowski… książka też, recenzja potem. Jeżeli ktoś nie zna, to trzecia część epopei wilkołaczej Magdy Parus. Połączenie sensacji, wikołaków i prawdziwie wilczej strony łaków.

Myślicie, że książki mają dusze? Bo jestem pewna, że tak… pozostawiają pustkę, są tęsknotą, wkraczają w jestestwo czytelnika, nie pozwalają o sobie zapomnieć… Pożarta Przez Książki przekraczam linię pomiędzy swiatami, szukam tam dusz książek, które odeszły, niechcianych, niekochanych, często tylko niezrozumianych. Tak bardzo chcę im pomóc…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Samhain…

No i dzieci zeżarły moje cukierki. Nie wiem czemu, ale czuję się dziwnie. Może to owo dziewictwo po raz pierwszy obkradzionej wiedźmy, co to cuksy kamuflowała na zimę? A może boję się, że napadną na mnie jeszcze jakieś inne bachory i zamiast dać się zapakować do pieca, będą wołały o cukierki… a tak serio to już nie ma. Była tylko ta jedna torebka w ramach dekoracyjnych. No co, stara jestem, nie gyzę już karamelków, zresztą były ohydne! Nie ma to jak porządne czekoladki…

A gdyby tak zeżreć te dzieci? Ile weków by się zrobiło na zimę…

Staffnąc bachory czymś intrygującym, no i do piecyka 🙂 W końcu i tak nie rozumiem co do mnie mówią, jak będą krzyczały tym bardziej! Toż dogodność mieszkania na Wyspie, na której nie rozumie się ni słowa… Żeby 3 dialekty na takiej skałce sobie wymodzili… Szaleńcy. Ale i tak kocham moją magiczną Wyspę! Mimo że z tą magią coś nam ostatnio nie wychodzi…

Ech! Okutna umiem być tylko w wyobraźni. Nie będzie weków z dzieciów. Co za braki w genetyce wiedźmowej. Dobrze, że choć zaklęcia odnowione, moze nic złego się nie przypałęta, oby coś dobrego… Zamawiam cud od jutra, mogę poczekać te kilka godzin!

Ale potem chcę cudów. Spełnienia marzeń w Nowym Roku, magicznie Nowym Roku! Chcę… proszę, błagam… przecież już z dupy nic mi nie zostało od tego kopania. A głowa waląca w mur zaczyna się przyzwyczajać, odciski z tynku i cegiełek wpisują się w malowniczą strukturę mojego nosa. No litości!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Miodzio…

Skarpety gotowe na Samhain, a co w sklepie? A no właśnie cudo to:

Nie żebym miała coś przeciwko, wyznaję przecież silne zboczenia na tle Christmasów, śniegu, choinek, bałwanów – ale inteligentnych, no i prezenty, Mikołaj 🙂 Ale ta malutka śniegowa kula mnie rozbawiła. Bo w rzeczywistości moje życie jest jak taka kula, wstrząsnąć nią, a już świat inny, więcej światła balansuje na płatkach śniegu. Tylko by znalazł się ktoś, kto chce mną potrząsnąć 🙂 Mimo moich sprzeciwów…

Obok magnesów na lodówkę, pluszaków no i książek oczywiście, to moje wielkie zboczenie. Co mnie tak w tych kulach nęci, porywa, zatapia? Moze to ten idealnie gładki świat, zamknięty, bezpieczny… Śnieg…

A może jest tam magia, której do końca nie umiem zdefiniować, ale intuicyjnie wyczuwam…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Aniołem byłem, ale się zbiesiłem…

Tak sobie myślę, że mam problem z aniołami. Ten mój Stróż, to na pewno raczej ma przegibane. Zresztą ostatnio umilkł, a mozna było z gostkiem fajnie pogadać. Te, które spotykam gdzieś, przycupnięte na granicach drogi, którą kroczę, okazują się być otyłymi bobasami, od których dostaję parchów… jakoś tak na mnie działają; zresztą ja w ogóle mam uczulenie na dzieci.

Ale czasem zdarza się anielskość w specyficznej postaci…

Anielskość zawarta w definicji człowieczeństwa. Taka, która przyślę wieżkę z Paryżewa, anioła z… hmmm, no raczej nie Nowego Targu, chyba? albo książkę. Dostarczy kabanosy dla tej mojej pluszowej części, albo zwyczajnie pogłaszcze wirtualnie.

Owe Anioły są jak ta pomocna dłoń, ale wciąż przyczepiona do człowieka, albo światełko w tunelu, z którego jednak chce się wyjść…

Anioły aniołami, ale we mnie raczej więcej bestyi niż anioła. Chyba nie byłby mi wygodnie ze skrzydełkami 🙂 Co to ja podpaska? A jednak jakoś tak jak wciąż czuję pociąg do nadziei, tak i mam prbolem z tymi aniołami… bo przecież każdemu należy się jakiś stróż-obrońca nadnaturalny. Też poproszę…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Jeden komentarz

Na kanapie…

Na kanapie był konkurs – kocham te ich konkursy, wyznaję pełne uzależnienie… A napisałam (jako Kobaltowa Wrona):

„No dobra, wstałam. Jejku, nie masz żadnej potrzeby, żeby mnie tak walić tą różdżką. Durny chochlik… Nie, wcale nie obleję kolejnego egzaminu – No pewnie, że się uczyłam, gnido włochata ty jedna! Umyję tylko zęby, nie bez zaklęcia na urode, to i tak w niczym mi nie pomoże, w końcu jestem najstarszą uczennicą. I to nie najlepszą, wiecznie mi o tym przypominasz… Wiesz co, naprawdę w upierdliwości przodujesz. Choć, idziemy na egzamin. Weź, przestań szarpać moim workiem, tumanie pomieszasz mi wszystkie mikstury, wiesz, ze zawsze odklejają mi się nalepki na słoiczkach… No dobra dobra, jesteśmy na miejscu… Dzień dobry. Tak Panie Profesorze, oczywiście, zawsze o tym pamiętam. Tak jestem przygotowana. O! dziękuję za wyciszenie mojego chochlika, tak wciąż nad nim nie panuję, oj przepraszam, co tutaj tak biało…. tak dziwnie biało…. zaraz gdzie wszysyc są? O kurcze! Moje miksturki, pomieszały się, a w worku mam dziurę… ech! no dobra… to zdałam czy nie?”

Wszystko to, by wygrać „Czaropis”, nie udało się, ale książkę i tak chcę 🙂 a poniżej moje skarpety na Samhain – niezłe, co nie 😉 Wielka Bogini ile ja mam lat? 😉 na miotle podwiewa, powinnam przemyśleć długie gacie!

Żeby nie było, wygrałam wczoraj 😉 Zamiast „Czaropisu” będą „Nienasyceni”. Ale jak ktoś chce żebym napisała recenzję, to ja chętnie przyjmę książkę 🙂 No i jak?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 7 komentarzy

To czytanie…

Uzależnienie od książek nie ma u mnie początku i końca. Nie ma kuracji, która odwróciłaby proces powolnego wtapiania się w tomy, jaki rozpoczał się jeszcze gdy byłam zygotą… a może tylko myślą, strachem, duszą na Wielkim Drzewie? Jako Pożarta Przez Książki, wiem co mówię. Pożarły mnie bezczelnie, strawiły i… nie, wcale nie będzie o wydalaniu. Będzie o świecie, który się wtedy tworzy, gdy tkwi się wciąż choć jedną nogą w książkach. Bo taki świat istnieje i jest mój… do końca. W takim świecie żyję.

Książki są wszędzie. Ten zapach świeżej, prosto z drukarni, albo zasuszone kwiatki z tych starszych, niosą wspomnienia, własne opowieści. W specyficzny sposób wplatają się w każdą moją myśl i każde działanie. Zawsze gdzieś pod ręką – lekka fobia, gdy nie ma co czytać, odwyk, ból, nerwy. Przez bardzo długi czas myślałam, że tylko mnie tak silnie książki przywaliły, teraz wiem, że nie tylko mnie, wystarczy spojrzeć tutaj: Książki Moja Miłość…

Jedni twierdzą, że to ucieczka od rzeczywistości inni tylko litując się kiwają głową, gdy w końcu dociera do nich moje nieśmiałe stwierdzenie, że tak, posiadam dużą ilość książek. No ale co ja na to poradzę, że czytanie jest ważne. Bez czytania, bez zmyślania, bez historii, które odrywają od rzeczywistości, ale też bez tych opowiadajacych o życiu innych… świat już permanentnie byłby nie do życia. No i bez kominów… w końcu idą Christmasy 😉 Przyznaję się do życia w świecie książek i wiary w Świętego Mikołaja! Bo książki to moja rzeczywistość i przy niej zostaję, dziękuję za egzorcymy!!! Nie skorzystam!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze