WOŁANIE GROBU

Czasem potwory noszą ludzkie maski.

Powieści Simona Becketta pragnęłam od pierwszego wejrzenia, od razu wszystkich. Takie miałam przeczucie gdzieś w sobie, że mi się spodobają, że to coś dla mnie. Niestety… udało mi się dorwać dopiero czwarty tom (wcześniejsze: „Chemia śmierci”, „Zapisane w kościach” i „Szepty zmarłych” nadal do wymarzenia w rzeczywistość) i to tylko dzięki granice.pl!

I wiecie co?

Po pierwsze każdy z tomów można czytać oddzielnie, niezależnie. Po drugie? JAK SZYBKO NIE DOSTANĘ TYCH TRZECH PIERWSZYCH TOMÓW… ZALEJE MNIE ŚLINOTOK!!! Bo Simon Beckett pisze świetnie. Mąci człowiekowi w głowie, zaskakuje okrucieństwem wobec bohaterów i delikatnością w stosunku do ofiar. Wciąga czytelnika w intrygę, domaga się zajęcia stanowiska, nie wyznaje zasady to białe, a to czarne i… uzależnia od pierwszych zdań. I tak, jest podobny do Kathy Reichs. I nie jest. Bo w rzeczywistości doktor David Hunter to całkiem inna historia.

Oto Kornwalia 8 lat temu. Zwłoki w świetnym stanie, mokradła, torf i wszelaka wilgoć. Tylko poprzez swoją „sławę”, oraz pewne stare znajomości pojawia się tutaj i doktor Hunter (tak cudownie spokojny, zadowolony z życia, mąż i ojciec, wiedzący jak i z kim chce żyć). Jest i morderca. Dziwacznie wielki, powolny typ… skazano by go już za sam wygląda, ale nie trzeba było. Przyznał się. Złapano go z krwią na rękach. Jednak do dziś nie odnaleziono ofiar. Może się załamie, gdy zobaczy jedną z nich, w końcu wydartą ziemi? A może ucieknie? Tylko czy wszystko, naszpikowane ambicjami władz, oraz pragnieniem policyjnej sławy, nie odbiega od tego, co powinni osiągnąć?

Spokój tych, którzy żyją?

Ostatecznie pożegnanie?

A potem coś się dzieje… i jesteśmy dziś. Z kilkoma szramami, bliznami… odmienieni i inni. Spoglądmy na doktora Huntera, który chce tylko oddychać, zapomnieć. Wszystko zaczyna się od nowa. Groza i niepewność narastają. Tajemnice skupione w wielkich workach, zaczynają wyciekać.

Beckettowi udało się stworzyć bohatera, który mimo iż skomplikowany, mimo że spogląda na świat poprzez to co przytrafiło się jemu, to jednak pozwala żyć i innym postaciom. U niego każdy jest istotny, ale nie przeciąża samym sobą fabuły. Owego trzonu historii, do którego przylulają się inne życia. Jest istotnym elementem układanki, dopełnieniem i wyjaśnieniem… I jest tak cholernie prawdziwy! Naturalny, realistyczny. On po prostu dobrze pisze. Pisze tak, że chce się więcej, że czuje się nóż, zaciskające się ręce na gardle… pragnie się ucieczki, schowania się przed złem… ale też nie można przestać czytać. To powieść przy której wykipi obiad, a mąż w końcu zrozumie, gdy sam przeczyta, dlaczego cienie stały się dla mnie groźniejsze!

Tu nie chodzi o samą zbrodnię, choć zakończenie wstrząsa tym jak bardzo człowiek może być… okrutny i głupi, owładnięty tylko sobą. Nie chodzi też o głównego bohatera, choć jest on nader skompikowany i dziwnie bliski czytelnikowi. Chodzi o to w jaki sposób autor to wszystko połączył. Naturalnie… a jednocześnie pozwolił sobie na to, by dla nikogo nie być miłym. Bo bycie dobrze wychowanym w dzisiejszym świecie może być tylko początkiem problemów. I jeszcze ta wszechobecna „angielskość”. A może to tylko to, że tak naprawdę każdy może tutaj być sobą? Nie wiem. Wiem jedno… chcę reszty książek tego auora i TO NA WCZORAJ!

„Wołanie grobu” Simon Beckett, Wydawnictwo Amber 2011.

SYNDYKAT ZBRODNI W BIBLIOTECE

Jedna odpowiedź na „WOŁANIE GROBU

  1. Pingback: Pan Tealight i Rezerwat Dzikiej Wiedźmy… | Chepcher Jones

Dodaj komentarz