Pan Tealight i Nieznośna Wampirzość Bytów…

„Pan Tealight przechadzał się uliczkami miasteczka.

Właściwie składało się ono z jednej ulicy i kilku niewymownych wypukłości, nieznośnych lekkości bytu planowniczych, ale co tam… Niech im będą, że są uliczki. Uliczki ze śladowymi i szczątkowymi zawartościami chodników. Zresztą przy znikomym ruchu, nic nie było istotne. Poza tą ciszą padajacych sporadycznie płatków śniegu i pustką. W małych domach ludzie i inne istoty szukały ciepłych miejsc, ale Pan Tealight, uprzednio zostawiwszy uciętą główkę – Ojeblika – pod opieką Chochela – chochlika pisarskiego Wiedźmy Wrony… chciał się rozerwać. Może i nie było to rozerwanie spektakularne, ale raz na jakiś czas musiał pobyć sam. Spojrzeć na miasteczko tylko swoimi, niewidocznymi dla innych oczami. Zamotany w pelerynę, krok za krokiem obchodził okolicę. Jego ślady szybko zasypywał śnieg. Jakby nigdy nikogo tutaj nie było. Okna natychmiast odrzucały jego odbicie… zbyt szare, zbyt niepozorne.

Wokół była tylko cisza. Piękna i cudowna cisza.

– Aaaa!!! Wampir!!! – cios torebką niestety też był cichy. Uderzenie zaś rozbrzmiało zaskakująco rytmiczną muzyką w szarej głowie Pana Tealighta. Wiedział jedno, ma już dość tego szufladkowania!”

(„Sklepik z Niepotrzebnymi” Chepcher Jones)


Z cyklu przeczytane – „Nazwanie bestii” Mike Carey. Czyli JUŻ piąty tom opowieści o egzorcyście Feliksie Castorze. Książka, na którą czekałam, bo gościa polubiłam dziwnie od pierwszego… czytnienia, i pochłonęłam w czasie nader zbytnio krótkim!

Nie wiem, czy to zależy od sposobu pisania – tej całej narracji – czy też zwyczajnie te klimaty pod piórem Carey’a nie nudzą. Bo znowu bawiłam się świetnie! Historia nie tylko ponownie mnie wciągnęła, rozprawiła się z pewnymi niedokończonymi/niewyjaśnionymi, ale przede wszystkim była wartka niczym woda… no wiecie gdzie. I choć to znowu te całe  zombie i wampiry, czy taki sukkub, to jednak wszystko jest takie inne, bardziej naturalne, prawdziwe.

Znajome postacie odkrywają swoje wszystkie karty, nieznajomi nie są istotni. A Asmodeusz pragnie tylko jednego – przetrwać. Mam jedno małe zastrzeżenie… czy on serio nie musi jeść, pić, spać, a nawet no… sikać? Czy Felix jest superherosem? Czy jednak człowiekiem? Tak się pytam, bo jak na człowieka, to raczej powinien nie żyć już z kilkanaście razy. A przynajmniej kilka razy odwiedzić WC!

AAAAA!!! I have HAMSQUIDS!!! 🙂 from KITTYPINKSTARTS giveaway!!!

They are amazing, unique and so so so funny! Thank You!

A moja Wyspa wciąż zaśnieżona. Piękna jak nie wiem co, szalenie ponętna i… cicha, tak bardzo cicha. Dopóki sąsiadowi znowu nie odbije, by wypróbować swój sprzęt! No nie ten sprzęt, ten muzyczny!!!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz