Pan Tealight i kryminał z Krasnalem w tle…

„Zaryczana Wiedźma Wrona nie była niczym nadzwyczajnym. Pożarta Przez Książki miała w zwyczaju przeciekać ocznie z byle powodu. Wygrywała tutaj z małą, uciętą główką, która w sensie moczenia też była niezgorsza. Ale tym razem Ojeblik była zaskakująco sucha i zdziwiona. A Pan Tealight znał je już na tyle, by wiedzieć, iż zatrważająco zwyczajowo, gdy ryczy jedna, przecieka i druga… Coś się musiało więc naprawdę stać.

I to coś poważnego!!! Tym bardziej, że Wiedźmie Wronie towarzyszył wielbiciel nagości – tym razem po uszy zakutany w ciemny, lekko stłamszony w swej wolności, ręcznik – jej chochlik pisarski Chochel. A w jego rękach połyskiwało coś krwistego i białego zarazem. Coś jakby mózg może?

Pan Tealight poczuł dreszcz na plecach i zaczął liczyć – nie, sezon na turyściznę się jeszcze nie zaczął! Co więc się stało? Zresztą raczej nie tykali mózgów, były mało odżywcze. Dziwnie zapomniane i niepotrzebne! Bardziej pasujące do Sklepiku z Niepotrzebnymi, niż cokolwiek innego na tym świecie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Smutno mi

Pamięci mojego Krasnala Strażnika!!!

Brutalnie zamordowanego ręką desperata totalnego!!! Stał przy drzwiach, chronił mój świat…

… a teraz został po nim tylko…

… wspomnień czar i pył

wspomnienie i opowieść, bo zawsze zostaje opowieść… o niepozornym, a jakże niezastąpionym…

Książki przyszły!!! Ale mi tak smutno jest…

„Nigdy i na zawsze” – wygrane konkursowo romantycznie Konkurs „Najbardziej Romantyczna Para Literacka” – za Romea i Julię!!! – chciałam podziękować Wydawnictwu Otwarte, że mi ją zwyczajnie przysłało! bardzo bardzo! A oto, co naszkrobałam:

„Zawsze Romeo i Julia.
Bo tak.
Jakoś dziwnie zakorzeniona we mnie siedzi świadomość, że pierwsza miłośc, ta subtelnie świeża, niepewna tego, co się stanie, lekko głupiutka, może i naiwna… zasługuje na miano NAJ. Oj pewno, że skwasili, nic nie poszło tak, jak miało pójść, ale spróbowali. Bez doświadczenia, wiedzeni instynktami, pokochali, kochali i przegrali.
Choć może gdzieś tam wciąż żyją i kochają? Zamknięci w śnieżnej kuli, gdzie czas nie upływa, gdzie owa miłość zostaje naiwna, taka bez przeszkód w postaci kredytu i tego, jak dać na imię wnukom… niech tam istnieje, bo bez świadomości, że tam jest zbyt byłoby smutno na świecie.”

A cała reszta od… pani Eustaszyny. A jak ktoś nie wie o kogo chodzi, to oto link ZAPOWIEDŹ!!!

No i coś konkursowo MEGA nader bym powiedziała, że dużego – NAGRODA ZA NAJLEPSZĄ RECENZJĘ SYNDYKALISTÓW ROKU 2011 ZBRODNI W BIBLIOTECE!!!

IMPONUJĄCA!!! Dziękuję!!!

PS. Recenzja: „Pamiętnik grzecznego psa”.

Tęsknię… za tą ochroną z ukrycia. Przez 4 lata! Cóż, nawet pająki w Tobie Strażniku miały jakoś ciepło i przytulnie!

Tyle razem przeszliśmy…

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Kobieta na stos idąca…

„Powiedzieli, że to niepoprawne politycznie. Że mi nie wierzą, iż właśnie tego pragnę, ale pawda jest taka, że właśnie tego chcę. Religia mi pomoże, na to zawsze się łapią.

Bo jak można dalej żyć bez miłości?

Bez człowieka, którego pokochało się do końca?

Bez jego zapachu i dziwnej obecności? Tego co rani, przeszkadza, ale i tego, co sprawia, że chcemy wyjść z magicznego świata snów co ranek.

Niech mnie spalą…

Ciało i tak umiera. Tęsknota przeżera moje członki, bo przecież w całości oddałam się temu uczuciu. Miłości wrednej, opętaniu inną osobą. Nie chcę oddychać bez niego, nie pragnę żyć bez niego, nie chcę nawet… czekolady bez niego, książek bez niego. Zachodów Słońca i wschodów, bo ono okrutne znowu wzejdzie, ptaki zaśpiewają nie szanując mojego smutku, a pełnia księżycowa domagać się będzie poklasku!

Tak naprawdę stanę się rozrywką dla mas, chwilową… ot uronią łzę nade mną, może na chwilę przytulą tego, kogo kochają, ale nie zmienią się. Inni mnie będą obrażać, ale co tam, ja juz tego nie usłyszę. Nie ważne.

Tak wiele jest nieważne.

Jeżeli świat mi go odebrał, to dlaczego ja mam pozostać w tym okrutnym świecie?

Przybądź dymie i ogniu! Oczyść mnie z cierpienia, a duszy pozwól połączyć się z nim ponownie i już na zawsze…

Pan Tealight zbliżył chusteczkę do miejsca, w którym gdyby się znajdowały, wilgotniałyby mu oczy… nawet nie spojrzał na dziwacznie wykrzywioną, wymiotującą szyderczo i nadpobudliwie donośnie, z przesłodzenia chwili, uciętą główkę zwaną Ojeblikiem. Ona nie wiedziała. Nie mogła przecież. Zbyt wcześnie odciągnięta od ciała, nie pamiętała owej tęsknoty… ale skąd taką wiedzę posiadał Pan Tealight? Na pewno nie z opowiadań Wiedźmy Wrony Pożartej Przez Książki, ona w końcu miała uczulenie na romantyzm wszelaki.

PS. A duszy biednego zmarłego nikt nie słuchał, a tak donośnie przecież, zagłuszając głośną ucztę płomieni, zawodziła: NIEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!! toć dopiero się od tej cholery uwolniłem!!!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


„Ogry” sobie czytam, oj i o orkach czytam i o magii… TAK!!! Czekałam na tę powieść długo, a taka to wspaniała historia. Zadziorna, humorystyczna, odrobinę baśniowa, ale i naturalnie brzydka, co w niej jest… piękne, no zaskakująco tak, dziwnie sprzecznie urodziwe!

A na zewnątrz sztorm swoją własną sztukę odstawia… czy liczy, że będzie miał komplet widzów? Któż go tam wie… ale śnieżyło tak pięknie. Tak pięknie świat otuliło, że kurcze HEJ!!!

Śnieg niczym chrzest zmywa grzechy z paskudności ludzkiej… szkoda, że tak sporadycznie to robi.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Serce Niełamalne…

„Właściwie, to wszystko wracało do normy. Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki skończyła boleśnie romantyczne opowiadanie i obecnie powracała stopniowo do stanu permanentnej, nader rozkosznie rozpustnej, nieobliczalnej i niedefiniowalnej, mroczności. A gdy z nią było okej niezupełnie normalnie, całe miasteczko oddychało z ulgą, a nawet cała Wyspa.

Niestety Ojeblik była uczulona. Mała, ucięta główka strasznie odchorowywała najazd amorków, aniołków i wszelako skrzydlatych łukobijców o zauważalnej i namacalnej nadwadze. A to niestety był ich czas. Nikt nie wiedział, gdzie ukrywali się poza miłosnym nadmiernie sezonem, ale ich pojawienie się w ekosystemie było nadzwyczaj bolesne – walili bez znieczulenie, a biedna Ojeblik prychała i kichała w różowym koszyczku za zasłonką kuchni. W końcu wciąż była kobieca.

Uczulenie nie zmieniało jej przyzwyczajeń.

Zresztą to nie był jedyny problem Walentynkowej Linii Czasu. Było jeszcze ono. Zapukało o świcie. Czerwone, napuchnięte i zaskakująco piękne. Wielkie, połyskujące, wilgotne bijące serce. Nie złamane, do jakich Pan Tealight przywykł, ale w pełni sprawne. Zakochane Serce Niełamalne.

Czyli… problem!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


PS. Słów kilka o Anne Bishop, którą uwielbiam!

A moją miłością jest Wyspa… i Chowaniec Admin Masław i Miś Śnież i Pysio i wiele wiele wiele… chyba jestem rozpustna. Moje serce musi być nader rozciągliwe.


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Nieznośna Wampirzość Bytów…

„Pan Tealight przechadzał się uliczkami miasteczka.

Właściwie składało się ono z jednej ulicy i kilku niewymownych wypukłości, nieznośnych lekkości bytu planowniczych, ale co tam… Niech im będą, że są uliczki. Uliczki ze śladowymi i szczątkowymi zawartościami chodników. Zresztą przy znikomym ruchu, nic nie było istotne. Poza tą ciszą padajacych sporadycznie płatków śniegu i pustką. W małych domach ludzie i inne istoty szukały ciepłych miejsc, ale Pan Tealight, uprzednio zostawiwszy uciętą główkę – Ojeblika – pod opieką Chochela – chochlika pisarskiego Wiedźmy Wrony… chciał się rozerwać. Może i nie było to rozerwanie spektakularne, ale raz na jakiś czas musiał pobyć sam. Spojrzeć na miasteczko tylko swoimi, niewidocznymi dla innych oczami. Zamotany w pelerynę, krok za krokiem obchodził okolicę. Jego ślady szybko zasypywał śnieg. Jakby nigdy nikogo tutaj nie było. Okna natychmiast odrzucały jego odbicie… zbyt szare, zbyt niepozorne.

Wokół była tylko cisza. Piękna i cudowna cisza.

– Aaaa!!! Wampir!!! – cios torebką niestety też był cichy. Uderzenie zaś rozbrzmiało zaskakująco rytmiczną muzyką w szarej głowie Pana Tealighta. Wiedział jedno, ma już dość tego szufladkowania!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane – „Nazwanie bestii” Mike Carey. Czyli JUŻ piąty tom opowieści o egzorcyście Feliksie Castorze. Książka, na którą czekałam, bo gościa polubiłam dziwnie od pierwszego… czytnienia, i pochłonęłam w czasie nader zbytnio krótkim!

Nie wiem, czy to zależy od sposobu pisania – tej całej narracji – czy też zwyczajnie te klimaty pod piórem Carey’a nie nudzą. Bo znowu bawiłam się świetnie! Historia nie tylko ponownie mnie wciągnęła, rozprawiła się z pewnymi niedokończonymi/niewyjaśnionymi, ale przede wszystkim była wartka niczym woda… no wiecie gdzie. I choć to znowu te całe  zombie i wampiry, czy taki sukkub, to jednak wszystko jest takie inne, bardziej naturalne, prawdziwe.

Znajome postacie odkrywają swoje wszystkie karty, nieznajomi nie są istotni. A Asmodeusz pragnie tylko jednego – przetrwać. Mam jedno małe zastrzeżenie… czy on serio nie musi jeść, pić, spać, a nawet no… sikać? Czy Felix jest superherosem? Czy jednak człowiekiem? Tak się pytam, bo jak na człowieka, to raczej powinien nie żyć już z kilkanaście razy. A przynajmniej kilka razy odwiedzić WC!

AAAAA!!! I have HAMSQUIDS!!! 🙂 from KITTYPINKSTARTS giveaway!!!

They are amazing, unique and so so so funny! Thank You!

A moja Wyspa wciąż zaśnieżona. Piękna jak nie wiem co, szalenie ponętna i… cicha, tak bardzo cicha. Dopóki sąsiadowi znowu nie odbije, by wypróbować swój sprzęt! No nie ten sprzęt, ten muzyczny!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wiedźma w Snestormie…

„Ona tańczyła.

Wiatr był jej orkiestrą, a płatki śniegu oblepiały stopniowo jej ciało w mistycznym pragnieniu bliskości. Nie potrzebowała partnera. Tak naprawdę cała Wyspa tańczyła razem z nią… tańczyła w rytmie swojej akolitki.

Pan Tealight usadowił się wygodnie w fotelu i zamotawszy się w koce patrzył na Wiedźmę Wronę. Całkiem małą Wiedźmę, która zmieniła jego świat i dziwnie wypaczyła jego myślenie… Nigdy by nie pomyślał, że nawet on może się aż tak zmienić. Bo zmienił się.

Wyspa tańczyła. Każdy człowiek i zwierz, twór mniej lub bardziej magiczny, tudzież więcej lub kompletnie niepotrzebny… chował się. Zagrzebywał pod kocami i pierzynami. Wpatrzeni w ogień wszyscy zasypiali. Ale Wiedźma tańczyła razem z Wyspą. Tylko ona i nikt więcej.

Pan Tealight przysypiał w fotelu, z trudnością balansując usypiajacą mu na ramieniu uciętą główką – Ojeblikiem. Ale wciąż tam był. Czując jak Wiatr przenika Wiedźmę, a Śnieg tworzy jej nową skórę. Wyczuwając przemianę i pilnując, by nic takiego, nad czym nie mółby zapanować, się nie wydarzyło. Ciepło małej Wiedźmy topiło niektóre płatki, ale już kolejne warstwy okrywały ją szczelnie. Nie bacząc na Wiatr i na jej ruchy, płatki robiły swoje. A Wiatr wietrzył całą, ściśniętą w tej niskiej osobie magię. Wietrzył książki, które ją pożarły i wyrzucał wspomnienia, które tak bardzo raniły. Owijał co gorsze, ostre kawałki i niczym szklane odpryski, wyrywał je z jej serca… było ich tak bardzo wiele.

Królowa Śniegu pochwalała to. Jej Lustro już dawno wypełniło swoje przeznaczenie.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Awesome Someone came to my Island today! Amazing, cute, tiny green friend!!! Just a small smile! Or a very big one! I think he will help me to write and paint! Maybe will be the character for one of my stories? I think I can see him with Mr. Tealight!

His name is Jefferson, but He said his inside name is Leaf! So he is my tiny Monster Leaf – Liściak się znaczy!!! – cute piece created by Monsters.Etc.
Here is Etsy Monsters
– shop link!!!

Thank You Ruti from Monsters.Etc!!!


PS. Recenzja: „Ukąszenie”.

Dla jajców zaś powstał dziś ten tekst… bo podobno to Dzień Pizzy!!! Do czego to doszło, coby pizza miała swój dzień?
Czy takie podpaski też go mają?

Romantyczna opowieść o Pizzy

„Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, morzami i innymi zbędnymi w tej historii ukształtowaniami terenu, mieszkała sobie księżniczka Pizza.
Bardzo chciała się w końcu zakochać, a seryjnie była już raczej blisko BEST BEFORE. Jej wyprawy po lasach nie skutkowały jednak spotkaniem wilka, krasnali, zaklętych gór, chatek i smoków, gorzej, nawet pantofli na nich nie było. Raz Pizza spotkała wampira, ale ten nawet nie chciał jej ugryźć.
Zombie i wszelkie Anieli omijali ją, i lecieli… w daaaalll.

Księżniczka miała serio dość tego świata. No nikt jej nie kochał. Nikt nie prawił komplementów: Oj jakaś Ty krągła, jak ładnie się toczysz, jakie milusie dodatki.
Nikt nie zaproponował pieca!
I wtedy, pewnego mroźnego dnia księżniczka spotkała Olbrzyma… zakochała się na zabój i śmierć… i skończyła jako element podeszwy oblubieńca. Ten niestety nie zauważył jej miłości.

The End” by Chepcher Jones/Kobaltowa Wrona


Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wyspowa Syrenka…

„Nad drzwiami widniał napis – koślawymi literami, nierówno wyryty w jakiejś pamiętającej cytrusy desce – „Odpocznij. Tutaj nie znajdziesz niczego”. Warcząca kołatka i zestaw rozrzucających rdzę, niemych dzwonków, dopełniał obrazu. Do tego biały płotek i zakryty komin. Oto najbardziej znajome okolice dla pięknej Foremki. Dla niej to wszystko tworzyło straszliwą kompozycję, dobraną nadgorliwie i pieczołowicie, by zniechęcić każdego klienta. Gdy pojawiała się jednak ona… wszystko milczało. Żadna deska nie wyraziła sprzeciwu. Okna zdawały się pochylać, jakby miały wysłuchać przemowy najcichszego z bóstw.

Ona była bóstwem. Wiedziała o tym. I przyjmowała wszelakie dowody czołobitności ze spokojem i delikatnym uśmiechem. Chyba, że chodziło o Wygódkę. Wtedy bladła. Jej jasne, długie, pełne wodorostów włosy szeleściły. Z dłoni opadały kryształki soli… Cóż, wyspowa Syrenka, jedyna na Wyspie, kochała się w Wygódce.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Oj wpadłam w kolejny tom serii z Kate Daniels – „Magia krwawi” Ilona Andrews – wpadłam i nie dałam się wyrwać, dopóki nie skończyłam. A jak skończyłam, czuję się źle. Jakby zabrano mi nagle mój świat. Przygodę. Zakończono coś, z czym czułam się tak dobrze. Ową dowcipną, zaczepną opowieść… której chcę więcej i więcej! CHCĘ WIĘCEJ!!! Cokolwiek napiszę o kolejnym tomie przygód wojowniczki, zmiennokształtnych, wampirów i w ogóle świata, którym raz włada magia, a raz technika, będzie za mało. Bo nie da się jakoś w skrócie powiedzieć, jak fajna jest ta historia. Jak owa przygoda, śledztwo i zawirowania uczuciowe, wciągają. Jak fantastyczny jest język, dopracowany, ale nieprzeładowany świat, jak jajcarskie wstawki i postacie drugoplanowe – w tym przypadku zarębisty pudel bojowy!

Po prostu mam doła, bo książka się skończyła! Dla mnie to najlepsza reklama. Nie mogę się doczekać następnego tomu.

Finally got my first – I hope first 🙂 – amulet from Spirit of Old. Amazing piece, here is all about from Spirit page: „This dream amulet is carved into a detailed Raven’s head. Ravens have strong associations with the Celtic God Bran who has both underworld and solar connection and they also have further links with water and prophecy. The wood is bog yew from Galway in Ireland and is around 9,000 years old.

The Raven is filled with hand-gathered, organically grown herbs which are traditionally considered to be sacred to the Druids: lavender, vervain, yarrow, marjoram and mugwort. The herbs are permanently sealed inside with a protective wood plug.

Lavender is a powerful herb which brings peace, harmony and encourages positive thought and restful sleep. Vervain is a sacred cleansing and purification herb which is also believed to raise vibrations within the space. Yarrow brings its strong associations with clairvoyance and powers to promote divination. Marjoram is also added for its traditional connections with love and the heart. Mugwort has been used for millennia to aid clairvoyance, lucid dreaming and astral projection. Our ancestors drank tea made from the leaves and it has also been used in incenses or smoked to induce visions.

This amulet is infused with the energies of this potent ancient herb blend from inside and will make an excellent guide to aid you on your dream journeys.”.

Look inside this eye… feel the magic! Smell it, just breath with all those herbs and wood!

And my World is still covered with this amazing, fluffy, gathering all colors… cold, the most beautiful magic.

I love snow. Just love it. Can not live without it. Just could dance in this cold white, but also full of colors, magic called SNOW! I am the Winter. Time for a rest. Darkness, but also the light of candles.

And I am snow… but sometimes warmer 🙂 LOL

Ogłoszenia parafialne!

Już 28 lutego w księgarniach „Szósty”. Najnowsza powieść Agnieszki Lingas – Łoniewskiej. Podobno: „Tłem tej romantycznej historii jest świetnie poprowadzony kryminał. Grasujący seryjny morderca, tajemnicza sprawa sprzed wielu lat, niewiele poszlak… Wszystko to sprawia, że do samego końca nie wiadomo, kim jest Szósty, a ostatnie rozdziały i epilog są zaskoczeniem dla każdego czytelnika.„. Z tego co wiem, Agnieszka pisze intrygująco. Żywo. Jest eksplozją namiętności. Tym dowodem na to, iż polscy pisarze potrafią… pisać. A bohaterowie? „Alicja Szymczak i Marcin Langer… Od początku trwania powieści ich losy w dziwny sposób zbliżają się do siebie i oddalają. Każde z nich obawia się przyjąć tego, co nieubłaganie ściga ich od sześciu lat. Absurdalnie, dopiero pojawienie się seryjnego mordercy, zabijającego zielonookie blondynki, sprawia, że losy tej wyjątkowej dwójki łączą się na zawsze. Ona – policyjna pani psycholog i profiler, on – głównodowodzący Śląskiej Grupy Śledczej, elitarnej jednostki policyjnej. Współpraca zawodowa wkrótce przeradza się w gorący, pełen skrajnych emocji romans.”. No tak… jak najbardziej Autorka potrafi pisać o TYCH RZECZACH!

Fascynująco!

„Czy możliwe jest połączenie świetnego kryminału z wciągającym romansem? Wartkiej, trzymającej w napięciu akcji z subtelnym i wnikliwym opisem uczuć? Logicznie i racjonalnie skonstruowanej intrygi z onirycznymi przeczuciami czekającego gdzieś za rogiem przeznaczenia?

Okazuje się, że tak. Agnieszka Lingas-Łoniewska w „Szóstym” dokonuje niebywałej rzeczy. Łącząc przeciwności, tworzy niesamowitą historię, od której wprost nie sposób się oderwać. Rys bohaterów jest tak przekonujący, że zasadne staje się uściślenie autorki o fikcyjności postaci i wydarzeń.”

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Problem Płciowości Utopca…

„Jestem Utopcem.

Żadną tam rozpustną, flirtującą Nimfą wodną, szuwarkową czy bagienną, błotnistą rozrywką dla mas, co chcą mieć idealną skórę… czy tam inną bestią. Żadną definicją. Nie wpasowuję się w ramy, ja po prostu jestem Utopcem. Nie mają chyba na mnie żeńskiej formy.

Ale to nic, to nieistotne…

Sama wybrałam sobie taką egzystencję. Lubię ją. Kocham wodorosty plączące moje włosy i rzeczne kamienie. Wilgoć pod mostem, porosty i mchy, i ten tak nieodległy śpiew morskich fal. Mam darmowe nawilżanie i moc alg. Nie lubię tylko jednego – samobójców! Wkurzających ludzi chcących być mną. Albo raczej tych, którym się tak wydaje. Wydaje im się, że to ich przeznaczenie, ich koniec i nowy początek. Że będą potrafili być mną… Nie wiem. Rzucają się z mojego mostu, gdy ja chcę tylko spokoju. Zagłuszają mi ciszę, zmieniają środowisko, zwyczajnie śmiecą!

Znaleźli sobie hobby! I co gorsza, nie zawsze im się udaje, więc wracają na most i znowu i znowu… Tu serio nie jest dostatecznie wysoko! Ale nie, uparci wciąż skaczą i rozwalają mi dzień. Ja mam własne problemy!

Dość recyclingu!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Ale dostałam super prezent… tak dokładnie, to kilka tych prezentów, więc bezczelnie wyliczę, bo warto o TAKICH prezentach opowiadać. Otóż Piotr Olszówka namalował… mnie!!!

Znowu!

Chcecie być namalowani, zajrzyjcie na Narysuj mi baranka, albo stronę Artysty! Misie też maluje i pingwiny i koty… znaczy rysuje. Rysuje, maluje, no dusze ich oddaje na kartce!!!

Pomyślcie jaki fajny prezent można zrobić ukochanej osobie.

I w ogóle!!! STRASZNIE DZIĘKUJEMY Z MISIEM 🙂 Masław jest zazdrosny, że jego nikt nie narysował.

And a few days ago… came another plush friend. We called him a Czipmank 🙂 Because he looks a bit like a cheapmunk 🙂 LOL

He came from a very far far far away, with a lot of awesome goodies and funny surprises!

Thank You Kathy!!!

Chyba po raz pierwszy ciemną nocą – bo u nas bywają i takie jasne – wylazłam w śnieg. Bo w końcu mam śnieg!!!

I Snestorma!!!

I świat się zmienia co chwilę… Moja Wyspa raz wygląda tak, a potem znowu się przebiera, kobieco niepewna, no i płatki tańczą, wiatr bawi się, podrzucając je niby najkosztowniejsze klejnoty!

Błękit nieba wydaje się być szalenie nierealny… by potem znowu nadeszła mleczność słodkiej śnieżycy!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wiedźmy Świadomość Dyndająca…

„Wiedźma Wrona Pożarta Przez Książki… dyndała sobie i wronom!

Kobieco i w pełni swej ograniczonej świadomości. Owej odurzonej i otumanionej mocy przetwórczyni żywizny z turystów, dyndała. Dyndała gdy czarowała i gdy czytała. Pożarta i niedożarta. Dyndała wyraziście, gdy wychodziła na spacer i trochę spokojniej, w rytmie serca, gdy chowała się w kącie przed światem.Gdy podbiegała do drzwi dyndała radośnie, jednak, gdy zauważała nadchodzących gości, dyndała niespokojnie…

A może to świat się kręcił i tak ją straszył, bo ona sobie dyndała? Może dyndała cząstkami kobiecości, no i dzięki temu świat się kręcił? A może i dyndał? Na pewno stołował się u Wiedźmy, bo Pan Tealight, przy codziennej nadgorliwej sprawdzalności wiedźmiej spiżarni, zauważył znaczny ubytek w marynowanych na słono uszkach w oliwkach! A obżerania swoich włości nie tolerował.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Aaaa!!! Zlitowanie nade mną! Książki przyszły! No książki. I to takie upragnione, kurde wyśnione, no MNIAM MNIAMUŚNE NO!!!

Najpierw Prószyński i Ska – „Ukąszenie” Lynsay Sands

Niby wampiry znowu, ale troszkę inaczej. Zresztą się przeczyta, się zobaczy! A tutaj cała reszta mojego cudu nad Listed!

Cudne, co nie?!?

No cudne, pachnąc, namiętnie mnie do siebie pociągające… oczywiście nie wiem od czego zacząć, ale to takie kurde GENIALNE UCZUCIE JEST!!! Już tak dawno go nie miałam w sobie…

MÓJ własny, prywatny, może dla większości nieistotny i niewidzialny… CUD NAD WYSPĄ!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Zboczeniec Serowy…

„Nad Wyspą wzeszedł Zboczeniec Serowy.
Stworzony z goudy i wyłącznie z głowy.
Uparcie zaczął zaglądać w okna,
za którymi rozpusta i nierządza słodka.

Pan Tealight miał tego dosyć. Totalna inwigilacja dziwaka z Nieba, nie dawała mu spokoju… od dnia, w którym dowiedział się dlaczego… Dlaczego tak naprawdę nawet Księżyc nad Wyspą nie jest normalny. Zwyczajny. Jakiś taki swojski dla innych normalnych. Nie, nad Wyspą i Księżyc miał nadmiar ciemnej strony i mocy. Przybierał dziwne miny i nadmiernie podpatrywał mieszkańców małych domków. Co gorsza, nie wystarczały mu tylko noce… bezcześcił i dnie, gdy tylko Słońce lekko przykrywało się chmurą. Zawsze takie wstydliwe. Pan Tealight nie rozumiał tego dziwnego, złotego zagmatwania.

Ale najgorsze było, gdy Księżyc – zwany Serowym Zboczeńcem, bo podobno sam sobie smakował najlepiej – dobierał się do Wiedźmy Wrony. Wtedy ZmiennieKapryśny Czas stawał w miejscu. Stary Czas może i miał prozaiczne schorzenia, oraz powody by stawać, ale i tak na wrzask Wiedźmy działał jak wszyscy…

A to nawet nie pełnia!!! (wszystko zaś dlatego, iż na początku stworzenia Wyspa miała romans z Księżycem…)”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

I po co on się tak gapi?

Wisi tam za oknem, wrednie wygięty, jasny jak cholera – tosz to obraźliwe… Wstydzę się!!! Nie wiem co robić? Zakrywać okna kocami, czy co? I tak się cholernik prześliznie. Wlezie wszędzie, zmaca promieniem! Bez pytania. Bez żadnej wstępnej lub przestępnej gry wszelakiej!!!

Zboczeniec!!!

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Pan Tealight i Wyspy Kreacjonizm…

„Na początku był Smok.

Bo w rzeczywistości wszystko się zwykle zaczyna od jakiegoś smoka, albo żółwia. Niektórzy wspominali też o słoniach, a nawet ważkach, czy motylach. Jednak Wyspa zaczęła się, jak to mają wyspy w zwyczaju, od Smoka. Wyłonił się z Chaosu i wszelakiej Nieładności Bezwładnej w Nieokreślonej Przeszłości. Zresztą należy nadmienić, iż był kobietą, a tym się czasu nie liczy. Potem nastał czas układania się. Na śpiącym, w kołyszących się odmętach Morza Smoku, umościły się skały i tajemnice. Wzniosły swoje jaskinie marzenia i wszelakie podziemne, magiczne stworzenia. Wody wprowadziły się w upragnione szapry i dziury… wypełniły wijące się wąwozy i rowy. Potem nadszedł czas wielkich zaklęć, narastania gleby i roślin. Gdy zaś wszystko było już doskonałe, co do ostatniego płatka i kropli, powstał „Sklepik z Niepotrzebnymi” i Wyspa wiedziała, że nadszedł czas problemów.

Dni mijały, noce bywały bardziej zauważalne, a na Wyspie pojawili się ludzie. Zaczęli od początku wścibiać nosy, gdzie nie powinni byli, ale Wyspa była uparta. Pozwalała na zabawę i życie. Uczyła swoich małych ludzi jak doceniać to, co mają i jak budować malutkie domki, większe domki i wiatraki. Nawet rozerwali się tworząc okrągłe kościoły i niezła twierdzę, przy której zabawili dłużej z kolorowymi jeziorami. W owych domkach chowali się malutcy ludzie, poddając się Wyspie. Prowadziły ich za ręce malutkie życia, które za cel miały wyłącznie ucieczkę i podziwianie świata – zawistnych i przemądrzałych Wyspa nie znosiła.

Ludzie pokochali Wyspę, która tak naprawdę ich stworzyła i czcili ją. Mimowolnie najczęściej, ale nikt nie wyprowadzał ich z błędu, ani nadmiernie nie tłumaczył wszechświata… To byli ludzie Wyspy. Nawet jeżeli tu się rodzili, nie oznaczało to, że tu zostaną, że będą JEJ. Wyspa sama wybierała swoich ludzi, zmieniała ich i kształtowała na własne, szalone niepodobieństwo. Wyławiała ich z całego Wszechświata, nie bacząc na inne siły. A owe Inne Siły… pozwalały jej na to i tylko Pan Tealight wiedział, dlaczego tak było.”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)

Z cyklu nocą przeczytane: „GONE. Plaga” Michael Grant. Czyli ciąg dalszy psychologicznej rozgrywki pod tajemniczą kopułą. Trzeba przyznać, że autor konsekwentnie miażdży ludzkość za jej głupotę, pustactwo i ogólną bezmyślność… a wszystko na przykładzie grupki nastolatków. Bo przecież jest ich coraz mniej.

Czwart tom serii „Gone. Zniknęli”, to intrygująca pozycja. Opowieść z cyklu: „co by było, gdyby…”, lekko tchnąca dziełami Kinga i Koontza, ale też mająca w sobie coś z LOST. Po wielkim wybuchu, gdy dorośli zniknęli, a wiele z dzieci stało się mutantami… świat się zmienił. Teraźniejszość otoczyła kopuła, a bycie dzieckiem jest właściwie niemożliwe. Co prawda dzieciaki nauczyły się zdobywać pożywienie i walczyć, ale pojawiła się też zawiść i podziały. Niestety czeka ich kolejna plaga, oraz brak wody. Jedyna szansa to położone gdzieś tam jezioro. Ale czy zdążą?

Trzeba przyznać, że Michael Grant trzyma w napięciu. Dotarł do owego momentu, w którym już wiadomo, że chyba nie będzie tutaj happy endu. Jest prawdziwy i konsekwentny. Jego postacie wzbudzają w nas skrajne emocje. Wiemy, że siła jaką się wykazują, jest ogromna, ale też nie rozumiemy… nie rozumiemy jak oni mogą wciąż żyć!!!??? Przecież to tylko dzieci. Czy rzeczywiście ktoś na nich eksperymentował? Czy są tylko śnieżna kulą, którą ktoś potrząsa?

Co się z nimi stanie?

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz