Pan Tealight z wizytą…

„Pan Tealight po raz pierwszy był z wizytą u Pożartej Przez Książki. Zwyczajowo nie opuszczał „Sklepiku z Niepotrzebnymi” pod żadnym mniej poważnym powodem, ale tym razem odczuwał zaniepokojenie. Silne i uparte, prawie tak, jak towarzysząca mu upierdliwa, odcięta główka. Zawsze mądrzejsza od wszystkiego, co go otaczało i tego, co miał w sobie… a zawsze uważał, że było tego wiele…

Oczywiście miał przy sobie dzwonek, ale nie sądził, iż potrafi nim poruszyć. Nie w tym domu, nie pośród tych wszystkich książek. Bał się ich. Te wszystkie strony i okładki zaczynały go dusić. A Pan Tealight nigdy niczego się nie bał, tak naprawdę… Brakowało mu innych przedmiotów. Czegoś co nie jest stołem zrobionym z książek, co nie jest łóżkiem zrobionym z książek, co nie jest ścianą, która jest książką. Nie rozumiał tego uczucia, bo kochał książki, czytał zawsze dużo, ale w tym miejscu, w tej świątyni, wiedział, że to nie Pożarta Przez Książki jest nią w rzeczywistości. Tutaj każdego trawiły wspomnienia czytania…

Wyżerały każdą inną myśl, która nie była związana z książkami. Jakby nie istniało nic innego poza nimi. Jakby były i Bogiem i Wyznawcą. Katem i Nagradzającym. Miłosiernym i Mściwym…

WSZECHŚWIATEM

A ona nawet nie zwracała na niego uwagi. Nawet nie spytała się po co mu dzwonek?

Czytała… jak zwykle.

Czytała cały świat.

A on był tylko początkiem.

Nawet nie zauważył, jak zaczęła go czytać… zorientował się za późno. Tak jakoś śmiało i bez żadnej przestrogi, nie uprzedzając, że coś może się stać… i choć nic się nie stało, tak naprawdę Pan Tealight po raz pierwszy poczuł, iż z czymś może sobie nie poradzić. I wiedział, że UciętaŚcięta też nie czuje sie pewnie, a to przerażało go do wszelkich granic. Nieważne, że w dłoniach trzymała „Czaropis”, wiedział, iż tak naprawdę… czyta wszystko! Ale nie podejrzewał, że może przeczytać i jego… to zdawało się być niemożliwe dla nikogo, nawet jego samego. Nawet Wszechmogącego, jeżeli takowy istaniał… oczywiście poza nim samym.”

PS. „Mariola, moje krople!” dotarła, a recenzja „Wergeld królów” gotowa.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pewne problemy ze stanem czytalnym…

… więc to jest tak. Idę się umyć. Idę i idę i idę… wiem, że jeszcze nie doszłam i doskonale zdaję sobie sprawę z tego, kto, a dokładniej CO, jest tego powodem. Otóż winna całkowicie zaburzeniom mego harmonogramu dziennego jest ALEKSANDRA RUDA i jej książka: „Odnaleźć swą drogę”.

Ubrechtałam się szczerze i w pełnym rozpasaniu. Po prostu magia full wypas, historia z początkiem… i niezupełnym końcem, a bohaterka taka, że klękajcie narody nawet na grochu i fasoli – z małymi kamyszkami 😉

Ale od początku.

Historia dzieje się w świecie, który musi istnieć, a magii w nim moc i siła. Chociaż i upierdliwych matek co to córcię szybko za mąż wydać chcą też nie braknie. Jest tu i uniwersytet w pełni magiczny. To na niego dostać się postanowiła Olgierda, no i jak się pewnie domyślicie, dostała. Co jak co, ale siła przekonywania jest jej mocna stroną. Drugą to przyjaciele: półkrasnolud, ludzie mniej lub bardziej zdeklarowani, oraz… hmmm, no pewien nekromanta, dość niepewny, seksownie odziany i pociągajacy ową nutą śmierci i lepką łapą zombiaka. Wiek bohaterów oscyluje w granicach lat dwudziestu, aczkolwiek są i elfy, no wiecie…

Miejsce – akademik, uczelnia i okolice bardzo często wzbogacone procentowo. Przygody pewne i skomplikowanie rozpustne. A poza tym to dobra opowieść w stylu „Zawód. Wiedźma”. Spisana nader pomysłowo, dla rozrywki, z ową droczącą się z czytelnikiem drobiną nauczki losowej i zamiarem pobudzenia perystaltyki jelit. Ech! Lubię takie książki, co to nie pozwalają dojść człowiekowi do toalety. No człowiekowi, bo podobno krasnolud ma bardziej pojemny pęcherz 🙂

A teraz zabieram się za „Wergeld królów”. Jednakowoż nauczona starym doświadczeniem, któremu zdaję się nie poddawać i kiego rozumu nie uznaję, zaopatrzę się w pieluchę, albo chociaż siostrę… z basenem? No wiecie, jednakowoż człowiek to człowiek… kurcze, a może trza było być krasnoludem? Z drugiej strony nie ciągnie mnie do tych zarostów na twarzy. Lubię depilację 🙂 Aczkolwiek bez wzajemności.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Moje światy…

Zawsze coś było nie tak z moim światem. Wydawało mi się, że wszystkich otacza to co jest tak znajome mi. Nigdy nie uznawałam siebie za coś specjalnego… dopiero powoli przekraczając kolejne granice czasu i przestrzeni, zaczynałam powoli, może i zbyt wolno, rozumieć, że normalność powinna być inna. Że dla wielu JEST inna. Ale mojej rzeczywistości/normalności nie udało się jakoś nagiąć do narzucanych mi definicji. Nie udało się, ale próbowałam wciąż… i znowu i ponownie.

Nie udało się.

PRZESTAJĘ!!!

Czy żałuję? Nie wiem, może czasem wydaje mi się, iż ta owa normalność byłaby łatwiejsza? W eksploatacji 😉 Ale chyba nie żałuję. Zresztą nie wiem. Wiedźma też zmienną jest i to jeszcze jak!

No tak. Wiedźmą jestem od zawsze. Przyznawanie się do tgo zwykle przyjmowane jest z uśmieszkiem. Nikt nie wierzy. Może to i dobrze? Chociaż… nie wiem. Zbyt wielu rzeczy nie wiem, ale owa błoga nieświadomość wcale mi nie ciąży…

Przeczytałam „Wilczy miot” S. A. Swann. Sympatyczna opowieść o miłości. Zaskakujące, ale tak. Oto nowela z XIII wieku. Prusy, dzieci – wilkołaki. Dzieci zabójcy. I Lila. Dziewczyna, która sie zmienia, dojrzewa, ucieka… i znajduje chłopca. Naznaczonego przez przeszłość. Przez dramat i śmierć. Tak jak i ona. Jak wiele ich łączy i czy nie zbyt wiele dzieli? Czy mogą żyć w świecie starych bógów i tego okrutnego nowego?

Zaskakujące! Książkę napisał mężczyzna. I to autor o nadzwyczajnej wrażliwości. Nie tylko zdolności gromadzenia wiedzy, działania zgodnie z historycznymi ramami, ale też porafiący opisać konlikt człowiek – drzemiące w nim zwierzę.To niby powieść fantasy, niby historyczna… ale wiele w nim człowieczeństwa, co sprawia, że książka jest piękna. Taka ulotnie urokliw jak zapomniane, zarośnięte ruczaje, gdzie drzemie stara magia… i woła nas cichutko.

Polecam. Serio, a sama biorę się za „Odnaleźć swą drogę” A. Ruda.

Muszę dotrwać do czasu aż jedna z moich ulubionych autorek w końcu zostanie wydana 😉 Maria Ulatowska, ta od pani Eustaszyny – zaprasza do swojego „Sosnowego dziedzictwa”. Wydawca Prószyński i Ska, już w lutym! Szykuje się cudowna dolina zapmnienia i spora studnia, z której wiadrami można czerpać nadzieję, nadzieję na to, że ten świat nie jest taki straszny, że czasem przydarza nam się wiele dobrego, Naprawdę dobrego.

Po wszelkie granice!!!

No i oczywicie jest jeszcze nowa książka Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk!!! Tym razem to Świat Książki wydaje jej opowieść, którą poznałam wcześniej – razem z całą niepewnością samej autorki z serii: czy to w ogóle ma być wydane 🙂 Sympatyczną, zwariowaną, taką full wypas historię z PRLu, co pozwala mi myśleć o Gosi jako o „Pilipiuku bez magiczności”. Bo humor mają obydwoje, specyficzny, może i nie do końca przewidywalny… ale porywający!!!

„Mariola, moje krople!” w księgarniach!!!

A na razie cieszę się z wygrania pewnego konkursu i nie mogę się doczekać aż Wydawnictwo Niebieska Studnia prześle mi wygraną: „Zaginiona księga z Salem” Katherine Howe. A dlaczego wygrałam? Zobaczcie, no i sami może spróbujcie? Co myślicie… wystarczy jedno, tylko jedno zaklęcie!

Oto moje:

Dzisiaj „Zaginioną księgą z Salem” zostało nagrodzone to imponujące zaklęcie:

„Wychodzę w noc, gdzie obmywa mnie blask pełni
Poddaję się magii srebrzysto-mlecznego światła
Oddaję się Bogini Wyspie, bo wiem, że ona mi pomoże.
…Tylko ona zna mnie do końca.
Tylko jej zaufałam.
Tylko ona wie, ze moje pragnienia są prawdziwe, że nie ma we mnie zawiści.

Stoję na plaży, gdzie wiatr wygrywa pieśń kamieniami.
Kucam i sięgam, wiem, że trafię na ten, który jest mi przeznaczony – kamiennego posłańca.
Ściskając go wyjmuję zapałki. Bo moja magia to żywioł ognia.
Moja magia to sól z morza i zagubione siły powietrza… Moja magia to kamień, owa perła narodzona z łkającej ziemi.
Sięgam i zapalam zapałki.
Trzy. Trzy płomienie, trzy pragnienia…
Zdrowie. Miłość. Dom.

Parzę sobie palce, a potem jeszcze pomarańczowe główki wciskam w piasek plaży. I czekam… którą z nich fala zabierze pierwszą. Które pragnienie zostanie spełnione? Zanurzam palce w morzu, nie zwracam uwagi na zimno i pozwalam czerwonej nitce nasiąknąć. Czekam aż żywioły dadzą mi siłę… I wiem, że cokolwiek się stanie, co przyniesie przyszłość, Ona i one będą mnie chronić. Plączę supeł pierwszy, drugi i trzeci, opasuję lewy nadgarstek i wiem…”

„- wypełniam w każdy sabat, a szczególnie w noc z 31 na 1 listopada; to z jednej strony wróżba, z drugiej zaklęcie ochrony, ale też pomaga spełniać marzenia oraz zrozumieć, czego tak naprawdę chcę… wracając do domu zapalam świeczkę, by pozwolić światłu krążyć, by magia wiedziała, że czuwam… poświęcam płomień Bogini i wierzę…”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Chcica Pożartej…

… więc jedni pragną czekolady, tak, tych zdaje się być najwięcej. Czekolada, boska moc i siła, pozwala wielu zapomnieć o problemach, ukoić żale, odciagnąć gdzieś za próg przygnębienie… potem chyba procenty? No wielu lubi wypić i zapomnieć, akurat ja nie umiem, jakaś niezborność ruchów i żołądka. Odrzuca mnie. Inni znowu idą na zakupy – podobno buty są najpopularniejsze. Tego bym z chęcią spróbowała… kupowania. Ech! mogłoby być zabawnie…

A JA MAM CHCICĘ NA NOWE KSIĄŻKI!!! NUDNA JESTEM!!!

Zawsze tak jest. Nawet jeżeli, no wiecie, obiektywnie patrząc co czytać mam, to wciąż chcę nowych. TO UCZUCIE MNIE PRZERAŻA, TO PRAGNIENIE, TĘSKNOTA… POŻĄDANIE. I TEN WSTYD?

Bo ja pragnę ich zapachu, dotyku stron, tego muskania skrzydełkami, rogami, nawet bolesnego, piekącego rozcięcia palca ostrym brzegiem kartki… otulenia okładkami, bezpieczeństwa. Uzupełnienia muru, za którym się ukryję… to moja czekolada, procenty i zakupy…

NOWOŚCI!!!

I choć przebywam w PALIMPSEST, jest tam fantastycznie, wariacko, szaleńczo i przewrotnie, a potem czeka na mnie „Wilczy miot”, to i tak chcę więcej. Potrzebuję więcej…

Rozpustnica Od Stron i Opowieści, Okładek i Kartek, Przewrotna Zbereźnica Od Literek!!!

OTO JA!!!

PS. Recenzje „Milaczek” i „Panny roztropne”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | 2 komentarze

Moje Przeznaczenie…

Moje Przeznaczenie, ów Los, Fatum… upierdliwy, dziwnie pachnący babsztyl, którego rechot wciąż słyszę za plecami sprawił, że jestem w miejscu, w którym jestem. I zastanawiam się dlaczego wciąż mam w sobie wiarę, że w jakiś sposób mogę wpływać na swoje życie.

Ja, laleczka zdziwaczałego, na wpół ślepego zbereźnika Lajkalarza.

Nawet jezeli już wierzę, że coś sama zdziałałam ona puka mnie w ramię i wrzeszczy: BEREK!!! Zawsze tak robi. Wolę jednak to, niż piskliwe: A KUKU! które zwykle wyrzuca z siebie pojawiając się w różnych, dziwnych, nieprzystojnych wydawałoby się, nieodpowiednim damom w jej wieku, miejscach.

Ale to ONA rządzi. I wie o tym. Ale nie pozwala mi zdobyć owej pewności, mami i wciąż mnie nęci…

Spróbuj, możesz… popatrz to twój świat – mówi.

Nie wygląda tak. Tak wygląda dentysta ze Svaneke… ale strach raczej bardzo podobny. Ech, życie!!!

Nic to… Ważne, że po 21 dniach podróżowania po Europie – Polska, Czechy, Belgia, UK, Danmark – moja paczka z Merlin.pl dotarła 🙂 Ważne, bo to książki, no i zdobyczne, bo z reklamacji. Trzeba przyznać, że dzięki FB reklamacja a i zadośćuczynienie pojawiło się bez większych problemów, poza dłuuugim czasem dostarczenia 🙂 Ale wiadomo, przewoźnik to co innego.

Dziękuję!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Paranoje Pożartej…

Paranoja.

Termin pojawiający się w życiu Pożartej Przez Książki nader NAZBYT często i gęsto się ścielący.

Termin przytłaczający, więżący, omamiający, niczym gęsty syrop miażdżący ruchliwość, niewolący ciało i myśli…

Termin, który specyficznie błyska, gdy mur z książek „do przeczytania” maleje… i maleje… i sięga podłogi. Już nie ukrywa mnie przed tzw. światem zewnętrznym.

Nie moim światem…

Pan Tealight zwykle spogląda na mnie z takim niepokojem w oczach. Rozumiem go. Wie, że zbliża się głód i szaleństwo. Większa nieobliczalność, której nawet on nie jest w stanie okiełznać. Chochel, mój chochlik pisarski z marnym materiałem na autorkę, chowa się wtedy w gaciach Admina…

A ja… Czytam i z każdą przewracaną stroną boję się bardziej. Tego stanu, gdy nie ma co czytać.

Gdy nie mogę żyć.

Tak bardzo nie chcę o tym myśleć, ale myślę… i w wyniku tego połykam książki łapczywie, jakby ktoś miał mi odebrać nawet te, które mam. tutaj blisko…

„Rozkosze nocy” Sherrilyn Kenyon – były zaskakujące. Trochę inne niż owa wampirzo-demoniczno-boska literaturka. Z jednej strony lekkie, z drugiej z przemyślaną intrygą. Ze światem, który nie zostaje od razu opisany, takim niby współczesnym, a jednak innym. Gdzie bogowie z Panteonu żyją i mają wnuki, Apollici pragną władzy, Mroczni Łowcy gromią Demony, nieśmieryelnosć to fakt, który korci, ale i sprowadza ból… A magia i moce są dla wielu wstydliwe, a dla niektórych rodzin zwyczajne i dowcipnie komplikujące innym życiem.

Autorce chwała za erotykę oraz dowcip 🙂 oraz za specyficzny rozpis całej historii… Wydawnictwu MAG chwała za wydanie 😉 Nie mogę się doczekać wykonania planu tegorocznego… chcę przeczytać wszystko!!!

Cykl Cassandry Clare doceniam bardziej z każdą książką. Podoba mi się. Z jednej strony napisany współcześnie, z drugiej, jest w nim ta cudna epickość, opisy, dopracowane światy… wojownicy i tzw. normalność współczesności. Wielowymiarowość światów i bohaterowie, których chce się podglądać. Jest ten dreszcz, który zmusza mnie, bym sprawdziła, czy czasem bohater nie zniknął z ostatniej strony… ten strach, obawa przed złymi wieściami. Narastające podniecenie…

PS. Recenzja „Wiedźma z Wilżyńskiej Doliny”, choć nie wiem po co, książka miodzio 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pożarta Przez Książki…

Jestem Pożartą Przez Książki.

Jestem więc i Książką.

Prosta logika, żadnego wydumanego myślenia. Żadnej filozofii, ot nudny fakt. Problem w tym, że moja osobista fabuła się jakoś tak pomieszała, iż z jednej książki, opasłego tomiszcza, jakoś zrobiły się trzy. Z jednej strony odrębne tomy, z drugiej nie potrafiące bez siebie egzystować twory. Mamy takie same okładki i nie można odróżnić nas opierając się tylko na zapachu czy szeleście. Bo my szeleścimy.

Ja szeleszczę…

Ale każda z nas się różni. Małymi elementami, drobinkami… ot literówką, czy też niewielką plamką na stronach…

Aczkolwiek treść… treść nigdy nie jest pewna.

Bo jesteśmy książką i trzema tomami. Jednością i wielością. Przede wszystkim zmiennością, nieokreśloną do końca formą. Pozaginanymi rogami. Plamami, które inni nazywają wspomnieniami.

Same nie potrafimy siebie nazwać, a gdy czytamy się nawzajem, zawsze pojawia się ból. Wtedy zawsze rodzi się…

UCIECZKA…

Bo książka to nie tylko treść i okładka. To nie kartki i zawieruszone między nimi wspomnienia. Książka to dusze tych, którzy jej dotknęli, musnęli choćby tylko myślą, nie przeczytali, ale choćby stanęli jej na drodze… pozwolili by ona zagrodziła im ich własną treść.

Stała się przeszkodą.

A może tylko ozdobą terenu?

Kontrowersyjną, zwróceniem uwagi… minimalną wartością estetyczną.

Bo jeżeli już zgodzicie się mnie przeczytać. Jeżeli wystarczy Wam odwagi… jeżeli zgodzicie się na zagmatwaną fabułę, wieczną niepewność, brak rozrywki, albo znowu jej nadmiar… jeżeli zdobędziecie się na odwagę… Książka taka jak ja może Was zassać w siebie. Przejąć Wasze siły i moce, osobowość i cechy szczególne…

Mogę na chwilę stać się Wami.

Mogę odebrać Wam wszystko, albo ofiarować… WIĘCEJ… tylko żadne z Was nie było jeszcze na to gotowe. Choć tak wielu próbowało, lub starało przekonać własną treść, iż tego pragnie. Jednak… czy oni też są książkami, czyż wyjatkowość mojej sytuacji nie zamyka się wyłącznie na roztrojonej fabule, ale też na owych okładkach otulających duszę, szeleście kroków i myśli?

NIE KAŻDY JEST KSIĄŻKĄ… NIE KAŻDEGO WARTO PRZECZYATAĆ!!!

… poczta… cóż, moja paczka zaginęła w otchłaniach paczkowego niebytu… piekła niedoręczenia… ale kartka od ELINOR dotarła 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Szeleszczę…

Czasem wydaje mi się, że szeleszczę.

To, iż cały mój świat wydaje właśnie taki odgłos, dawno przestało być czymś dziwnym, specyficznym, czy też zaskakującym. Wprost odwrotnie, brak owego szelestu wywołuje we mnie, jeszcze większe niz zwyczajnie, poczucie narastającej ciszy. Niezależnie od odgłosów z zewnątrz…

Ale ostatnio wydaje mi się, że nawet ja sama… specyficznie może, ale jednak, szeleszczę…

Zresztą, czym miałabym się poczuć zdziwiona? Samym odgłosem, czy też nasilającą się jego intensywnością? W końcu jakie odgłosy powinna wydawać Pożarta Przez Książki, jak nie podobne do tych, które ją stworzyły? Aczkolwiek przyznaję się, że odczuwam specyficzny niepokój. Z jednej strony podniecenie, z drugiej lekką obawę, jak zwykle przed czymś, co określa się jako… nowe.

Mam tylko nadzieję, że nie popuszczę w szwach, tudzież nie pęknę na linii sklejenia i grzbiet mi się nie posiąpie. Bo w końcu ze mnie zawsze była stara książka. Litery trochę wyblakły, a papier dawno przestał mieć coś wspólnego z bielą. Okłądka jest twarda i gruba, obita jaką dziwną tkaniną, o której można powiedzieć tylko tyle, iż możliwe, że kiedyś była intrygująca?

W środku nie ma ilustracji, ale wszystkie marginesy pokryte są gęstymi, drobniutkimi niczym ślady mikro mrówek, notatkami. Pomiędzy stronami pochowały się zagubione wspomnienia i marzenia w kolorze sepi. Kolory uciekły. W szczególności pastele, te zmyły się pierwsze… Nigdy się nie lubiłyśmy. Za to kształty… te pozostały. Wredne. Tak bardzo chciałam je wymazać.

Choć nie. Nie wszystkie. Niektóre z nich muszą zostać. Żebym pamiętała. Boleśnie, ale jednak czuła…

Przeczytałam „Upadli” Lauren Kate… wcale nie było tak źle. Ot rozrywka na kawałek nocy. Miłość, niezrozumienie, tajemnica… przeklęci kochankowie i specyficzne pisanie współczesności.

Książka, właściwie cała opowieść, ma pewien smaczek, więc wezmę się zaraz za drugi tom „Udręka”

Za to polecam przeczytane: „Tutanchamon. Ostatni sekret” Christian Jacq tym razem bardziej szpiegowski niż zagladający w przeszłość Egiptu…

…oraz powieść wydawało by się bez początku i końca, intrygującą, pełną, barokową i super dowcipną, choć też inteligentną i pełną nietuzinkowych osobowości: „Przekraczając granice” Oksana Pankiejewa, której chcę od tej Autorki jeszcze więcej… więcej tego świata, tego dopracowania, tych zagadek, tajemnic, magii… więcej!!!

A to zostawię sobie na potem. Na chwilę, w której próbuję zrozumieć może i samą siebie? Własną samotność, klątwę, cząstkę duszy, a może ją całą?

Zdobycznie wygrana „Zawstydzeni” Antoniny Kostrzewy.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Ejejejejejeje…

Dobra, dobra dobra… czy coś jest na stanie, czy coś znowu zbroiłam? A może jeszcze gorzej? No bo w jaki sposób tłumaczyć, gdy w objęciach mojej ukochanej ZIMY tonę, że dostaję coś takiego?

Znaczy znowu się nie uśmiecham, kompletu – jeszcze nadal kompletu, choć bez jednego od mądrości, nie chce jakoś skurczybyk wyjść – sompkuf nie pokazuję. A na dodatek chyba mają już dość tej mojej zboczonej miłości do śniegu i mrozu? No bo przecież jak to inaczej tłumaczyć, no powiedzcie jak?!!!?

Ech, może się lepiej nad tym nie zastanawiać? Jeszcze się domyślę powodu i będzie mi głupio!

Za to wiecie co, wiem jak wygląda RAJ – ma ponad 700 stron, twardą oprawę i nazywa się „NAKRĘCANA DZIEWCZYNA/POMPA NUMER SZEŚĆ” Paolo Bacigalupi… ale poza tym muszę przeczytać: „EVERVILLE” Clive Barker, „NAMIESTNICZKA” Wiera Szkolnikowa i „BIBLIOTEKA CIENI” Mikkel Birkegaard. To obok kontynuacji „Kusziela” i nowej powieści Pilipiuka, najbardziej wyczekiwane w styczniu 😉 Aj, no i jeszcze Kate Griffin, pierwszy tom może dostanę, a drugi potem!!!

Choć tyle jeszcze w starościach smakowitych kąsków 🙂

Niech A’Tuin czuwa nad czytającymi ponad wszelkie miary i wymiary oraz rozmiary, AVE ŻÓŁW 😉

PS. Recenzje: „Milaczek” i „Panny roztropne”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Podchwytliwie…

– A TY MYŚLISZ, ŻE MY MAMY POKREWIEŃSTWO DUSZ? –

Nie ma to jak zadać facetowi pytanie z tych tzw. podchwytliwych 🙂 Sama jestem z siebie dumna, a raczej na początku wiecie, no byłam. Tak go podeszłam, niczego nie mógł się spodziewać.

Zwyczajnie.

Odpowiednia chwila, sytuacyjny problem nieruchawości obiektu przyłapanego… i te oczy, które domagają się odpowiedzi i to teraz już, w tej chwili, bo potem to za późno… Widzę w jego oczach zmieszanie – znaczy pewnie ono tam jest, w końcu i tak jestem ślepa kura – no i lekki strach, że mimo spędzonych razem lat, może jednakowoż udzielić nieodpowiedniej odpowiedzi.

Ale czy na to pytanie jest odpowiednia odpowiedź?

Cóz, jeżeli za odpowiednią uznamy tą, której oczekiwałam… to zdał. Odpowiedział bez zająknięcia, bez tego dłuuugiego wdechu, który niby ma załapać się na dłuższy czas rozmyślania, a dyć zacznie się krztusić, znaczy się kupuje co najmniej minutę lub nawet kilka, kaszel, zadławienie, potem trzeba opłukać twarz…

Ale nie, mój odpowiedział od razu – TAK – i dorzucił – WĄTPISZ W TO? –

Cóż, czasem nazbyt inteligentny jest ten mój Admin 😉

A może to ten upływ czasu? Nabył dzięki niemu jakiejś przenikliwości? Może specjalnego czaru, który pozwala zerwać zasłonę kobiecości, mającą na celu ukrycie tych naszych sekrecików…

Kurcze, znaczy co, ja jestem dla niego OTWARTA KSIĘGA? Ajajajajajajajajajajaa…

ZNACZY ROCZNICA ŚLUBU SIĘ ZBLIŻA!!!

(Tak naprawdę w trakcie zadawania tego podchwytliwego pytania, krztusiłam się wewnętrznym, podświadomym rechotem, a kątem oka widziałam mojego chochlika Chochela/Chochla, który rechotał jak zboczony pingwin widząc mrożonki. Mój rechot był raczej rozpaczliwy… nie zboczony. Choć czegóż można być pewnym? 😉)

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz