Mabon is on…

„Pan Tealight miał specyficzny stosunek do świętowania. Sabaty przyprawiały go o ból głowy, a spoglądanie na nadmiernie pobudzoną i dziwnie radosną uciętą główkę, zwaną Ojeblik… szalejącą, budziło mroczki przed oczami, których nie miał.

Trudno mu było wytrzymać radosną radosność innych… nie ufał radosnym stworom, a uśmiechnięte przedmioty powodowały u niego bolesne i aromatyczne gazy! Ale jednak w początku jesieni było to COŚ, co kochał i rozumiał. Przemijanie, umieranie, więdnięcie i kolorowe odchodzenie. To był przecież JUŻ wstęp do Samhain… czyli Już Już Już niedługo Yule!

A Zimę rozumiał Pan Tealight jak nikt inny!!! Kochał i ubóstwiał… i to dla niej właśnie szorował okna. Przecierał szklane, gładkie powierzchnie, na które chuchała ucięta główka… przecierał je do najwyższego połysku, pieszczotliwie… by po chwili znaleźć tam ponownie ślady dziwnych kropelek. To jednakowoż niszczyło jego spokój. I spokój Wszelakiego Ducha też! Jakby rozumiejąc co przeżywa, Stara Miotła poprawiajaca sobie w kacie witki, kopnęła w stronę zwiniętego kłębka koców niewielkie pudełko z chusteczkami. Wiedźma Wrona naprawdę miała katar!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


PS. Recenzja: przeczytana świetna „Podróż do tyłu” dzięki nakanapie.pl 😉 oraz „Ostatni taki Amerykanin”.

Sabat to czas wdzięczności. I jestem wdzięczna 🙂 Tesce za wszystko, ale szczególnie za „Masę krówkową” 🙂 A EFantastyka.pl za nagrody…

Następnie poczcie, która w końcu jednakowoż dała radę… choć nie wiem co się z nimi dzieje 😉 Jakieś rozleniwienie czy coś? Bynajmniej dziękuję za cudowny, wpasowany w czasie listonoszowy łomot do drzwi!

Zawsze z uśmiechem!!!

Książki od Prószyński i Ska oraz list niesamowity z Brazylii, od przebojowej dziewczyny imieniem Sophia 🙂

Tak… list to owo pudełko w piękne maki. Cudny list z dodatkami. Takie mgnienie egzotyki troszkę i zwyczajne poznanie kogoś, kto jest cudowny, wspaniały i do końca zaskakująco szalony!!! Kocham listy!!!

Nawet jak zawierają pająki 🙂

Kocham czytać Jej listy. Są cudowne. Takie prawdziwe i emocjonalne. Pełne jakiejś specyficznej dobroci i wrażliwości. Sophia to jedna z tych przedstawicieli zagrożonych gatunków… wiecie małych stworzonek na wymarciu, co to są inne niż cały świat. Ale i tak zemszczę się i wyślę jej kiedyś pająka!!!

Obydwie boimy się ich przeraźliwie 😉 Choć ona u siebie to ma raczej większy niż ja… kaliber!!!

Jej Brazylia jest taka piękna… ech! ale ja nadal i wciąż fanatycznie kocham swoją Wyspę 😉

Za to dziś mam dzień pluszowy na full!!! 🙂 Przybył miś wygrany na stronie Forever Friends Cute Bears 😉

Przyznam, że do końca nie wierzyłam, że go dostanę 😉

Potem, po wielu wielu wielu dniach przybył w końcu LAMB PUFF 😉 od Kittypinkstars!!! awesome, full of pink and rainbows… so cool that made a Sun come out!!! This is a true magic!!! Thank You!!!

A na koniec mój kochany Admin wybył na zakupy i… cóż nie wrócił sam… taki pluszowy dzień 🙂 O książkach napiszę jutro 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Bóg…

„Siedział, bo zdawało się, że to jednak mężczyzna… cały stary, a jednocześnie nazbyt gładki, dziwnie bezwieczny. Siedział na parapecie okienka przy drzwiach, pomiędzy zapomnianymi, starymi słoikami z niezidentyfikowaną zawartością, a małymi miotełkami do kurzu, których nikt już nie używał jak należy… siedział i siorbał. Siorbał z bajecznie kolorowej, malowanej w psychodeliczne różyczki filiżanki jakąś niesamowitą, niezdolną do opisania ciecz. A przynajmniej tak się wydawało Panu Tealightowi. Wciąż nie był pewien skąd wzięła się filiżanka, ani skąd wziął się ów… prawdopodobnie mężczyna. I to go niepokoiło. Ta dziwna niewiedza. A z drugiej strony wiedział kogo ma przed sobą.

– Dałem im wszystko. Byłem kobietą, lepiej, byłem wieloma… wydawało mi się, że jeden wystarczy, iż to będzie dobry pomysł, a oni co? Oni zwyczajnie mnie pomijają. Staram się ich gonić, gonić ich myśli, komplikacje, które komplikują jeszcze bardziej, ale nie nadążam. To dziwne, że nie nadążam nad tym, co niegdyś stworzyłem. Tęsknię za kobiecością. Ale jakoś nie mogę. Jednak chyba powinienem być mężczyzną, chociaż kto ich tam wie. Dotarłem do miejsca, w którym jak byk pisze: powiedz mi po co tu jesteś. I ten znak dotyczy mnie! MNIE!!! Jak on może dotyczyć mnie? To takie dziwne. Jestem Bogiem, ale w rzeczywistości, tylko odpadem obecnej wyobraźni i lęków wszechświata. Już nie wiem po co jestem, kim jestem i czy w ogóle…

Czy ja jestem?

Pan Tealight odkopnął łaszącą się do dyndającej stopy mężczyzny główkę – zwaną Ojeblikiem. Strasznie się łasiła, a on sam nie wiedzał co ma powiedzieć. Miał w sobie tylko pytania.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Czytam „Kruczobór” – naprawdę wciąga. I to wcale nie dlatego, że jeden z głównych bohaterów pracuje w kanałach! Jest magiczny, dopracowany i o drzewach. A ja kocham drzewa. Nie dlatego, że są tam kruki i wrony, raczej z powodu tego cudnego klimatu. Pięknego, magicznego. Wiecie przygody, ale umieszczonej w takim świecie, który kręci nam w głowach!

PS. Pluszowa rodzina powiększyła się o kolejną inspirację. Cudowne cudo, Harry’ego Pumpkina, zwanego też Muppetem. To zaskakujące, wspaniałe dzieło jednej kobiety – Jessica King – czyli firmy Cannibalized Cuties, znanej też jako: (Etsy) Cute and Creepy!!!

Dzięki takim stworzeniom, człowiekowi łatwiej pisać. Popatrzcie na niego, toż to cała gotowa historia. Nic tylko kochać. Chociaż żywi się małymi kotkami i wstrętnymi sąsiadami – kotki niech je! Co mu będę żałować 😉

Zobaczcie na tą cudowną wizytówkę. Oj wiem, można mieć różny stosunek do takich stworków pluszowych, ale nie można ich nie kochać. Bo one są właśnie takie jak poranione zwierzaczki i poturbowane stworzonka… pluszaki też potrzebuja miłości 😉

Pomijając ten fakt… jak piszą inni, warto wspomagać tzw. mniejszy biznes! I tyle. Pomyślcie o tym, gdy nadejdzie okres prezentów 🙂 Na przykład o mnie 😉 no wiem, że obraz to może prezent nietypowy, ale jednak – jedyny w swoim rodzaju?

THANK YOU JESSICA!!! HE IS AMAZING AND LIFE WITH HIM IS AWESOME AND FULL OF SURPRISING SMILES 😉 still can not believe I have Him 🙂 And yeah, he is chewing cats 😉 and they love it!!!

Osobne podziękowania dla cioci Rysi 🙂 za dokarmianie ptaszków 🙂 „Domek nad morzem” już niedługo. Intryguje mnie, bo podobno nie ma to być bajka… to co, przeczytacie jak wyjdzie? 😉

PS. Do poczytania polecam dziś Wam pewną Autorkę… a tak w ogóle i przede wszystkim specyficznego, cudownego człowieka, czyli: Jolantę Kwiatkowską. Zarazem książkowo, jak i blogowo!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Kwaszona ludzina…

„Turystę najłatwiej się łapie na promocję. Na darmowe, co ze zdziwieniem zauważyłam, trudniej. Chyba zrobili się już jacyś ostrożni. No i widać, że jest ich mniej, zauważyłeś. Nie wiem, czy to przez moją działalność, chyba raczej nie, nie mogli się skapnąć… to raczej przez ten brak promów i samolotów. Jakby Wyspa sama chciała się wyciszyć. Mam tylko nadzieję, że nie na śmierć. Myślisz, że Wyspa chce umrzeć? Może jest zmęczona? Może zbyt wiele jest tego, czego nie słyszę, nie widzę i nie rozumiem? W końcu ile żyję ja – ile istniejemy my, a jak potężnia wiekowo jest Wyspa? Jednak w takim razie dlaczego pozwoliła mi się w sobie rozkochać? Nie, weź podaj mi teraz paluszki, ale tylko z prawej ręki, z lewej kiszą się do góry nogami i koniecznie z marchewką, myślałam, że już się nauczyłeś? Te z prawej z czosnkiem znad brzegu morza i kupą kopru! To dlatego turystów trzeba łapać ostrożnie, nęcić trochę, a potem najlepiej lekko obuchem, ale coby nie uszkodzić. Egoistycznie najczęściej upadają na palce, a one przecież są najlepsze; chociaż lubię też rzepki w galacie. Takie natomiast gałki oczne są przereklamowane, ale mózg potrafi człowieka otrzeźwić. Znaczy pewno, po śmierci to mi zombie co oni sobie myślą, jednak chyba im miło, że są smaczni i pożyteczni. Trzeba w jakiś sposób zwabić więcej turystów, w tym roku tylko połowa spiżarki zajęta, puste weki jęczą i płaczą, zauważyłam, że zaczynają polować na pająki i mrówki… a jakoś robale w zalewie mnie nie kręcą.

Wiedźma Wrona, cokolwiek zarumieniona długą pracą z wekami i temperaturą w kuchni, spojrzała na Pana Tealighta. On tylko kiwnął głową. Kiwał nią właściwie od dłuższego czasu – taki system obronny chyba? Tak długiego, że na śpiącej w kącie uciętej główce zwanej Ojeblik, pojawiła się cieniutka pajęczyna. Cóż, przecież wiedźmom się nie odmawia.

I nie ma to jak kwaszona ludzina w zimowe noce!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

WIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEJEEEEEEEEEEEEEEE!!! Może dlatego listonosz znowu przechodzi z dala od moich drzwi… a paczkę zablokowali mi gdzieś na tzw. kontynencie? Nie wiem… Dół oznajmia, że jest obecny i rośnie.

Przeczytane: „Tajemnica smoka” – drugi tom nowego cyklu autorów serii:  „Dragonlance”. Czyli to, co lubię. Bo ja lubię takie pokręcone, przygodowe fantasy, w którym bogowie dostają po łapach, ludzie muszą w sobie samych odnaleźć siłę, a smoki… cóż smoki są jak zwykle łase na klejnoty, ale też kapryśne. To one do końca wybierają i strony i swoich własnych wojowników.

I właśnie o tym jest nowy cykl nazwany: „Dragonships”. Lekko trąci mitologią nordycką, nie wypada z ram ustalonych już wcześniej przez ten zgrany duet pisarzy (Margaret Weis, Tracy Hickman)… i wciąga nas do kompletnie innej krainy. Postacie, jak to one, są kapryśne i chciwe, ludzkie, ale specyficznie wyczulone. Osobowości bohaterów zderzają się, ale to my czujemy iskry na skórze. Angażujemy się w tą wyprawę, pragniemy dotknąć smoczego łba i poczuć pod palcami magię.

Bo w takich historiach chodzi właśnie o nią. O możliwość, by owo niemożliwe stało się nszym udziałem!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wiedźma Wielkiego Doła…

„Mam taki dar. Zbieram doły. Właściwie mam własnego, takiego giga maks. Mam go od zawsze, od kiedy pamiętam. To on mnie odpychał od ludzi, jednocześnie jednak domagając się towarzystwa dla siebie – egoistyczna kanalia w zawszonych portkach – chyba to kiepsko o mnie świadczy, że dół własny taki brudas. Dlatego zbieram te doły od innych, dla niego. Wysysam je, wiem kiedy się należy uśmiechnąć, jak dotknąć, by strzepnąć tego Wielkiego Czarnego Psa, dyszącego na cudzym ramieniu. Wiem… mój Dół lubi karmić się dołami innych. Wysysa smutek i zawsze znajduje mu miejsce gdzieś we mnie. Pierniczone kumulacje!

Tylko dlaczego mnie obdarza ową smutną nadwagą?

Po co robić akurat ze mnie kosz na odpadki? Pewnie jestem łatwa. Jakaś pierwsza naiwna. A może ktoś za mnie podpisał cyrograf? Problem w tym, że jakoś kiepsko się czuję nawet gdy się uśmiecham. To jakby nie ja, ani żadna z nas. My nie umiemy się śmiać. I nie chodzi o zmarszczki.

Początkowo, jako niższa, a raczej młodsza, bo wzrost się nie zmienił – postać tej rzeczywistości i zazębiających się, nie wiedziałam nawet dlaczego to się dzieje. Nie rozumiałam też czemu do szkoły odprowadzała mnie zawsze gromada psów… serio! Ktoś to zaobserwował i opisał… Ja – pięciolatka, która wywaliła właśnie wkurzający ją berecik do rowu, musiała go zaintrygować. Tym bardziej, że skrzatka szła do szkoły (no miałam być geniuszem, aczkolwiek mi przeszło, dlatego taka smarkata) otoczona psami. Bezdomnymi, domnymi i tymi całkiem zombie. Coś pamiętam z tego, lecz niewiele.

Pamiętam SMUTEK, jedno z dołowych mian. Wieczny, wiekuisty. Przyssany, zassany, otulający. Jedyna rodzina, przyjaciel i religijny wymiar smutnej duszy.

Dopiero niedawno uświadomiłam sobie, że dzieci do szkoły odprowadzali rodzice czy też dziadkowie. A ja chodziłam ze Smutkiem. Permanentnym Dołem. Łzami, które pojawiały się zawsze wtedy, kiedy chciały. Ot tak się zaczynały sypać i lać… i dopóki chciały mnie opuszczać, robiły to.

No i psami.

Dla mnie stan doła jest stanem normalnym. Stabilizacją! I choć tęsknię za kolorowymi, zarębistymi groszkami wiem, że to ja. Ja to Dół, Dół to ja… tego nie da się zmienić. Ale kto mówił, że ja jestem normalna? W końcu ktoś musi się zajmować utylizacją. Może to jakiś mój cholerny quest? Tylko dlaczego nie mam +100 mocy? +100 radosnej, flirciarskiej bezmyślności… i +100 promocji na dobre, kolorowe groszki?

Trochę to wszystko niesprawiedliwe!”

(„Pożarta Przez Książki – autobiografia” Chepcher Jones)

Zaczyna wiać… pełnia Księżyca. Nie ma to jak natura dokopująca psychice!!!

Paka z książkami. Tym razem będziemy pisać recenzje dla ArtTravel 🙂 i może coś więcej niż tylko recenzje? 😉 zobaczymy! Zawsze mogę pisać o snestormie, trollach i morzu. I o kolorowych domkach. Na tym się znam.

Trzeba przyznać, że to, co przedstawiono mi jako „literaturę podróżniczą” prezentuje się całkiem zachęcająco! Jestem zaskoczona.

PS. Kończę „Ostatni taki Amerykanin” E. Gilbert – jestem zaskoczona. Dobra książka. Kapitalnie napisana, jakoś tak bez oceniania, każdemu dostaje się po równo… ale reszta w recenzji 😉

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Rezerwat Dzikiej Wiedźmy…

„Mam takie miejsce na Wyspie.

No dobra, w rzeczywistości mam takie dwa lub trzy miejsca, ale to jest specyficzne inaczej. Siła morza, plaży oraz rzeki, która poddaje się mocy Wyspy zdaje się być tutaj… odmienna. No i przede wszystkim – są tutaj najbardziej zajebiaszcze kamyczki! Te same, które służą za obciążenie mi i mojej torbie, gdy wieje zanadto! Piękne, cudowne, magicznie kolorowe mieszanki krwi i trawy oraz ogniste krzemienie.

Ale czasem, gdy już łażenie z dziobem, szurającym pośród nagromadzonych skał mnie znudzi – albo zwyczajnie w końcu kręci mi się w głowie, wtedy siadam i szukam… szukam siebie. Bo ze mną coś chyba nie tak jest. Siedzę i gapię się w morze czekając na głupiutkie syreny, dzielne topielce i splątane w owłosieniu utopce… no i smoki, czekam na smoki oraz pradawne pluszowe misie. Gdy rozmawiam z wiedźmami z przeszłości, czuję te z teraźniejszości i szepczę do tych z przyszłości. To tak siedzę i myślę sobie, że muszę być chyba dziwna. Nie żeby było to złe – przynajmniej ja nie mogę tego określić, dziwność oznaczają inni, a do mnie inni nie przypływają – ja się nie nadaję do ludzkich zgromadzeń. Po prostu jest to specyficzne. Nie wiem dlaczego akurat mi się przytrafila takowa „dziwność”. I dlaczego jej nie odrzuciłam, ale wchłonęłam pomiędzy swoje strony i pióra? Dlaczego panicznie boję się techniki i… głęboko zakopuję telefon, odczuwam lęk, gdy ktoś zmusza mnie do odczytania mejli, a zamykam się w łazience na hasło: użyj skype’a?

Nie używam mikrofalówki, a z ostatnich wynalazków to mam druk i pralkę automatyczną? Mam skład długopisów i ołówków, papierków z zanotowanymi myślami i notesów, w których kryją się całe historie. Odczuwam lęk przed pędem świata, ale przecież sama mam swój kołowrotek.

Po co mi we wszystkim dusza… taki animizm nader komplikuje świat…

Tak siedzę i szukam tej siebie w sobie. Szukam i nie wiem kogo tak naprawdę opisuję?

Pan Tealight spoglądał na Wiedźmę i szybko notował coś w swoim kajeciku. Dziwnym, oprawionym w bader ruchliwą skórę, której otwory co rusz ziewały, jęczały, małe dziurki otwierały się ukazując dziwnie załzawione gałki oczne. Ojeblik, mała ucięta główka, przetaczała się pomiędzy bardziej krągłymi otoczakami i co rusz, z nader dziwnym wyrazem całej powierzchni, przyglądała się barwnej tabliczce wiszącej na drzewie: Rezerwat Dzikiej Wiedźmy – prosimy dokarmiać okaz wyłącznie literaturą i wiśniową galaretką. Ona przywlokła ze sobą ziemne orzeszki, nie solone… podobno też dopuszczalne.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Trzeci tom opowieści o czarnoksiężniku zwanym Matthew Swift. Wspaniałe, bujne, na wskroś LONDYŃSKIE opowieści, miejskie, magiczne specyficznie… czyli „Neonowy dwór” Kate Griffin. Zero zawodu, włąsne zauroczenie. Oszołomienie pewną prostotą, zdziwienie procesem, polegającym na wykorzystaniu tego, co dookoła, by wytłumaczyć, by wpuścić czytelnika w świat, który… no właśnie, czy Nocny Burmistrz nie istnieje?

Czy możliwe jest, by to była TYLKO bajka?

Jakoś w to nie wierzę.

Gdy pisze się tak konsekwentnie, a jednocześnie specyficznie, w pełni swobodnie, gdy pozwala się czytelnikowi wpaść w gówno, czuć deszcz na twarzy i jeździć metrem… powieść nie jest już tylko przygodą.

Czymś na chwilę.

Trwającą od okładki do okładki.

Recenzje: „Wołanie grobu” i „Miłość kąsa”. Podziękowania dla granice.pl za książki!!!

Znana niektórym intrygująca autorka… Maria Ulatowska szykuje się na nadejście swojej trzeciej powieści! No jak burza idzie Kobieta! 🙂 W związku z tym, w końcu dała się namówić na założenie bloga… i wiecie co, mam nadzieję, że będzie pisać, bo niektórych autorów dobrze poznać. Są specyficznie intrygujący, co mnie zaskakuje. Jakoś dotąd spotykałam tylko takich co psuli mi książki 😉

Moim zdaniem – ale nie tylko, konsultowałam – niektóre autorki, to wprost Piszące Damy! Tutaj wymieniać bym mogła, ale dziś pomyślałam, że przypomnę Wam: Jolantę Kwiatkowską – którą lubię, choć nie czytałam jeszcze, oraz Anię Klejzerowicz i Zofię Staniszewską; miłośniczkę kijków, czyli Magdalenę Witkiewicz i Agnieszkę Lingas-Łoniewską 😉 Poznajcie je nie tylko poprzez to, co napisały, ale też jako intrygujących ludzi – kobiety!

Jeżeli chcecie poznać jeszcze innych intrygujących autorów (płci wszelakich :)), to najlepiej szukać ich u santee.pl 🙂 Poza tym Kinga jako jedyna potrafi wytłumaczyć komputerowy świat nawet komuś takiemu jak ja!

AAAAAAAAAAAAAAA!!! SEPTEMBER GIVEAWAY – A PUFF 😉 JOIN!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Wiedźmus Wronus Pożartus Medytatus…

„Nakazują mi to zrobić. Podobno to pomoże na niepokój i wrodzoną depresję. Jakby nie wiedzieli, że na to pomagają tylko zarębiste, kolorowe groszki. Wiem z doświadczenia. Wiemy wszystkie Trzy. Ale cóż, łatwo na mnie wpłynąć, więc idę. Jednoczyć się z naturą. W miejscu, które jest tak pełne magii, że aż się iskrzy. Powietrze, woda, ziemia i ogień zdają się tutaj tworzyć cudowną jedność. Siadam. Moszczę się niczym w gnieździe na skale. Spoglądam na morze, podpierając się ziemią i drzewem.

Ja jestem jednością – wcale was maszkary nie słucham. Jednością jestem, wolę Wyspy respektuję, karmię się mocą… Bogom posłuszna, naturze oddana. Chłoszczącym mnie wiatrom na skale – cholera się zaraz do wody zwalę! dobra, utrzymuję równowagę, siadam stabilniej, nie bacząc na twardy różowy granit wbijający mi się w odwłok, się znaczy ogon. Jak to było…

Bogom posłuszna składam ofiarę.

Na krew zaklinam, na myśl i słowo, na ślinę i oddech, na przeszłości ogon.

Przyszłość oczyszczam, co było zapominam,

siłą się napełniam, bariery omijam.

Sile ziemi tej tylko się oddaję; potędze ognia, zmienności wody i mocy powietrza. Jestem żywiołami. Jestem – osobnikiem, który znowu przeziębi zatoki, bo wieje jak w trzy du… – Jestem drżącym płatkiem, unoszącym się na falach przypływu i odpływu. Spokojem – do cholery!!! – spokojem jestem! Swą wewnętrzną siłę zbieram w czakrze – którejśtam czakrze? – zbieram ją i oddycham. Tym razem naprawdę oddycham do końca. Pozwalam im wyjść. Pozwalam tym, które zastąpiły ukradzione cząstki duszy… odejść. Uwolnić się na chwilę – kurde muche chyba połkłam… i pomyśleć, że niektórzy chcą nas widzieć nago w kamiennych kręgach, zboczeńcy przebrzydłe!!! –

Duchami, które są mną, we mnie snem i marzeniem…

Uwalniam duchy, które płyną, wznoszą się pomiędzy chmury… radośnie niewinne, wolne i niedościgłe. Świadome mnie i siebie wzajemnie…

– O nie skurczybyki! Nie zostaję tutaj sama, wracajcie! Będziecie się ze mną męczyły, same żeście do mnie przylazły, nie narzekać. Walę medytację, nie ma drewna do rąbania, to idziemy dziewczyny porzucać garami! –

Cóż, nikt nie mówił, że bycie psychicznym jest proste ;)”

(„Słuchając Wyspy – Nie słuchając ludzi” Chepcher Jones)

Mam czasem wrażenie, że serio, ale bycie Wiedźmą to trudna sprawa. I nie chodzi o magię czy wizje, to pikuś, podobnie jak mój chochlik Chochel – widok kolesia tak poniżej pół metra w wielkich, czerownych gaciach Admina nie szokuje… Chodzi raczej o ten cały bajer, ten cały zewnętrzny czar, którego się od nas wymaga… no nie podołam. Czapa doda mi centymetrów, ale zamiast kota mam pluszowego misia i co najmniej 2 książki we włochatej, pożerającej kamyki torbie.

Niebieskiej!

Jednakowoż cały mistycyzm, świeczuszki, dzowneczki… nie mam do tego cierpliwości!!! Niech mnie ktoś nie przytuli!!!

PS. Karo w końcu stworzyła mój cudny, wygrany na EFantastyka.pl rysnuek. Podziwiajcie!

Dobra jest skubana 😉 Tutaj blog!!! warto!!!

PS. Recenzja „Spadek”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Starość…

„Pan Tealight spodziewał się jej. Ale też zdziwił, gdy zobaczył jej szczupłe, wysuszone ciało obleczone w dziwną, kwiatową niczym wiosenna rabatka, podomkę. Przemykała za białym płotkiem, z koszykiem paranoicznie zwiędniętych, choć wciąż mocno pachnących jabłek. Jednak świat wokół niej nie pachniał szarlotką. Raczej czymś na kształt różańca z różanego krzaku. Nazbyt słodka, zwodnicza, ułuda… Tym była Starość. Nie musiała mieszkać w Sklepiku, choć miała tutaj swoją półeczkę. Jej nikt nie mógł wygnać, choć można ją było odroczyć, niczym wyrok w zawieszeniu… Należała do tego świata, ale nie do świata za białym płotkiem. Tutaj istniała wolność i symbioza. Spokój umierania i bycia kim się pragnie.

Starość nie przystanęła, choć zwolniła kroku. Rzuciła spojrzeniem, ale Pan Tealight sprawnie je odbił i pozwolił mu zatonąć w Stałej Kałuży. Spojrzenie utrzymywało się przez chwilę na zielonkawej powierzchni, lecz na szczęście wyłoniła się znajoma wszystkim pomarańczowa macka… i świat znowu się uśmiechnął. Kwiaty podniosły zwieszone główki, a zieleń na liściach drzew znowu rozkwitła. Starość minęła uliczkę. Zniknęła w szarym kłębie dymu.

Pokonali ją.

Znowu… lecz na jak długo?”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

PS. Książki na dziś 😉 Wygrana od Sekretny Język Kwiatów oraz Dom Wydawniczy Rebis


PS. Recenzja: „Ziemia, powietrze, ogień i… budyń”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Anatomia Rymowania Wiedźmy…

„Sabacik, oj sabacik…

dla jednego cukras, innemu znów bacik!

Tego we dwa kije, tamtemu z gumki!

Oj będzie zabawa, oj będą i trunki!

Już się drewno tuli, już szumią iskry…

miotły już się cieszą, iskają się pchły!

Sabacik, oj sabacik!!!

Przyśpiewki Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki nigdy nie zawierały treści wyższych, a i w rymach były mało lotne, aczkolwiek każdy wiedział o co chodzi. Jak wiedźma zaczynała zadmiernie krakać… okoliczne domy cichły. Serca zamierały. Nawet te, które nigdy nie biły.

I tylko wredne dzieci myślały o cukierkach, ale zemsta mnadchodziła.

Zemsta miała się dobrze!

Pan Tealight wziął w szeroką, miękką dłoń drżącą uciętą główkę zwaną Ojeblik i schował się w piwniczce. Tam, w Składzie Zapomnianych, Niechcianych Książek, pomiędzy tymi zwróconymi, porzuconymi, zapomnianymi, tymi, które podtrzymywały chyboczące się stoliki i szafki, oraz tymi o zbyt smutnym zakończeniu… wolał przeczekać kolejny napad wiedźmiej aktywności.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Czytam sobie książkę, wącham ją i niucham – trochę jedzie trupem, ale to lubię!!! Oczywiście recenzja będzie dla Granice.pl. „Wołanie grobu” – po prostu czad!!! Oddam wiele za 3 poprzednie tomy, kto chętny się ich pozbyć?

A w ogóle… Mabon idzie. Tupta sobie dzielnie. W powietrzu właściwie zima, a mnie się wolny czas nie ima…

PS. Napisałam na pewien konkurs, to se wkleję 🙂

„Ależ proszę Pani, ja Panią uwielbię,
pędzlem obramuję, pędzlem uwiecznię.
Ja Pani piękno na płotna przeleję,
się Pani nie obawia, Pani nie zbrzydnieje :)”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Very Weki Time…

„Pan Tealigh bardzo poważnie traktował Zimę. Szykował się na jej przybycie od dnia, w którym ostatni płatek śniegu znikał w morskiej toni. Aczkolwiek w tym roku czuł w swoim szarym ciele, że jego ukochana przybędzie wcześniej. Więcej, czasem wydawało mu się, że wcale nie odeszła… I czuł dziwny, specyficznie zogniskowany w okolicach stóp, opanowanych zwykle przez Ojeblik – uciętą główkę – niepokój.

To dlatego z takim zaangażowaniem pomagał Wroniej Wiedźmie Pożartej Przez Książki układać słoiki na półkach. Różnokolorowe, pełne płynnej i bardziej stałej konsystencji. Niektórym machał, do niektórych się uśmiechał mniej, lub bardziej szczerze. Niektóre też się do niego uśmiechały, prezentując czasm żałosne ubytki w bielejącym uzębieniu… Pan Tealight uwielbiał czas wekowania. Kochał szkło słoiczków, ich rozmaite wielkości i pojemności, kolorowe zakrętki i wełniane przywieszki, nalepki, których nigdy nie był w stanie odczytać, oraz płócienne kokardki i serweteczki pod pokrywkami.

W tym roku było ich okrutnie mało. Ale cóż… turyści nie dopisali. Pazerni EGOIŚCI!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Czytam, czytam, czytam… czyli wiadomo, po staremu, ale obiecuję w tygodniu kilka recenzji książek, które naprawdę mi się spodobały!!!

PS. Z wariacji mych dalszych… Poznajcie KITTYPINKSTARS 🙂 oczywiście jej dzieła na  ESTY, czyli jej słodkie, zabawne PUFFy, a teraz nowość, coś… w czym ZAKOCHAŁAM SIĘ!!! Bo wiecie, czasem kocham też i nie do końca książki, ale tych, co pomagają tworzyć niezłe opowieści!!!

PS: RECENZJA „Spadek”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i „Hodowla Diobłów i Utopców”…

„Pan Tealight miał dosyć wszelakich człekopodobnych skrzydlatych. No poza Wroną Wiedźmą oczywiście! Jakoś tak po przejściu silnego załamania nerwowego, gdy uświadomił sobie, że ze skrzydełek dla niego nic nie będzie, no i że ogólnie w modzie są też kły, a on… ma pewne braki w strukturze twarzy… cóż, Ojeblik na szczęście miała pomysł. Mała, ucięta główka, zawsze obecna w okolicach jego stóp, miała pomysł. I tak narodziła się specyficzna hodowla.

„Hodowla Diobłów i Utopców” od początku cieszyła się wielkim powodzeniem. Mnożyły się jak wredne komarze stada, nie potrzebowały zbyt wiele nakładów, no i od razu były gotowe do zarybiania wszechświata. Znaczy zatopcowania i zadiobłowania! I to z wredną ochotą. Niestety jeżeli chdzi o Utopce krocie wydawały na pielęgnacię owłosienia, ale Diobły też miały swoje słabości: wypolerowane na wysoki połysk kopytka, różki i dobrze nastroszone ogonki. Pokłady żelu szybko się kurczyły, ale… Diobły i Utopce z łatwością radziły sobie z wrednymi, różowymi aniołkami, cherubinkami i tym podobnymi, a i wampirom miny rzedły…

Na szczęście… na specyficzne szczęście, właściwie możliwe wyłącznie w osobie Pana Tealighta, okazało się, iż wielu ma dość latających w piżamach i zakrwawionych bladusów!!! A miejsc ustronnych w Sklepiku było wiele…”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Aaaaaa!!! Książki od granice.pl – dziękuję bardzo, grubiutkie 😉 Oczywiście do recenzji, co prawda pierwszego tomu „Wampiry z Hollywoodu” nie mam, ale jakby ktoś chciał, to przyjmę z rozkoszą 😉

Nic tylko czytać, a tutaj jeszcze opowiadania do napisania, opowiadania do poprawienia, opowiadania do rozciagnięcia w powieści… sklepik na ETSY… Jak ktoś szybko czegoś nie kupi, bo właściwie będę sama robić za utopca, bo za diobła raczej nie, nie lubię nadmiernego ciepełka i kiepsko mi w czerwieniach…

ALE ZARAZ!!! WYGRAŁAM!!! I się cieszę. Książkę Anny Górskiej 🙂 „Nie zapomnę”!!!

PS. Recenzja „Ziemia, powietrze, ogień i… budyń”.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz